Chiny - Dyktatura w cyberprzestrzeni

Dlatego w sieci daremno szukać filmów z wydarzeń na placu Tiananmen czy relacji z protestów tybetańskich mnichów. Nad „odpowiednią zawartością netu” czuwa Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego. Kto chciałby zobaczyć czołgi rozjeżdżające studentów lub przeczytać wiadomości o Tajwanie, zobaczy jedynie kod błędu o dostępności strony HTTP 404. Władze blokują strony zagranicznych mediów, m.in. Voice of America, BBC News, Huffington Post, Yahoo i organizacji pozarządowych, jak Amnesty International. Niedostępne są również portale społecznościowe, w tym YouTube, Blogger, Google, LiveJournal, Facebook, Twitter, Vimeo i Flickr. Cenzura dotyczy zarówno „niebezpiecznych artystów” (U2, Sting), jak i „niewygodnych dziennikarzy”, jak Jane Macartney z brytyjskiego „The Times”, czy czatów dla randkowiczów.

Prawda selektywna

Tak rozbudowaną inwigilację umożliwia tzw. Złota Tarcza, mozaika przeróżnych zabezpieczeń i blokad. Dzięki mnogości firewalli i adresów Proxy, system ten nie przepuszcza do Sieci zakazanych adresów IP oraz niebezpiecznych dla władzy wyników wyszukiwarek. Selekcję prowadzi również program „Chiński Mur 2.0”. Ten kompleksowy system filtrów jest podłączony do centralnej bazy danych, która posiada listę „zakazanych stron”.

To jednak nie wszystko. Użytkownicy kawiarni internetowych są legitymowani i fotografowani, a listy przeglądanych przez nich stron podlegają archiwizacji. Ponadto na terenie Chińskiej Republiki Ludowej działa ok. 300 tys. policjantów, którzy nie tylko surfują po Sieci w poszukiwaniu krytyków władzy, ale również rozpowszechniają treści, które uzyskały akceptację Biura Państwowej Rady Informacji Internetu. Instytucja ta decyduje o tym, kto i na jakich zasadach może linkować zagraniczne strony. Jeśli jakiś portal chce się powołać na „obce źródło”, najpierw musi uzyskać koncesję BPRII.

Omawiając kwestię cenzury, nie sposób nie wspomnieć o chińskich odpowiednikach zachodnich serwisów....
[pozostało do przeczytania 48% tekstu]
Dostęp do artykułów: