ACTA: globalna inwigilacja

Domniemania niewinności ACTA nie zna

W przypadku internetu najbardziej niepokoją dwie sprawy. Wystarczy podejrzenie naruszenia czyichś praw, aby obywatel został odcięty od sieci i poddany śledztwu, oraz to, że nasze szczegółowe dane osobowe muszą wtedy zostać przez usługodawców internetowych przekazane organom ścigania i osobom trzecim, wnoszącym skargę (ścigana też może być osoba abonenta, a nie sprawcy naruszenia prawa, który skorzystał metodami hakerskimi z komputera lub serwera, na którym jest zalogowany abonent). Dotyczy to domniemania przestępstwa w każdej sferze handlu. Domniemania niewinności ACTA nie zna. Wojciech Wiewiórkowski, generalny inspektor ochrony danych osobowych: „ACTA może stworzyć alternatywną do policyjnej sieć wymiany informacji o podejrzanych o piractwo. Ta umowa nie była konsultowana z inspektoratem po przyjęciu ostatecznego tekstu” (za: Niezalezna.pl).

ACTA koncentruje się tylko na interesach biznesu i twórców. Nie wnika w konsekwencje swoich pokrętnych zasad dla innych (np. art. 23.1, który mętnie zobowiązuje sygnatariuszy do kryminalizacji domniemanych przestępstw). Zasady zapisane w ACTA są ogólnikowymi postulatami, a nie zapisami prawnymi. ACTA czyni państwa agentami wielkich korporacji. Nic dziwnego, że koncerny muzyczne i filmowe popierają ACTA, a potentat medialny Rupert Murdoch mówi: „Bardzo mocno lobbuję w Waszyngtonie, aby przepchnąć te sprawy”. Szefowie Google, Facebook czy Yahoo! ostrzegają, że wejście w życie przepisów ACTA oznacza wprowadzenie cenzury rodem z Chin czy Kuby.

Polska kapitulacja

„Podpisanie i ratyfikacja konwencji ACTA są niebezpieczne dla praw i wolności określonych w konstytucji” – stwierdził cytowany tu już Wojciech Wiewiórkowski. Tym bardziej słusznie, że reguły ACTA (na zasadzie 91 ust. 2 Konstytucji RP) mają pierwszeństwo przed prawem polskim w przypadku pojawienia się jakiejkolwiek niezgodności. A wiele zapisów ACTA można...
[pozostało do przeczytania 64% tekstu]
Dostęp do artykułów: