Nr 6 z 8 lutego 2012

Jedyny udziałowiec Blue City Holenderska spółka Singspiel przejęła 100 proc. udziałów i pełną kontrolę nad spółkami, do których należy m.in. warszawskie Centrum Handlowe Blue City (pow. 65 tys. mkw.) oraz kompleks biurowy Blue Office (30 tys. mkw.). W 2002 r. spółka Singspiel kupiła od poprzednich właścicieli 51 proc. udziałów, a następnie przebudowała istniejący budynek, by otworzyć część handlową (Blue City) w marcu 2004 r. Trzy lata później wybudowała kompleks biurowy (Blue Office). Liczy on ok. 185 tys. mkw. powierzchni. (Blue City, inf. wł.) OSG dla rosyjskiego Sbierbanku OSG Records Management podpisał umowę na przechowywanie i przetwarzanie dokumentów dla Sbierbanku, największego banku w Rosji. Zespół ekspertów OSG w dziedzinie archiwizacji oznaczył już około 0,5 mln...
Tomasz Mysłek
Odszkodowania dla Kościołów Rząd Czech przyjął projekt ustawy o rekompensatach dla Kościołów za mienie skonfiskowane im przez komunistyczne władze. Ustawa przewiduje, że 17 działających w Czechach Kościołów otrzyma w ciągu 30 lat ponad 59 mld koron (2,3 mld euro) odszkodowania. Zostanie im też zwrócona ponad połowa skonfiskowanych nieruchomości. Wypłata odszkodowań ma się zacząć już w tym roku. Równolegle państwo stopniowo ograniczy pomoc finansową dla Kościołów. Duńskie oszczędności Rządowa Warszawa wydała na „prezydencję” oficjalnie 115 mln euro, a Dania, która przewodzi UE od 1 stycznia, zamierza wydać na ten cel tylko 35 mln. Dania chce m.in. zorganizować znacznie mniej spotkań politycznych i eksperckich. Agencje ratingowe na celowniku Władze UE, po obniżeniu ocen...
Krzysztof Głowacki
Dlatego w sieci daremno szukać filmów z wydarzeń na placu Tiananmen czy relacji z protestów tybetańskich mnichów. Nad „odpowiednią zawartością netu” czuwa Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego. Kto chciałby zobaczyć czołgi rozjeżdżające studentów lub przeczytać wiadomości o Tajwanie, zobaczy jedynie kod błędu o dostępności strony HTTP 404. Władze blokują strony zagranicznych mediów, m.in. Voice of America, BBC News, Huffington Post, Yahoo i organizacji pozarządowych, jak Amnesty International. Niedostępne są również portale społecznościowe, w tym YouTube, Blogger, Google, LiveJournal, Facebook, Twitter, Vimeo i Flickr. Cenzura dotyczy zarówno „niebezpiecznych artystów” (U2, Sting), jak i „niewygodnych dziennikarzy”, jak Jane Macartney z brytyjskiego „The Times”, czy czatów dla...
Krzysztof Głowacki
Kosmiczny wyścig Rosyjska Agencja Kosmiczna zapowiedziała, że do 2020 r. wyśle na Księżyc dwa lądowniki – „Łuna-Resurs” i „Łuna-Glob”. Kolejnym etapem eksploracji ziemskiego satelity będzie wybudowanie na nim ośrodka naukowego. Po co to wszystko? Według przedstawicieli Roskosmosu, „Księżyc będzie przeznaczony do celów strategicznych”. Kozioł ofiarny Władze Kazachstanu uznały, że zamieszki w mieście Żanaozen, które wybuchły w połowie grudnia ub.r., wywołała opozycja. I uznały to za dobrą okazję, by rozprawić się z politycznymi przeciwnikami. Siły specjalne wkroczyły do redakcji gazety „Wzglad” i telewizji Stan. Reperkusje dotknęły również opozycyjne partie Ałga i Front Ludowy.
Marcin Wolski
Zasługi Macieja dla tego segmentu literatury popularnej są nie do przecenienia. Można zaryzykować stwierdzenie, że Parowski nie tylko tę fantastykę opisał, ale poniekąd stworzył. Jako redaktor działu polskiej prozy w „Fantastyce”, jako jej ponaddziesięcioletni naczelny czy wreszcie szef kwartalnika „Czas Fantastyki” był niestrudzonym kreatorem, inspiratorem, selekcjonerem, matką i ojcem dla młodych autorów, których zachęcał, kształtował, poprawiał, niekiedy – odnoszę wrażenie – nawet pisał za nich, wreszcie kategoryzował, zaliczał do kolejnych nurtów, generacji. Co smutne, rzadko spotykała go za to wdzięczność. „Małpy” są w istocie wyborem tekstów wcześniej publikowanych w prasie, znajdziemy tam szkice krytyczne, rozmowy, które Parowski przeprowadził, i takie, podczas których to...
Maciej Parowski
W „Good Day, and Good Luck” (2004) pokazał Clooney stację telewizyjną doprowadzającą do upadku senatora McCarhty’ego, który polował w USA na komunistów. W jego najnowszym filmie chodzi o partyjne prawybory. Oglądamy je przez pryzmat losów utalentowanego wilczka Stephena (Gosling), który zajmuje się pijarem kandydata na prezydenta, gubernatora Mike’a (Clooney). Mike wygląda na idealistę, Stephen prowadzi jego sprawy bezbłędnie, w dodatku cechuje go naiwna wiarę w słowa kandydata. Dopiero rozmowa z Tomem (Giamatti), szefem obozu przeciwnika, zachwieje i tą wiarą, i nadzieją w zwycięstwo. Koleżanka ze sztabu wyborczego (Wood), wścibska dziennikarka (Tomei), senator Thomson (Wright), o którego poparcie zabiega ekipa Mike’a, to pozostali rozgrywający dramatu. Ale Stephen nie zrelacjonuje...
Kazimierz Dadak
W ostatnim kwartale u.br. gospodarka niemiecka zanotowała niespodziewany spadek PKB, a rok 2012 zapowiada się jeszcze gorzej. Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) właśnie obniżył prognozę wzrostu w Eurolandzie z plus 1,1 proc. do minus 0,5 proc. Szczególnie ostry spadek dochodu narodowego ma nastąpić we Włoszech i Hiszpanii, odpowiednio 2,2 proc. i 1,7 proc., a jeszcze nie tak dawno MFW spodziewał się wzrostu w tych krajach o 0,3 proc.i 1,1 proc. Pakt samobójców W ten oto sposób objawiają się skutki kuracji polegającej na radykalnym wzmożeniu dyscypliny budżetowej. W dobie gwałtownego spadku popytu taka polityka gwarantuje pogłębienie się recesji. Dokładnie w ten sposób 20 lat temu Japonia przeszła z ciężkiej recesji w stan chronicznej stagnacji. Uzgodniony właśnie tzw. pakt...
Krystyna Grzybowska
Czy w naszym świecie technicznego postępu mnożą się psychopaci? Czy psychopatia i socjopatia jest tego postępu owocem? A może ten postęp nie idzie w parze z postępem humanitarnym czy raczej humanistycznym? Wygląda na to, że cywilizacja techniczna skutecznie walczy z moralnością, etyką, zasadami współżycia społecznego, że mamy do czynienia z cofaniem się do ery barbarzyństwa, wyposażonego w globalne środki komunikacji i gadżety umilające życie. W telewizji można oglądać zagraniczny program zatytułowany „Źli ludzie”. Jest to serial prezentujący seryjnych morderców, z zarysem ich życiorysów. Przypomniał mi się, gdy jakieś psycholożki i pseudointelektualistki próbowały usprawiedliwiać zachowanie matki Madzi jej życiową frustracją i nieudanym dzieciństwem. W serialu „Źli ludzie” poszukuje...
Robert Tekieli
Skąd ta cisza? Dlaczego gwiazdy PJNu przestały tańczyć przed nami z innymi podobnymi gwiazdami? „Kamaryla” zajęła się istotniejszymi sprawami. Wynik wyborów naruszył status quo. Walka o podział łupów i trupów się toczy. Gdy tylko się skończy, wróci troska o Prawo i Sprawiedliwość w naszym kraju. A do tego czasu może musi umrzeć jakiś kolejny były wicepremier. Może powiesi się jakiś kolejny sekretarz Kancelarii Premiera. Może trzeba będzie zamknąć innego byłego szefa służb specjalnych. Kiedy rusza się ludzi „nie do ruszenia”, gra idzie o interesy tak wielkie, że trzęsie się ziemia. Media „kamaryli” … I sama „kamaryla”. Towarzystwo spotykające się w mitycznym salonie? Bzdura. Raczej, bluzgając, na stacji benzynowej. W salonach też oczywiście, bo żeby zarządzać narodem w obcym interesie,...
Tomasz Terlikowski
5 marca 1968 r., kilka godzin po narodzinach syna, lekarze, na wyraźne polecenie sądu, wysterylizowali Elaine. – Potraktowali mnie jak świnię – mówiła amerykańskim dziennikarzom Riddick, pierwsza osoba w Stanach Zjednoczonych, która ma otrzymać odszkodowanie za przymusową sterylizację dokonaną z przyczyn eugenicznych. Powody takich zabiegów bywały różne: kolor skóry, pochodzenie z rodziny alkoholików, analfabetyzm, niecodzienne zachowania, choroby psychiczne w najbliższym otoczeniu itp. Każdy powód był dobry, by „chronić społeczeństwo przed nieodpowiednimi społecznie”. Szacuje się, że ofiar takiej polityki było w trzydziestu stanach USA ok. 65 tys. Podobne rozwiązania prawne obowiązywały także w Szwecji, Norwegii, Kanadzie i wielu innych postępowych krajach. W Północnej Karolinie, gdzie...
Ryszard Czarnecki
Amerykę Kwieciński więc kochał, ale miała ona też drugie oblicze, którego szczerze nie znosił. Nie tylko on. Ja osobiście, ale przecież też bardzo wielu z nas z niechęcią myśli o różnych pajacach – urzędnikach z Waszyngtonu czy dziennikarzach z Nowego Jorku, którzy czynem (ci pierwsi) lub słowem (ci drudzy) pchają swój wielki kraj w ramiona Rosji i robią wszystko, by odwrócił się on plecami do sojuszników. Także do Polski. To za prezydentury Obamy ta tendencja stała się niemal religią państwową w polityce zagranicznej USA. Jacek Kwieciński, a z nim wielu myślących jak on Polaków, zżymał się na ten amerykański pragmatyzm, który kazał budować mosty do Moskwy ponad głowami Polaków, Bałtów i innych nacji, które na własnej skórze poczuły ciężką łapę rosyjskiego niedźwiedzia. Tak, takiej...
Krystyna Grzybowska
Reset poglądów, myśli nieuczesanych i banałów, których pełno było również w wykonaniu innych polityków, bardziej znanych. Bo ta konferencja to już popłuczyny dawniejszych, podczas których poruszano kwestie bezpieczeństwa krajów NATO i broniono zasad paktu, gwaranta bezpieczeństwa świata zachodniego. Z tamtych czasów pozostał tylko szyld, zwiędła bowiem idea przyświecająca temu wydarzeniu. Natomiast wzrosła niepomiernie liczba uczestników monachijskiego zgromadzenia, które jako wydarzenie o nieformalnym charakterze ani nie podejmuje żadnych wiążących decyzji, ani tym bardziej nie ma wpływu na bezpieczeństwo świata. To, co mówili Sikorski i Komorowski, tym bardziej. Polityczne i obronne mowy przyćmiło wystąpienie szefa Banku Światowego Roberta Zoellicka, a dotyczyło ono niekoniecznie...
Rafał Ziemkiewicz
Pani Mucha nie wymyśliła nic nowego, korzysta tylko z najlepszego przykładu, który idzie z samej góry. Po to się rządzi państwem, żeby móc wynagradzać swoich kumpli oraz stronników i pozyskiwać kolejnych rozdawaniem stołków. Czy ktoś myśli, że Tusk by nie chciał, żeby administracja państwa działała sprawnie? Pewnie, że by chciał. Ale skoro przyjął takie zasady gry o władzę, jakie przyjął, to żadne wściekanie się, pokrzykiwanie na nieudolnych podwładnych i rzucanie w nich papierami nic nie da. Kadry decydują o wszystkim, mówił klasyk. A o kadrach decydują układy. Tusk świadomie stał się zakładnikiem owych układów, postanowił balansować między sitwami i koteriami, tu przycinając, tam wspierając, równoważąc, stale eliminując silniejsze osobowości na swoim zapleczu, jak surfer na fali....
Wojciech Wencel
Czy czegoś to nam nie przypomina? Mimo wszystko trudno zestawiać carską administrację z III RP. Wciąż mamy swoich politycznych reprezentantów, potencjał wpływania na kształt państwa i wiarę, że obecna „dyktatura ciemniaków” to zjawisko przejściowe. Ale już współczesna kultura, jako źródło zbiorowego egoizmu, pęta nasz naród w sposób nie mniej trwały i bolesny, niż czyniły to kajdany zaborców. Naszymi zaściankami są tradycyjne rodziny, a chutorami prowincjonalne miasteczka, naszym Bobrujskiem co miesiąc staje się Krakowskie Przedmieście. Czego możemy się nauczyć od uczestników drugiego obiegu sprzed stulecia? Na pewno odpowiedzialności za najmłodsze pokolenie. Średnia wieku na spot-kaniach środowisk niepodległościowych odsłania skalę problemu. Nie ma co mydlić sobie oczu aktywnością...
Piotr Ferenc-Chudy
Zygmunt Szendzielarz nie zakończył się bić nawet wtedy, gdy przestały istnieć jego macierzyste jednostki – pułk i Wileńska Brygada Kawalerii. Swój szwadron podporządkowywał coraz to innym improwizowanym większym jednostkom taktycznym w nadziei na dalszą walkę z najeźdźcami ojczyzny. W ostatnich dniach września, gdy operowanie w coraz bardziej zaciskających się kleszczach Wehrmachtu i Armii Czerwonej stało się niemożliwe, Zygmunt Szendzielarz dostał się do niewoli niemieckiej. Zbiegł z niej wkrótce, by podjąć się nieudanej próby wydostania z okupowanego kraju. W konspiracji przyjął pseudonim „Łupaszko” na cześć kawalerzysty i kresowego zagończyka, bohatera wojny polsko-bolszewickiej, płk. Jerzego Dąmbrowskiego, zamordowanego w mińskim więzieniu przez Sowietów w grudniu 1940 r. III...
Realizację projektu rozpoczęto wczesną wiosną 1921 r. Był on jednak wdrażany chaotycznie i niedbale, brakowało dobrego planu akcji osadniczej, panował pośpiech i nieufność między lokalnymi władzami a przyszłymi właścicielami ziemi. Osadnicy-żołnierze dostawali puste pola bez budynków i narzędzi rolniczych. Pomocą służyły im jedynie macierzyste pułki, które wyposażały ich w konie, wozy taborowe i prowiant na okres do pierwszych zbiorów. Władze państwowe, mimo przewidzianej w ustawie pomocy, nie udzieliły obiecanych kredytów ani materiałów budowlanych. W konsekwencji przez kilka pierwszych miesięcy osadnicy mieszkali w folwarcznych budynkach, w wykopanych przez siebie ziemiankach, a niekiedy w sąsiednich wsiach i miasteczkach. Duże odległości od poczty czy stacji kolejowej były dla nich...
Maciej Pawlak
Dobrymi chęciami piekło wybrukowane Dwuznaczne stanowisko w sprawie uratowania stoczni gdyńskiej prezentuje MON, zarówno pod poprzednim kierownictwem Bohdana Klicha, jak i obecnym – Tomasza Siemoniaka. Z jednej strony deklaruje chęć zachowania jej potencjału. Z drugiej twierdzi, że tak naprawdę nie jest w stanie wiele zrobić, bo los zakładu znajduje się obecnie w rękach syndyka. Z przysłanych nam przez MON informacji dowiadujemy się m.in., że „resort ON jest żywotnie zainteresowany zachowaniem zdolności techniczno-produkcyjnych SMW SA w części dotyczącej uzbrojenia i wyposażenia specjalnego (…). Konsekwencją powyższego, obok wysiłków zmierzających do zabezpieczania potencjału ww. spółki w celu zapewnienia realizacji zadań na potrzeby MW RP, jest znacząca determinacja resortu w...
Tomasz Mysłek
W imię walki z deficytem Celem tego paktu niemieckiego (jak piszą niektórzy niemieccy komentatorzy) ma być zaostrzenie dyscypliny budżetowej państw eurostrefy, aby poprawić ich wiarygodność wobec rynków finansowych. Dlatego umowa została zawarta tak pospiesznie. Chodzi o jak najszybsze wpisanie zasady zrównoważonego deficytu budżetowego do krajowych ustaw lub konstytucji wszystkich państw UE. Spełnienia zawartych w pakcie warunków ma dopilnować Europejski Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu. Pakt ma ułatwić nakładanie finansowych kar na te kraje, które przekroczą dozwolony próg deficytu, czyli 3 proc. PKB, a także dozwolony poziom państwowego długu – w wys. 60 proc. PKB. Kary za przekroczenie tych limitów mogą sięgać do 0,1 proc. PKB danego kraju. A jeśli zadłużenie przekroczy...
Jacek Laskowski
Chybiona wiara w demokrację Obecny okres rządów cywilnych trwa od 2008 r., kiedy amerykańska dyplomacja skłoniła wojskowego dyktatora gen. Perweza Muszarrafa do ugody z opozycją i przywrócenia demokracji. Celem miało być wzmocnienie rządu w Islamabadzie w sytuacji rosnącej niepopularności prezydenta Muszarrafa i jego uwikłania w konflikt z władzą sądowniczą. Polityczny kompromis miał pogłębić zaangażowanie Pakistanu w sojusz z USA i wojnę z terroryzmem, a przy okazji złagodzić medialną krytykę Stanów Zjednoczonych za wybiórcze wspieranie demokracji na świecie. Szybko okazał się jednak niefortunny zarówno dla Pakistanu, jak i interesów amerykańskich. Zaplanowane na styczeń 2008 r. wybory parlamentarne miały przynieść wielki polityczny powrót byłej premier Benazir Bhutto. Po...
Bettina Röhl
Do dziś nie wiadomo, gdzie podziała się spora część majątku SED, którym komuniści zarządzali przed transformacją ustrojową. Wiadomo natomiast, że przy wsparciu wypróbowanych towarzyszy i ideologów partyjnych odpucowano starą SED na zachodnią modłę. Jedyne, co wymieniono, to trzy literki w nazwie. Tak narodziła się PDS. Przez blisko 20 lat maoistowsko-trockistowskie grupki z Zachodu i mające spore wpływy na polityczno-intelektualne życie w starych landach resztki Komunistycznej Partii Niemiec (DKP) nie mogły dojść do porozumienia z partyjnym betonem z PDS. Różnica w stylu życia komunistów wschodnich i zachodnich była nie do przeskoczenia. Aż do roku 2007, kiedy Gregor Gysi i fetowany jako lider zachodniej lewicy Oscar Lafontaine dokonali cudu połączenia sił komunistów z obu...
Andrzej Zybertowicz
Państwo bez narodu Mamy państwo bez narodu, gdyż elity władające obecnie kluczowymi ogniwami władzy nie są de facto kontrolowane przez zintegrowaną kulturowo i organizacyjnie wspólnotę polityczną. Elity te nie podlegają nadzorowi ze strony instytucji, formalnych i nieformalnych, pomagających społeczeństwu rozumieć, jak działa maszyneria państwa, i skutecznie oddziaływać na nią. Nie są kontrolowane, gdyż w Polsce dojrzałej wspólnoty narodowej po prostu nie ma. Po serii katastrof cywilizacyjnych – zabory, wojny światowe, okupacja hitlerowska, komunizm sowiecki – Polacy jako naród nie zdążyli jeszcze się odrodzić, a już stanęli w obliczu nowych wyzwań dla swojej suwerenności. Mam na myśli wejście do NATO, Unii Europejskiej, procesy globalizacji, ciśnienie kultury konsumpcyjnej. W...
Antoni Łepkowski
Od lat partia przekonuje nas, czyli publikę, że jest formacją liberalną, co w istocie powinno oznaczać, iż ideał wolności ma dla niej znaczenie większe niż inne społecznie artykułowane wartości. Dla archetypicznego liberała nie równość, nie braterstwo czy solidarność zajmują czołowe miejsce na podium, lecz właśnie wolność. Najczęściej pod rękę z własnością, czyli dobrem, którego wolność ma być tarczą i opoką. Możliwość korzystania z wolności kończy się tam, gdzie nasza swoboda narusza wolność innych. Podobnie korzystanie z własności znajduje kres w miejscu ingerencji we własność drugiego. Tak wzajemnie, w sprzężeniu zwrotnym, współistnieją owe dwie megawartości systemu liberalnego. W ostatnich tygodniach za sprawą ochrony praw autorskich dochodzi na naszych oczach do istotnego...
Krzysztof Wyszkowski
Zdradzając zapewnienia Tuska, że obiecał przywiązanie Polski do niemieckiego rydwanu za pomocą likwidacji złotego już za trzy lata, Schulz ujawnił stale stosowaną metodę premiera – wszystkim obiecywać to, czego chcą, a potem może o tym zapomną albo czymś się to „przykryje”. To dziwne, bo Tusk powinien rozumieć, że ta gra jest już psu na budę. Tak samo jak tamta, którą uprawiał jego mistrz proponujący Rosjanom bazy posowieckie oraz budowę NATO-bis i EWG-bis. Tusk, mimo wszystkich swoich rezygnacji z polskich interesów państwowych i narodowych, tak samo nie dostanie posady prezydenta Europy, jak nie dostał jej Wałęsa, któremu kiedyś poświeciłem tym mirażem tylko po to, żeby przezwyciężyć jego strach przed wypowiedzeniem posłuszeństwa Jaruzelskiemu. W takich sprawach nie wystarczają dobre...
Petar Petrović
Z biegiem lat akcesja do UE staje się coraz mniej atrakcyjna dla aspirujących do niej państw, a koszty, które muszą ponieść społeczeństwa, aby uzyskać akceptację swojej kandydatury przez Brukselę, są coraz wyższe. Wielu z tych, którzy poparli przyłączenie się do UE, nie wierzy już w budowanie wielkiej wspólnoty europejskiej, opartej na demokratycznych zasadach, w której każda stolica miałaby równe prawo do decydowania o kierunku rozwoju Unii i jej przyszłości. Wielu ludzi z obawą obserwuje nowy porządek konstruowany w gabinetach w Paryżu i Berlinie. Chorwaci, podobnie jak Słoweńcy, zawsze bardzo entuzjastycznie odnosili się do członkostwa w UE, ale dzisiaj, tak jak wiele innych narodów w Europie, z większym sceptycyzmem podchodzą do unijnych struktur. Skąd ten brak zaufania W...
Antoni Rybczyński
Syria to ostatni bastion opierający się fali arabskiej wiosny, a zarazem ostatni sojusznik Rosji na Bliskim Wschodzie. Rosjanie nie chcą powtórzyć „libijskiego błędu”, gdy przepuścili przez Radę Bezpieczeństwa ONZ rezolucję otwierającą drogę do obalenia Kaddafiego. Już w 1980 r. Leonid Breżniew podpisał traktat o przyjaźni i wzajemnej pomocy z Hafezem Asadem. Od tamtej pory 90 proc. syryjskiego uzbrojenia pochodzi z Moskwy. Wartość obecnych kontraktów, zawartych i negocjowanych, sięga 6 mld dol. Reżim jest objęty embargiem za krwawe represje wobec uczestników protestów, ale Moskwie to nie przeszkadza. W styczniu przybił do brzegów Syrii statek pełen amunicji, potem pojawiły się informacje o podpisaniu kontraktu na sprzedaż kilkudziesięciu samolotów. Jak stwierdził minister spraw...
Jarosław Marek Rymkiewicz
Cytując ludzi rozsądnych, którzy pojawili się w polskim sejmie w kwietniu 1773 r., Mickiewicz pisał tak: „Gdzież r o z s ą d e k – wołano – chcieć opierać się woli trzech dworów? Gdzie są ś r o d k i oparcia się? Czy jest c z a s po temu? Czy nie lepiej c z ę ś ć poświęcić, aby r e s z t ę zachować?”. Ludzie rozsądni rozprawiali więc (według Mickiewicza) – rozprawiali, kiedy ginęła Rzeczpospolita, kiedy gwałcono jej prawa, kiedy rozpadały się jej instytucje, kiedy jej król (król-zdrajca) zabawiał się z tancereczkami, kiedy ulice Warszawy patrolowali rosyjscy i pruscy żołnierze – o rozsądku, o środkach, o czasie, o stosunku części do całości. Polacy, przynajmniej ci nierozsądni (czyli, można by powiedzieć, trochę gorzej zorientowani w sytuacji, w jakiej znalazła się wówczas Polska; w...
Artur Dmochowski
Zasadniczym motywem, który nas do tego pchnął, jest pragnienie, aby opozycja była merytoryczna, aby wiedziała, co i jak należy zmienić. Przecież coś jednak jest nie w porządku z tym całym aparatem państwowym. Pozornie wszystko funkcjonuje, ale spójrzmy choćby na sądy. Nie może być tak, że one wszystko za nas załatwią. Czy to sądy są od ocen etycznych? Czy wyrok sądu jest niezbędny, żeby stwierdzić, że stan wojenny był złem? Wydawałoby się, że powinna tu wystarczyć normalna przyzwoitość, połączona ze zdrowym rozsądkiem. Będziemy obserwować w miarę możliwości przebieg rozpraw sądowych, bo nie jest też przecież tak, że sądy są nieomylne. A są w tej chwili faktycznie pozbawione kontroli społecznej i efekt jest taki, że działają często niesprawnie i przewlekle. Procesy, np. w sądach pracy,...
Joanna Lichocka
– Czekają nas cztery lata ze słabym i zagubionym premierem – stwierdził Palikot i dodał: – szkoda Polski i szkoda Tuska. Palikot oczywiście odreagował w ten sposób słowa krytyki Tuska, który przy okazji wręczenia tej właśnie nagrody nazwał dawnego przyjaciela hipokrytą. Jednak to, że raczej lojalny zazwyczaj wobec premiera, niedawny wydawca książki Tuska, pozwolił sobie na takie zdania, pokazuje, że punktem odniesienia sceny politycznej staje się raczej ośrodek prezydencki, coraz wyraźniej dystansujący się od Kancelarii Premiera. Gołym okiem widać, że pozycja szefa rządu słabnie, i to na tyle istotnie, że coraz więcej polityków i działaczy zrozumiało, iż najwyższa pora, by orientować się na Bronisława Komorowskiego. Nie tylko Schetyna Niczym innym zdaje się nie zajmować teraz...
Paweł Paliwoda
Domniemania niewinności ACTA nie zna W przypadku internetu najbardziej niepokoją dwie sprawy. Wystarczy podejrzenie naruszenia czyichś praw, aby obywatel został odcięty od sieci i poddany śledztwu, oraz to, że nasze szczegółowe dane osobowe muszą wtedy zostać przez usługodawców internetowych przekazane organom ścigania i osobom trzecim, wnoszącym skargę (ścigana też może być osoba abonenta, a nie sprawcy naruszenia prawa, który skorzystał metodami hakerskimi z komputera lub serwera, na którym jest zalogowany abonent). Dotyczy to domniemania przestępstwa w każdej sferze handlu. Domniemania niewinności ACTA nie zna. Wojciech Wiewiórkowski, generalny inspektor ochrony danych osobowych: „ACTA może stworzyć alternatywną do policyjnej sieć wymiany informacji o podejrzanych o piractwo. Ta...
Anita Gargas
Plany policji pokrzyżował Krzysztof Rutkowski. Późnym wieczorem w trybie nagłym ściągał dziennikarzy do Sosnowca, by w kilkunastostopniowym mrozie, aż do pierwszej w nocy, udzielać wywiadów o tym, jak rozwiązał zagadkę zaginięcia małej Madzi. – Matka wyznała, co się stało. Ciało dziecka jest pod drzewem. Widziałem kocyk i śpioszki, czułem odór – twierdził. Tymczasem mimo tych zapewnień we wskazanym miejscu nie było ani kocyka, ani śpioszków, ani ciałka dziecka. Odoru być nie mogło, ze względu na trzaskający mróz. Ten były detektyw sam bezpłatnie zaoferował pomoc rodzicom Madzi. Bezpłatnie, bo nie może prowadzić śledztw detektywistycznych, a więc i pobierać za nie honorarium, ponieważ dawno utracił licencję. W świetle prawa Rutkowski działał na podstawie udzielonego mu zwyczajnego...
Grzegorz Wierzchołowski
Prokuratorzy nie zajęli się także ministrem Millerem jako współodpowiedzialnym za złe przygotowanie wizyty prezydenta Kaczyńskiego (Millerowi podlegał BOR). Jednocześnie prokuratorzy na podstawie oceny biegłych stwierdzili, że szef BOR dopuścił się wielu uchybień w przygotowaniu wizyty i ochrony głowy państwa 10 kwietnia 2010 r. Logiczne wydawałoby się więc zbadanie, czy minister, którego obowiązkiem było nadzorowanie BOR, dopełnił swoich obowiązków. Dlaczego śledczy nie chcą podjąć tego wątku? Niewątpliwie mieliby ku temu prawne podstawy, ponieważ ustawa o ministrze spraw wewnętrznych, ustawa o BOR oraz instrukcja HEAD, wydana w 2009 r. przez szefa MON, wskazują, że odpowiedzialność za ochronę prezydenta, w tym samolotu, którym podróżuje poza granicami państwa, ponoszą minister spraw...
Leszek Misiak
Prokuratorzy nie zajęli się także ministrem Millerem jako współodpowiedzialnym za złe przygotowanie wizyty prezydenta Kaczyńskiego (Millerowi podlegał BOR). Jednocześnie prokuratorzy na podstawie oceny biegłych stwierdzili, że szef BOR dopuścił się wielu uchybień w przygotowaniu wizyty i ochrony głowy państwa 10 kwietnia 2010 r. Logiczne wydawałoby się więc zbadanie, czy minister, którego obowiązkiem było nadzorowanie BOR, dopełnił swoich obowiązków. Dlaczego śledczy nie chcą podjąć tego wątku? Niewątpliwie mieliby ku temu prawne podstawy, ponieważ ustawa o ministrze spraw wewnętrznych, ustawa o BOR oraz instrukcja HEAD, wydana w 2009 r. przez szefa MON, wskazują, że odpowiedzialność za ochronę prezydenta, w tym samolotu, którym podróżuje poza granicami państwa, ponoszą minister spraw...
Leszek Misiak
Jak twierdzi Muś, rosyjski kontroler podał Jakowi-40 komendę wyrażającą zgodę na zejście na wysokość 50 m, czyli poniżej przepisowej wysokości 100 m, na której podejmuje się decyzję o lądowaniu. Według chorążego Musia, załogi Tu-154M 101 oraz Iła-76 usłyszały od Rosjan podobne słowa. Z informacji „GP” wynika, że wersję o wydaniu pilotom tupolewa zgody na zejście do 50 m potwierdził też w prokuraturze por. Artur Wosztyl – pilot Jaka-40. Jak twierdzi nasz informator, w aktach śledztwa znajduje się jego zeznanie z 21 kwietnia 2010 r. (karta nr 1165). „Słyszałem, że kontroler lotniska poinformował załogę tupolewa o widzialności 400 m, i jeszcze słyszałem, jak mówił do nich, żeby nie schodzili poniżej 50 m” – zeznał Wosztyl. Słowa kontrolera z wieży w Smoleńsku, które mogły sprowadzić na...
Grzegorz Wierzchołowski
Jak twierdzi Muś, rosyjski kontroler podał Jakowi-40 komendę wyrażającą zgodę na zejście na wysokość 50 m, czyli poniżej przepisowej wysokości 100 m, na której podejmuje się decyzję o lądowaniu. Według chorążego Musia, załogi Tu-154M 101 oraz Iła-76 usłyszały od Rosjan podobne słowa. Z informacji „GP” wynika, że wersję o wydaniu pilotom tupolewa zgody na zejście do 50 m potwierdził też w prokuraturze por. Artur Wosztyl – pilot Jaka-40. Jak twierdzi nasz informator, w aktach śledztwa znajduje się jego zeznanie z 21 kwietnia 2010 r. (karta nr 1165). „Słyszałem, że kontroler lotniska poinformował załogę tupolewa o widzialności 400 m, i jeszcze słyszałem, jak mówił do nich, żeby nie schodzili poniżej 50 m” – zeznał Wosztyl. Słowa kontrolera z wieży w Smoleńsku, które mogły sprowadzić na...
Leszek Misiak
Za najistotniejsze uchybienia biegli uznali brak właściwego nadzoru ze strony kierownictwa BOR nad działaniami ochronnymi w kwietniu 2010 r., brak niezbędnych specjalistów w grupie rekonesansowej i grupach zabezpieczających (funkcjonariusza grupy lotniskowej, pirotechnika, lekarza sanitarnego), nieprzeprowadzenie rekonesansu lotniska Siewiernyj, brak obecności funkcjonariusza BOR na lotnisku oraz brak wyposażenia funkcjonariuszy grup zabezpieczających w broń palną. O wszystkich tych zaniedbaniach już w 2010 r. pisała „Gazeta Polska”. Oczywiście jak w wielu innych przypadkach oskarżono nas wówczas o teorie spiskowe. Parasol ochronny nad Janickim Wokół BOR od pierwszych dni po katastrofie smoleńskiej panuje dziwne milczenie. Niedługo po tragedii zwróciliśmy się do gen. Janickiego z...
Grzegorz Wierzchołowski
Za najistotniejsze uchybienia biegli uznali brak właściwego nadzoru ze strony kierownictwa BOR nad działaniami ochronnymi w kwietniu 2010 r., brak niezbędnych specjalistów w grupie rekonesansowej i grupach zabezpieczających (funkcjonariusza grupy lotniskowej, pirotechnika, lekarza sanitarnego), nieprzeprowadzenie rekonesansu lotniska Siewiernyj, brak obecności funkcjonariusza BOR na lotnisku oraz brak wyposażenia funkcjonariuszy grup zabezpieczających w broń palną. O wszystkich tych zaniedbaniach już w 2010 r. pisała „Gazeta Polska”. Oczywiście jak w wielu innych przypadkach oskarżono nas wówczas o teorie spiskowe. Parasol ochronny nad Janickim Wokół BOR od pierwszych dni po katastrofie smoleńskiej panuje dziwne milczenie. Niedługo po tragedii zwróciliśmy się do gen. Janickiego z...
Leszek Misiak
Szef BOR powiedział publicznie dziesięć dni po tragedii, że nie wiedział, kto leci samolotem 10 kwietnia 2010 r. do Katynia. To oznacza, że gen. Janicki nie zapoznał się z planem ochrony prezydenta na czas delegacji do Katynia i nie podpisał tego planu, a co za tym idzie – nie nakazał go procedować. Może zrobił to jego zastępca, gen. Paweł Bielawny? Za ochronę prezydenta i premiera zawsze osobistą odpowiedzialność ponosi szef Biura. Jeśli nawet zastępca ds. ochronnych coś przeoczy czy zawali, w przypadku tych dwóch najważniejszych osób w państwie szef BOR ma obowiązek to wychwycić. To jego święty obowiązek i za to ponosi odpowiedzialność. Za to mu płacą, a nie za administrowanie majątkiem Biura i zapewnienie utrzymania funkcjonariuszom. Gdy ja byłem zastępcą ds. ochronnych, szef...
Grzegorz Wierzchołowski
Szef BOR powiedział publicznie dziesięć dni po tragedii, że nie wiedział, kto leci samolotem 10 kwietnia 2010 r. do Katynia. To oznacza, że gen. Janicki nie zapoznał się z planem ochrony prezydenta na czas delegacji do Katynia i nie podpisał tego planu, a co za tym idzie – nie nakazał go procedować. Może zrobił to jego zastępca, gen. Paweł Bielawny? Za ochronę prezydenta i premiera zawsze osobistą odpowiedzialność ponosi szef Biura. Jeśli nawet zastępca ds. ochronnych coś przeoczy czy zawali, w przypadku tych dwóch najważniejszych osób w państwie szef BOR ma obowiązek to wychwycić. To jego święty obowiązek i za to ponosi odpowiedzialność. Za to mu płacą, a nie za administrowanie majątkiem Biura i zapewnienie utrzymania funkcjonariuszom. Gdy ja byłem zastępcą ds. ochronnych, szef...
Piotr Lisiewicz
Zbigniew Grycan od lodów z „Zielonej Budki” był przez 11 lat zarejestrowany przez SB jako TW „Zbyszek”. Obecnie media lansują na celebrytki jego córki. Jako puszyste, ale radosne i pozbawione kompleksów „Grycanki”. Internauci komentują ich tuszę, przychylnie bądź nie. Czy ich kariera jest równie przypadkowa jak Olejnik – córki esbeka, Owsiaka – syna milicjanta, Wojewódzkiego – syna prokuratora itp.? Nie mam pojęcia. Wiem, że apetyczne „Grycanki” zagospodarowują jakiś tam obszar zainteresowania gawiedzi. Węszę tu gruby przekręt. Jeśli ktokolwiek po powyższej notce powie, że mam obsesję, to namówię byłych esbeków, żeby wytoczyli mu proces o zniesławienie. III RP to państwo dyktatury celebrytów. To ich słuchają miliony. Podejrzewanie esbeków, że tego nie wykorzystują, to robienie z nich...
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
Po 1956 r. nastąpiła chwilowa odwilż, która trwała zaledwie dwa lata. Ekipa Władysława Gomułki, nafaszerowana antykatolicką ideologią, rozpoczęła walkę od nowa. Zmieniły się jedynie metody. Początkowo Służba Bezpieczeństwa, wierna kontynuatorka zbrodniczego Urzędu Bezpieczeństwa, prowadziła walkę z Kościołem w ramach innych działań skierowanych przeciwko środowiskom opozycyjnym. Jednak na początku 1962 r., czyli dokładnie pół wieku temu, zapadła decyzja o powołaniu odrębnego pionu. W ten sposób powstał Departament IV MSW, a przy podległych komendach wojewódzkich i powiatowych wydziały IV SB. Funkcjonowanie tych struktur regulowało zarządzenie ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Władysława Wichny z 9 czerwca 1962 r. Do pracy w tych wydziałach skierowano najbardziej wypróbowanych...

Pages