Historia

„Doprawdy, trzeba to wyznać, że ta bitwa, którą każdy słusznie mógłby podziwiać, była wielka i krwawa. Walczono ponad trzy godziny, a Mars przechylał szale bitwy to na jedną, to na drugą stronę. Wróg zebrał wielką armię, w skład której wchodzili zaprawieni w bojach obcy najemnicy. Oni walczyli o pieniądze i chwałę, my – o najwyższą ze wszystkich spraw. Wszelkie środki były konieczne, nadzieja zależała od męstwa, wybawienie od zwycięstwa, a dla ucieczki nie było miejsca”. Wielu historyków, publicystów i miłośników naszych dziejów ulegało pokusie układania rankingu najważniejszych bitew. Są wśród nich niemal zapomniane – jak zwycięstwo Chrobrego nad cesarzem niemieckim w kraju Dziadoszan w 1015 roku – i te, o których i dziś mówi się głośno i z dumą, jak Bitwa Warszawska. Gdzieś pomiędzy...
Między czerwonym i brunatnym terrorem – tak najkrócej można oddać losy Stanisławowa i jego mieszkańców w trakcie II wojny światowej i po jej zakończeniu. To przykład kresowego miasta, które – jak dziesiątki innych – doświadczyło okupacji sowieckiej, niemieckiej i ponownie sowieckiej.   „Odznacza się wielką czystością i pięknym wyglądem ulic, przy których stoją nowe, stylowe wille i staropolskie dworki z gankami na kolumnach w otoczeniu ogródków. Życie miejskie koncentruje się przy ulicy Sapieżyńskiej, najpiękniejszą i najdłuższą ulicą jest wiodąca do parku ulica Lipowa” – taki sielski opis można znaleźć w „Ilustrowanym przewodniku po Galicyi” doktora Mieczysława Orłowicza, wydanym w 1919 roku.  Stanisławów – stolica Pokucia – założony został nad rzeką Bystrzycą w 1662 roku...
Historię Polski wyznaczają kamienie milowe miesięcy pisanych dużą literą i tworzących specyficzny polski kalendarz. Kalendarz polskich miesięcy rozpoczęty został Majem roku 1791, wiek XIX dopisał do niego Listopad i Styczeń. Rok 1920 to oczywiście Sierpień, zaś po 1944 roku doszły kolejne miesiące, te, w których działy się tak zwane wydarzenia. Tym fałszującym rzeczywistość słowem opisywano przejawy polskiej niezgody na zniewolenie, ból, krew i śmierć. Oznaczało ono także komunistyczną zawziętość w zwalczaniu idei wolności, sprawiedliwości. W ten sposób w kalendarzu naszym w roku 1956 pojawił się Poznański Czerwiec, potem Marzec 1968, szczeciński, gdański i gdyński Grudzień 1970 roku, i znów Czerwiec, tylko w Radomiu i Ursusie 1976 roku. Wreszcie nadszedł rok 1980, w którym przed...
za darmo
Mieszkańcy polskich miast w zaborze rosyjskim budowali barykady, próbując uchronić się przed atakami carskiej piechoty i kozackich sotni. Nad głowami protestujących powiewały biało-czerwone oraz czerwone sztandary. Choć te drugie później stały się symbolem antypolskiego bolszewizmu, to w 1905 roku kojarzyły się z wolnością i walką o godne warunki pracy. Jedną z przyczyn wrzenia społecznego, które zaczęło poważnie narastać w 1904 roku w Imperium Rosyjskim, były klęski armii carskiej w wojnie z Japonią. Konflikt na Dalekim Wschodzie przełożył się również na sytuację ekonomiczną. Wzrosło bezrobocie i ceny żywności, znacznie spadły natomiast płace robotników, dla których normą był kilkunastogodzinny dzień pracy. W całym Imperium organizowano więc strajki i manifestacje, które były...
za darmo
Proces docierania z prawdą do świadomości społecznej, zwłaszcza do młodzieży, jest długi i wymaga czasu oraz ludzi dobrej woli, gotowych zapłacić za swoją postawę nawet wysoką cenę – mówi prezes IPN. Z Jarosławem Szarkiem rozmawia Tomasz Łysiak   Mamy rok wielkich rocznic, a pośród nich na plan pierwszy wysuwa się setna rocznica zwycięstwa Polaków nad bolszewikami w 1920 roku. Jak wyglądają plany IPN dotyczące obchodów Cudu nad Wisłą?  Setną rocznicę zwycięstwa nad bolszewizmem Instytut Pamięci Narodowej przedstawi w dwóch kontekstach – międzynarodowym i polskim. W tym pierwszym, pod hasłem „Wojna światów”, pokażemy zderzenie cywilizacji łacińskiej z rewolucyjnym, niszczycielskim żywiołem komunistycznym, który zawładnął wówczas nie tylko Rosją, lecz wybuchł także na obszarach...
za darmo
2 maja 1946 roku ubecy spalili Wąwolnicę. Dramat rodzin próbujących ratować własne życie i dobytek uwiecznił na kilkunastu zdjęciach amerykański fotograf John Vachon. W czerwcu tego roku w Lublinie otwarto wystawę (zorganizowaną przez CBA), na której po raz pierwszy pokazano Polakom te wstrząsające zdjęcia.  Zostały one udostępnione przez córkę Vachona oraz Sławomira Rybałtowskiego, kustosza polskich prac fotografa. Część z nich pokazujemy Czytelnikom „Gazety Polskiej” (po raz pierwszy na łamach prasowych w naszym kraju) – nie tylko zachęcając do zobaczenia całej wystawy, ale także wierząc, iż zdjęcia z Wąwolnicy to wstrząsający dokument: przykład tego, jak komunistyczna władza traktowała zwykłych ludzi. Płomienie, czarne dymy nad wsią, przerażeni ludzie, płaczące dzieci – tak...
za darmo
„Żałośnie płaczące kobiety, mężczyźni ze łzami spływającymi po twarzach, stojący i patrzący, jak ogień pochłania ich domy. – To jest wszystko, co mam – mówili. Małe, mniej więcej czteroletnie dzieci, stojące obok ocalonego dobytku i patrzące, lecz nie płaczące, ośmiolatki łkające histerycznie, kobieta wyciągająca kufer z trzyletnim maluchem w środku i biegnąca z powrotem, by przynieść coś więcej… Cholera, ci biedni ludzie, którym udało się przetrwać wojnę nie tracąc życia, którzy zachowali swoje domy i pola, i ten piękny maj, i oni stojący tam i patrzący, jak miejsce, w którym żyli, i całe ich życie płonie…”.   Tak w liście do żony opisał spalenie wsi Wąwolnica przez grupę operacyjną MO, KBW i UB Amerykanin John Vaschon, fotograf pracujący dla United Nations Relief and...
za darmo
Na początku Vachon myślał, że to zwykły pożar. Potem zaczął pytać mieszkańców, napisał do Penny: „Wiem, że to nie był wypadek, ale nie wiem, kto to zrobił: bandyci? tajna policja?” – opowiada Sławomir Rybałtowski, kustosz prac fotografa Johna Vachona z jego podróży po Polsce w latach 1946, 1956 i 1963. Ze Sławomirem Rybałtowskim rozmawia Magdalena Łysiak Jak trafił Pan na Vachona i jego zdjęcia? Prowadzę wydawnictwo, które założyła moja teściowa. Na początku swego istnienia specjalizowało się ono w tematyce warszawskiej, dzięki czemu została zebrana pokaźna liczba archiwaliów dotyczących stolicy. Pewnego dnia szukałem ilustracji do jakiejś książki i w ręce wpadła mi duża fotografia przedstawiająca zniszczony Prudential. Wiedziałem, że zdjęcie zostało wykonane tuż po wojnie....
za darmo
Marian Bernaciak „Orlik” był jednym z najdzielniejszych żołnierzy, który najpierw walczył z niemiecką, a następnie z sowiecką okupacją. Zginął 74 lata temu, 24 czerwca 1946 roku. Urodził się w 1917 roku, a więc tuż przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości. Śmiało można powiedzieć, że był jej wychowankiem, kształconym według zasad, które kazały mu bronić ojczyzny w każdych okolicznościach. Po zakończeniu II wojny światowej, kiedy Polakom przyszło się zmierzyć z nową, tym razem czerwoną okupacją, w jednej z ulotek tłumacząc swoje działania, tak pisał: „Społeczeństwo stanęło do samoobrony. Społeczeństwo powierzyło mi kierownictwo akcją samoobronną. Funkcję tę pełnię z wiarą, że zbliżam dzień wolności naszej. Dla tej wolności poświęciłem wszystko bez reszty...”. Pochodził ze wsi...
za darmo
Tadeusz Kościuszko niejako „z automatu” znalazł się na „białej liście” osób, które w przestrzeni symbolicznej zostały poniżone przez protestujących z ruchu „Black lives matter”  – jego pomnik waszyngtoński pochlapano farbą i pomazano ordynarnymi napisami. Pewnie dlatego, że to biały człowiek. Tymczasem powinno być na odwrót – protestujący powinni mu stawiać pomniki. Wyprzedzał czas i epokę swoim wolnościowym myśleniem i działaniem.   Kamień węgielny pod pierwszy pomnik Kościuszki w Stanach Zjednoczonych położono 24 lipca 1828 roku w West Point. Jest na nim napis: „Wzniesiony przez Korpus Kadetów USMA. Dopóki twoje rzeki płyną i twój kraj istnieje, nikt nie będzie pytał, co to za pomnik, czemu służy i dlaczego tu stoi”. I nikt nie pytał. Nie musiał – bo wiadomo było, kto zacz....
Upór, determinacja i wizjonerstwo elit odradzającego się w 1918 roku polskiego państwa pozwoliły nie tylko na obronienie niepodległości, ale też na dalszy dynamiczny rozwój kraju. Z perspektywy 20 lat istnienia międzywojennej, wolnej Polski udało się zrobić niezwykle dużo. Wśród wielu pereł w koronie II Rzeczypospolitej być może najjaśniejszym blaskiem świeciła Gdynia. Nie jestem szczególnym zwolennikiem historii alternatywnej, ale próbuję sobie przez moment wyobrazić, że u zarania na powrót niepodległych dziejów naszej Ojczyzny nie zapada decyzja o budowie portu w Gdyni, a nasi ojcowie założyciele uznają, że wystarczy im port w Wolnym Mieście Gdańsk, z którego będą mogli łaskawie korzystać w „porozumieniu” z Niemcami. Nie ma więc pięknego i nowoczesnego miasta, nie ma portu...
Sprofanowany pomnik Tadeusza Kościuszki – pośród burzy zamieszek, rabunków sklepów, podpaleń, wandalizmów, które zalały Stany Zjednoczone, to mocny symbol. Antifa, która według Donalda Trumpa stoi za tą erupcją barbarzyństwa, jest w prostej linii przedłużeniem bolszewii. Bowiem to bolszewicy w drodze do podboju kapitalistycznego świata stawiali na ślepą nienawiść i zniszczenie wszystkiego, co staje na ich drodze: dóbr kultury, domów, pałaców, a przede wszystkim ludzkiego życia.   Na początek będzie cytat z Tuchaczewskiego. To tekst rozkazu, jaki wydał bolszewickiej armii 2 lipca 1920 roku, rozpoczynając wyprowadzanie ciosu, który miał dosięgnąć Warszawę i otworzyć wrota do Europy. Rozkaz miał numer 1423, a brzmiał tak: „Czerwoni żołnierze! Wybiła godzina odwetu. […] Wojska  ...
„To miejsce we wspomnieniach moich nazwałbym momentem, w którym kończyłem ze wszystkiem, co było dotychczas na ziemi, i zaczynałem coś, co było chyba gdzieś poza nią. […] Za drutami, na wielkim placu, inny uderzył nas widok. W nieco fantastycznym, pełzającym po nas ze wszystkich stron świetle reflektorów, widoczni byli jacyś ludzie – z wyglądu niby ludzie, lecz jakże z zachowania raczej do zwierząt dzikich podobni (bezwzględnie obrażam tu zwierzęta – nie ma w języku naszym jeszcze na takie stwory określenia)”. Tak Witold Pilecki zobaczył 22 września 1940 roku ziemskie piekło stworzone przez Niemców ledwo trzy miesiące wcześniej. Fanatycy i mordercy, którym Niemcy powierzyli rządy w państwie, sporządzili obszerną listę swoich „wrogów”. Zamierzając ich „resocjalizować i wychowywać”,...
W maju 1981 roku przeżywaliśmy jedne z najtrudniejszych chwil w najnowszej historii Polski. W rzymskiej klinice Gemelli walczył o życie ciężko ranny papież Jan Paweł II. W Warszawie odchodził, śmiertelnie chory, prymas Stefan Wyszyński.  1 kwietnia 1981 roku prymas zapisał: „Zaczyna się moja Via dolorosa – początek końca”. W wielkanocną niedzielę 19 kwietnia: „Moja Wielkanoc jest daleka od radości »Alleluja«. Największym bólem moim było to, że nie mogłem być w Wielki Czwartek ze świętym prezbiterium odnawiającym przyrzeczenia. Podobnie nie mogłem ucałować nóg Kościoła świętego warszawskiego w liturgii wielkoczwartkowej. To ból równy temu, jaki przeżyłem w 1954, 5 i 6 roku, siedząc w więzieniu w czasie Wielkiego Tygodnia”. Tymczasem w kraju trwał jeszcze entuzjazm związany z...
„Wielkie jest na czary zapotrzebowanie. W czasach niespokojnych królestwa bez stosów” – śpiewał Jacek Kaczmarski w programie Sarmatia. Rzeczywistość renesansowej Polski niewiele różniła się od obrazu nakreślonego przez barda. Okres odrodzenia kojarzy nam się z tryumfem rozumu, nauki i humanizmem. Zabobon oraz ciemnota miały rzekomo charakteryzować odchodzące w niebyt średniowiecze. Tymczasem to właśnie w renesansie po raz pierwszy zapłonęły stosy rzekomych czarownic, na uniwersytetach (w tym Akademii Krakowskiej) uczono wróżenia z gwiazd, natomiast alchemicy bezowocnie trudzili się nad przemianą metali nieszlachetnych w złoto. Królestwo Polskie nie odstawało pod tym względem od reszty Europy. Kraków cieszył się sławą istnej mekki czarnoksięstwa, na dworze ostatnich Jagiellonów i...
W Polsce Dzień Matki ma tradycję sięgającą dwudziestolecia międzywojennego. Wówczas święto to było jeszcze ruchome. Dzisiaj obchodzimy je 26 maja. W innych krajach ta tradycja wygląda różnie, czasem data jest konkretna, a czasem ruchoma (i na przykład przypada w jakąś niedzielę). Często jednak Dzień Matki celebruje się w maju. Wszystko zaś ma swój początek w wieku XIX i jest związane z historią Stanów Zjednoczonych. Zapewne każdy słyszał słynny „Bojowy Hymn Republiki”, ze słowami refrenu „Glory, Glory Hallejuah!” – pieśń jest śpiewana na zakończenie konwencji partii republikańskiej w USA i generalnie należy do żelaznego zestawu prostych, patriotycznych pieśni jankeskich. Przy czym słowo „jankes” pasuje tu jak ulał, gdyż sięgamy właśnie historii wojny secesyjnej. Zapewne niektórzy z...
Ileż razy we wrześniu 1939 roku entuzjazm polskich żołnierzy budziły wieści o sukcesach naszych aliantów: a to mieli wkroczyć na teren III Rzeszy przełamując Linię Zygfryda, a to zrównali z ziemią Zagłębie Ruhry. Wszystko okazało się nieprawdą. Gdy Polacy krwawili, powstrzymując potężniejszego przeciwnika i wyczekając obiecanej odsieczy, na Zachodzie trwała „drôle de guerre”, „dziwna wojna”, albo – jak mówili Niemcy – „Sitzkrieg”, „wojna na siedząco” lub „Drollingen Krieg”, „zabawna wojna”. Anglicy nazwali „działania” alianckie tamtej jesieni, „phoney war” – udawaną wojną. Lecz za 8 miesięcy zarówno Francuzi, jak i Anglicy mieli się przekonać, jak wygląda wojna w wykonaniu Niemców.   Gdy w Polsce wciąż walczono, a niemal całe terytorium państwa było zajęte przez najeźdźców,...
Bitwa Warszawska to nie tylko zwycięstwo militarne i polityczne. To także zwycięstwo w sferze ducha, w którym siły Dobra zmagają się z „imperium zła”. O tym właśnie opowiada prof. Nowak w swojej książce „Klęska imperium zła. Rok 1920”.   Wiele lat temu uczestniczyłem we mszy Świętej celebrowanej w jednym z gdańskich kościołów. Kapłan, który wygłaszał kazanie, w pewnej chwili zadał głośno proste pytanie: „Kim jesteś?” – zawieszając je w ciszy naw nad głowami wiernych tak, by słowa dotarły tam, gdzie trzeba – w głąb duszy. „Kim jesteś?” – powtórzył po długiej pauzie, a po plecach ludzi przeszedł dreszcz. Jakby to jedno, kluczowe pytanie było u początku wszystkiego. Odpowiedź na nie wyznacza to, co dalej, refleksja nad nim prowadzi do życiowych wyborów, ułatwia podejmowanie decyzji,...
Kilka lat temu, na lotnisku w Meksyku, celnik prowadził drobiazgową kontrolę mojego bagażu. Zerknął w paszport. – Polak? – spytał po hiszpańsku. Przytaknąłem. Wtedy na twarzy pojawił mu się promienny, pogodny uśmiech. – Juan Pablo Segundo! – wykrzyknął, i zmieniając postawę z ostrej na przyjacielską, zrezygnował z dalszej kontroli i puścił mnie dalej. To też cud, jaki pozostawił po sobie nasz Wielki Święty Papież Jan Paweł Drugi. Ślad zapisany w duszach, w pamięci emocjonalnej ludzi na całym świecie. Do dzisiaj na sam dźwięk imienia Jan Paweł II otwierają się ludzkie serca, łagodnieją, napełniają Dobrocią. Tym najpiękniejszym rodzajem pogodnej Dobroci, wypływającej z Prawdy i Miłości czerpanej z Ewangelii. Ale także z polskości jako takiej, z fenomenu polskości, którą ten Papież, jak...
Przesłanie i nauka Jana Pawła II o naszej historii i kulturze, wykładnia takich pojęć jak ojczyzna, naród, wspólnota czy patriotyzm, powinny dla nas stanowić – szczególnie dziś – fundament jego wielkiego dziedzictwa.   Kiedy w październiku 1978 roku kardynał Karol Wojtyła wyruszał na drugie, niespodziewane konklawe, po zaledwie 33 dniach pontyfikatu Jana Pawła I, miał ze sobą, jak zwykle, dwie mocno już sfatygowane walizki: w jednej znalazły się książki, a w drugiej rzeczy osobiste – opowiadał ksiądz Stanisław Dziwisz, sekretarz i kapelan ówczesnego arcybiskupa metropolity krakowskiego. – Już po wyborze Karola Wojtyły na papieża wyruszył z Watykanu ogromny tir, który po dotarciu do Krakowa miał zabrać dobytek nowo wybranego Ojca Świętego. Po dotarciu na miejsce – wspominał po...
Są słowa o szczególnej sile. Słowa, które zapadają w ludzką pamięć, stając się drogowskazami dziejów, słowa, w których jednostki i całe narody odkrywają wartość szczególną. To słowa, które „stają się ciałem”, bo skłaniając ludzi do refleksji oraz do czynów, zmieniają historię świata. Francuzi mają Napoleona i jego wezwanie „Żołnierze, dziesięć wieków patrzy na was!”, Anglicy przywołają Churchilla obiecującego w 1940 roku „krew, pot i łzy”, Amerykanie cenią sobie wiele mów: od Patricka Henry’ego i jego „Dajcie mi wolność lub dajcie mi śmierć”, po Kennedy’ego proszącego: „Nie pytajcie, co wasz kraj może zrobić dla was, lecz pytajcie, co wy możecie zrobić dla kraju”. Czy w naturze Polaków leży przywiązywanie większej wagi do czynów niż słów? Możliwe, bowiem łatwiej przychodzi nam doceniać...
Ponad 20 lat temu podczas wspólnej pracy nad filmem dokumentalnym o sojuszu Piłsudski–Petlura („Trudne braterstwo”, TVP 1998), zaprzyjaźniłem się ze współscenarzystą – młodym podówczas, ukraińskim historykiem, dziś profesorem Uniwersytetu Lwowskiego Bohdanem Hudziem. Rok temu z radością wyglądaliśmy zbliżającej się setnej rocznicy Wyprawy Kijowskiej, zwieńczonej wyparciem z Kijowa bolszewików przez Wojsko Polskie i oddziały Atamana Petlury. Szykowały się wspólne, polsko-ukraińskie uroczystości, defilady w Warszawie i Kijowie, udział prezydentów obu krajów w obchodach okupionego wspólnie przelaną krwią zwycięstwa nad Armią Czerwoną maszerującą na Zachód, by po trupach Ukrainy i Polski zanieść rewolucję w głąb Europy. Dziś w obliczu pandemii wszystko to stało się niestety nieaktualne....
Czemu ze znakiem zapytania? Bo cóż oznaczał ów Dzień Zwycięstwa dla jednych, a co dla innych? Chyba jednym z jego najlepszych symboli jest defilada zwycięskich wojsk koalicji w Londynie, kiedy nakazano polskim pilotom wielu dywizjonów, w których służyli, stać na chodniku i stamtąd obserwować maszerujących dumnie Anglików, Amerykanów, Francuzów, Holendrów, Belgów, Nowozelandczyków czy Hindusów. Polscy żołnierze nie zostali zaproszeni do celebrowania końca wojny i zwycięstwa, gdyż znaleźli się pod butem Stalina, którego alianci nie chcieli drażnić. Dla świata ów Dzień Zwycięstwa oznaczał koniec potwornej wojny, która pochłonęła dziesiątki milionów istnień ludzkich, zrujnowała całe kraje, doprowadziła do skraju naszą cywilizację, przekroczyła wszelkie granice. Auschwitz było miejscem, w...
Koniec wojny! Na całym świecie w maju 1945 roku słychać było szczęśliwe okrzyki: peace, paix, vrede, fred, mir, ειρήνη, rauha, paz, pace, shaanti! Ale były także języki, w których słowa pokój i wolność nie brzmiały wtedy zbyt radośnie. To polski, litewski, łotewski, estoński, rumuński, ukraiński, słowacki, węgierski, chorwacki… Ileż goryczy miały w sobie dla Polaków, którzy walczyli od pierwszego do ostatniego dnia wojny, a którym nie dano prawa do wolnej Ojczyzny, którym wiarołomni sojusznicy odmówili sprawiedliwości, oddając w kolejną niewolę.   Na początek kwestia fundamentalna: aby pisać o zakończeniu II wojny, wypada ustalić, kiedy się ona zakończyła. Ależ to absurd – powiesz, Czytelniku – przecież każdy, kto choć trochę uważał na lekcjach historii, wie na pewno: wojna...
Chyba żadne z historycznych kłamstw komunistów nie zalęgło się tak głęboko w świadomości Polaków jak to, że wyszliśmy jako zwycięzcy z II wojny światowej. Narzucony przez komunistów po wojnie 9 maja 1945 roku jako Dzień Zwycięstwa to jedno z najbardziej zakłamanych świąt Polski Ludowej. Można powiedzieć, że dla budowania oficjalnej wykładni historycznej ten dzień miał wręcz znaczenie fundamentalne. Wszystkie kłamstwa założycielskie – 17 września 1939 roku, ludobójstwo katyńskie, Manifest PKWN z lipca 1944 roku – jak w soczewce ogniskują się w „Dniu Zwycięstwa i Wolności”. Już sam wybór daty pokazuje, jak wielka była zależność rodzimych komunistów od ich towarzyszy z Moskwy. Oto 8 maja 1945 roku na posiedzeniu komunistycznej Rady Ministrów, pod nadzorem sowieckiego agenta pełniącego...
Polskie barwy narodowe mają, jako jedne z nielicznych na świecie, pochodzenie heraldyczne, a wywodzą się z dwóch herbów: Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego. W dodatku nasz kraj, jedyny w Europie, ma dwie oficjalne flagi państwowe: biało-czerwoną i biało-czerwoną z orłem. Jan Długosz opisując przygotowania do bitwy pod Grunwaldem, wspomniał o „chorągwi wielkiej, na której wyszyty był misternie orzeł biały z rozciągnionemi skrzydły, dziobem rozwartym i z koroną na głowie, jako herb i godło całego Królestwa Polskiego”.   Barwami królewskimi Rzeczypospolitej Obojga Narodów był sztandar złożony z trzech pasów: dwóch czerwonych (w dole i na górze) oraz oddzielającego je pasa białego, na których umieszczano zwykle czterodzielny Herb Rzeczypospolitej Obojga Narodów – na...
75 lat temu, 30 kwietnia 1945 roku, sowieccy żołnierze wkroczyli do niemieckiego obozu KL Ravensbrück, kończył się dramat więzionych, wykorzystywanych do niewolniczej pracy i mordowanych tam kobiet z całej Europy. To tam bestie przebrane w lekarskie fartuchy dokonywały makabrycznych doświadczeń medycznych. Ich ofiarami były przede wszystkim Polki, młode dziewczyny, które jeśli przeżyły, nosiły w sobie traumę tych eksperymentów do końca życia. Karolina Lanckorońska, która do KL Ravensbrück trafiła na początku stycznia 1943 roku, z niedowierzaniem i goryczą pisała: „Pomyślałam o niemieckiej nauce, której sama tak wiele zawdzięczam... A teraz ci sami Niemcy własną swoją egzystencją hańbią ludzkość, do której należą. Kto za to, co się tutaj dzieje, będzie kiedyś odpowiadał? Przecież nikt...
To była chyba najgorsza zima w historii Polski. Tysiące domów leżało w gruzach, dziesiątki tysięcy ludzi zginęło, setki tysięcy mężczyzn zamknięto w obozach jenieckich. Kobiety i dzieci musiały sobie radzić z brakiem żywności i opału, w czasie gdy temperatury spadały 30 stopni poniżej zera. Mimo to większość patrzyła w przyszłość z optymizmem – bo przecież przyjdzie wiosna, a z wiosną ruszą się całą swoją ogromną potęgą nasi zachodni alianci. A u boku Francuzów i Anglików Trzecią Rzeszę bić będą żołnierze Armii Polskiej z naczelnym wodzem gen. Sikorskim na czele.   We wrześniu 1939 roku polscy żołnierze walczyli w obronie ojczyzny, przekraczając granice ludzkiej wytrzymałości, i z nadzieją spoglądali na Zachód, wyczekując obiecanej i zagwarantowanej traktatami pomocy. Tymczasem na...
W nocy z 24 na 25 kwietnia 1920 roku polska piechota spędziła znad rzeki Słucz posterunki sowieckie, utworzyła przyczółki na wschodnim brzegu, a pod osłoną piechoty i ciemności saperzy przerzucili przez rzekę kilka mostów. O godzinie 4 rano dywizja kawalerii wyruszyła na wschód. „Ledwie, ledwie szarzało, kiedy podjeżdżałem do mostu, przed którym dostrzegłem niewielką grupkę ludzi. Pochyliłem się z wysokości Minasa [tak miał na imię ogier] i zobaczyłem szarą maciejówkę, krzaczaste brwi, krzaczaste wąsy. [...] wrzasnąłem (nieprzepisowo, bo w marszu bojowym): »Baczność, na prawo patrz«, na co Piłsudski odsalutował i powiedział: »Jechać, chłopcy, jechać«. I już podkowy zabębniły po nawierzchni mostu, już byłem na wschodnim brzegu...” – wspominał ćwierć wieku później Franciszek Skibiński,...
Wśród ofiar zbrodni katyńskiej znalazło się kilkudziesięciu kapelanów wojskowych oraz grupa księży i zakonników. Historyk dr Patryk Pleskot postanowił przybliżyć nam sylwetki trzynastu z nich, zamordowanych w ramach zbrodni katyńskiej, oraz historie dwóch duchownych, którzy cudem ocaleli z sowieckiego piekła i przez całe dziesięciolecia dawali świadectwo prawdzie. Książka „Księża z Katynia” to jednak nie tylko historie życia i śmierci dzielnych duchownych, to także opowieść o tym, jak Sowieci, zanim wrzucili ciała polskich oficerów do bezimiennych dołów, próbowali pozbawić polskich jeńców godności, nadziei i wiary. 80 lat temu, 5 marca 1940 roku, Biuro Polityczne KC Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii podjęło decyzję o rozstrzelaniu polskich jeńców przebywających w obozach w...
Katyń – słowo od prawie 80 lat przejmujące Polaków gniewem i żalem. Słowo symbolizujące nie tylko wielkie cierpienie i narodową traumę, lecz także najbardziej perfidne kłamstwo. Katyń to stacja polskiej Golgoty. Stacja ani nie pierwsza, ani nie ostatnia, lecz najbardziej znana i bolesna. I – jeśli się głębiej zastanowić – trudno znaleźć w polskiej historii najnowszej wydarzenie bardziej brzemienne w skutki. Czy mord w Katyniu był zemstą Stalina za rok 1920? Tak myśli wielu Polaków. Bo wtedy, pod Lwowem, z powodu polskich żołnierzy jego kariera polityczna zawisła na włosku. Będąc komisarzem przy sowieckim Froncie Południowo-Zachodnim – złożonym z czterech armii, w tym osławionej Konarmii Budionnego – Stalin domagał się zdobycia Lwowa, z niesłychaną determinacją bronionego przez zaledwie...
„W strefie działań wojennych na terytorium Polski po wkroczeniu Wojsk Radzieckich władza najwyższa i odpowiedzialność we wszystkich sprawach, dotyczących prowadzenia wojny w czasie, niezbędnego do przeprowadzenia operacyj wojennych, koncentrują się w ręku Wodza Naczelnego Wojsk Radzieckich”. To paragraf pierwszego porozumienia zawartego 26 lipca 1944 roku w Moskwie między Polskim Komitetem Wyzwolenia Narodowego a rządem Związku Sowieckiego. Z ramienia PKWN pod porozumieniem podpisał się Edward Osóbka-Morawski, w imieniu rządu sowieckiego – Wiaczesław Mołotow.   Grupka komunistów namaszczonych przez Stalina na przyszłych władców Polski płaciła dyktatorowi za zainstalowanie ich w kraju umęczonym pięcioletnim terrorem niemieckim i tęskniącym za wolnością oraz suwerennością. Jakby tego...
W polskich kościołach znowu zabrzmiała modlitwa, śpiewana w Rzeczypospolitej od wieków, gdy nadchodziły lata klęsk żywiołowych, zarazy lub wojen. „Suplikacje” zaczynające się od słów: „Święty Boże, Święty Mocny, Święty a Nieśmiertelny…” wypraszały, by Bóg ratował „od powietrza, głodu, ognia i wojny”, a także, w kolejnej strofie, „od nagłej i niespodziewanej śmierci”. To w tych słowach znajduje się klucz do zrozumienia stosunku wiernych i Kościoła do klęsk, w tym epidemii. Gdyż wyznaczają one linię refleksji, która łączy ciało z Duchem, Ducha stawiając na pierwszym miejscu. Zamknięte kościoły we Włoszech, w Polsce wstrzymanych wiele mszy, inne odprawiane przy obecności tylko pięćdziesięciu wiernych, zgodnie z wytycznymi służby zdrowia i państwowymi ograniczeniami. Cóż jednak ważniejsze...
Czterdzieści lat temu, na oczach przechodniów, w proteście przeciwko kłamstwu katyńskiemu, samospalenia dokonał Walenty Badylak. Ten dramatyczny czyn do końca Peerelu, ale też w III Rzeczypospolitej, był praktyczne niemal zapomniany… Piątek. 21 marca 1980 roku. Pierwszy dzień wiosny. Choć zapowiada się poranek mroźny, promyki słońca nieśmiało przebijają przez chmury i padają na kamienice na Rynku Głównym w Krakowie. Miasto budzi się do życia. Mniej więcej kwadrans przed godziną ósmą do znajdującej się na rynku pompy z wodą podchodzi starszy mężczyzna i przy pomocy łańcucha przywiązuje się do niej, a następnie podpala. W kieszeniach kurtki ma butelki z łatwopalnym płynem. Buchają kłęby ognia i dymu.   Nie ciągnij mnie, bo ja jestem przywiązany… Początkowo obecni na rynku ludzie...
Są gesty, które przechodzą do legend i historii. Przez wieki trwa pamięć o rozcięciu mieczem przez Aleksandra Wielkiego nierozwiązywalnego węzła gordyjskiego, o przekroczeniu przez Juliusza Cezara granicznego Rubikonu. W polskiej pamięci takimi symbolicznymi gestami są podjęcie przez króla Jagiełłę dwóch krzyżackich mieczy oraz wrzucenie przez generała Józefa Hallera w fale Bałtyku platynowego pierścienia, podczas zaślubin z morzem w lutym 1920 roku. W ciągu następnych lat Polacy udowodnili, że nie była to dla nich tylko efektowna ceremonia, lecz akt traktowany jak prawdziwy sakrament. Morzu Polacy pozostali wierni, a w latach wojny – wierni aż do śmierci. Po udzieleniu przez biskupa błogosławieństwa, gen. Józef Haller w asyście oficerów sztabu wjechał konno na skraj zamarzniętej...
Od powstania styczniowego Rosjanie prowadzili agresywną politykę wobec narodu polskiego. Nie wyobrażali sobie, że Warszawa to nie jest ich miasto, że nie należy do kultury i historii Rosji. Zapatrzeni w Francuzów i Anglików, usiłowali z Polski stworzyć państwo afrykańskie, kolonialne, w którym byliby klasą panującą, a Polacy mieli być klasą niższą – „europejskimi murzynami” spełniającymi rolę niewolniczą wobec Rosjan. Tak o wpływie stu lat obecności Rosjan w Warszawie na rozwój przestrzenny miasta i jego urbanistykę opowiadał profesor Lech Królikowski – varsavianista, burmistrz Mokotowa w latach 1990–1992, radny Ursynowa – podczas promocji swojej najnowszej książki „Moskwa nad Wisłą”. W czasach Królestwa Kongresowego 1815–1830, za cara Aleksandra I, w Warszawie stacjonował...
Choć na pierwszy rzut oka skromnie wydana, najnowsza książka prof. Lecha Królikowskiego „Moskwa nad Wisłą” zawiera kompendium niezbędnej wiedzy o historii dwóch od wieków sąsiadujących ze sobą krajów: Polski i Rosji.  Autor w swym erudycyjnie i ze swadą opowiedzianym wykładzie położył szczególny nacisk na imperialny charakter polityki dominujący u naszego wschodniego sąsiada, przejawiający się przede wszystkim nieustannym i nieprzerwanym od wieków dążeniem do podbojów kolejnych terytoriów lub co najmniej zaliczaniem ich do własnej strefy wpływów. „Kurica nie ptica – Polsza nie zagranica” – to znane w Rosji porzekadło, jak pisze na zakończenie prof. Królikowski, „tkwi bardzo głęboko w mentalności zarówno ludu rosyjskiego, jak też petersburskich/moskiewskich władz”. Polityka...
Na przełomie 1918 i 1919 roku zaczęły się starcia oddziałów polskich z bolszewickimi. Wojsko polskie posuwało się w kierunku wschodnim, realizując plan przywrócenia granic sprzed rozbiorów. Pochód bolszewików na zachód wynikał z dążeń do realizacji koncepcji permanentnej rewolucji, a pokonanie Rzeczypospolitej miało być jej pierwszym etapem w drodze na zachód Europy. Równolegle do starć zbrojnych toczyły się rozmowy dyplomatyczne zmierzające do uregulowań pokojowych oraz szeroko zakrojona akcja dyplomatyczno-propagandowa na Zachodzie, prowadzona przez obie strony konfliktu. Polscy dyplomaci negocjowali zarówno z „białą” Rosją, jak i bolszewikami.  W styczniu 1919 roku rozpoczął się kongres pokojowy w Paryżu. W czerwcu w traktacie wersalskim ustalono przebieg granicy polsko-...
Powiedzenie Józefa Mackiewicza, że tylko prawda jest ciekawa, zrobiło w Polsce wielką karierę. To intrygujące, że sentencję tę stworzył człowiek, który tak wnikliwie, z tak wielką pasją zajmował się największym i najpotężniejszym kłamstwem świata – czyli Związkiem Sowieckim. Książka Mackiewicza „Katyń. Zbrodnia bez sądu i kary”, jedna z najważniejszych polskich książek XX wieku, poświęcona jest właśnie kłamstwu, które było kulminacją relacji między Polską a Związkiem Sowieckim. Inne kłamstwo, którego przez dziesięciolecia nauczano w polskich szkołach, dotyczyło początków – tak Polski, jak i Rosji Sowieckiej. Opowiadało ono o rewolucjach roku 1917 rzekomo niosących wolność wszystkim narodom. Gdyby urządzono ranking największych kłamstw historycznych i historiograficznych, powinno...
Wacław Szacoń z kontrwywiadu WiN we wspomnieniach spisanych przez M.A. Koprowskiego opisał taką scenę: „Kiedy zmieniono mi dożywocie na dwanaście lat więzienia, przyjechał do mnie oficer śledczy, niejaki Stachyra, którego znałem, bo w czasie okupacji ukrywał się w naszej wiosce. Jak tylko mnie zobaczył, powiedział: Wacek, przywiozłem ci wolność! Zdziwiłem się, ale szybko się okazało, że za owo wyjście wyznaczono określoną cenę. Miałem pomóc UB w aresztowaniu Józka Franczaka”. W tych kilku zdaniach odnajdujemy kluczowe treści dla „wyzwolenia”, jakie ponoć przynieśli nam Sowieci: więzienia, przesłuchania, wyroki, wyłapywanie tych, którzy jeszcze za konspiracji dali się poznać jako prawdziwi polscy patrioci. I ta fałszywa „wolność”… „Przyniosłem ci wolność” – mówi ubek, by za chwilę...
„W obliczu Boga Wszechmogącego i Najświętszej Maryi Panny Królowej Korony Polskiej kładę swe ręce na ten święty Krzyż, znak męki i zbawienia. Przysięgam być wiernym Ojczyźnie mej, Rzeczypospolitej Polskiej, stać nieugięcie na straży Jej honoru i o wyzwolenie Jej z niewoli walczyć ze wszystkich sił aż do ofiary mego życia. Prezydentowi Rzeczypospolitej i rozkazom Naczelnego Wodza oraz wyznaczonemu przezeń dowódcy Armii Krajowej będę bezwzględnie posłuszny, a tajemnicy dochowam niezłomnie, cokolwiek by mnie spotkać miało”. Przez pięć długich lat niemieckiej okupacji żołnierze polskiego podziemia niepodległościowego, wierni przysięgom składanym Bogu i Ojczyźnie, walczyli o wolność Polski. A potem ze wschodu nadciągnęła armia naszych „sojuszników”, z hasłem wyzwolenia wypisanym na sztandarach...
Jakie motywacje towarzyszyły tym, którzy po zakończeniu II wojny światowej nie złożyli broni i nadal stawiali opór teraz czerwonej nawale ze Wschodu i zdrajcom w polskich mundurach? „Ja zostanę, wszyscy nie mogą stąd wyjechać, ktoś musi tu trwać bez względu na konsekwencje” – tak rotmistrz Witold Pilecki odpowiedział na rozkaz gen. Andersa, który nakazywał mu ewakuację z Polski do Włoch. Odpowiedź ochotnika do KL Auschwitz przypomina mi się zawsze, kiedy słyszę z ust tak zwanych realistów historycznych, że walka po 1945 roku nie miała sensu, była niepotrzebną daniną krwi, a ci, którzy ją prowadzili, byli absolutnie oderwani od rzeczywistości i funkcjonujących wtedy realiów politycznych. Pewność, z jaką wypowiadane są takie poglądy, utwierdza mnie tylko w przekonaniu, że powinniśmy...
 Siedem lat temu kilkanaście osób pobiegło w Lesie Kabackim, by oddać osobisty hołd Żołnierzom Wyklętym. W następnym roku do udziału w biegu miejskim w Warszawie zgłosiło się ponad 1500 osób. – Bez żadnego zaplecza, bez wsparcia sponsorów, bez nagłośnienia przez media, Bieg Tropem Wilczym stał się wydarzeniem międzynarodowym, jednoczącym rodziny i przywracającym pamięć o tych, którzy walczyli o wolną Polskę z komunistycznym najeźdźcą – mówi Barbara Konarska, rzecznik Biegu Tropem Wilczym. Rozmawia Magdalena Łysiak   Pierwszy bieg odbył się rok po ogłoszeniu przez Sejm RP dnia 1 marca Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Kto był inicjatorem i pomysłodawcą takiego uczczenia tego święta? Pomysł wyszedł od Michała Dworczyka, który w gronie znajomych zaproponował, żeby...
Tytuł Sprawiedliwy wśród Narodów Świata został jak dotąd przyznany łącznie 27 363 bohaterom, którzy w mrocznych latach II wojny światowej nieśli pomoc Żydom mordowanym przez Niemców. Wśród wyróżnionych jest Sugihara Chiune – jedyny Japończyk na tej liście, dyplomata, szpieg oraz współpracownik polskiego wywiadu, który pomógł Polakom stworzyć siatkę wywiadowczą w Berlinie pod samym nosem Gestapo i Abwehry. Urodzony w 1900 roku Sugihara Chiune był człowiekiem niezwykle błyskotliwym i utalentowanym. Jako nastolatek zdobył stypendium japońskiego ministerstwa spraw zagranicznych, które pozwoliło mu wyjechać na zagraniczne studia do chińskiego Harbinu. Położone w Mandżurii miasto było wielkim skupiskiem rosyjskich imigrantów zbiegłych ze świeżo powstałego Kraju Rad, stanowiło więc najlepsze...
Edward Gregorczuk „Bonawentura” był czasie okupacji niemieckiej zastępcą komendanta placówki AK w Mężeninie nad Bugiem. W maju 1944 roku brał udział w wydobyciu z rzeki niemieckiej rakiety V-2 i jej zabezpieczeniu. Po wojnie walczył w oddziale Władysława Łukasiuka „Młota”. Aresztowany przez UB, po okrutnym śledztwie, został zastrzelony 29 stycznia 1946 roku. Spotykali się najczęściej u Franciszka Wróbla, kierownika szkoły w Mężeninie. – Ojciec mamie nic nie mówił – wspomina syn Czesław Gregorczuk. Pod koniec okupacji chłopak miał 8 lat i pamięta trzech sowieckich żołnierzy zbiegłych z obozu jenieckiego w Suchożebrach. Ukrywali się w pobliskim lesie i w nocy przychodzili do ich domu na skromny posiłek. Zimą, na początku 1944 roku, akowcy przeprowadzili ich po lodzie na drugą stronę Bugu...

Pages