Marcin Wolski

Zastanawiam się, co zrobiłbym, gdybym był kobietą w wieku rozrodczym, o dość liberalnych poglądach. Czy poleciałbym demonstrować z czarną parasolką pod dom Jarosława Kaczyńskiego przeciw decyzji Trybunału Konstytucyjnego, który zdecydował, że aborcja eugeniczna jest sprzeczna z Konstytucją? Otóż nie poszedłbym. I to nie ze strachu przed spałowaniem. Tylko ze wstydu.  Czegoż bowiem żądają demonstranci? Prawa do zabijania. Ich furię łatwo zrozumieć, poza Maltą zwyciężyli już w całej Europie. Gdzie indziej poszli nawet dalej. W paru „postępowych” krajach możliwe jest mordowanie dzieci już urodzonych, ponieważ się „nie nadają”, a na złość chcą żyć. Podobnie ze starcami. Wolno poddać ich eutanazji bez pytania ich o zgodę. I nikt jakoś nie zauważa paradoksu, że czyni to cywilizacja,...
Ponieważ wiele wskazuje na to, że wirus może zostać „Człowiekiem roku 2020” (czemu nie, parę lat temu został nim komputer), w księgarniach trwa prawdziwy wysyp „wirusowej literatury”. Wśród tego zalewu wyróżnia się powieść Xaviera Mullera „Erectus”, która mimo dwuznacznych skojarzeń nie ma nic wspólnego z pornografią. Przypomina mi za to mój radiowy serial „Pod prąd”, który pisałem przed 40 laty. Pomysł francuskiego autora opiera się na wirusie, który wydostaje się z laboratorium, atakuje faunę i – co ciekawe – również florę. Jego działanie polega na cofaniu organizmu do wcześniejszych stadiów ewolucyjnych – słoniom wyrastają dodatkowe kły, ptaki zmieniają się w latające gady. A człowiek? Pierwsza ofiara wirusa – dozorca z tajnego ośrodka, w którym prowadzone są nielegalne...
Jesteśmy jak w starym kawale – staliśmy nad przepaścią i zrobiliśmy właśnie krok naprzód. Tyle że w realu sytuacja wcale nie jest wesoła. Tylko werdykt amerykańskich wyborców dzieli nas od prawdziwego dramatu, jakim byłby tryumf lewactwa w skali globalnej. Tandem Biden–Harris nie pozostawia wątpliwości co do kierunku, w jakim postąpi supermocarstwo. „Lewa, lewa, lewa!” – jak powtarzał Majakowski, zanim pozostało mu jedynie strzelić sobie w łeb. Biden, nominalnie katolik, zapewnić może jedynie, że wszyscy Amerykanie nie od razu zorientują się, w jakim świecie żyją. Jednak prędzej czy późnej czarnoskóry klon pani Spurek poniesie sztandar światowej rewolucji, ku zadowoleniu brukselskiej Europy. Takie prawa człowieka jak wolność słowa, swoboda badań naukowych czy możliwość głoszenia zasad...
26 kwietnia 1478 roku w kościele Santa Maria del Fiore dochodzi do zamachu na dwóch Medyceuszy: Wawrzyńca i Juliana, niekoronowanych władców miasta. Wynajętym mordercom zamach udaje się połowicznie, ginie Julian, a lekko ranny Wawrzyniec barykaduje się w zakrystii. Częściowy sukces okazuje się w praktyce totalną klęską. Organizująca spisek rodzina Pazzich – konkurentów Medyceuszy – zostaje zniszczona, inni spiskowcy, nie wykluczając biskupów i papieskiego legata, giną z rąk tłumu, w którego interesie zamierzali „walczyć z tyranią”. Po przejściowym wygnaniu bankierska rodzina wraca do Florencji jeszcze silniejsza, zdobywając miejsce w dynastycznej Europie. Poległy Julian nie zostawił wprawdzie legalnego potomka, ale jego piękna kochanka, portretowana przez Botticellego jako Flora w obrazie...
Jestem przerażony. I to nie tylko lawinowym rozwojem pandemii – ta prędzej czy później przeminie. Przerażony jestem jako człowiek wierzący, katolik. Może powinienem napisać „jeszcze katolik”, bo mam poważne wątpliwości co do stanu Kościoła, do którego należę. A ściślej mówiąc, jego przywództwa. Wprawdzie posłuszeństwo nie pozwala wypowiedzieć słowa „antypapież”, ale coraz częściej kolejne wypowiedzi i działania głowy Kościoła doprowadzają mnie do prawdziwej trwogi. Ostatnio dowiedziałem się o potępieniu wojny sprawiedliwej. Na Boga, to już nawet bronić się nie będzie wolno, kiedy znajdziemy się w kleszczach wrogów chrześcijaństwa – agresywnego ateizmu i ofensywnego islamu? Po potępieniu kary śmierci przyszła pora na próbę rezygnacji z dożywotniego więzienia jako kary nieludzkiej....
To znawca fantastyki, miłośnik gier komputerowych i zawodowy wojskowy, który mierzy się z tematyką odległą i zaskakuje błyskotliwością analizy. Robi to z niesamowitym znawstwem, jeśli idzie o szczegóły uzbrojenia, techniki walki i przebieg wielkich bitew. Opisywane zmagania trwają od zwycięskiej dla Pyrrusa bitwy pod Herakleą (280 p.n.e.) po ostateczną klęskę Macedończyków pod Pydną w 168 roku. Autor zastanawia się, dlaczego niezwyciężona falanga – formacja Aleksandra Wielkiego – ostatecznie ulega legionowi Rzymian. Najkrócej mówiąc – szyk wojenny potomków Romulusa okazał się nowocześniejszy – długa włócznia i mur tarcz zapewniały przewagę w pierwszej fazie starcia, przegrywały w trakcie bitwy z krótkim mieczem wojowników znad Tybru. Falanga okazywała się mało zwrotna, uzależniona od...
Kto wie, czy obok plagi koronawirusa nie zagraża światu pandemia jeszcze gorsza, a mianowicie głupoty. Badacze biją na alarm, mówiąc o zmniejszającym się IQ ludzi, o upadku wiedzy ogólnej, a co za tym idzie – kultury. Mało kto wie, jak szybko może dokonać się upadek – Imperium Rzymskiemu wystarczył wiek, aby od pełnej edukacji przejść do stanu totalnego analfabetyzmu. Pewne rzeczy widać gołym okiem – wystarczy spróbować zrobić sondę uliczną, by przekonać się o żenującym poziomie wiedzy ogólnej młodego pokolenia, na którego tle menele po PRLowskich szkołach mogą uchodzić z intelektualistów. I co z tego, że nasza progenitura włada komputerami i w internecie porusza się jak ryba w wodzie. Bez wychowania klasycznego, bez logiki, bez zasobu podstawowych danych, rozmiękczani relatywizmem...
Czasami aż chce się westchnąć: gdzież są te stare kryminały, w których zbrodnia miewała racjonalne motywy, jak zemsta, rywalizacja zawodowa, intryga rodzinna, pieniądze?  Dramat rozgrywał się w zamkniętym gronie lub konkretnym środowisku, a przestępca, nawet jeśli do zbrodni popchnęły go okoliczności, stosunkowo rzadko stawał do walki z prywatnym detektywem lub całym aparatem państwa, a z całą pewnością go nie prowokował. Ale to przeszłość. Kryminał, zwłaszcza amerykański, opanowali mordercy seryjni, których działalność wynika z defektów mózgu lub traumy dzieciństwa. Potwory, których coraz więcej w społeczeństwie dobrobytu, w wyzwaniach rzucanych stróżom prawa znajdują dodatkowe podniecenie, a sama zbrodnia ma w podtekście wymiar seksualny.  „W ciemnościach” Mike’a Omera,...
Ponieważ naszej opozycji nic nie jest w stanie zadowolić, identycznie będzie po wejściu do rządu Jarosława Kaczyńskiego. I nie ma znaczenia, że od lat narzekano na temat praktyki kierowania nawą państwową z tylnego siedzenia. Teraz zarzut będzie brzmieć, że zasiadł na miejscu obok kierowcy, ale kierownicy nie podjął (gdyby podjął, zarzucono by mu prawdopodobnie brak prawa jazdy).  W istocie, jeśli dobrze rozumiem decyzję, nie chodzi o to, aby nasz Komendant pełnił rolę Nadkierowcy w tym rajdzie. Raczej pilota zdolnego informować, kiedy trzeba przyhamować, kiedy skręcić, pilnując jednocześnie, jak zachowują się niesforni pasażerowie. W dodatku jałowy będzie zarzut, że kierując wszystkim, nie podejmuje żadnego ryzyka. Miejsce obok kierowcy, jak wiadomo, jest najbardziej zagrożone w...
Praca Tymoteusza Pawłowskiego nie jest kolejną historią alternatywną, jakimi bawi się wielu auto-rów ze mną włącznie. Głównym celem książki jest bowiem polemika z wieloma pokutującymi mi-tami na temat kampanii wrześniowej, w których uwypukla się nieudolność Polaków, podkreśla zdradę Zachodu i ekscytuje perfekcyjnością niemieckiego blitzkriegu.  Dokładna analiza faktów i dokumentów zaprzecza większości tez. Autor neguje, by w Abbeville zapadła decyzja o porzuceniu Polski, pokazuje mnóstwo błędów popełnionych przez dowództwo niemieckie i podkreśla niezwykłość oporu Polski w stosunku do innych krajów, które po ataku Wehrmachtu kapitulowały po paru dniach czy kilku godzinach (Dania). O ostatecznym przebiegu kampanii wrześniowej zdecydowała zdaniem Pawłowskiego nieprzewidywalność...
Dynamika zdarzeń jest taka, że niekoniecznie to, co zostało napisane w sobotę, będzie aktualne w środę. Nie ma jednak wątpliwości, że zupa się wylała i nawet jeśli zebrać ją ścierką, pysznego posiłku już nie będzie. Teoretycznie w zasięgu ręki leży kilka propozycji, a wszystkie nie najlepsze. Rząd mniejszościowy, nowa koalicja czy ponowny kompromis – tyle że mocno zgniły. Opcją ze wszystkich najgorszą są przedterminowe wybory. Abstrahując, że wcale nie łatwo byłoby do nich doprowadzić. Nie jest to ani interes zdezorganizowanej opozycji, ani tym bardziej „przystawek”. Pozostają więc metody długie i w sensie wizerunkowym dla partii rządowej zabójcze, trwała niemożność powołania rządu, nieuchwalenie budżetu – co wymagałoby aktywnej pomocy ze strony prezydenta. Skądinąd wcale nie jest...
Nie chodzi oczywiście o żaden akt profanacji, coraz częstszy na warszawskich ulicach. Sławomir Koper kontynuuje to, co przynajmniej od „Brązowników” Boya jest częstym zajęciem „późnych wnuków” literackich znakomitości – poszerzaniem wizerunku wielkich i znanych o ich słabości, mankamenty, śmiesznostki. Szeroki zestaw nazwisk powoduje, rzecz jasna, że autor zajmuje się przeważnie jednym wątkiem z życia sławnego artysty, i tak w przypadku Mickiewicza bohaterką rozdziału jest demoniczna Xavera Deybel, a nie np. carska agentka Karolina Sobańska. Anegdoty koncentrują się głównie wokół sfery seksualnej (w tym kontekście bardzo brakuje mi informacji na temat Prusa – owszem, miał agorafobię, ale co więcej?). Oczywiście tak zestawiony poczet gigantów literatury nie wystawia im najlepszego...
Dość rzadko się zdarza, żebym miał w jakiejś sprawie odmienne zdanie niż formacja, na którą głosuję, ale tym razem jest to taki właśnie przypadek. Jestem przeciwny ustawie, mówiąc ogólnie, „o zwierzętach”.  Żeby było jasne, mój sprzeciw wobec projektu zakazu hodowli futerkowych nie wynika ani z racji ekonomicznych, ani humanitarnych (przestrzeganie standardów hodowlanych popieram jak najbardziej), ale ideologicznych. Uważam, że zajmowanie się dziś tą kwestia to uchylenie furtki temu, co jest największym złem świata, a mianowicie lewactwu. Ekologizm, „prawa zwierząt” itp. to elementy groźnej antycywilizacji. Dość jasno mówi o tym Pismo Święte – „czyńcie sobie Ziemię poddaną”. Tymczasem wrogowie tradycji, rodziny i prawa naturalnego za wszelką cenę pragną strącić człowieka z...
Podobno gdy wziętemu pisarzowi brakuje świeżych tematów, pozostaje mu pisanie o warsztacie pisarza. Przypadek ten trafi ł Stevena Kinga, a teraz dopadł Guillaume’a Musso, popularnego autora bestsellerów z pogranicza romansu i sensacji. Jednak wcale nie oznacza to, że „Sekretne życie pisarzy” jest powieścią słabą. Przeciwnie – precyzyjnie skonstruowana fabuła, realia – zarówno związane z warsztatem pisarskim, jak i życiem w śródziemnomorskim klimacie – dowodzą utrzymującej się formy. Brak bowiem tego charakterystycznego dla łączenia wątków sensacyjnych i romantycznych stopniowego narastania uczucia przeważnie między ludźmi dojrzałymi, nierzadko wypalonymi. Tu dominujący jest wątek sensacyjny, a z uczuć przeważają nienawiść i chęć zemsty. Punkt życia jest fascynujący – oto pisarz Nathan...
Przedziwnym kaprysem losu przeżył wszystkich swych mocodawców. Sczeźli Kiszczak i Jaruzelski, zapomniano o Rakowskim, a wiecznie żywy Urban śmieje się z okładki „Gazety Wyborczej” w twarz durnym Polakom. Durnym, bo nie potrafili osądzić osoby równie plugawej, co szkodliwej.  W poczcie krajowych kreatur zajmuje miejsce poczesne – może nawet pierwsze – felietonista „Kibic”, który uzyskał moc demiurga i dostał licencję na plucie w twarz. Cynik, który zapisał się do partii komunistycznej po sezonie, a za sprawą wywalczonego przez Solidarność kapitalizmu został milionerem. Dlaczego nie odpowiedział choćby za jedną ze swych najważniejszych zbrodni – zabójstwo księdza Popiełuszki? Mówiąc w przenośni – być może to kapitan Piotrowski „pociągnął za cyngiel”, ale Urban naładował broń i...
Wyobrażam sobie, jakim dyskomfortem dla Józefa Piłsudskiego musi być obecność pod Wieżą Srebrnych Dzwonów zwłok gen. Władysława Sikorskiego. Dowartościowany przez komunistyczną władzę wódz narodu z łaski Francuzów był postacią wybitną. Ale czy wielką?  Radosław Golec w swojej książce z całej biografii generała wybiera jeden wątek. Relacje i plany związane z osobą brata króla Zjednoczonego Królestwa – księcia Kentu. Oczywiście poczesne miejsce zajmuje konflikt z Piłsudskim i jego następcami, którego zwieńczeniem będzie dokonany jesienią 1930 roku (z inspiracji Francuzów, których był agentem) zamach stanu. Sikorski mimo ogromnych kompetencji okazał się człowiekiem słabym i uległym wobec Francuzów, a następnie Brytyjczyków. Miał jednak bliską Piłsudskiemu idée fixe – projekt unii...
Oglądam sobie syna Łukaszenki (z nieprawego łoża), Kolę, pętającego się w kamizelce kuloodpornej za plecami ojca, wygrażającego własnemu narodowi „łukałasznikowem”, i myślę o smutnym losie, jaki przeważnie czeka synów wielkich dyktatorów.  Nieporozumieniem okazał się syn Oliviera Cromwella Richard, porządził rok i oddał władzę, ale zachował życie i cieszył się nim ponad pół wieku. Zawiódł nadzieję ojca Juraszko Chmielnicki, kończąc wprawdzie jako hetman prawobrzeżnej Ukrainy, ale z tureckiego nadania. Hitler na szczęście był bezdzietny, a Stalin nie marzył o dynastii. Pozwolił, żeby jeden syn zginął w niewoli, a drugi zapił się na śmierć. Niektórzy jako następcę Mussoliniego widzieli Giangaleazza Ciano, ale Duce po próbie zdrady rozstrzelał zięcia. Powód – wyżej wymienieni „...
„Kiedy się wypełniły dni i przyszło zginąć latem, prosto do nieba czwórkami szli żołnierze z Westerplatte...”. Obrona polskiej składnicy u ujścia Wisły w roku 1939 przeszła do legendy. Stała się też symbolem. Z pracy doktora Andrzeja Drzycimskiego można się dowiedzieć, że dla obu walczących stron. Gdański historyk poświęcił Westerplatte co najmniej kilkanaście lat, opublikował wiele cennych prac. „Westerplatte. Kulisy niemieckiej wojny propagandowej” zajmują się przede wszystkim rozgrywkami w sferze obrazu, prasy i radia. Przy czym jej działania oddziałują zarówno na rynek wewnętrzny, jak i zewnętrzny. Spór o Gdańsk zdominował jeden aspekt konfliktu niemiecko-polskiego, przykrywając inne cele niemieckiej agresji – aparat ministra Goebbelsa perfekcyjnie opanował techniki sterowania...
Boję się spowszednienia. Boję się sytuacji, kiedy ewidentne zło przestaje wywoływać grozę i nadal pozostając złem, staje się elementem rzeczywistości, być może trwałym. Myślę tu o koronawirusie.  Jest wśród nas, a jakoby go nie było, nie ma powszechnego niepokoju, nie ma radykalnych działań. Parę miesięcy temu, kiedy dzienna liczba zarażeń była dwukrotnie niższa, bito na alarm, ludzie zachowywali się ostrożnie, a zdyscyplinowanych Polaków podawano sobie jako wzór. A obecnie – pełne plaże, ulice, restauracje, kościoły. Ognisk tyle, że nie sposób śledzić wszystkich dróg zarażenia. Zanika klimat mobilizacji. Słowem – rosyjska ruletka. Kto się zarazi, jego problem. Żeby było jasne: podobne spowszednienie widać w całym świecie. Nie zwracają uwagi rosnące liczby. Jeszcze chwila, a...
Robin Cook to zapewne najlepszy twórca thrillerów medycznych na świecie. Doskonałą znajomość najróżniejszych dziedzin medycyny łączy z plastycznym przedstawianiem atmosfery szpitali i środowisk medycznych. Śmiało sięga po medyczne nowinki, rysuje sugestywny, niekiedy profetyczny obraz zagrożeń. W powieści „Geneza” romans wybitnego (acz żonatego) lekarza-patologa z młodą pracownicą staje się problemem, kiedy dziewczyna zwierza się swojemu partnerowi, że jest w ciąży. Ten wybiera swoim zdaniem proste rozwiązanie: zabójstwo. Dziewczyna zostaje znaleziona w swoim mieszkaniu, policja stwierdza śmierć z przedawkowania narkotyków. Przypadkiem sekcję przeprowadza młoda, pełna temperamentu rezydentka Aria Nichols, znajdując to, co uchodzi rutyniarzom. Odkryty płód wyzwala w niej emocje,...
Jedną z najbardziej skutecznych technik diabła jest stałe udowadnianie, że go nie ma. Podobnie ma się z postmarksistowskimi ideologiami, z których najbardziej widoczne są LGBT i gender, dokonujące w istocie gwałtu na naturze ludzkiej i wytworzonych przez nią instytucjach z rodziną na czele. Wśród technik tej wojny hybrydowej wykorzystywane są różne mity, które szczególnie żyzną glebę znajdują w umysłach wykształciuchów, których bez większego trudu przerabiają na tak ulubionych przez Lenina użytecznych idiotów. Mitów tych jest wiele – pierwszy z nich to mit nieszkodliwości. Komu przeszkadzają faceci mieszkający razem, nawet jeśli wspólnie wychowują dzieci?  Jedną z największych zdobyczy komunizmu było przywłaszczenie sobie terminu naukowy. Jak zwalczać coś, co jest naukowe,...
Lektura „Gniazda polskiego” Bohdana Urbankowskiego jest jak wizyta we własnym, starym domu. Wizyta z doskonałym przewodnikiem, który pokazując szczegóły i detale – wprawdzie doskonale znane, ale pozwala je dostrzec ponownie i zachwycić się nimi. Co stanowi polskość, jakie są korzenie miłości ojczyzny? Liczą się detal, punkty odniesienia, skojarzenia poruszające czułe struny pamięci. I ludzie – postacie, które poniekąd umeblowały nam wnętrze wyobraźni. Dopiero czytając Urbankowskiego, możemy przypomnieć sobie ogrom dokonań Matejki czy Henryka Sienkiewicza. Bohaterami książki są również postacie o życiorysach bardziej krętych i wyborach często głęboko niesłusznych – Broniewski, Gałczyński.  Mówiąc o nielicznych niezłomnych, jak Herbert, o poetach zabitych (zapomniany Władysław...
Opada pył bitewny. Cichną zwycięskie fanfary. Przegrani po raz kolejny liżą rany, zasklepiając się w kokonie nienawiści, odmowy, frustracji. O ile pierwsza podwójna kadencja była głównie opanowywaniem terenu przy wściekłym oporze przeciwnika, o tyle druga jawi się jako czas, w którym teren w zasadzie jest odzyskany – nie grozi już nokautujący cios ze strony Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego, a przestrzeń medialna została zrównoważona – to moment na działania pozytywne. Mija czas, kiedy wystarczyło przekonywanie przekonanych i utrzymanie zwolenników w stanie wzmożonej mobilizacji. Teraz ważniejszy jest każdy procent, ba, nawet promil uzyskany w matecznikach ancienne regime’u.  Całościowy sukces zawsze jest sumą indywidualnych działań, ludzi twórczych, zdolnych,...
Marzenie o nowej tożsamości towarzyszy wielu postaciom z literatury popularnej. Czasem udaje się im to osiągnąć poprzez program ochrony świadków, kiedy indziej próbują zniknąć, pozorując własną śmierć. W przypadku „Ostatniego lotu” Julii Clark sytuacja jest bardziej skomplikowana. Jej bohaterka Claire za wszelką cenę usiłuje uciec od męża, kandydata na senatora, modelowego przedstawiciela „przemocy domowej”, który skutecznie kontroluje jej życie. W dodatku coraz bardziej podejrzanie rysuje się jego rola w przypadku śmierci poprzedniej małżonki. Claire wkłada dużo wysiłku, aby zorganizować swoją ucieczkę i zaplanować nowe życie. Niestety za pięć dwunasta jej plany obracają się w niwecz. Jej mąż arbitralnie decyduje, że zamiast do Detroit, gdzie czeka hotel i nowa tożsamość, kobieta ma...
Ostatnio coraz mniej rzeczy mnie szokuje, a jednak pomysł, aby znieświeżony szyld Platformy Obywatelskiej (która dawno przestała być platformą, a obywatelska nie była chyba nigdy) zamienić na nazwę Nowa Solidarność, głęboko mnie zniesmaczył. Trudno wyobrazić sobie coś bardziej odległego od ideałów Wielkiej Solidarności niż ruch sierot po Tusku, do którego pasowały zawsze określenia: partia ludzi, którym się powiodło, wspólnota modelowych beneficjentów transformacji i zbójeckiej prywatyzacji, spęd wyznawców brukselskiego internacjonalizmu, głęboko dystansujących się od Kościoła, popleczników LGBT czy klan zwolenników rozpadu Polski na regiony… Czyżby autorami szalonego pomysłu kierowała ślepa wiara w rozpaczliwie krótką pamięć Polaków, czy przeciwnie – uznano, że po wszystkich...
Mało jest znaczących narodów świata o równie skomplikowanym problemie tożsamości. Mówiąc bowiem o Niemczech, trudno określić precyzyjnie terytorium, które zmieniało się w ciągu wieków – dość powiedzieć, że najważniejsze miasta stołeczne Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego, a następnie Cesarstwa Prus, Królewiec i Praga, Wiedeń i Strasburg – leżą dziś poza granicami Republiki.  Podobnie rzecz ma się z wylęgarnią noblistów Wrocławiem czy perłą Hanzy Gdańskiem. Łatwiej jest mówić o poetach języka niemieckiego, który de facto stworzył Luter swoją „Biblią”, o filozofach czy kompozytorach, choć Mozart to przede wszystkim Austriak, a Karol Marks to internacjonalista. W narodowym panteonie – Walhalli Ludwika Bawarskiego znajdują się Maria Teresa i caryca Katarzyna (także...
Wielu ludzi zadaje sobie dziś w Polsce pytanie, czy aresztowanie Sławomira Nowaka i kompanów to jednorazowa eksplozja sprawiedliwości, czy też początek długiej i bogatej serii, którą przyszli historycy będą mogli nazwać śmiało Rzezią nie-niewiniątek? Zmorą III RP była bowiem bezkarność zła, przerażający imposybilizm państwa wobec ewidentnych przestępstw i przestępców.  Nie rozliczono zbrodni PRL-u, z całą serią zabójstw księży włącznie. Skazanych w głośnych aferach (i to przeważnie nie najważniejszych) można policzyć na palcach jednej ręki. Trudno mówić o poważniejszych skutkach afery Rywina, Orlenu, hazardowej czy podsłuchowej. W sprawie Amber Gold skazano parę winowajców, ale nie tknięto nawet mocodawców. Prokuratura wydawała się być sparaliżowana, a sądy trzymały stronę...
Specjalnością Rafała Ziemkiewicza jest narażanie się wpływowym mniejszościom. Ostatnio znakomity publicysta polubił też podpadanie większości, jaką jest wielkie grono czcicieli pamięci marszałka Piłsudskiego, a w pracy „Cham niezbuntowany” poszedł na starcie z dużą liczbą rodaków o chłopskim rodowodzie.  Co do Piłsudskiego – widać, co się dzieje, kiedy świetny felietonista wchodzi w buty nieprofesjonalnego historyka. Naprawdę chciałbym kiedyś pogadać z Rafałem o alternatywie w międzywojniu – co mielibyśmy bez zamachu majowego? Sejmokrację niezdolną do jakichkolwiek działań nawet w obliczu wojny? Przejęcie władzy przez jakąś miejscową falangę? A może zgodę na przemarsz wojsk radzieckich w celu wspólnej obrony? W środkowej Europie nie było przecież warunków na silne państwa...
Bitewny kurz powoli opada i ukazuje się pobojowisko z jednym wygranym – PiS-em, uosabianym dziś przez Andrzeja Dudę, który – mniemam – niejednego jeszcze zaskoczy.  Co do opozycji, jej stan jest, moim zdaniem, dużo gorszy niż wskazywany. 10 milionów głosów oznaczało przecież nie tyle poparcie dla konkretnej osoby czy partii, ile jedynie dla antypisu. Poza tym Biedroń sprowadził lewicę na granicę błędu statystycznego, Kosiniak-Kamysz, który w maju mógł rozdawać karty i po rywalizacji z Kidawą wejść do II tury, też dołączył do planktonu. Nie wygrała także swych pięciu minut Konfederacja, która w zamian za silne poparcie Dudy mogłaby wywalczyć znaczące miejsce na prawej flance. A PO? Mimo chciejstwa elit nie ma nadal silnego przywództwa. Nie jest nim przecież ani prezydent Warszawy...
Wiele jest dni w roku, które Putin mógłby wybrać na święto narodowe Rosji. Zwycięstwo nad Krzyżakami na lodowym pobojowisku, zdobycie Kazania przez Iwana Groźnego, zwycięstwo pod Stalingradem. On jednak wybrał 7 listopada 1612 r. – dzień wypędzenia polskiej załogi z Kremla. Moment rzeczywiście zwrotny w dziejach Polski i Rosji, który rozpoczął degradację Rzeczypospolitej i rozwój carskiego imperium. Czy mogło być inaczej?  Stanisław Żółkiewski, oprócz innych zalet, był znamienitym dowódcą wprawionym w licznych wojnach, wytrawnym dyplomatą ze szkoły Jana Zamoyskiego, a także wizjonerem. Lepiej od współczesnych zdawał sobie sprawę z wysokości stawki, jaką było włączenie Moskwy do Unii Polsko-Litewskiej. Uważał, że jest to zadanie na parę pokoleń, wymagające rozwagi, taktu,...
Pamiętam, jakby to było wczoraj. Zadymiona sala w piwniczce na Chmielnej, dwójka pianistów i trzydziestoparoletni Janek Pietrzak śpiewający: „Za trzydzieści parę lat, jak dobrze pójdzie”. Tekst wydawał się wybiegać w tak daleką przyszłość, że wszystko wydawało się możliwe. W istocie trudno było przewidzieć nie tylko to, co będzie za trzydzieści parę lat, ale nawet za trzydzieści parę dni. Był luty 1968 r., wkrótce miał zacząć się słynny marzec i zmienić wiele naszych dotychczasowych wyobrażeń o realnym świecie i o jego przyszłości. Dziś zdecydowanie trudniej jest przewidywać. Zresztą po siedemdziesiątce kreśli się bardziej ograniczone horyzonty. Człowiek jest też ostrożniejszy. W latach 1989–1991 naprawdę można było uwierzyć w koniec komunizmu, a nawet w koniec historii. Niestety....
Jakiś czas temu poniechałem lektury powieści Harlana Cobena. Przeszkadzała mi ich poprawność polityczna i swoista jednostronność. Po „W głębi lasu” sięgnąłem, zwabiony rozgłosem serialu emitowanego przez Netflix i powieści, która wedle wielu opinii jest lepsza niż serial. Nie rozczarowałem się. Znów miałem w ręku starego, dobrego Cobena, pełnokrwisty kryminał, pełen zaskoczeń, zwrotów akcji i umiejętnie stopniowanego napięcia.  Oto czwórka nastolatków wymyka się z letniego obozu do lasu. I nie wraca. Wkrótce znajdują się ciała dwójki młodych ludzi. Co z pozostałymi? Zbrodnia idzie na rachunek seryjnego mordercy, który, jak się okazało, był zatrudniony na tym obozie. Zdarzenia zmieniają życie wszystkich uczestników dramatu. Właściciel terenu zostaje zrujnowany. Po latach okazuje...
Stało się nieomal regułą, że przy kolejnych wyborach pojawia się kandydat bądź lider kompletnie nowej formacji, który przynajmniej na pewien czas uwodzi sporą część elektoratu. Był Palikot, Petru, teraz jest Hołownia. Na pytanie, dlaczego na tej liście brak Biedronia, odpowiadam – pan Robert nie udawał kogoś innego, niż jest. Pozostali przeciwnie. Jawili się jako nowocześni, nieumoczeni, prawdziwi apostołowie pojednania, zwykle o pięknym, katolickim rodowodzie. Po jakimś czasie maski spadały, okazywali się tacy sami jak przedstawiciele PO, tylko bardziej. Bardziej antykościelni, antytradycyjni, antynarodowi. Kto nie wierzył, że Petru może być cywilizowaną alternatywą Platformy? Nie wierzyłem mu, jednak sądziłem, że logika różnienia się skłoni Nowoczesną do przedstawiania się jako...
Zdarza się, że jeden gest sprawia więcej niż dekady działalności. Zwłaszcza gdy jest to gest sprzeciwu. Całe lata profesor Aleksander Nalaskowski był cenionym naukowcem, specjalizującym się w problemach pedagogiki profesorem UMK w Toruniu. I felietonistą jednego z prawicowych tygodników. I właśnie jeden z jego felietonów „Wędrowni gwałciciele”, poświęcony homoseksualistom, wywołał burzę, ujawniając potęgę lobby LGBT i brak tolerancji znacznej części środowisk akademickich.  Nalaskowski został opluty, zawieszony i tylko szerokie wsparcie społeczne pozwoliło mu odzyskać stanowisko. Pewnie gdyby wykładał w USA czy Europie Zachodniej, happy endu by nie było. Tytuł jego najnowszej książki „Wielkie zatrzymanie” można rozumieć dwojako. Z jednej strony praca powstała w czasie pandemii...
Lubię bawić się historiami alternatywnymi. Napisałem z pół tuzina powieści, a może i więcej, rozważających ewentualne następstwa różnych historycznych zdarzeń. Wbrew pozorom jest to zabawa wymagająca znacznej wiedzy, ale również mocno ograniczająca dowolność wyobraźni. Często bowiem alternatywa jest pozorna, a właściwy wybór dokonał się kiedy indziej. Gdyby Kolumb nie odkrył Ameryki w 1492 r., Nowy Świat i tak zostałby odkryty w ciągu następnych lat, może zrobiliby to Portugalczycy, może Francuzi, ale to zderzenie cywilizacji musiało skończyć się supremacją Europy. Podobnie gdyby nie było Cezara, władzę nad Rzymem zagarnąłby prędzej czy później inny dyktator – republika była już martwa. Podobnie gdyby nie idy marcowe, Cezar nie przywróciłby republiki i przekazał władzy albo synowi...
Zdarza się, że renomowanym autorom nudzą się ich bohaterowie. Jeffery Deaver, który przyzwyczaił nas do duetu Lincoln Rhytme i Amelia Sachs, wykreował nowego bohatera. Poprzedni byli mistrzami od mikrośladów, obecny Colter Shaw nie jest policjantem ani nawet detektywem. Jest łowcą nagród.  Nie jest to profesja o wyjątkowo miłych konotacjach. Uprawiają ją przeważnie bezwzględni poszukiwacze zbiegłych więźniów, oskarżonych, którzy wyszli za kaucją, dłużników, wyręczając często niesprawny wymiar sprawiedliwości. Shaw zajmuje się ludźmi zaginionymi, porwanymi, a może tylko zbiegłymi. Przy czym nagroda nie jest wyłącznym motywem jego działalności. W którymś momencie chodzi już o przetrwanie i odkrycie prawdy. W powieści „Gra w nigdy” Colter otrzymuje zlecenie na odnalezienie 19-letniej...
Jest coś nieprawdopodobnie żałosnego w szale, z jakim poprawni politycznie neofici rzucają się na Henryka Sienkiewicza. Tym razem chodzi o powieść „W pustyni i w puszczy”. Oczywiście zarzuca się jej rasizm, ksenofobię… Lewackie dupki, które próbują wykastrować kanon kultury światowej ze wszystkiego, co mądre i wartościowe (od „Przygód Hucka” po „Przeminęło z wiatrem”), nie potrafią przyjąć do wiadomości, że po prostu tak kiedyś było, a pomysły, żeby wprowadzać Murzynów w szeregi Rycerzy Okrągłego Stołu czy autorów Deklaracji Niepodległości, są po prostu śmieszne.  Tylko czekam, gdy do innych epitetów dorzucą Sienkiewiczowi łatę seksisty i pedofila. Historia Stasia i Nel uczy przede wszystkim odwagi, odpowiedzialności za siebie i słabszych, szacunku do kobiet i przedstawicieli...
Biorąc do ręki kolejną powieść Johna Grishama, spodziewamy się thrillera prawniczego, sensacyjnej powieści akcji czy wreszcie nostalgicznych wspomnień z amerykańskiego Południa. W „Dniu rozrachunku” wszystko to po trosze jest, choć całość sprawia zupełnie odmienne wrażenie. Przede wszystkim rozgrywa się w latach 40. ubiegłego wieku – czasie kulturowo i mentalnie odległym od współczesnego USA. Oto Pete Banning, bohater wojenny, po wyleczeniu się z ran doznanych w japońskiej niewoli na Filipinach z zimną krwią zabija miejscowego pastora. Odmawia wyjaśnień, rezygnuje z pomysłów obrony, która pragnie bazować na jego wojennej traumie i dowieść jego niepoczytalności. Wcześniejsze przepisanie majątku na dzieci dowodzi jego premedytacji i stanie się powodem finansowego zrujnowania rodziny....
Wprawdzie ciągle wierzę w zwycięstwo Dudy w pierwszej turze, „ale urna jest przejrzysta, a opcje są dwie”. Dobrze więc czasami uruchomić własną wyobraźnię i wyobrazić sobie, co by było gdyby? Po rządach Olka Kwaśniewskiego pozostał mi w pamięci wstyd i gniew, po Bronku Komorowskim tylko wstyd i poczucie zażenowania, gdyby jednak zdarzyła się jakaś wyborcza katastrofa…  Co z majestatem Rzeczypospolitej, co z tradycjami pod rządami człowieka, który nie cierpi polskiej tradycji bardziej niż Tusk i nigdy nie miał kontaktu z Duchem Świętym, jak choćby jego warszawska mentorka Hanka Banko-matka? Love parady zamiast procesji Bożego Ciała, piwo Zimny Lech serwowane na dziedzińcu Pałacu Prezydenckiego w każdą miesięcznicę smoleńską dla kombatantów KOD-u. Edukacja seksualna w domu i...
Mogłoby się wydawać, że marksizm i zbudowany na nim system „realnego socjalizmu” był na wskroś materialistyczny, w dodatku oparty na żelaznych prawach nauki. Nic bardziej mylnego. Był jedną z ponurych utopii wyhodowanych w przepełnionych pychą umysłach ludzi uważających się za równych Bogu, w którego nie wierzyli.  Michał Krajski – nieprawdopodobnie młody człowiek (rocznik 1988) – w swej pracy „Okultystyczne korzenie światowej rewolucji” przekonująco dowodzi, że wszystkie marzenia o idealnym państwie i stworzeniu nowego człowieka mają długą tradycję wywodzącą się od greckich orfików przez Pitagorasa, Platona i Plotyna, różnych marzycieli i tajne organizacje w rodzaju różokrzyżowców czy masonerię. Nie brakło też tam satanistów. Chcąc zobaczyć państwo komunistyczne, wystarczy...
Stała się tragedia. Zginął człowiek – w dodatku z ręki policjanta. Śledztwo winno ustalić, czy był to przypadek, czy zamierzony mord. Niestety nikt nie czeka na ustalenia. Ameryka stanęła w ogniu. Ciekawe, czy gdyby był rudy lub łysy, należał do miłośników jazdy na rowerze albo filatelistów, wyznawał religię Amiszów czy deklarował kult Słońca, jego współbracia czy współtowarzysze wytoczyliby wojnę swojemu państwu?  Czy rzuciliby się przeciwko symbolom (profanując pomniki bohaterów), instytucjom czy sklepom, łupiąc je przy okazji? Co więcej, gdyby działo się to przed laty w jakiejś republice bananowej, państwie realnego socjalizmu, gdzie dyktatura i terror, mógłbym odczuwać sympatię do protestujących. Ale dzieje się to w kraju, gdzie panuje pełna demokracja, grupy ongiś...
Przypomniał mi się ostatnio film „Szlachectwo zobowiązuje” z roku 1949, urocza czarna komedia, w której zubożały arystokrata morduje swoich licznych krewnych, aby zdobyć fortunę i tytuł lorda. Nie pamiętam, jak się to skończyło w filmie, ale najbardziej wygranym okazał się Alec Guiness, który jakiś czas później otrzymał od królowej tytuł szlachecki – sir! A skąd to przypomnienie? Oto przeczytałem o rojeniach marszałka Senatu pana Grodzkiego, w których wyobraża sobie swoją drogę do prezydentury III RP.  Oczywiście wiele musiałoby się wcześniej zdarzyć, Sejm musiałby nie zdążyć uchwalić na czas ustawy dotyczącej wyborów prezydenckich, wybory by się nie odbyły do sierpnia, władzy nie przejęłaby pani Witek – marszałek Sejmu albo jej następca... Tyle że absurdy w naszej polityce...
Mój równolatek Stephen King nie zwalnia rytmu pracy. Tym razem jednak, robiąc sobie przerwę w powieściach, częstuje nas czterema ponadwymiarowymi nowelami, będącymi bądź dawniej niewykorzystanymi konceptami, bądź rozwinięciem wątku z wcześniejszego dzieła. Tak jest w przypadku tytułowego opowiadania „Jest krew, są czołówki”, która wykorzystuje postać Holly Gibney z trylogii o panu Mercedesie, walczącej z przypadkami monstrów, co jakiś czas pojawiających się w ludzkiej skórze.  Historia „Telefon pana Harrigana”, jak często u Kinga, osadza się na relacjach dzieciaka i starego milionera, chociaż w pewnym momencie zaczyna przypominać skecz Zenka Laskowika o facecie pogrzebanym żywcem, próbującym porozumieć się ze światem przez pozostawioną w grobie komórkę. A „Życie Chucka”?...
Mnogość zainteresowań Roberta Harrisa zdumiewa, a łatwość, z jaką porusza się w dowolnej epoce – czy to antyk („Pompeje”, trylogia o Ciceronie), fin de siecle („Oficer i szpieg”), II wojna światowa („Enigma”, „Monachium”), współczesność („Autor widmo”, „Konklawe”) czy historia alternatywna („Vaterland”) – godna jest najwyższego podziwu. Tym razem autor prowadzi nas w świat późnego średniowiecza i od pierwszej sceny, gdy młody ksiądz konno udaje się do miasteczka, w którym w podejrzanych okolicznościach zginał jego poprzednik, uderza podobieństwo z „Imieniem Róży”.  Podobieństwo okaże się tym większe, gdy poznamy prawdę o świecie, w którym rozgrywa się akcja. Świat „Drugiego snu” bowiem to faktyczna powtórka z historii, rozgrywana 800 lat po tym, jak w roku 2025 zawaliła się nasza...
To było nieuchronne. Elity uznające, że dzięki nagłośnieniu zjawiska pedofilii zyska się użyteczny „młot na Kościół”, nie zdawały sobie sprawy, iż otwierają puszkę Pandory. Wśród amatorów dzieci (a jeszcze bardziej nastolatków) księża są daleko w tyle za nauczycielami wf-u, trenerami sportowymi, a nade wszystko za celebrytami tak pożądanymi podczas wyborów „Małej Miss” czy innego mokrego podkoszulka.  Było oczywiste, że pojawi się jakiś anty-Sekielski, który odkryje świat barwniejszy i o wiele bardziej perwersyjny niż chłodne mury sal katechetycznych. Strefa show biznesu, w której w jedną całość splatają się takie elementy jak znane nazwiska, pieniądze, nimb sławy i specyficzne kanony moralne, jest idealnym miejsce dla rozwoju wszelkich erotycznych fascynacji, szczególnie jeśli...

Pages