O źródłach sukcesu Rutkowskiego

Dodano: 07/02/2012 - Nr 6 z 8 lutego 2012

Plany policji pokrzyżował Krzysztof Rutkowski. Późnym wieczorem w trybie nagłym ściągał dziennikarzy do Sosnowca, by w kilkunastostopniowym mrozie, aż do pierwszej w nocy, udzielać wywiadów o tym, jak rozwiązał zagadkę zaginięcia małej Madzi. – Matka wyznała, co się stało. Ciało dziecka jest pod drzewem. Widziałem kocyk i śpioszki, czułem odór – twierdził. Tymczasem mimo tych zapewnień we wskazanym miejscu nie było ani kocyka, ani śpioszków, ani ciałka dziecka. Odoru być nie mogło, ze względu na trzaskający mróz. Ten były detektyw sam bezpłatnie zaoferował pomoc rodzicom Madzi. Bezpłatnie, bo nie może prowadzić śledztw detektywistycznych, a więc i pobierać za nie honorarium, ponieważ dawno utracił licencję. W świetle prawa Rutkowski działał na podstawie udzielonego mu zwyczajnego pełnomocnictwa, jakie jeden obywatel może udzielić drugiemu dla wykonania jakiejś czynności. Brak licencji nie wpłynął na nawyki Rutkowskiego nabyte w starych czasach, gdy w TVN kreował kolejne odcinki
     
34%
pozostało do przeczytania: 66%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze