Chorwacja nie ufa Brukseli, liczy na fundusze

Z biegiem lat akcesja do UE staje się coraz mniej atrakcyjna dla aspirujących do niej państw, a koszty, które muszą ponieść społeczeństwa, aby uzyskać akceptację swojej kandydatury przez Brukselę, są coraz wyższe. Wielu z tych, którzy poparli przyłączenie się do UE, nie wierzy już w budowanie wielkiej wspólnoty europejskiej, opartej na demokratycznych zasadach, w której każda stolica miałaby równe prawo do decydowania o kierunku rozwoju Unii i jej przyszłości. Wielu ludzi z obawą obserwuje nowy porządek konstruowany w gabinetach w Paryżu i Berlinie. Chorwaci, podobnie jak Słoweńcy, zawsze bardzo entuzjastycznie odnosili się do członkostwa w UE, ale dzisiaj, tak jak wiele innych narodów w Europie, z większym sceptycyzmem podchodzą do unijnych struktur.

Skąd ten brak zaufania

W czasach komunizmu Chorwaci masowo wyjeżdżali do pracy w Niemczech. Wielu z nich tam osiadło. Dziś całkiem liczna grupa Chorwatów podreperowuje swój budżet domowy, podejmując prace sezonowe na terenie Niemiec.

Podczas ostatnich wojen domowych w byłej Jugosławii Zagrzeb znajdował swojego najważniejszego adwokata właśnie w Berlinie.

Nie przekłada się to jednak na zaufanie do Niemców czy szczególną wdzięczność. Wprost przeciwnie, wielu Chorwatów uważa, że Europa, w tym Berlin, w zbyt małym stopniu wsparła ich w walce z Serbami i Bośniakami (muzułmańskimi mieszkańcami Bośni). Stąd brak zaufania, na który nakłada się baczna obserwacja zmian zachodzących w Unii i lęk przed ponowną utratą suwerenności. Dziś powszechne są w Chorwacji narzekania na nieudaną prywatyzację, upadek wielu gałęzi przemysłu, wykupienie najlepszych firm i banków przez obcy kapitał. Duża część społeczeństwa obawia się, że po wejściu do Unii decyzje dotyczące ich kraju będą podejmowane w Brukseli i Berlinie, że dojdzie do wzrostu kosztów utrzymania, a chorwacka gospodarka straci na konkurencyjności. Pomimo tych uzasadnionych lęków, w chorwackim społeczeństwie...
[pozostało do przeczytania 47% tekstu]
Dostęp do artykułów: