Krzysztof Karnkowski

W grudniu na ekrany kin ma wejść dziewiąta część „Gwiezdnych wojen”. Film „Gwiezdne wojny: Skywalker. Odrodzenie” zwieńczy trzecią trylogię cyklu, który od końca lat 70. wyznacza trendy w kinie i o wiele szerzej pojętej popkulturze. Jak to bywa w przypadku tytułów będących dla swoich fanów czymś więcej niż tylko jedną z setek zapełniających ekrany kin i telewizorów produkcji, sporym oczekiwaniom towarzyszą jeszcze większe kontrowersje. Tym razem głównym przedmiotem sporu jest sam tytuł filmu. Awantura o tytuł Na całym świecie trzeci film trzeciej trylogii nosi tytuł „Star Wars: The Rise of Skywalker”. Tymczasem w Japonii dystrybutor zdecydował się na drobną zmianę i tamtejsi widzowie zimą obejrzą „Star Wars: Dawn of Skywalker”. „Powstanie” (lub „Odrodzenie”) zostanie tam zastąpione...
Od kilku miesięcy Telewizja Polska nadaje koreański serial historyczny „Cesarzowa Ki”. Gdybyśmy żyli w czasach dostępności dwóch programów, oglądaliby go wszyscy, ale nawet dziś cieszy się pewną popularnością. Widzów olśniewają egzotyka, żywe kolory i przepych realizacji, w którą włożono mnóstwo pieniędzy i umiejętności. Zważywszy jednak na tematykę, po tym pierwszym w historii TVP kontakcie z koreańskim serialem pozostanie on dla widza zjawiskiem obcym i egzotycznym. (...) „Cesarzowa Ki” to niewątpliwie jedna z lepszych produkcji z gatunku sageuk (dramat historyczny). Popularna, lecz nie najpopularniejsza, tu bowiem palma pierwszeństwa należy do „Dae Jang Geum” (za granicą „Jewel in the palace”), starszego o 10 lat serialu opowiadającego o żyjącej w czasach dynastii Joseon (...
Choćbym nie wiem jak się wysilał, mój pierwszy felieton pisany dla „Gazety Polskiej” nie będzie równie zabawny jak działania, które podejmują przestraszeni nieuchronnym, jak się zdaje, odcięciem od mikrofonu i koryta ludzie dzisiejszych (może należałoby już pisać „wczorajszych”) mediów publicznych  Co bowiem rozbawić może uważnego obserwatora mediów bardziej niż szef radiowej Jedynki, co dwie godziny puszczający na antenie hymn Polski lub „Odę do radości”? Aż dziwne, że jeszcze nie owinął się w dwie flagi naraz, aby umieścić odpowiednią fotografię na portalach społecznościowych i na stronie swojej stacji. „Swojej” w sensie jak najbardziej dosłownym, bo Kamil Dąbrowa dziennikarzy o zdanie nie pytał, najwyraźniej uznając, że „radio to on”, a zapewne odnajdując też jakiś znak w...