Historia

Jest 29 listopada 1830 roku. Pogoda średnia – ani deszczowo, ani słonecznie. Ale zimno. Zmierzch zapadł około 15. Gdy podchorąży Wiktor Tylski oraz jeszcze jeden, nieznany z nazwiska spiskowiec, zbliżają się do browaru Weissa, w pobliżu nie ma nikogo. Mało co widać. Po zmroku Warszawę oświetlały wtedy tylko lampy olejowe lub łojowe. Obaj spiskowcy podchodzą do browaru. Mają jedno zadanie – podpalić budynek. Zabudowa Solca była drewniana, znajdowały się tam młyny, magazyny, spichlerze. W tym samym czasie ma zapłonąć w Warszawie kilka innych miejsc, ale to browar na Solcu jest najważniejszym „hasłem”. Iskra, ogień, powstanie. Zemsta na wrogu.   Pożar, choć pojawiają się płomienie, nie wybucha tak jak powinien – zaczyna się palić zbyt wcześnie (około 17.30) i dość szybko… gaśnie. W...
Polski zryw powstańczy w listopadzie 1830 roku był buntem przeciwko Rosji. Po ostatnim rozbiorze Polska zniknęła z mapy Europy. Iskra nadziei pojawiła się w roku 1812, kiedy cesarz Francuzów Napoleon I wyruszył na Moskwę. Jego klęska była także przegraną Polaków. Ale nieoczekiwanie, trzy lata później, car Rosji Aleksander I wystąpił na kongresie wiedeńskim z propozycją powołania na części ziem Księstwa Warszawskiego nowego tworu – Królestwa Polskiego. Pomysł zaakceptowały polskie elity. Starano się wykorzystać szansę, jaką dawała perspektywa namiastki polskiej państwowości w unii personalnej z Rosją.   Być może pomysł rosyjskiego cara miałby szansę na długą realizację, gdyby nie ciągłe ograniczania przez Rosję praw konstytucyjnych Królestwa oraz niewywiązanie się z obietnicy danej...
„Tę przeto rewolucją uważać trzeba jako sumę wszystkich poprzednich powstań w kraju naszym. Jest to najwyższe i najdzielniejsze objawienie ducha narodowego, ducha Polski. Mimo nieszczęść, które nas w tym powstaniu dotknęły, mimo całego obłędnego systematu politycznego i wojskowego, którym tę sprawę przywiedziono do upadku, mimo gorszącej nieudolności we władzach i nieraz złej woli w osobach, mimo wreszcie niczym nie usprawiedliwionego rozprzężenia ku końcowi: ostatni ten akt narodu polskiego, to jego nagłe porwanie się ze snu piętnastoletniej niewoli, jest wielkie!”.   Tak zaczął swe dzieło poświęcone Powstaniu Listopadowemu Maurycy Mochnacki, kochający Polskę tak żarliwie, miłością takim potężnym ogniem gorejącą, że przeżył tylko lat 31. Pianista i pisarz, założyciel „Gazety...
55 lat temu, 18 listopada 1965 roku, polscy biskupi skierowali do biskupów niemieckich orędzie, które stało się prawdziwym początkiem pojednania i kruszenia murów pomiędzy Polakami i Niemcami.   W liście znalazły się znamienne słowa: „W tym jak najbardziej chrześcijańskim, ale i bardzo ludzkim duchu, wyciągamy do Was, siedzących tu, na ławach kończącego się Soboru, nasze ręce oraz udzielamy wybaczenia i prosimy o nie. A jeśli Wy, niemieccy biskupi i Ojcowie Soboru, po bratersku wyciągnięte ręce ujmiecie, to wtedy dopiero będziemy mogli ze spokojnym sumieniem obchodzić nasze Milenium w sposób jak najbardziej chrześcijański”.   W duchu soborowym W czasie zimnej wojny, podziału świata na dwa bloki, nieuznawaniu przez Republikę Federalną Niemiec granicy na Odrze i Nysie...
„Każdy sobie pan w naszej Rzeczypospolitej, kto jeno ma szablę w garści i lada jaką partię zebrać potrafi” – słowa te włożył Henryk Sienkiewicz w usta Andrzeja Kmicica. Przypadek Stanisława Stadnickiego, zwanego Diabłem Łańcuckim, jasno pokazuje, że w zdaniu tym noblista trafnie scharakteryzował epokę Wazów i panujące wówczas bezprawie.   Stanisław Stadnicki był dla współczesnych istnym koszmarem. Okrutny, chciwy, pozbawiony sumienia, a przy tym butny do granic chamstwa. Aparat sądowniczy był wobec niego bezsilny, bezsilni byli padający jego ofiarą sąsiedzi, bezsilny był nawet sam król Zygmunt III Waza, którego łańcucki magnat publicznie lżył od sodomitów. W jego osobie jak w soczewce skupiły się wszelkie wady stanu szlacheckiego. Starosta zygwulski kpił sobie w żywe oczy z...
Suplikacje… Błagalna pieśń wyrażająca najgłębsze lęki człowieka, przed którymi chce on schronić się pod skrzydłami Bożej opieki: „Od powietrza, głodu, ognia i wojny wybaw nas Panie!”. Prośba o uchronienie od nieszczęść i klęsk grożących „nagłą i niespodziewaną” śmiercią. Jednak my, Polacy, przywykliśmy również zanosić do Boga prośby o… wojnę. To tragiczne, przejmujące świadectwo naszej narodowej rozpaczy i desperacji, która kazała mickiewiczowskiemu Konradowi wygrażać Bogu, kwestionować Jego dobroć i miłosierdzie: bo nie ma Polski, bo cierpią Polacy.   Nazbyt często więc modlili się nasi przodkowie słowami „Litanii pielgrzymskiej” umieszczonej przez Adama Mickiewicza w „Księgach narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego”:   O wojnę powszechną za Wolność Ludów! Prosimy cię...
W opowieści o zwycięskiej wojnie z bolszewikami, z okazji tegorocznego jubileuszu, przewinęło nam się przed oczami wiele znamienitych, pięknych postaci. A jednak zabrakło światła rzuconego na marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego. Na nasz osąd o nim wpływają lata późniejsze, przede wszystkim zaś rok 1939. Dzisiaj jednak, w Dniu Niepodległości, właśnie Rydza-Śmigłego postanowiłem przypomnieć. I chwałę, jaką przyniósł polskiemu orężowi w latach 1914–1920.   Zamiast uporządkowanej opowieści chronologicznej chciałbym podzielić się tymi obrazami, które najmocniej przemawiają do wyobraźni, gdy zgłębia się dzieje Rydza-Śmigłego z okresu walk o niepodległość. Całkiem więc to będzie przegląd subiektywny.   Obraz pierwszy – Anielin i Laski. 1914 rok Lwów – od tego się zaczyna. Tam...
Antoine de Saint-Exupéry w 1936 roku znalazł się w Barcelonie. Niedługo po tym, jak wybuchła hiszpańska wojna domowa, gazeta „L’Intransigeant” złożyła mu ofertę, by został korespondentem, a on ją przyjął. Szedł więc katalońskimi uliczkami, szukając śladów wojny w spopielałych domach i zadając sobie pytanie: „Gdzie ta krwawa granica, ponad którą się strzela?”. Pisał w raporcie: „Naprawdę widziałem spokojne tłumy krążące po Rambli, a kiedy natrafiałem na blokady uzbrojonej milicji, często wystarczał uśmiech, żeby przejść na drugą stronę. Nigdzie nie znalazłem granicy. W wojnie domowej granica jest niewidoczna i biegnie przez ludzkie serca”.   Teraz w Polsce ktoś zaczął nawoływać do wojny, wznosić okrzyki „This is war!”, przywdziewać znak błyskawicy, miotać przekleństwa, rzucać...
„Królewską uwieńczony koroną, rządził on powierzonym mu przez Boga królestwem i narodem dzielnie i z pożytkiem. Albowiem, wedle słów proroka, umiłował pokój, prawdę i sprawiedliwość. Był bowiem najżarliwszym opiekunem i obrońcą dobrych i sprawiedliwych, zaś najsroższym prześladowcą złych, grabieżców, gwałcicieli i oszczerców”.   Kwestia następstwa tronu położyła się cieniem nad całym panowaniem Kazimierza III z rodu Piastów. Gdybyśmy byli starożytnymi Grekami, powiedzielibyśmy, że życiem jego kierowała Ananke: twarda, zdeterminowana wyrokiem bogów, nieubłagana konieczność. Rzymianie pewnie uznaliby, że ciążyło nad nim Fatum, przeznaczenie. Jeszcze gdy był pacholęciem, jego ojciec król Władysław i panowie Królestwa zaczęli zawierać umowy dotyczące sukcesji po nim, w razie...
Rok ten był dla Polski szczególny z punktu widzenia naszych wspomnień o bohaterach bijących się o niepodległość – obchodziliśmy setną rocznicę zwycięskiej wojny z bolszewikami. Ciała poległych zostały pochowane w wielu mogiłach zbiorowych – zarówno na terenie obecnej Polski, jak i na Kresach. Moja myśl biegnie szczególnie ku tak silnie przemawiającej do serca Polaków nekropolii upamiętniającej nasz bój o Wolność w latach 1918–1920, jaką jest lwowski Cmentarz Obrońców Lwowa, zwany Cmentarzem Orląt Lwowskich.   „Pierwszym i najwalniejszym obowiązkiem narodu – żyć pragnącego – czcić bohaterów swoich. Obowiązek to kardynalny; od spełnienia jego zależy przyszłość narodu. Pokolenia bowiem, wychowane w chlubnej tradycji własnego narodu, zdolne są zrozumieć i pojąć szczytną jego przeszłość...
Trudne, chwilami dramatyczne, życie Stefana Wyszyńskiego jest pełne przykładów codziennej świętości Prymasa, na którego beatyfikację ciągle jeszcze czekamy. Prymasa, który pytał i odpowiadał jednocześnie: „O cóż idzie? Idzie o człowieka! O lepszego człowieka, o dobrego człowieka, o takiego człowieka, który byłby świadom odpowiedzialności za własne życie, za życie swojej rodziny i całego narodu”.   Trzeciego października 2019 roku papież Franciszek zatwierdził dekret otwierający możliwość beatyfikacji prymasa Stefana Wyszyńskiego. Można powiedzieć, że to była, i faktycznie jest cały czas, długa i wyboista droga. Kardynał Wyszyński zmarł 28 maja 1981 roku w Warszawie. Jego proces beatyfikacyjny rozpoczął się osiem lat później i trwał trzy dekady. W styczniu 2019 roku specjalna...
„Miasto przedstawiało widok, który trudno sobie wyobrazić. Wszyscy mieszkańcy już wywędrowali i panowała głucha cisza, przerywana tylko odgłosem naszych kroków. Gdy zrobiłem wyprawę z Mokotowskiej na Marszałkowską, wróciłem szybko w popłochu, przerażony pustką martwych ulic i domów, do niedawna wypełnionych po same brzegi. Pozostały tylko niezliczone groby, których nie brakowało na żadnym podwórzowym klombie”. To notatka Stefana Korbońskiego z 9 października 1944 roku. Wciąż jeszcze stały – choć martwe – kamienice i gmachy instytucji. Jednak już rychło miało się to zmienić. Tego właśnie dnia do generałów von Lüttwitza i von dem Bacha dotarły rozkazy wydane przez Hitlera, a przekazane przez Himmlera. Niemcy przystępowali do mordowania Miasta.   Drugiego października 1944 roku w...
Wobec perspektywy prawdopodobnego zamknięcia placówki przez szwajcarskie władze samorządowe w tym mieście tym mocniej biją serca polskie, gdy wspomina się losy muzeum. Przychodzi na myśl droga do kraju urny z sercem Tadeusza Kościuszki w roku 1927 i płomienie, które po Powstaniu Warszawskim za sprawą Niemców strawiły tysiące rękopisów i druków złożonych w Pałacu Krasińskich. Na myśl też przychodzą początki muzeum. Jak powstało w Szwajcarii i kto był jego „ojcem założycielem”?   Hrabia Władysław Plater (1808–1889) skrzył się przeciwieństwami. Bywał niemiły w obejściu, a z drugiej strony pełen pasji i energii, czaru potrzebnego dla zdobywania poparcia dla sprawy polskiej. Miał w sobie romantyzm powstańców i bojowników, ale też rozumiał potrzebę organicznej pracy, budowania ducha i...
Człowiek ponosi lub powinien ponosić odpowiedzialność za słowo. Tak jak za czyn. Słowo ma olbrzymią moc – należy używać go uważnie. Tymczasem niemiecka wiceprzewodnicząca Parlamentu Europejskiego Katarina Barley za skandaliczne słowa o zmuszaniu do uległości takich krajów jak Węgry czy Polska przez „zagłodzenie” ani przepraszać nie zamierza, ani też nie widzi w nich nic niestosownego. Niemiecka polityk nie powinna nigdy takich słów użyć wobec żadnego kraju – ze względu na pamięć zbrodni ludobójstwa popełnionego przez jej państwo na innych narodach w czasie II wojny światowej. Niemcy w trakcie wojny i okupacji polskich ziem wykorzystywali morzenie głodem jako narzędzie eksterminacji. Znamy wiele relacji obozowych – od tych, które pozostawili więźniowie niemieckich obozów...
Od kilku lat wikingowie znajdują się w centrum zainteresowania. Opowiadający o nich serial autorstwa Michaela Hirsta bije rekordy popularności, a studio Ubisoft wypuściło na rynek kolejną grę z cyklu „Assassin’s Creed”, w której pokierować można losami skandynawskiego wojownika. We wczesnym średniowieczu wikingowie budzili popłoch ludów zachodniej Europy. W angielskich i francuskich kościołach wierni wznosili modły, błagając Stwórcę, by uchronił ich od ataków łupieżców z północy. Dopiero chrystianizacja Skandynawii i powstanie w tym rejonie królestw o mocnej władzy centralnej zakończyło okres najazdów. Z wielkim hukiem normańscy łupieżcy powrócili w XIX wieku, stając się bohaterami masowej wyobraźni. Wtedy to właśnie twórcy operowi (a zwłaszcza Richard Wagner) doprawili morskim...
Polska flaga w ruinach klasztoru Monte Cassino, widomy znak zwycięstwa, łopotała dumnie na wietrze 18 maja 1944 roku. Broczyła polską krwią cała okolica – wejście do klasztoru zostało poprzedzone ciężkimi walkami o okoliczne wzgórza i umocnione pozycje. A jednak to nie był koniec. Trzeba było bić się dalej. I zdobyć „Belfort”. Położone niedaleko w górach miasteczko Piedimonte San Germano.   Do Piedimonte docieramy w porze włoskiego pranzo, czyli wczesnego obiadu. Po wjechaniu górskimi serpentynami, a potem wąskimi, stromymi i krętymi uliczkami tego małego miasteczka, parkujemy na niewielkim rynku. Na środku placu stoi armata celująca, dawno zmartwiałym pyskiem, w oszałamiający lazur nieba. Kilka sklepików zamkniętych. Pustka. Jedynie grupka starszych panów w cieniu zadaszenia...
Erazm z Rotterdamu i Nicolo Machiavelli uznawali Polskę za przedmurze chrześcijaństwa, papież Innocenty XI nazywał ją „potężną i wspaniałą osłoną republiki chrześcijańskiej”. Przez stulecia polscy rycerze i żołnierze obronę wiary i cywilizacji łacińskiej uznawali za zaszczytny obowiązek i powód do dumy. Nawet gdy potężna niegdyś Rzeczpospolita upadła pod ciężarem błędów własnych i obcej przemocy, Polacy wciąż wznosili w imię Boga sztandar walki o „wolność naszą i waszą”. Jedno z najbardziej zaszczytnych miejsc w długim szeregu polskich obrońców Europy i chrześcijaństwa zajmuje hetman Stanisław Żółkiewski.   Stworzona przez zachodnioeuropejskich myślicieli koncepcja Polski jako antemurale christianitatis, przedmurza chrześcijaństwa, w samej Rzeczypospolitej była pojmowana różnie....
– To nie była stacja przesiadkowa, to był przemyślany i przygotowany obóz selekcji, który przeszła cała Warszawa. Tu przeszła prawdziwie skrwawiona Warszawa. Byłem tu trzy dni, ale nie zapomnę tego miejsca nigdy. Nie zapomnę zapachu hali: smary, ludzkie wyziewy, bród z cuchnących ran i to przerażenie, co dalej – tak o obozie Durchgangslager 121 w trakcie uroczystości związanych z Dniem Pamięci Więźniów Obozu Dulag 121 i Niosących Im Pomoc mówił były więzień obozu, ks. Stanisław Kicman. Uroczystości poprzedziło odsłonięcie tablicy upamiętniającej wszystkich zabitych i zmarłych więźniów obozu Durchgangslager 121, którzy od 7 sierpnia 1944 do 16 stycznia 1945 roku zostali pochowani w zbiorowych, bezimiennych mogiłach na Cmentarzu Żbikowskim. 2 października, w Dzień Pamięci Więźniów Obozu...
Zostawiamy za sobą „Gardziel” i tkwiący tam w palącym słońcu czołg Białeckiego, stalowy potwór, jeden ze „Skorpionów”, rozszarpany niemieckimi minami. „Gardziel” to przewężenie, podejście na wypłaszczonej, ostatniej części „Drogi Saperów”. Gdy się wspinaliśmy tą drogą, Pino, nasz włoski przewodnik, co pewien czas pokazywał kijkiem szczyty wzgórz i kierunki, z których nacierały nasze oddziały. Po lewej, tam gdzie „Mała Miska” i „Wielka Miska” (Pino śmiesznie i uroczo wymawia polskie nazwy i mówi na przykład „łielka miska” albo „łidmo” zamiast „Widmo”), szła 3. Dywizja Karpacka, a na prawo 5. Dywizja Kresowa. Środkiem pułk pancerny „Skorpion”. Przechodzimy przez „Gardziel” i łagodną ścieżką schodzimy na zalany słońcem płaskowyż. Po lewej ciągnie się droga z rosnącymi na poboczu drzewami...
„Na widok uchodzących w nieładzie Niemców ogarniała ludność nieopisana radość. […] Ludność zaczynała nabierać pewności, że są to ostatnie dni rządów niemieckich w stolicy. W bramie mojego domu przywitał mnie stróż, z którym byłem w dobrej komitywie: »No, panie szanowny, Szwaby wiejom. Biorą po skórze. A czy ich to tak puścimy na sucho bez wyrównania rachunków? Po kiego licha mieliśmy przez cztery lata tom podziemnom organizację?«”. Taką rozmowę z końca lipca 1944 roku zapamiętał Tadeusz „Bór” Komorowski, dowódca Armii Krajowej. To było piąte lato wojny. W czerwcu i lipcu 1944 roku rozstrzygały się jej losy. 6 czerwca alianci dokonali udanej inwazji na kontynent, 10 ruszyła Armia Czerwona, która rozpoczęła „Operację Bagration”. To był prawdziwy blitzkrieg w wydaniu sowieckim: prawie 800...
Ruszamy z Pino wcześnie rano. Potem problemem będzie upał – temperatura sięgająca 30 stopni Celsjusza, jedynie przez część drogi można znaleźć odrobinę cienia. A nawet tej odrobiny byli pozbawieni żołnierze 2. Korpusu, słynnej Armii Andersa, gdy w ciągu wielu dni majowej bitwy o Monte Cassino musieli dokonywać cudów waleczności i wytrwałości. Pino Valente to szef Stowarzyszenia Bitwy 1944, pochodzi z miasteczka Cassino – zna tu każdą ścieżkę i oprowadza po górach turystów i pasjonatów z całego świata. Od Nowozelandczyków, przez Polaków oczywiście czy Brytyjczyków (rzadziej), aż po... Niemców. Monte Cassino. Czerwone maki. Biało-czerwona łopocząca w ruinach klasztoru – znak zwycięstwa. To polskie miejsce, chociaż międzynarodowe. To polska bitwa, chociaż bitwa narodów. To naszą krwią...
Las rozświetlony sierpniowym słońcem. Po prawej stronie drogi na Wądołki kwadratowa po-ręba, po lewej przesieka prowadząca do nieistniejącej dziś gajówki. Las zarósł gęsto krzewami i samosiejkami. Trudno jest znaleźć stary kopiec graniczny, na którym leżał, krwawiąc z nóg strzaskanych serią z kaemu rotmistrz Michał Jaczyński. Gdyby udało się znaleźć kopiec, był-bym kilka kroków od miejsca, w którym 11 września 1939 roku zginął jeden z najlepszych ułanów i dowódców kawalerii Rzeczypospolitej, pułkownik Jan Litewski.  Najgorsze nie były niemieckie czołgi. Z nimi polscy żołnierze radzili sobie nieźle. Doskonałe armatki przeciwpancerne Bofors wzór 36 o kalibrze 37 mm były w stanie rozbić każdy niemiecki wóz bojo-wy. Z takiego działka, 1 września w czasie bitwy pod Mokrą, kapral...
To była najczarniejsza niedziela w naszych dziejach. 17 września 1939 roku o świcie, łamiąc obowiązujący pakt o nieagresji i inne międzynarodowe umowy, Armia Czerwona zaatakowała broniące się już od ponad dwóch tygodni przed Niemcami państwo polskie. W tym momencie stało się jasne, że w starciu z dwoma krwiożerczymi totalitaryzmami nie mamy najmniejszych szans.   Dopełniał się w ten sposób sojusz sowiecko-niemiecki, o którym przez całe dziesięciolecia historiografia peerelowska i sowiecka milczała bądź kłamała. Mimo upływu lat na Kremlu nadal obowiązuje wykładnia o pomocy, jaką 17 września 1939 roku Związek Sowiecki udzielił mieszkańcom „zachodniej Białorusi i zachodniej Ukrainy”.   Układ Hitler–Stalin Rosyjski atak na Polskę był realizacją paktu zawartego pomiędzy...
Artykuły w gazetach, tygodnikach i innych periodykach, widowiska teatralne i przedstawienia rozrywkowe, audycje radiowe i telewizyjne, wystawy, druki ulotne, plakaty, etykiety na słoikach i informacje na produktach, mapy i przeźrocza, a także nekrologi. Jednym słowem WSZYSTKO podlegało w okresie PRL skrupulatnej cenzurze prewencyjnej. Tak w praktyce wyglądała realizacja artykułu 71 konstytucji z 22 lipca 1952 roku, w którym komunistyczna władza zapewniała, że „Polska Rzeczpospolita Ludowa zapewnia obywatelom wolność słowa, druku, zgromadzeń i wieców, pochodów i manifestacji. Urzeczywistnieniu tej wolności służy oddanie do użytku ludu pracującego drukarni, zasobów papieru, gmachów publicznych i sal, środków łączności, radia oraz innych niezbędnych środków materialnych”. W ujęciu...
„Dwojąc się i trojąc w powszechnym natarciu na zuchwałego wroga, forsownymi marszami dosłownie nadeptywając mu na pięty, ledowśmy zdążali go wytracać, roznosząc na bagnetach i szablach bose i głodne kupy najeźdźców, którzy, potraciwszy głowy i dowódców, umykali w popłochu, czasami tylko zwracając się ku nam do obrony, z rozpaczą i rozjuszeniem osaczonego zwierza. Po niejakim czasie straciliśmy nawet łączność z rozbitym nieprzyjacielem. Uchodził zawsze o dzień drogi marszu przed nami, plądrując, niszcząc, paląc i rabując, co się da”. Tak opisywał Eugeniusz Małaczewski dni wiekopomnego sierpnia roku 1920, gdy Wojsko Polskie przeszło od cofania się ustawicznego do niepowstrzymanego ataku, gnając bolszewickie najeźdźcze hordy od Warszawy aż po Białystok i dalej. Tam przyszło stoczyć bitwę...
Wiktoria odniesiona w Bitwie Warszawskiej nie zakończyła wojny polsko-bolszewickiej. Na sowieckim Froncie Południowo-Zachodnim toczyły się krwawe i zacięte walki z 1. Armią Konną Siemiona Budionnego, która wśród cywilów i wojska wzbudzała paraliżujący strach. Pogromy niewinnej ludności, okrutne traktowanie i zabijanie polskich jeńców, grabieże, palenie wszystkiego po drodze to metody walki tej armii. Swą liczebnością, a także specyficznym sposobem walki, bez trudu przełamała polski front. Po nieudanej próbie obrony Lwowa, mocno spóźniona Konarmia wyruszyła w kierunku Zamościa i Lublina, idąc z odsieczą wycofującym się spod Warszawy wojskom Tuchaczewskiego. Zamość już wcześniej znalazł się w strategicznych planach Józefa Piłsudskiego – był tym punktem oporu, który miał przynieść...
Pakt Hitler–Stalin. Tak należałoby najczęściej mówić na to, co zwyczajowo jest określane paktem Ribbentrop–Mołotow. To jednak nie ministrowie spraw zagranicznych, nie komisarze byli faktycznymi sygnatariuszami tej umowy uruchamiającej wybuch II wojny światowej. Ów dokument, wraz z tajnym protokołem, to było uściśnięcie ręki dokonane przez dwóch ludobójców nad jeszcze żywym ciałem Polski, uściśnięcie, które było planem zbrodni. Od tej chwili ruszał potworny, eksterminacyjny licznik, mający wkrótce rozpędzić się w koszmarną karuzelę, która zagarnęła w otchłań śmierci miliony ludzi.  Pierwsze bomby spadły na Polskę. Atakowany był Wieluń. Niemiecki pancernik otworzył ogień do naszej placówki na Westerplatte. To Niemcy doprowadzili do wybuchu tej wojny. Hitlerowskie Niemcy wysyłały...
W marcu 1939 roku Polska graniczyła z Niemcami od północy, zachodu i południa. Wyglądało to, jakby głęboko w paszczy niemieckiego wilka, między potężnymi szczękami, znalazła się cała zachodnia połowa kraju. Jedynym sensownym – z militarnego punktu widzenia – rozlokowaniem polskiej armii byłoby skupienie wszystkich sił i ustanowienie linii obrony na Wiśle, czyli radykalne skrócenie frontów, a następnie zawzięta obrona obliczona na doczekanie odsieczy naszych aliantów – Francji i Wielkiej Brytanii. Tak już w 1936 roku sądził gen. Tadeusz Kutrzeba, z którym zgadzał się Naczelny Wódz. W następnych latach zwyciężyło jednak przekonanie, że to co słuszne, jest niemożliwe. Nie można było oddać bez walki Wielkopolski i Śląska, ziem, które w latach 1918–1921 samodzielnym czynem zbrojnym...
Pod koniec sierpnia 1939 roku niemieccy lotnicy nie mogli się doczekać wylotu. Potrzebowali żywego celu, by sprawdzić swoje maszyny przed rozpoczęciem trudnych walk z Wojskiem Polskim. Nad ranem 1 września zaatakowali więc bezbronny Wieluń, w efekcie czego zginęło kilkuset mieszkańców, a trzy czwarte miejskiej zabudowy legło w gruzach. Jeden z wyższych oficerów Luftwaffe, który wspólnie z kilkoma innymi opracował plan bombardowania miasta, po zakończeniu wojny spokojnie prowadził swój biznes, projektując statki powietrzne. W przededniu wybuchu wojny niemieckim lotnikom mówiono, że mają przede wszystkim niszczyć lotniska i węzły komunikacyjne. Jednak otrzymali również inne zadania. Ich kolejnym celem było wywołanie jak największej paniki wśród ludności cywilnej, co miało spowodować...
Szkołę wzniesiono w latach 1881–1882. Nadano jej imię brytyjskiej królowej. Uczyły się w niej gdańskie dziewczęta. We wrześniu 1939 roku klasy nie zapełniły się jednak uczennicami, lecz więźniami. To tutaj Niemcy więzili, bili, katowali Polaków, mieszkańców Gdańska. W tym urzędników i dyplomatów z Konsulatu Generalnego.  Można „Melchiorem Wańkowiczem” czytać różne historie. Często przez pióro i wrażliwość reporterską Wańkowicza Polacy układają sobie własne wyobrażenia o Monte Cassino czy o historii Hubala. Podobnie jest z naszym „wrześniem”. Zbiór reportaży, opowiadań pisarza o najsmutniejszym z punktu widzenia dziejów najnowszych miesiącu polskim ukazywał się już w trakcie wojny. Nosił ten zbiór tytuł „Wrzesień żagwiący”, zaś poza opowieściami o tym, co pierwszoplanowe, jak...
Od protestów Wolnych Związków Zawodowych, od walki o chleb, o po prostu godne życie, po walkę o imponderabilia: wolność, niezawisłość, suwerenność Polski i Polaków. Cud, jaki się zaczął od wyboru Polaka na papieża, miał swój wielki moment inicjacyjny w sierpniu 1980 roku. Te dwa akty nowego dramatu „Wyzwolenie”, te fenomeny patriotyczno-duchowe, czyli Jan Paweł II oraz figura zbiorowa, jaką była Solidarność, splatają się ze sobą w wielu punktach: w trosce o Człowieka, w oparciu o chrześcijańskie wartości, w budowaniu pamięci o przeszłości i patrzeniu w przyszłość, a przede wszystkim w otwartym sprzeciwie wobec zła.  Cud Solidarności był cudem zjednoczenia. Nie dziełem jednego człowieka, lecz wytworem ducha zbiorowości. W trakcie strajków, potem stanu wojennego i kolejnych lat...
„Rok 1647 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia”. Tak Henryk Sienkiewicz rozpoczął „Ogniem i mieczem”, swą – pisaną ku pokrzepieniu serc i przestrodze – epopeję o powstaniu Chmielnickiego, które stało się początkiem końca potężnej Rzeczypospolitej. Naszą opowieść o wyjątkowym roku 1980, roku, który zapoczątkował upadek komunizmu, moglibyśmy rozpocząć podobnymi słowy. Miesiące poprzedzające wydarzenia Lipca i Sierpnia 1980 roku przyniosły bowiem naprawdę niezwykłe wypadki i niewidziane wcześniej katastrofy. W październiku 1979 roku, w trzech kopalniach – w Nowej Rudzie, Bytomiu i Czechowicach-Dziedzicach – wydarzyły się trzy katastrofy, w których zginęło w sumie 38 górników, a 56 odniosło rany. 14 marca 1980 roku...
Anna Walentynowicz, legendarna działaczka Wolnych Związków Zawodowych, a później Solidarności z Gdańska, w okresie tzw. karnawału Solidarności oraz po wprowadzeniu stanu wojennego wielokrotnie bywała na Śląsku. Ci, którzy ją znali, mówią, że czuła się tam jak w domu. Często przyjeżdżała tam również dlatego, że sama ciężko pracowała i przez to ceniła ludzi ciężkiej roboty. Dlatego gdy 16 grudnia 1981 roku funkcjonariusze plutonu specjalnego ZOMO zastrzelili dziewięciu górników z kopalni „Wujek”, Anna Walentynowicz chciała ich upamiętnić tak samo jak tych, którzy zginęli na Wybrzeżu w grudniu 1970 roku.  W majową noc 1981 roku Anna Walentynowicz wróciła z Teresą Baranowską do Katowic z Tarnowskich Gór, gdzie razem brały udział w obchodach Dnia Hutnika w hucie cynku „Miasteczko...
Osiemnasta decydująca bitwa w dziejach świata – tak często mówi się o Bitwie Warszawskiej, nawiązując do klasyfikacji Lorda D’Abernona. Warto prześledzić, jakie są te pozostałe bitwy, i rzucić okiem na zestawienia powstające już od XIX wieku. Lord D’Abernon był brytyjskim dyplomatą, wysłanym w roku 1920 do Polski wraz z Międzynarodową Misją Sojuszniczą. Swoje zapiski, uwagi i wspomnienia zawarł w wydanej w latach 30. książce „Osiemnasta decydująca bitwa w dziejach świata pod Warszawą 1920 r.”. D’Abernon umieszczając Bitwę Warszawską na miejscu osiemnastym (chronologicznie), tak naprawdę jedynie poszerzył klasyfikację opublikowaną w połowie wieku XIX. W 1851 roku historyk angielski Edward Shepherd Creasy opublikował książkę „Piętnaście przełomowych bitew w dziejach świata”, zaś...
To miał być pokaz siły Robotniczo-Włościańskiej Czerwonej Armii maszerującej na zachód z misją wzniecenia światowej rewolucji komunistycznej. Masy piechoty z tysiącami kulomiotów, wspierane przez samochody i pociągi pancerne, miały związać walką i niszczyć polskie dywizje, ocalałych zepchnąć pod Warszawę. Słusznie przewidywali bolszewiccy stratedzy, że w obronie stolicy Polacy wytężą wszystkie siły, ściągając posiłki zewsząd. A wtedy, na północy i południu, miały ruszyć czerwone konne korpusy, przekroczyć Wisłę i jak potężne szczęki zacisnąć się na zachód od Warszawy, zamykając w śmiertelnej pułapce siły polskie. Nie przewidziano jednak, że przeciwko zaprawionym w bojach, żądnym mordów, gwałtów i grabieży czerwonym jeźdźcom, staną chłopcy i kobiety... Brytyjski premier Lloyd George...
Adam Grzymała-Siedlecki taki tytuł dał swojej książce ze wspomnieniami z roku 1920. Tak też zatytułował swój artykuł w „Rzeczypospolitej” Stanisław Stroński, który w przededniu bitwy prosił rodaków o wzmożoną modlitwę i wspólny wysiłek, nawiązując do „cudu Marny”, bitwy z okresu I wojny światowej. Cud się ziścił. Składały się nań różne elementy. Po pierwsze, na polecenie Marszałka Piłsudskiego sztab polskiego wojska opracował rewelacyjny plan – zatrzymania bolszewików na linii Wisły i kontruderzenia wyprowadzonego znad Wieprza. W tym sensie Wisła, jako długa linia, stała się granicą nie tylko bojową, ale też cywilizacyjną. By pokonać bolszewika, trzeba było się bić i na „przedmościu warszawskim”, i pod Lwowem, i w Płocku. Cud Wisły to zatem cud wysiłku żołnierzy i wszystkich Polaków,...
Gdy 18 maja w Warszawie marszałek Sejmu Trąmpczyński witał Piłsudskiego, wracającego ze zdobytego na bolszewikach Kijowa, powiedział: „Od czasów Chocimia naród polski takiego tryumfu oręża nie przeżywał, ale nie tryumf nad pogrążonym wrogiem, nie pycha narodowa rozpiera nasze serca. Historia nie widziała jeszcze kraju, któryby w tak trudnych warunkach, jak nasze, stworzył swoją państwowość. Zwycięski pochód na Kijów dał narodowi poczucie siły, wzmocnił wiarę w wolną przyszłość. Czynem orężnym zaświadczyłeś nie tylko o dzielności polskiego ramienia, ale wyrwałeś z piersi narodu i zamieniłeś w sztandar jego najlepszą tęsknotę, jego rycerstwo w służbie wolności narodów!”. Trzy miesiące później Polacy rozumieli już, że ta wojna toczy się nie tylko o wolność Polski czy wolność innych narodów...
Kobiety: żołnierze, szpiedzy, sanitariuszki, kurierki… Służyły wszędzie: w koszarach i na froncie. Były aktywne już wcześniej w działaniach i walkach o odzyskanie niepodległości, a potem o jej utrzymanie.  Najazd bolszewików i groźba utraty dopiero co odzyskanej wolności to kolejne wyzwanie dla kobiet-żołnierzy. Stanęły do walki, bo tak należało.   Ochotnicza Legia Kobiet Istniała w latach 1918–1922 i była regularną kobiecą formacją wojskową pełniącą funkcje pomocnicze dla Wojska Polskiego. W końcu 1918 roku, w czasie walk o Lwów, Aleksandra Zagórska, wspierana przez Stanisławę Paleolog, podjęła się zorganizowania kobiecych oddziałów. Najpierw powstała Milicja Obywatelska Kobiet, potem wprowadzono nazwę Ochotnicza Legia Kobiet.  Aleksandra Zagórska to postać...
Byli na pierwszej linii frontu, dodawali żołnierzom odwagi i sił, nieśli duchowe wzmocnienie – tacy byli księża i kapelani w wojnie 1920 roku.    W czasach zaborów Kościół katolicki był prawdziwą ostoją polskości i instytucją, która wobec braku państwa niejednokrotnie je zastępowała. Dość przypomnieć rolę, jaką Kościół odegrał przed Powstaniem Styczniowym i w jego czasie. Nabożeństwa w kościołach warszawskich, msze święte, w trakcie których z tysięcy gardeł wydobywało się wołanie: „Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie”, czy patriotyczne pogrzeby zamordowanych przez Rosjan manifestantów były prawdziwym umocnieniem ducha polskiego. Legendą stał się ks. Stanisław Brzóska, uznawany za naczelnego kapelana insurekcji. Został przez Rosjan stracony w publicznej egzekucji w maju 1865...
Grupa amerykańskich lotników walczyła po stronie polskiej w wojnie polsko-bolszewickiej. Eskadra Kościuszkowska w roku 1920 biła bolszewików. Kontynuatorzy jej tradycji, piloci osławionego dywizjonu 303, w 1940 roku walczyli z Niemcami. Godło dywizjonu i wcześniejszej eskadry nawiązują do słynnych Polaków w historii Stanów Zjednoczonych – Kościuszki i Pułaskiego.   „Dług honorowy” – tak zatytułowali swoją książkę o jankeskich pilotach roku 1920 Karolevitz i Fenn. Trafnie. Faktycznie Amerykanie, którzy wpadli na to, by wspomóc nas w bojach z bolszewikami, czuli, że spłacają dług – Polacy walczyli przecież w wojnie o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Pułkownik John Cooper, prapradziadek założyciela eskadry, w 1779 roku odbył wraz z rannym Pułaskim drogę z miejsca bitwy pod Savannah...
W piątek 8 września 1944 roku słońce wstało o godz. 6.14 (zaszło o godz. 19.24). Temperatura powietrza była letnia, odnotowano 15 stopni. W Warszawie już od ponad miesiąca trwało powstanie. Tego dnia Niemcy wielokrotnie szturmowali Aleje Jerozolimskie od strony ulic Marszałkowskiej i Nowego Światu. Mieszkańcy maleńkiej wsi Rząbiec inaczej zapamiętali ten dzień. Towarzysz Mieczysław Moczar w swym „dziele” „Barwy walki” kilkakrotnie wspomina o tym, co wydarzyło się we wrześniu 1944 roku w Rząbcu. „Oddział Armii Ludowej, znajdujący się w okolicy Włoszczowej, dowodzony przez kpt. »Białego« (Tadeusz Grochal), zaatakowany został przez hitlerowców i współdziałających z nimi NSZ-owców. W walce tej poległo 56 naszych towarzyszy. Wieść tę, niczym jakieś groźne memento, przekazaliśmy natychmiast...
Średniowieczne i nowożytne miasta nie były w stanie funkcjonować bez kata egzekwującego sądowe wyroki. Jednak niezbędny mieszkańcom oprawca zwany mistrzem małodobrym był postacią przeklętą, usuniętą poza nawias społeczeństwa. Paradoksalnie, jedynych towarzyszy znajdował wśród przestępców, których miał karać. Zjawisko zbrodni jest tak stare jak sama ludzkość. Już w biblijnej Księdze Rodzaju czytamy o mordzie dokonanym przez Kaina na jego bracie Ablu. Kodeks karny spisany na polecenie babilońskiego króla Hammurabiego w XVIII w. p.n.e. wylicza cały katalog różnych przestępstw i grożących za nie kar, wprowadzając słynną zasadę „oko za oko”. Jednak nie wystarczy zadeklarować chęci ucięcia ręki czy nogi zbrodniarzowi, ktoś musi to wykonać, a jest to robota brudna i nieprzyjemna. Dlatego już...
Byliśmy w walce roku 1944 osamotnieni. Stalin czekał, by Powstanie się wykrwawiło. Ze strony Zachodu pomoc dla Powstańców była symboliczna. Nasza 1. Samodzielna Brygada Skoczków Spadochronowych, wbrew oczekiwaniom dowódcy i żołnierzy, nie mogła być przerzucona do kraju. Armia Krajowa biła się więc w samotności – z przeciwnikiem, który rzucił na nią przeważające siły, realizując szalony rozkaz rozwścieczonego Führera, by Warszawę zrównać z ziemią.  Trwający przez 63 dni heroiczny bój stał się więc starciem, w którym dokonano najwyższego wysiłku, wykazano się najwyższą odwagą i poświęceniem, by tak długo stawać przeciwko Niemcom, sięgającym w dodatku po wszelkie możliwe środki dla złamania bohaterskiego ducha Polaków. W Powstaniu swoją walkę prowadzili nie tylko mężczyźni, ale i...
Wobec uzbrojonych po zęby Niemców, bezczynnych zachodnich aliantów i stojącej na prawym brzegu Wisły Armii Czerwonej, która czekała na wykrwawienie się powstańców, szanse na zwycięstwo były bliskie zeru. Mimo to warszawiacy ruszyli do boju. Linia frontu nie przebiegała wcale pomiędzy żołnierzami obu walczących stron. Po polskiej stronie barykady były kobiety, dzieci, ludzie starsi – bezbronni cywile… Ale dla Niemców wszyscy oni byli wrogami, których należało zabić. Ostateczna decyzja o wybuchu Powstania zapadła 31 lipca podczas popołudniowej odprawy sztabowej. Rozkaz wydał dowódca AK gen. Tadeusz Komorowski „Bór”, uzyskując jednocześnie akceptację Delegata Rządu Jana Stanisława Jankowskiego. Zaszyfrowany rozkaz powstał o godzinie 20.00. Podpisał go Komendant Okręgu Warszawskiego AK płk...
„Oddaję Czytelnikowi historie kobiet świętych, które nigdy by o sobie tak nie powiedziały. Ich symbolem jest postać na okładce, młoda siostra zakonna, którą nazywam Wiktorią. Jest uosobieniem historii setek sióstr, które do dziś pozostają nieznane. Wierne sobie i ludziom, najpierw poszły realizować powołanie i marzenia związane z życiem klasztornym. A później w powstaniu warszawskim zdały największy egzamin z człowieczeństwa” – napisała Agata Puścikowska we wstępnie do swej najnowszej książki „Siostry z powstania”. Specjalnie dla „Gazety Polskiej” opowiada o zakonnicach i Godzinie W. Rozmawia Magdalena Łysiak   Wydawało się, że Powstanie jest tak bardzo dobrze opisane, że nic nowego się nie dowiemy. Tymczasem okazało się, że historykom umknął gdzieś bardzo ważny wątek – pomoc...

Pages