Podróże

Nasz narodowy przewoźnik lotniczy PLL LOT, obchodzący w tym roku jubileusz swojego 90-lecia, zapowiada na najbliższe miesiące uruchomienie kolejnych połączeń międzynarodowych do głównych miast Stanów Zjednoczonych. Polski LOT jest jedną z 12. najstarszych linii lotniczych na świecie. I stale się rozwija. – Jako przewoźnik nie tylko przetrwaliśmy na niezwykle konkurencyjnym rynku, ale od trzech lat intensywnie się rozwijamy. W przyszłym roku po raz pierwszy w historii planujemy przekroczyć liczbę 10 mln przewiezionych pasażerów i jesteśmy niezwykle dumni, że coraz więcej pasażerów wybiera nasze połączenia. To najlepszy urodzinowy prezent, jaki mogliśmy sobie wymarzyć – mówił na początku br. Rafał Milczarski, prezes LOT-u. Kierowana przez niego firma już 3 maja 2020 r. uruchomi nowe...
Wiceprezydent USA Mike Pence zapewnił, że decyzja o zniesieniu wiz dla Polaków podróżujących do Stanów Zjednoczonych może wkrótce zapaść. Nadal jednak one obowiązują. Warto więc pamiętać o warunkach, jakie należy spełnić przy aplikacji o ten dokument. Podczas wizyty w Warszawie wiceprezydent Mike Pence został pytany o wizy. – Polska zbliża się do spełnienia kryteriów objęcia programem ruchu bezwizowego. (…) kiedy zakończy się ten proces, jesteśmy gotowi bardzo szybko objąć Polskę tym programem – stwierdził. Na razie jednak wizy obowiązują i dlatego Polacy chcący odwiedzić Stany Zjednoczone muszą starać się o ich przyznanie. Jak to zrobić? Na stronie amerykańskiej ambasady w Polsce (https://pl.usembassy.gov/pl/) są opublikowane precyzyjne informacje. Przede wszystkim należy obalić...
Stefan Czerniecki
O tej mieścince można by napisać tylko tyle, że „leży gdzieś tam”. Na pewno bardzo daleko. Posługując się baśniową narracją: „za siódmą górą, za siódmą rzeką…”. A właściwie tylko za tym drugim. Gór tu bowiem jak na lekarsko. Za to rzeki w bród. Jesteśmy więc „gdzieś tam”. Gdzieś w amazońskiej dżungli. Gdzieś między Rio Orinoko a Rio Cunucunuma. U dzielnych Indian Yequana. Ludzi po dłuższym poznaniu zupełnie otwartych. Aczkolwiek z drugiej strony nieprawdopodobnie wręcz małomównych. Przez tę drugą cechę przybywający tu „biały człowiek na łodzi” musi się nieźle nagimnastykować, aby cokolwiek załatwić. – Stefano, zrobisz mi zdjęcie z jedną z córek wodza? – wypala nagle w moim kierunku indiański przewodnik, z którym przywędrowałem w to miejsce. – No pewnie! – Lo siento! Przepraszam!...
Nad polskim morzem nie byłem już kilka lat. Zazwyczaj w tak zwanym sezonie urlopowym miałem okazję zwiedzać inne kraje, a poza sezonem się nie liczy. W tym roku jednak szczęśliwy zbieg okoliczności rzucił mnie do Władysławowa i pozwolił nadrobić zaległości. Wobec powtarzających się narzekań miłośników „jarmużowego latte z kiełkami suszi” na „kupioną za pińcetplus hołotę” mogłem spodziewać się nad morzem tłumów dzikich, a nieokiełznanych. Wedle tej narracji wąsaci Janusze ze swymi Grażynami i liczną progeniturą ciasno obstawiają się parawanami na plaży, aby chłeptać ciepłe piwo i niewysportowanymi sylwetkami szpecić piękno okolicy, po czym wykłócają się o każdy grosz w obskurnych smażalniach (nie)świeżych ryb i wszczynają burdy na wieczornych dyskotekach. Wszystko to sprawia, że „młodzi...
Stefan Czerniecki
Zakopane ma Krupówki. Gdańsk Mariacką. Nowy Jork szczyci się Broadwayem. Paryż – Champs-Élysées. Praga ma swoją Złotą Uliczkę. Zaś Barcelona La Ramblę. Ekwadorskie Quito wcale nie wygląda w tym zestawieniu gorzej. Ma w końcu La Rondę! Nie ma tu tylu wieżowców co przy Broadwayu, nie ma też charakterystycznych gaudiowskich balkonów jak przy hiszpańskiej La Rambli. Trudno tu również dostrzec coś, co miałoby przypominać Łuk Triumfalny znad francuskiego Champs-Élysées. I nikt nie sprzedaje oscypków, jak na najsłynniejszej ulicy polskich Tatr. Ale i tak ta romantyczna uliczka biegnąca przez historyczne centrum stolicy Ekwadoru stanowi konkurencję dla wszystkich wyżej wymienionych. Za dnia ściany budynków okalające wąską i krótką (ma zaledwie 120 metrów) uliczkę La Ronda zdają się jaśnieć...
W promieniach wstającego słońca południowe stoki Atlasu mienią się marsjańskimi odcieniami ochry. Jedno z nagich wzgórz przede mną nie jest jednak zupełnie dzikie – wznosi się na nim miasto, zdające się wyrastać wprost z zapuszczonych tu korzeni. Ajt Bin Haddu (Aït-Ben-Haddou) to warowny gród, zwany tutaj „ksar”, który przez wieki pełnił rolę karawanseraju na prastarym szlaku z Marrakeszu do Timbuktu. Nie prowadzono tu badań archeologicznych, a źródła pisane potwierdzają jego istnienie dopiero od XVII wieku, ale według tradycyjnych opowieści lokalnych Berberów osada istnieje co najmniej od początków XVI stulecia. Szlak karawan jest sporo starszy, można więc domniemywać, że i historia tego miejsca jest dłuższa. Zbudowane z adoby, czyli cegły mułowej, mogłoby przetrwać stulecia w...
Stefan Czerniecki
Nie ma drugiego takiego miejsca na świecie. Tak zadziwiającego w swej prostocie. Że oto patrzysz w prawo... I nic! Obracasz głowę w lewo. I nic! Po horyzont. Nicość zadziwiającej pampy. Myślałem: może Mongolia? Tam też mają równinne stepy pokryte trawą. Jednak mongolskie stepy, powolutku zbliżając się w stronę Ałtaju, stają się mocno pofałdowane. Australia? Tam też płasko. Ale to przede wszystkim piachy i kamienie. Nie! To argentyńska pampa jest niepodrabialna. I powiem Państwu coś jeszcze. Nie wierzyłem, dopóki nie przekonałem się o tym na własne oczy. – No ale jak to nic nie ma? Zupełnie nic? – upewniałem się tuż po wylądowaniu w Buenos Aires podczas rozmów w ogródku moich argentyńskich przyjaciół kilka dni przed wyjazdem na południe ich ojczyzny. – Stefano, nic a nic. Jedna wielka...
Stare miasto leży w objęciach gór, suburbiami rozlewając się na całą dolinę – od zatoki do zatoki. Niegdyś również od oceanu do oceanu, ale obecnie granice geograficzne przesunięto na wschód i południe, na Przylądek Igielny. Niestety, obyczaje w mieście również się zmieniły.     Kapsztad wita mnie złotą, południowoafrykańską jesienią (w Polsce właśnie kończy się wiosna, a zaczyna lato) i... wiatrem – takim, że głowę urywa. Jak mawiała moja śp. Babcia – wieje, jakby się kto powiesił. No po prostu halny. To właśnie efekt położenia miasta – z jednej strony na drodze ciepłych mas powietrza znad Oceanu Indyjskiego, z drugiej – pod osłoną gór. Z nich wichury spadają na miasto nierzadko z prędkością dochodzącą do 130 km/h. Niegdyś nazywano to „diabelskim oddechem”, ale dziś częściej...
Stefan Czerniecki
Ten park to swego rodzaju fenomen, który naprawdę trudno opisać. I nie zrobią tego ani legendy, ani nie pomoże najbardziej plastyczne słownictwo. Zaczyna się od dwóch potoków. Pierwszy lokalni mieszkańcy nazwali Bijela. Drugi zaś – Crna Rijeka. Potoki zasilane przez kolejne dopływy znajdujących się w pobliżu strumieni w końcu „rosną w siłę”. Swoją drogą, będzie im ona potrzebna. Oto nurt natrafia w pewnym momencie na teren pełen skalnych progów, a nawet przepaści. Tu rzeka musi ulec. Spada więc z wysokości kilkudziesięciu metrów, rozbijając się na dole na kolejne pomniejsze strumienie. Teraz płynie ich gromadą, współtworząc niebanalny pejzaż złożony z 92 (!) wodospadów i 16 jezior. Witajcie w „Nacionalnim parku Plitvička jezera”! Brzmi ładnie, prawda? Pamiętam, gdy trafiłem tu...
Stefan Czerniecki
Fitz Roy wraz z okoliczną Cerro Torre współtworzą najprawdopodobniej jeden z najbardziej pożądanych górskich pejzaży świata. I trudno się temu dziwić. Te dwie ściany razem wyglądają wręcz zjawiskowo. Szkoda tylko, że tak rzadko. – Dajesz radę? To musi być już niedaleko! – staram się pocieszyć koleżankę. Jednocześnie samego siebie. Tak naprawdę bowiem nie mam zielonego pojęcia, ile jeszcze przed nami. – Monika? – Czy daję radę? Nie. Umarłam pięć minut temu – odpowiada ironicznie. Po kilku chwilach jednak nie wytrzymuje, krzycząc wniebogłosy: – Ile można?! Czy ten grad nie mógłby już przestać?! Dookoła nas iście arktyczne warunki. Jest zimno i wietrznie. Oboje jesteśmy już kompletnie mokrzy. Deszcz jest nieubłagany. A szczyt, który miał być dla nas magnesem przyciągającym swym...
Stefan Czerniecki
Malowniczo poprowadzone murki, nieszablonowe kolumny i stylizowane na zrujnowane zameczki. Na niespełna 15 hektarach udało się utworzyć całkiem romantyczną szkatułkę naturalnego pejzażu. Taką w sam raz, by zainspirować do napisania wiersza. I tylko romantycznych poetów brak... – Dzień dobry! Wcześnie pan przyjechał! – uśmiechnięty od ucha do ucha ochroniarz otwiera mi bramę wejściową do parku. – A bo wie pan… Chciałem być pierwszy, by pospacerować w samotności – usprawiedliwiam chyba bardziej sam siebie, rewanżując się uśmiechem sympatycznemu panu. – No, to będzie pan miał fantastyczne warunki. Oprócz mnie nikogo tu nie ma – kontynuuje ochroniarz. – A komu mam zapłacić za wstęp? – pytam, wskazując na drewniany szałasik, nad którym widnieje napis „KASA”. – Szanowny panie. Dziś...
Stefan Czerniecki
Z jednej strony wychwalany od niedawna przez ekonomistów za zdławienie trapiącej gospodarkę dwucyfrowej inflacji. Z drugiej – zakątek ziemi, gdzie nadal ci najmniej majętni są zmuszeni zarabiać na chleb w sposób uwłaczający ich godności. Współcześni niewolnicy. Mijając rozległe pola ryżowe, co pewien czas widnokrąg zasłania mi gigantyczny baner, nieco kontrastujący z otoczeniem. Oto na tle rozlatujących się chat i gospodarstw wiejskich położonych przy głównej szosie wybrzeża na plakacie widać wielkiego żołnierza stojącego nad gromadką dzieci i ich rodziców. Wszyscy uśmiechnięci z ufnością spoglądają na swego dobroczyńcę wyposażonego w gotową do odpalenia broń. Nad całością sielankowego obrazka powiewa czerwona flaga z żółtą gwiazdą pośrodku. Nie trzeba wcale daleko odjeżdżać, aby...
Długi weekend majowy to świetny czas, aby zaplanować kilkudniowy wyjazd. Warto wybrać usługi PKP Intercity, które cieszą się rosnącą popularnością. Czasy, kiedy wygodna podróż kojarzyła się niemal wyłącznie z autem, odchodzą w zapomnienie. Coraz większą popularnością cieszy się kolej. W 2018 r. pociągami PKP Intercity podróżowało ponad 46,1 mln pasażerów, co stanowi niemal 8 proc. wzrostu w stosunku do 2017 r. (42,8 mln pasażerów). Każdego dnia PKP Intercity uruchamia średnio ponad 380 pociągów, kursujących zarówno do wszystkich większych miast, jak i popularnych ośrodków turystycznych. Możliwych celów wiosennego wyjazdu jest więc wiele. Planując podróż z wyprzedzeniem, pasażerowie mogą korzystać z atrakcyjnych ofert przygotowanych przez PKP Intercity. Super Promo to pula...
Legendy o zaginionej cywilizacji, po której pozostały jedynie tajemnicze ruiny złotych miast i świątyń rozpala ludzkość, jak Ziemia długa i szeroka. Angkor Wat znakomicie się w ten mit wpisuje, chociaż w tym wypadku jest to – no cóż – tylko mit. Początki zorganizowanej państwowości na Półwyspie Indochińskim liczą blisko dwa milenia. W IX wieku prawie cały region zajmuje zjednoczone imperium ludu Khmerów – przodków mieszkańców dzisiejszej Kambodży. W XIV wieku imperium padło pod ciosami Tajów i Wietnamczyków uchodzących przed Mongołami (którzy w międzyczasie podbili Chiny i dali Japonii legendę kamikaze). Mimo to państwo Khmerów przetrwało, chociaż znacznie osłabione. Dawną stolicę jednak opuszczono i zarosła ona lasem, chociaż nie została całkiem zapomniana. W latach 1113–1150 król...
Stefan Czerniecki
Gotową recepturę na wonności do ciała podaje Biblia. A konkretnie 30. rozdział Księgi Wyjścia. Posuwając się powoli wzdłuż współczesnego przebiegu jerozolimskiej Drogi Krzyżowej, bardzo szybko oswoimy się z tym zapachem. Idą dwójkami. Ubrani w ciemnobrązowe habity, z przewiązanym w okolicach pasa białym sznurem. Niektórzy za sznurami mają jeszcze zaczepiony dodatkowo duży, drewniany różaniec. Idą w milczeniu. W maksymalnym skupieniu. Franciszkanie. Rzymskokatoliccy kustosze Bazyliki Grobu Pańskiego, najważniejszego – przynajmniej dla każdego chrześcijanina – kościoła w całej Jerozolimie. Część trzyma w dłoniach niewielkie krzyżyki. Ta droga dopiero ma się dla nich zacząć. Aby dojść do pierwszej stacji, muszą najpierw wyjść z bazyliki i przejść przez wąskie, hałaśliwe uliczki...
Na promenadzie w Larnace, tuż koło starego portu, wznosi się pokaźny monument okolony zielenią. To pomnik Wdzięczności, wybudowany przez Ormian dla Greków cypryjskich. Tu właśnie w 1915 roku życzliwie przyjęto uchodźców przed Mec Jeghern – Wielkim Nieszczęściem. Larnaka jest miastem o długiej i pogmatwanej historii. Jak w soczewce skupiają się w niej dzieje całej wyspy, po wielekroć zdobywanej i traconej, łączonej i – jak to jest dziś – dzielonej. W dzielnicach starszej zabudowy widać przenikające się wpływy wielu kultur ze wschodu i zachodu, z północy i południa. Na promenadzie bezkonfliktowo sąsiadują ze sobą popiersie ateńskiego dowódcy, zmarłego w 449 r. p.n.e. podczas zdobywania miasta, wenecki lew oraz pomnik Wdzięczności ormiańskich uchodźców. A jest za co dziękować! Wiek XIX...
Stefan Czerniecki
Jest rok 1602. 38-letni fizyk ma dość. Potrzebuje rozgłosu, by ktoś zwrócił wreszcie uwagę na jego badania. Jako wykładowca na uniwersytecie nie może ścierpieć, że ludzie nadal wierzą Arystotelesowi. „Udowodnię wam, że nie macie racji” – myśli, wspinając się po ciemku na stromą wieżę. Tę samą, z której miał za chwilę zrzucać kolejne przedmioty swemu asystentowi. czerniecki.net Nazywał się Galileusz i urodził się właśnie tutaj. To włoska Piza. 10 kilometrów od wybrzeża Morza Tyrreńskiego. Obok Florencji najsłynniejsza dziś miejscowość Toskanii. Z przepięknym kompleksem zabudowań na Polu Cudów (Campo dei Miracoli). Z katedrą, baptysterium, zabytkowym cmentarzem i słynną kampanilą, popularnie znaną Krzywą Wieżą. To właśnie na niej, zgodnie z przekazywaną z pokolenia na pokolenie...
Żeby zostać zmoczonym przez deszcz na pustyni, trzeba mieć szczęście – lub pecha. Nad Zatoką Perską ten opad jest zjawiskiem rzadkim, niemniej zimą się zdarza. Zapraszam do zwiedzania Dubaju w strugach deszczu. Emirat Dubaju to państwo pustynne, w którym średnie roczne opady nie przekraczają 10 cm (dla porównania – w Polsce około 60 cm), a i to wyłącznie w miesiącach zimowych. Niby uprzedzano mnie, że w lutym i marcu panuje tam sezon mgieł i mżawek, ale jakoś trudno mi to było sobie wyobrazić. Kiedy więc z okna samolotu zobaczyłem głównie chmury, płynnie przechodzące w deszcz, niezbyt się ucieszyłem. Niesłusznie – dzięki temu zajrzałem w miejsca, których inaczej bym nie odwiedził. Ponieważ stacje metra i przystanki tramwajowe tudzież wiodące do nich pasaże są zamknięte i...
Stefan Czerniecki
Po Budvie można przechadzać się w tę i z powrotem. Niektórzy robią to z zamiłowania do spacerów wąskimi uliczkami okalanymi starymi murami miejskimi. Inni pędzą na kolejny dziś obiad. Jeszcze inni szukają okazji. Bo o pokusę tu niezwykle łatwo. Nazywają go „Dubrownikiem w miniaturze”, „czarnogórskim Miami” albo po prostu „turystyczną stolicą kraju”. I faktycznie każde z tych trzech określeń ma swoje uzasadnienie. Po pierwsze, wąskie uliczki i domy pokryte czerwoną dachówką rzeczywiście kojarzą Budvę z zaułkami dubrownikowej Starówki. Po drugie, podobnie jak amerykańskie Miami, Budva stanowi łakomy kąsek dla wszystkich wielbicieli plaż i barów, zachęcając też do osiedlenie się tu kolejnych milionerów, o których nieco więcej za chwilę. Po trzecie, to właśnie tu rozwija się prężnie baza...
Odkrywanie Skandynawii zimą ma swój niezaprzeczalny urok, o ile jest się odpornym na mróz. Wbrew pozorom zazwyczaj nie są to jednak warunki ekstremalne – na Suwalszczyźnie bywa zimniej. Zapraszam do Sandefjordu. Za oknami terminalu lotniska Oslo-Torp noc dopiero zbiera się na przedświt, jeszcze szarówka nie wygasiła gwiazd, ale ruch na pasie jak na Okęciu w godzinach szczytu, mimo że terminal mniejszy tu niż w Modlinie. Mróz aż trzeszczy. Do przesiadki kilka godzin, więc spokojnie jem śniadanie i ruszam do Sandefjordu – stolicy europejskiego wielorybnictwa. Bezpłatnym autobusem docieram do stacji kolejki, ale skoro do pociągu godzina, a do miasteczka ledwie 6 kilometrów, decyduję się na spacer. Temperatura spadła wprawdzie do minus 14°C, ale słońce niebawem wzejdzie, więc będzie...
Olga Alehno
Ten rebranding kilkusetletniej twierdzy nad Dźwiną był strzałem w dziesiątkę. Znajdująca się przez lata w postsowieckim upadku warownia, świadek wielu tragedii i bohaterstwa Polaków na współczesnym terenie Łotwy, w kilka lat zamieniła się w prosperującą na 2 tys. mkw. przestrzeń artystyczną i muzeum najdroższego malarza współczesności Marka Rothko. Łatgalia, wschodni region współczesnej Łotwy, która w ubiegłym roku świętowała 100-lecie swojej niepodległości, przez wieki była polem wielu bitew. Zamieszkana przez lokalne plemiona Łatgalczyków, została podbita przez kawalerów mieczowych, następnie polskiego króla Zygmunta Augusta, rosyjskich carów, weszła w skład niepodległej pierwszej Republiki Łotewskiej, przeżyła okupację sowiecką, aż w 1991 roku ponownie została częścią niepodległej...
Stefan Czerniecki
Najpierw jest Wyżyna Lubelska i Powiśle. Potem Podlasie i Polesie Lubelskie. Na końcu zaś Roztocze i Nadbuże. W tej kolejności. Przez wszystkie przejdziemy w ciągu około dwóch godzin. Zanurzając się po drodze w leniwie sielankowej atmosferze staropolskiej wsi. Staropolskiej wsi, takiej od Jana Kochanowskiego. Wsi spokojnej, wsi wesołej. Znanej z fraszek wielkiego mistrza. Ale także uchwyconej gdzie indziej niż tylko w literaturze. Bo także w Muzeum Wsi Lubelskiej. Jako się rzekło, pierwsza jest Wyżyna Lubelska. Monumentalny wiatrak widać jeszcze z krajowej „siedemnastki” łączącej Warszawę z Lublinem. To znak rozpoznawczy tego miejsca. Ale my idziemy dalej. Do Miasteczka. W kierunku drewnianej zagrody, stajni. Wchodzimy do murowanej lepianki. Tutaj w środku wszystko pozostało tak,...
Południowo-wschodnie pasmo najmłodszych gór świata stanowi zarazem granicę największej pustyni. Wiodący przez Antyatlas starożytny szlak karawan wykorzystali rządzący tu niegdyś Francuzi do wytyczenia strategicznej drogi znad oceanu w głąb pustyni. W górach Antyatlasu czuje się już tchnienie niedalekiej pustyni. Krajobraz jest tu iście marsjański – brunatne i rudawe skały straszą gołymi, niczym nieporośniętymi krawędziami. Nie ma tu nawet trawy! Wszędzie tylko goła skała albo żwir. Tylko w dolnych partiach gór jakieś szarawe porosty nieśmiało czepiają się kamienia. Oczywiście w dolinie rzeki trwa wegetacja. Szlak wiedzie wzdłuż Wadi Dara, jedynego w okolicy niesezonowego rezerwuaru życiodajnej wody. Ale to tylko wąziutkie pasemko bladej zieleni na wszechobecnym rudawym tle – z...
Stefan Czerniecki
Niektórzy z polskich turystów nazywają je „ekwadorskim Zakopanem”. To mocne nadużycie. Góry stanowią dla Baños zaledwie cząstkę atrakcji, dla których przybywają tutaj setki tysięcy turystów rocznie. Dla większości z nich Baños to stolica rowerów, wybuchowych wulkanów, skoków na bungee i wreszcie... gorącej kąpieli. W europejskich mediach sporo można wyczytać o wybudzaniu się Etny. Na Sycylii zamykają katańskie lotnisko. Sejsmolodzy odnotowują ponad 130 wstrząsów. Ludzie opuszczają wyspę. Boją się. Najsłynniejszy włoski wulkan znów staje się bohaterem gazetowych nagłówków i coraz rzadziej schodzi z telewizyjnych pasków serwisów informacyjnych. Prawda jest jednak taka, że – przy całym szacunku i powadze, z jakimi należy traktować zagrożenia, jakie w ostatnich tygodniach stanowią groźne...
To chyba ogólnoświatowa prawidłowość, że gdy ktoś mieszka w mieście, tęskni za spokojem wsi. Której to z kolei mieszkańcy ciągną do blichtru metropolii... Jedynie w Kuala Lumpur oba te pragnienia można zaspokoić półgodzinnym spacerem. Stolica Malezji to miasto relatywnie bardzo młode, bo jego historia zaczyna się dopiero w 1857 roku. Wówczas u zbiegu rzek Gombak i Kelang (skąd zresztą nazwa, bo Kuala Lumpur znaczy „błotniste ujście”) powstała osada górnicza, obsługująca pobliską kopalnię cyny. Korzystne położenie rychło dało miejscowości status lokalnego centrum handlu i usług, tak że już w 1882 roku miasto stało się siedzibą brytyjskich władz kolonialnych, a po uzyskaniu niepodległości – stolicą kraju. Obecnie ludność aglomeracji szacuje się na około 7 mln, co – wraz z dość chaotyczną...
Stefan Czerniecki
Zostało ich sześciu. Reszta musiała schodzić. Jeszcze inni pogubili się podczas podejścia. Pierwsza ekspedycja, której udało się wejść na szczyt Dhaulagiri. Sześciu ludzi. I tylko jeden, dwuosobowy namiot. Ścisk jest tak koszmarny, że biorący udział w wyprawie Szerpa Nyima Dordjee wybiera noc na 30-stopniowym mrozie w samym tylko śpiworze. – Namaste! – pozdrawia nas gromadka umorusanych dzieci. – Namaste – odpowiadamy zgodnie, zdążywszy nauczyć się już najpopularniejszego chyba z nepalskich słówek. – Teraz wypocznijcie. Przed wami długa droga. Smacznego – wracający z pól tarasowych ojciec rodziny, w którego domu spędzimy najbliższą noc, częstuje nas ciepłą zupą. – Kiedy przyjdzie reszta? – Jaka reszta? Idziemy sami. Jest nas tylko dwóch – odpowiadamy z Michałem nieco zaskoczeni. –...
Specjalnie dla Czytelników „Gazety Polskiej” prezentujemy cykl podpowiedzi i porad, jak skutecznie i szybko wyrobić wizę do Stanów Zjednoczonych. W poprzednich odcinkach omówiliśmy etap podróży aż do wyjścia z amerykańskiego lotniska. Zwracaliśmy też uwagę na konieczność poprawnego wypełniania deklaracji podróży, tak żeby bezstresowo przejść przez kontrolę celną. Otrzymanie wizy do USA nie jest obecnie problemem, co udowadnialiśmy w poprzednich odcinkach cyklu. Pokazują to także dane. Jak mówił rzecznik LOT Adrian Kubicki, statystycznie tylko pięć osób na 100 nie otrzymuje wizy. Teraz czas na kolejną garść praktycznych informacji przed upragnioną podróżą za ocean. Dziś kuchnia. A w zasadzie kuchnie, bo Ameryka Północna to prawdziwy misz masz smaków. Gdy myślimy o amerykańskiej...
Split to jedyne miasto na świecie, które powstało wewnątrz willi. Co prawda nie byle jakiej, bo cesarskiej – zatem stanowiącej sama w sobie rodzaj miasteczka. Dziś wokół znakomicie zachowanych pozostałości pałacu Dioklecjana tętni życiem wielka, nowoczesna metropolia. Cesarz Dioklecjan (Imperator Caesar Gaius Aurelius Valerius Diocletianus Augustus, rządził w latach 284–305) pochodził z Salony (dziś Solin). Zapewne wiedziony sentymentem władca upatrzył sobie pobliski (około 5 km) półwysep na rezydencję, w której wiódł żywot spokojny podczas swej politycznej emerytury, na którą przeszedł w 305 r., abdykując. Jego willa – czy raczej pałac – wybudowana została według planu castrum Romanum, rzymskiego obozu wojskowego, o wymiarach 214 x 175 m. Połowa zabudowy przeznaczona była dla służby i...
Stefan Czerniecki
Gdyby ktoś znalazł się w Limie tylko na jeden, jedyny dzień, pierwszy raz w życiu, i miał możliwość zapamiętania tylko jednej, najbardziej rzucającej się w oczy, rzeczy, to z całą pewnością byliby to właśnie oni. Autobusowi naganiacze. – Halo! Stop! Stop! Ja tu wysiadam! – w ścisku pasażerskiego tłoku słychać kobiecy głos. – Señora, mi amor… – pada odpowiedź chłopaka stojącego w otwartych drzwiach na wpół zdezelowanego busa. – Piękności ty moja, wcześniej z takimi życzeniami, wcześniej... – Ale ja naprawdę muszę tutaj! Por favor! – Dobrze, dobrze… Bez paniki. Sin nervios! Już stajemy, już... – pisk opon i bus staje pośrodku ruchliwej ulicy. A objuczona zakupowymi torbami kobiecina rozpoczyna walkę z tłumem pasażerów tarasujących wejście. Tutaj raczej nikt sam z siebie się nie ruszy...
Stefan Czerniecki
Jest rok 1943. Świat żyje w ciągłym strachu. II wojna światowa nadal zbiera śmiertelne żniwo. Matki czekają w domach na swoich synów. Brytyjska prasa donosi o żołnierzach pojmanych przez japońską armię. Z azjatyckiego frontu nad Tamizę dochodzą strzępki informacji, że jeńcy mają budować Japończykom most. Brytyjski dowódca, pułkownik Nicholson, stawia sobie za punkt honoru udowodnić wszystkim wyższość moralną i techniczną Brytyjczyków nad resztą świata i osobiście pilnuje przebiegu prac. Mimo że most ma przecież służyć wrogowi. Mimo że nadzorcą budowy jest japoński pułkownik Saito, który gardzi jeńcami, gdyż wbrew bushidō Brytyjczycy poddali się, zamiast honorowo popełnić samobójstwo. Historię opartą po części na własnych przeżyciach opisał w swojej powieści Pierre Boulle. Zaś na ekrany...
W chłodny, październikowy poranek „dymi mgłą ponarski las”. W lekkim powiewie przejmująco zimnego wiatru liście nie szeleszczą – one szepczą głosami tych niezliczonych, których tu zabito. O których tak niewielu pamięta... Wilno to miasto polskie – nawet dziś, po tragedii II wojny światowej, w okolicznych gminach Polacy stanowią od 25 do 78 proc. ludności (chociaż w samym półmilionowym mieście niespełna 17 proc.). Przed wojną proporcje wyglądały oczywiście inaczej – Polaków było 66 proc., Żydów – 28 proc., Litwinów – zaledwie 1 proc. Dla Polaków miasto było ważnym centrum kulturalnym i naukowym, podobnie zresztą dla Żydów, którzy nawet nazywali je „Jerozolimą Północy”. Chociaż Litwini próbowali zająć miasto siłą, jako historyczną stolicę Litwy, nie zdołali nic wskórać wobec braku...
Stefan Czerniecki
Zachodnia Boliwia. Gigantyczna przestrzeń białej nicości. Salar de Uyuni bez cienia wątpliwości zasługuje na miano jeśli nie najbardziej pięknego, to na pewno najbardziej fascynującego skrawka naszej planety. „To się nie ma prawa dziać naprawdę. To niemożliwe...” – powtarzam w myślach, stojąc oniemiały. – Niesamowite, prawda? – głos koleżanki z tylnego siedzenia naszego jeepa przekonuje mnie, że chyba nie tylko ja przeżywam to w taki sposób. – Wręcz nieziemsko! – tym razem drę się w wniebogłosy. Co się będę przejmował! W końcu do najbliższej cywilizacji jest dobre 50 kilometrów. Momentalnie zapominam o tych paru chwilach grozy, które dane nam było przeżywać jeszcze jakiś czas temu. Podejrzewam, że akurat wówczas minę musiałem mieć nie za tęgą. Jak to wyglądało? Oto ucieczka...
Stolica Zjednoczonych Emiratów Arabskich wystrzela z pustyni nad brzegiem morza jak grupa nowoczesnych piramid ze szkła i betonu. To zadziwiające miasto było już centrum eksportu ropy naftowej, a obecnie, wraz z sąsiednim Dubajem, staje się potężnym centrum finansowym i rozrywkowym. Abu Dhabi (czy też wedle polskiej pisowni Abu Zabi) jest stolicą emiratu o tej samej nazwie, a zarazem całych Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Rzut oka na mapę wyjaśnia tę tajemnicę: emirat stołeczny jest większy od wszystkich pozostałych razem wziętych. Podczas walk i konfliktów między szejkami w początkach XX stulecia jedynie emir Abu Zabi zdecydował się brać ziemię zamiast żądać okupu. Pozostali urągali mu, ale miny im zrzedły, gdy pod piaskami znaleziono ropę – władca największego kraju miał jej...
Od początku czerwca do końca sierpnia 2018 roku z usług PKP Intercity skorzystało niemal 13,5 mln pasażerów. To milion więcej niż podczas ubiegłorocznych wakacji. Tegoroczny sezon letni jest zatem jednym z najlepszych od ośmiu lat! Gdzie podróżowaliśmy w te wakacje? Okazuje się, że najpopularniejsze było połączenie pomiędzy Krakowem a Warszawą. W tę trasę wybrało się niemal 690 tys. osób. Na wakacyjne podróże Polacy coraz chętniej wybierają się pociągami PKP Intercity. W stosunku do ubiegłego lata na taki środek transportu zdecydowało się ponad 8 proc. więcej pasażerów. Warto przy tym pamiętać, że w 2017 roku z usług przewoźnika skorzystało podczas wakacji blisko 12,5 mln podróżnych. Coraz większa popularność wakacyjnych podróży z PKP Intercity jest jeszcze bardziej zauważalna, gdy...
Stefan Czerniecki
W Europie już dawno o tym zapomnieliśmy. Tutaj rzeka to nadal podstawowe środowisko człowieka. To w niej zanurzeni po kolana mężczyźni spędzają połowę dnia. To w niej pracują. W niej się myją. W niej szukają żywności... Jest ciepła, bujna, wręcz nienaturalna. Zieleń okolicy sprawia piorunujące wrażenie. A odbijające się w rzece Nam Ou kształty okolicznych skalnych ścian dopełniają bajkową scenerię. I tylko ten warkot silnika naszej łodzi... Co tu ukrywać – nie jest to chyba najstabilniejszy środek transportu. Każda kolejna fala wprowadza kadłub w niebezpieczne kołysanie. Z przodu niewielka kabinka z pękniętą szybką. I skośnooki starzec w czarnej kurtce. Jakby zupełnie nieobecny. W naszą stronę zerknął tylko raz – kiedy jego kumpel z imitacji portu w Luang Prabang przyprowadził „...
Święty Jan Chrzciciel to ostatni starotestamentowy prorok, a zarazem bezpośredni poprzednik Mesjasza i jeden z ważniejszych świętych. Jego dom rodzinny można odnaleźć w „pewnej miejscowości w górach Judy” – dziś zachodniej dzielnicy Jerozolimy. W dolince pomiędzy stromymi judzkimi górami przycupnęła urokliwa wioska. Choć obecnie należy ona do obszaru metropolii Jerozolimy, nie zatraciła swego charakteru małej miejscowości. Jedyną skazą są tłumy turystów, ale wcześnie rano i późnym popołudniem można się tu poczuć, jakby czas zatrzymał się kilkaset lat temu. Wedle badań archeologicznych Ein Karem zamieszkane było od drugiego tysiąclecia przed Chrystusem. W czasach biblijnych żyli tu pobożni Żydzi, ale także poganie (znaleziono posążki bóstw hellenistycznych, obecnie w Muzeum...
Olga Alehno
„Boże, błogosław Łotwę” – tak zaczyna się hymn tego bałtyckiego kraju, który w tym roku obchodzi 100-lecie państwowości i 25. rocznicę pielgrzymki św. Jana Pawła II do Agłony, zwanej łotewską Częstochową, znanej jeszcze w czasach Inflantów jako miejsce kultu maryjnego. Już za chwilę w trakcie swojej pielgrzymki do agłońskiej Królowej Północy przybędzie papież Franciszek.     Na co dzień Agłona, położona we wschodnim regionie Łotwy – Łatgalii, w zasadzie jest większą wsią, gdzie mieszka mniej niż tysiąc osób. Jednak tylko bardzo śmiała osoba mogłaby wyznać to jej mieszkańcom otwarcie. Dumę, którą szczycą się lokalni mieszkańcy, umacnia coroczna obecność tysięcy pielgrzymów, najważniejszych polityków państwa przybywających tu w dniu Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. A już...
Stefan Czerniecki
Leniwe słoneczne popołudnie. Eleganckie drewniane domki. Tak wygląda nieznająca smaku wielkomiejskich pokus osada północnego skraju Morza Bałtyckiego. Z wyludnionymi uliczkami. Kilkoma sklepikami. Kościółkiem. Ratuszem. I czymś jeszcze... – Ale właściwie po co? – te słowa wracają niczym déjà vu. Już je przecież słyszałem. Pytanie pojawiało się, ilekroć opowiadałem znajomym w zaufaniu o swoim zamiarze odwiedzin pewnego szwedzkiego miasteczka. – A jakoś tak. Po pierwsze, to baza tanich linii lotniczych do pobliskiego Sztokholmu. A po drugie… – zawieszałem głos. – Wydaje mi się, że znajdę tam coś inspirującego. Coś subtelnie beztroskiego. Z lotniska Skavsta pospiesznie wychodzi kilkudziesięciu pasażerów. Wszyscy przylecieli ostatnim samolotem z Krakowa. Tym samym, co i ja. Zresztą...
Wyspa jak wulkan gorąca, tudzież ustrojowo przodująca, otoczona jest od północnego zachodu wianuszkiem wysepek i raf koralowych, zwanych Colorados. Wśród nich za najpiękniejszą uważa się Cayo Jutías. Kiedy po raz pierwszy usłyszałem, jak brzmi nazwa Cayo Jutías, nie mogłem powstrzymać uśmiechu. Przypomniały mi się ponure lata stanu wojennego i napisy „junta juje” na murach... i teraz weź to wytłumacz Kubańczykowi. Na szczęście wystarczyło wyjaśnienie, że nazwa budzi wspomnienia – a skoro z uśmiechem, to miłe, czyż nie? Cayo Jutías dałoby się przetłumaczyć jako Wyspa Hutii, co z kolei budzi nieodparte skojarzenia ze sławetnym Ogniskiem Zdrowotnym Chutnik. Tymczasem hutia kubańska to gatunek gryzonia, coś pomiędzy szczurem a wiewiórem, wielkości sporego kota. Populacja tego...
Nie sposób zrozumieć sztandarowe powieści George’a Orwella – „1984” i „Folwark zwierzęcy” – bez znajomości „W hołdzie Katalonii”. Kluczowe wydarzenia opisane w tym qasi-pamiętniku mają miejsce w Barcelonie, dumnej stolicy Katalonii. Miasto jednak najwyraźniej nie chce o tym pamiętać. Barcelona to stare i dumne miasto – jej korzenie sięgają głębokiej starożytności. Według legendy miał je założyć sam Herakles; wedle innego podania uczynił to ojciec słynnego Hannibala, Hamilkar Barkas, i to od jego właśnie rodu (nazwiska – Barca) miasto przyjęło nazwę. Katalonia wraz ze swoją stolicą ma długą tradycję buntowania się przeciwko aktualnym władcom. Po uprzemysłowieniu w drugiej połowie XIX wieku ta „żyłka anarchistyczna” nabrała cech marksistowskich z silnym elementem antyklerykalizmu – na...
Stefan Czerniecki
Na temat ich wiedzy o leczeniu nieznanymi nam roślinami i ziołami można by napisać książkę. Prawda jest jednak taka, że nie wszyscy Indianie taką wiedzę posiadają. Jedynie kilku z nich. Specjalnie się do swojej misji przygotowują. W zaciszu lasu i swojej lepianki. – W tym lustrze widzę wszystkie ich choroby... – „Ich”, czyli kogo? – No, jak to kogo? Mieszkańców naszej wioski. Przyglądam się z zaciekawieniem na kawałek ewidentnie dawno niemytego szkła. Ot, zwykłe lustereczko. Z pęknięciem pośrodku. Jedno z niemych świadectw niegdysiejszej bytności w tym miejscy białego człowieka. Kawałek szkiełka w plastikowej ramce. Kto wie? Być może należał do któregoś z europejskich eksploratorów tutejszej dżungli? Być może ten ktoś pozostawił lusterko w darze Indianom? W końcu to popularny...
Stefan Czerniecki
Bez wątpienia to właśnie wapienne skały Ha Long sprawiły, że wietnamska zatoka znalazła się w gronie szczęśliwej siódemki zwycięzców rankingu Nowych Cudów Natury „New7Wonders” (nasze Mazury jako jedyne z Europy uplasowały się w pierwszej piętnastce). Wapienne skały w połączeniu z obfitymi opadami okresu monsunowego sprawiają, że Ha Long to raj dla speleologów. Jedną z największych i najpiękniejszych tutejszych jaskiń jest Hang Đầu Gỗ. – Halo, halo! Proszę państwa! Prędzej, prędzej! Za mną! Chciałbym wam coś pokazać! – wyraźnie podekscytowany przewodnik ewidentnie szykuje nam jakąś niespodziankę. – Już, już... Jeszcze tylko kilka ujęć. Ta pieczara wygląda naprawdę zjawiskowo – bezskutecznie próbuję zbyć natręta, robiąc zdjęcia wspaniałych nacieków skalnych Hang Đầu Gỗ. – Nie, nie......
Stefan Czerniecki
Długo nie pośpimy. Przed siódmą obudzą nas głośne nawoływania i gwizdy. To Włosi, którzy przed wyjściem do pracy obowiązkowo udają się na poranne cappuccino. Po drodze kupują „Il Giornale”, najsłynniejszy mediolański dziennik. – Si, si! Momento! – chłopak rzuca obojętnie na moje zapytanie o wolne miejsca. – Ale ja naprawdę nie mam czasu – usiłuję oderwać włoskiego recepcjonistę od słuchawki telefonicznej, na której, jak mniemam, zawieszona jest w tej chwili jego przeurocza sympatia. – Si, si! Momento! – po raz kolejny odpowiada mi to samo. A ja mam wrażenie, że odsłuchuję zdezelowaną płytę gramofonową. – Posłuchaj, kolego… Za oknem już zmrok. Lada moment wybije godzina 22. Szukam w tym mieście wolnego łóżka już od czterech godzin. Albo odłożysz choćby na chwilę ten telefon i...
Republika Południowej Afryki to miejsce, gdzie spełnił się sen o multikulturowym społeczeństwie. Po upadku apartheidu nastąpiło takie wymieszanie ras i kultur, że dziś obowiązuje tam aż 11 języków urzędowych. Najlepiej widać ten wrzący tygiel w największym mieście. Johannesburg to jedno z najmłodszych i zarazem największych miast na świecie. Założony zaledwie w 1886 r., po odkryciu w jego okolicy złota i diamentów, błyskawicznie się rozrósł i dalej rośnie. Już w 1889 roku był największym miastem w Afryce Południowej, a obecnie jest na 31. miejscu wśród najrozleglejszych i na 41. wśród najludniejszych miast świata. Centrum liczy około miliona mieszkańców, zaś cała aglomeracja – około 10 mln; wielu twierdzi, że to liczby zaniżone. 40 procent światowego wydobycia złota pochodzi z tej...
Specjalnie dla Czytelników „Gazety Polskiej” prezentujemy cykl podpowiedzi i porad, jak skutecznie i szybko wyrobić wizę do Stanów Zjednoczonych. Jeśli chcą Państwo zobaczyć, jak wygląda filmowy Nowy Jork, poczuć się w Hollywood jak filmowa gwiazda, a może odwiedzić liczną chicagowską Polonię – warto zrobić to już teraz. Droga jest prosta. W naszym cyklu opisujemy krok po kroku, w jaki sposób wyrabia się wizę do USA. Wbrew pozorom i obiegowym opiniom nie jest to wcale skomplikowane. W poprzednich częściach informowaliśmy, jak wybrać rodzaj wizy i wypełnić internetowy formularz DS-160. Krok trzeci – opłata Ta formalność wiąże się z wydatkiem. Osoby starające się o wizę nieimigracyjną są zobowiązane do wniesienia opłaty. Jest ona bezzwrotna, niezależnie od tego, czy wiza ostatecznie...

Pages