Były zastępca szefa BOR pyta: Czy Janicki miał rozkaz pozbawić prezydenta ochrony

Szef BOR powiedział publicznie dziesięć dni po tragedii, że nie wiedział, kto leci samolotem 10 kwietnia 2010 r. do Katynia.

To oznacza, że gen. Janicki nie zapoznał się z planem ochrony prezydenta na czas delegacji do Katynia i nie podpisał tego planu, a co za tym idzie – nie nakazał go procedować.

Może zrobił to jego zastępca, gen. Paweł Bielawny?

Za ochronę prezydenta i premiera zawsze osobistą odpowiedzialność ponosi szef Biura. Jeśli nawet zastępca ds. ochronnych coś przeoczy czy zawali, w przypadku tych dwóch najważniejszych osób w państwie szef BOR ma obowiązek to wychwycić. To jego święty obowiązek i za to ponosi odpowiedzialność. Za to mu płacą, a nie za administrowanie majątkiem Biura i zapewnienie utrzymania funkcjonariuszom. Gdy ja byłem zastępcą ds. ochronnych, szef BOR, płk Andrzej Pawlikowski, zawsze, nawet jeśli gdzieś wyjeżdżał i ja przejmowałem obowiązki, zapoznawał się z planami ochrony, i to nie tylko prezydenta i premiera. Próba zrzucenia z siebie odpowiedzialności przez gen. Janickiego nie licuje z honorem szefa BOR.

Dziś już wiemy, że gdy Tu-154 z prezydentem Lechem Kaczyńskim na pokładzie rozbijał się w Smoleńsku, na lotnisku Siewiernyj nie było żadnego funkcjonariusza BOR.

Brak funkcjonariusza BOR na miejscu czasowego pobytu prezydenta RP jest kolejnym dowodem złamania ustawy o BOR. Na płycie w Smoleńsku nie tylko nie było funkcjonariusza Biura odpowiedzialnego za ochronę głowy państwa, który wie, w jaki sposób w razie konieczności ewakuować prezydenta, ale nie było też polskiego pirotechnika, który powinien nadzorować pirotechników rosyjskich, by dokonali wszystkich niezbędnych czynności dotyczących sprawdzenia terenu, nie wpuszczali pewnych osób, samochodów, które nie powinny znaleźć się w tym miejscu, i by objęto ewentualną dodatkową ochroną obiekty i urządzenia znajdujące się na miejscu. Niedopełnienie tych obowiązków jest...
[pozostało do przeczytania 80% tekstu]
Dostęp do artykułów: