Tomasz Terlikowski

Debata (a może lepiej powiedzieć histeria) wokół decyzji Trybunału Konstytucyjnego opiera się na kilku mitach (w zasadzie kłamstwach), z którymi trzeba skończyć. Pierwszym z nich jest nieustanne powtarzanie, że zakaz aborcji wynika z woli politycznej PiS. Nic bardziej błędnego, bowiem choć sam Jarosław Kaczyński wielokrotnie wypowiadał się przeciwko aborcji eugenicznej, to akurat ten zakaz wynika ze wspólnej i temu, i poprzednim składom Trybunału Konstytucyjnego interpretacji polskiej konstytucji.    Już w roku 1997 TK pod kierunkiem prof. Andrzeja Zolla pokazał (choć wówczas nie było takiego pytania, więc tego nie zakazał), że aborcja eugeniczna jest niezgodna z polską konstytucją. Po drugie, nieustannie słyszymy teraz, że Zjednoczona Prawica złamała kompromis. To nie...
Wciąż powracające medialne burze wokół wypowiedzi Franciszka to dobra okazja do przypomnienia, czym jest naprawdę urząd papieski i jak rozumieć posługę następcy świętego Piotra.   Od kilku dni – w Polsce przykryta rozróbami po wyroku Trybunału Konstytucyjnego, ale na Zachodzie w całej pełni – trwa burza po wypowiedzi Franciszka do filmu dokumentalnego „Francesco”, w której papież miał wesprzeć prawne uznanie związków partnerskich osób tej samej płci. Część katolickich teologów, o dziennikarzach i publicystach strony liberalnej nie wspominając, już uznała to za zmianę doktryny, inni przypominają, że wypowiedź jest nieprecyzyjna i mogła dotyczyć innych niż wprowadzenie związków partnerskich rodzajów prawnej ochrony par jednopłciowych. Spór dotyczy znaczenia hiszpańskiego...
Wiara jest racjonalna. Nigdy dość przypominania tej podstawowej prawdy o katolicyzmie. Irracjonalizm, ślepa wiara nie tylko nie jest zgodna z podstawowymi intuicjami katolicyzmu, lecz także pozostaje – w sensie ścisłym – herezją fideizmu. Żal to przyznać, ale pandemia koronawirusa ujawniła ogromne pokłady – nie tylko wśród wiernych świeckich, lecz także wśród duchownych –takiego właśnie fideizmu, irracjonalizmu, uznania, że im bardziej absurdalne, mniej racjonalne jest jakieś przekonanie, im bardziej trzeba się starać, żeby w nie uwierzyć, i im bardziej sprzeczne jest ono z tym, co widzimy – tym większą się ma zasługę, gdy się w nie wierzy. Tyle że to z punktu widzenia wiary absolutna bzdura. Katolik nie może wierzyć w to, że pewne prawdy naukowe są – akurat na terenie świątyni –...
Posłanki lewicy domagają się ujawnienia, kto wspiera wniosek do Trybunału Konstytucyjnego w sprawie sprawdzenia konstytucyjności dopuszczalności aborcji eugenicznej. A ja odpowiadam, że gdybym tylko był posłem, to bym taki wniosek wsparł. Obiema rękami. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta.  Konstytucja RP zakazuje dyskryminacji ze względu na niepełnosprawność czy stan zdrowia. I właśnie z tego zapisu wynika, że aborcja eugeniczna (ze względu na stan zdrowia nienarodzonego dziecka) powinna być zakazana. To nie jest atak na rodziny osób niepełnosprawnych, tak jak nie jest nim zakaz eutanazji ciężko chorych, nawet umierających, starszych czy młodszych członków rodziny, nad którymi opieka może być niekiedy ogromnym wyzwaniem. To zwyczajne uznanie, że społeczeństwo czy rodzina nie może...
Ta dyskusja i debata przyjdzie, także w wymiarze religijnym, do Polski. I jeśli komuś wydaje się, że polskie granice – te kościelne i te państwowe – stanowią wystarczający impregnat przed wpływami liberalnej myśli katolickiej i protestanckiej, to jest w błędzie. I to właśnie dlatego trzeba śledzić dyskusje, spory toczone obecnie na Zachodzie Europy, szczególnie za naszą zachodnią granicą. Jedną z nich jest debata dotycząca stosunku Kościoła katolickiego do osób homoseksualnych. W tej sprawie widocznie widać spór, bowiem część hierarchów i teologów chce zmiany nauczania Kościoła w tej sprawie, a inni opowiadają się wyraźnie za kontynuacją i zachowaniem tradycyjnego nauczania Kościoła. Jednym z tych, którzy chcą zmian, jest drezdeński biskup Heinrich Timmerevers. W jednym z ostatnich...
Decyzja arcybiskupa Stanisława Gądeckiego i kardynała Kazimierza Nycza o zakazie zbierania na terenie parafii podpisów pod projektem „Stop LGBT” autorstwa Kai Godek to dobra decyzja. I to nie tylko z przyczyn pragmatycznych, ale także duszpasterskich. Zacznijmy od argumentacji pragmatycznej i związanej z zasadami państwa prawa.  Wolność zgromadzeń to jedno z podstawowych praw obywatelskich. Korzystają z niej i katolicy w Boże Ciało, i uczestnicy Marszu dla Życia i Rodziny, i Parad Równości. Prawo może, i niewątpliwie w pewnych sytuacjach powinno, zakazywać zachowań obscenicznych, ale nie powinno zakazywać manifestowania poglądów. Tego rodzaju decyzje będą miały także inne skutki, bo jeśli my im teraz zakażemy manifestować, to oni nam zakażą, gdy tylko dojdą do władzy (a warto...
Wiem, że nie jest dobrze widziane w naszym środowisku bronienie Szymona Hołowni, ale nie ukrywam, że uważam, iż w tym, co robił przed swoim zaangażowaniem politycznym, było wiele dobra. Ewangelizował młodych, zbierał pieniądze na wiele ważnych spraw, pomagał realnie ludziom i wreszcie – nawet jeśli się z nim w wielu kwestiach nie zgadzałem – prezentował ciekawe myślenie w kwestiach religijnych. I właśnie dlatego z żalem spoglądam na to, co dzieje się z nim obecnie. Jego wypowiedzi na tematy religijne są słabe, a czasem wręcz sugerują, że Szymon zapomniał, czym zajmował się przez lata. Prosty przykład to napaść na prezydenta Andrzeja Dudę za to, że pierwszą jego wizytą w tej kadencji będzie spotkanie z Ojcem Świętym. Hołownia wyśmiał to, określił mianem „turystyki religijnej” i „...
Albo zaczniemy działać, albo nie będzie już niebawem wiarygodnego i silnego głosu Kościoła. Wybór należy do nas. Mijają tygodnie i co tydzień (a niekiedy częściej) mamy nową aferę. Kolejny kapłan molestujący nieletnich zostaje ujawniony, kolejny biskup czy następna kuria zostaje oskarżona o krycie tego procederu czy ignorowanie takich doniesień. Już teraz – według wiarygodnych informacji „Rzeczpospolitej” – w sprawie 25 proc. polskich biskupów ordynariuszy toczą się sprawy o zaniedbania w Watykanie, a dwóch jest oskarżonych (i ich sprawy także się toczą) o to, że sami molestowali. Te liczby mogą i powinny szokować, a trzeba wiedzieć, że one nie wyczerpują skali problemu. Ofiary dopiero zaczęły się zgłaszać, a zaniedbania (wieloletnie) w wielu diecezjach w większości jeszcze nie ujrzały...
Laicyzacja jest faktem. A pandemia i związane z nią ograniczenia tylko przyspieszyły ten proces „przynajmniej o dziesięć lat”. Opinię taką w wywiadzie dla dziennika „L’Osservatore Romano” przedstawił kard. Jean-Claude Hollerich, przewodniczący Komisji Konferencji Episkopatów Unii Europejskiej COMECE. I akurat z tym jej elementem trudno polemizować, to samo widać bowiem w Polsce. Jeśli coś budzi pewne wątpliwości, to najwyżej opinia, że sam kardynał szczególnie się tym przyspieszeniem nie martwi, bo i tak by do niego doszło, a ci, którzy odeszli, byli „jedynie katolikami kulturowymi”. Oczywiście, co do istoty stwierdzenia trudno się nie zgodzić. Człowiek, który spotkał w życiu Boga i stara się obok Niego trwać – mimo upadków – nie odejdzie, ale mnie jednak to zjawisko nieco martwi....
Wszystko psieje. Trzeba to powiedzieć jasno, że nawet – niegdyś intelektualny – antyklerykalizm środowiska „Gazety Wyborczej” schodzi na psy, a jego autorzy nie są w stanie napisać i zredagować depeszy tak, żeby niosła ze sobą choćby w minimalnym stopniu prawdziwą treść.   „Abp Wiktor Skworc chce wyjaśnień od abp. Jędraszewskiego. »Do takich sytuacji nie powinno było dojść«” – przeczytałem kilka dni temu tytuł na portalu gazeta.pl. W leadzie zaś można było przeczytać: „Arcybiskup katowicki Wiktor Skworc zwrócił się do arcybiskupa Marka Jędraszewskiego o wyjaśnienia dotyczące ks. Stanisława P. Duchowny wykorzystywał seksualnie osoby nieletnie. Gdy pojawiły się pierwsze oskarżenia, ksiądz został wysłany na Ukrainę”. Ten tytuł i lead to zaś mistrzostwo dezinformacji albo kompletny...
Jeśli komuś wydaje się, że atak COVID-19 to najgorsze, co może nas czekać w najbliższych latach w kwestiach zdrowia i medycyny, to spieszę donieść, że jest niepoprawnym optymistą. I wcale nie mam na myśli tego, że pandemia jest dęta (bo nie jest), ani tego, że ktoś – w jakichś tajnych laboratoriach – szykuje bardziej zabójczego wirusa.  Chodzi o to, że to, co stanowiło jeden z największych sukcesów medycyny i co naprawdę realnie przedłużyło nam życie, może nagle przestać działać. Mowa o antybiotykach, które są jednym z największych i najważniejszych sukcesów nauki ostatniego wieku, które realnie zmniejszyły śmiertelność, sprawiły, że wiele śmiertelnych chorób stało się uleczalnych, co bardzo wydłużyło nam życie. Niestety, na skutek złego (zbyt częstego) podawania antybiotyków,...
Idee i założenia intelektualne mają swoje konsekwencje. I naprawdę nie trzeba być filozofem, żeby to dostrzegać. Wystarczy uważna obserwacja rzeczywistości. Badania, o których napiszę, nie powinny szokować. Można nawet powiedzieć, że są one oczywiste. Jeśli wciąż nas one bulwersują, to albo dlatego, że jesteśmy przeciwnikami każdej aborcji (w tym aborcji z powodu stanu zdrowia), albo dlatego, że – jeśli jesteśmy zwolennikami aborcji – to nie przemyśleliśmy do końca swojego stanowiska.  Mowa o badaniach opublikowanych przez „Acta Obstetricia et Gynecologica Scandinavica”, z których wynika, że większość lekarzy (89,1 proc.) wykonujących późne aborcje we Flandrii (czyli niderlandzkojęzycznej części Belgii) opowiada się za legalizacją także dzieciobójstwa, i to nie tylko w sytuacjach...
Tęczowe flagi zawieszone na figurze Chrystusa można by interpretować różnie (choć nie ulega wątpliwości, że wartości symbolizowane przez ową flagę są sprzeczne z tymi głoszonymi przez Jezusa), ale… tak się składa, że autorki owej akcji same wyjaśniły, że ich celem jest atak na ludzi wierzących. Udawanie, że jest inaczej, jest więc naiwnością albo złą wolą.  Nie jest również prawdą, że obrona (w Polsce dość słabo i wąsko intepretowana) symboli religijnych wynika – jak przekonuje nas lewica czy niezawodny dr hab. Marek Migalski – z uznania prawdziwości wierzeń religijnych. Nie trzeba wierzyć w Boga czy bogów, nie trzeba uznawać dziewiczego poczęcia, by opowiadać się za obroną symboli religijnych czy przedmiotów kultu. Wystarczą powody absolutnie świeckie. Pierwszym z nich jest...
Symbole mają znaczenie, uderzenie w sferę symboliczną boli i rani. Szczególnie mocno ta prawda dotyka sfery religijnej, w której symbole, obrazy odsyłają – jak głęboko przekonani są ludzie wierzący – do realnych osób. I to ich obraza dotyka szczególnie. Radykalni działacze mają tego świadomość i dlatego wybierają takie, a nie inne cele.  Do czego zresztą, jak to miało w przypadku „happeningu” z figurą Jezusa Chrystusa z Krakowskiego Przedmieścia, sami się przyznają. List zostawiony przez „działaczki” nie pozostawiał wątpliwości, że świadomie zaatakowały one w takim miejscu. Warto mieć jednak świadomość, że jeśli komuś takie akcje się opłacają, to nie osobom homo- czy transseksualnym, a jedynie rewolucjonistom, którzy chcą wywalenia do góry nogami społeczeństwa i zanegowania jego...
To trudny czas dla Kościoła, dla wierzących. Ludzie tracą wiarę, proszą, by wytłumaczyli się z tego, dlaczego wiedząc o grzechach i zaniedbaniach ludzi Kościoła, nadal pozostajemy wewnątrz tej wspólnoty.  Odpowiedzi jest zapewne tyle, ile ludzkich historii. Ale ja mogę podzielić się swoją. Nie jestem człowiekiem uczuć, nie miałem – inaczej niż Sławomir Jastrzębowski, którego historia jest jakoś dla mnie inspiracją do napisania tego tekstu – doświadczania sacrum. Urzekła mnie spójność katolicyzmu, intelektualna pełnia filozofii i teologii. Szukałem Boga rozumowo, a nie emocjonalnie, a antyklerykalizm ludzi wierzących wyniesiony z domu sprawiał, że częściej szukałem go sam niż w towarzystwie księży. U mnie w domu kultu duchownych nie było, otwarcie mówiono o słabościach i problemach...
Są historie, które pisane są ewidentnie palcem Bożym. I taka właśnie przydarzyła mi się w minionym tygodniu, podczas urlopu z rodziną w górach. Gdy byłem na Słowacji, zadzwoniła do mnie pewna siostra zakonna, nasza bliska przyjaciółka, i oznajmiła, że jest w górach. My byliśmy godzinę drogi dalej, ale postanowiliśmy się spotkać i porozmawiać. I tak trafiłem do Dursztyna, do sióstr niepokalanek, gdzie poznałem losy Mieczysławy Faryniak. A są one niezwykłe.  Młoda, z zamożnej i bardzo patriotycznej rodziny, nieźle wykształcona urzędniczka bankowa, uwielbia chodzić po górach. I właśnie tam poznaje i zakochuje się w protestancie Konradzie. Jego religia interesuje średnio, a przede wszystkim nie chce ślubu, wystarczy mu wolny związek. Na to nie godzi się ona, przeżywa głębokie...
30 procent niemieckich katolików jest w stanie wyobrazić sobie, że „wkrótce opuści Kościół”. Takie – nie ma co ukrywać, że przerażające – dane przynosi najnowszy sondaż zlecony przez niemiecką katolicką gazetę „Die Tagespost”.  Sondaż został przeprowadzony w tym miesiącu na reprezentatywnej grupie 2040 katolików, których poproszono o ustosunkowanie się do prostego zdania: „Jestem członkiem Kościoła i mogę sobie wyobrazić, że wkrótce go opuszczę”. 54 procent katolików zdecydowanie odrzuciło taką możliwość, 9 procent odpowiedziało, że nie wie, jak się ustosunkować do takiej tezy, 7 procent nie odpowiedziało nic, a 30 zgodziło się z nią. Co wynika z tych danych?  Odpowiedź jest niestety dość prosta: 30 procent niemieckich katolików nie ma zielonego pojęcia, co znaczy być...
To, co dzieje się na naszych oczach, jest nie tylko procesem niełatwego oczyszczania Kościoła, ale także oczyszczaniem naszej wiary. Jest kolejny założyciel ruchu religijnego oskarżony o molestowanie (wielu) i wykorzystanie seksualne (w jednym przypadku) sióstr zakonnych. O. Józef Kantenich, założyciel Ruchu Szensztackiego, został – na podstawie dokumentów Świętego Oficjum z czasów Piusa XII – ujawnionych przez historyk i teolog Alexandrę von Teuffenbach – oskarżony o psychiczne, emocjonalne i duchowe manipulowanie siostrami z założonego przez siebie instytutu.  Opis manipulacji robi wrażenie, ale sam Ruch Szensztacki odpowiada, że zarzuty zostały dwukrotnie (raz za życia, podczas czternastoletniego zesłania, a drugi raz przed rozpoczęciem procesu beatyfikacyjnego) wyjaśnione i...
Decyzja w sprawie biskupa Janiaka, jego odsunięcie od zarządzania diecezją oraz zakazanie mu przebywania na jej terenie, a także wszczęcie kościelnego procesu karnego przeciwko biskupowi Janowi Szkodoniowi pokazują, że coś się zaczyna dziać w polskim Kościele, a Stolica Apostolska postanowiła wziąć sprawę w swoje ręce.  Nie, nie oznacza to, że walka o oczyszczenie skończyła się, że teraz odbywać się będzie już tylko sprzątanie, bo trzeba mieć świadomość, że opór przeciwko oczyszczaniu, przeciwko niewygodnym decyzjom będzie ogromny, a skala przestępstw i ich tuszowania dopiero nas zaskoczy (możemy być już teraz pewni, że nie będzie ona mała). Nie ma też wątpliwości, że wielu będzie chciało ten proces zatrzymać albo spowolnić. Tyle że po tych pierwszych decyzjach wcale nie będzie to...
Zgorszenie grzechem ludzi Kościoła nie jest powodem, by z niego odchodzić. Zgorszenie cudzym grzechem jest spowodowane jedynie hipokryzją albo nieznajomością siebie. A do tego wewnątrz Kościoła, choć nie brakuje tam grzeszników (czasem wielkich i do tego przykrywających swój grzech teologiczną nowomową), są też święci, ludzie, którzy pokazują, że każde życie ma ogromny, bo eschatologiczny sens. Takim było życie św. Rafaela Arnaiz Baron. Ten pochodzący z bogatej, katolickiej i zaangażowanej w politykę rodziny hiszpańskiej mężczyzna zmarł na cukrzycę w klasztorze trapistów w wieku 27 lat. Po ludzku nic mu się nie udało. Umierał w klasztorze, ale trapistą w sensie ścisłym nie był, bo choć dwa razy próbował zostać zakonnikiem, to dwukrotnie też z powodu stanu zdrowia odchodził, a za...
Polska debata nad zamieszkami i protestami w Stanach Zjednoczonych, jak wiele innych naszych debat, jest kompletnie irracjonalna. W miejsce analiz mamy obrazki (odpowiednio dobrane), a głównym argumentem po stronie prawej na to, że zamieszki to sprawa garstki lewaków i oczywiście tych leniwych i pozbawionych umiejętności „czarnych”, a nie jakichś strukturalnych nierówności, pozostaje jedna wypowiedź Afroamerykanina, który zapewnia, że to bzdura.  Liberalna strona dla odmiany w ogóle nie widzi, że oczywiście realne nierówności są prawdą, ale lewa strona chce je wykorzystać do rewolucji, która zazwyczaj żadnych problemów nie rozwiązuje, a jedynie rodzi nowe. Do tego te same problemy i frustracje społeczne wywołały wcześniej zwycięstwo kandydata podającego się za antysystemowca,...
Etyka Kalego, myślenie stadne i wymuszana poprawność polityczna (wcale nie tylko lewicowa, ale dokładnie tak samo prawicowa) to choroby, które coraz mocniej trapią polską debatę polityczną i publicystyczną. A doskonale widać to przy okazji dyskusji wokół zamieszek w Stanach Zjednoczonych, która odbywa się – choć to tak daleko – w duchu klasycznych plemiennych połajanek, w których jedna ze stron przytacza cały zestaw rasistowskich argumentów za tym, że w istocie zamordowanemu George’owi Floydowi należało się to, co go spotkało, a policjant – biedaczyna – nie miał innego wyjścia, a druga strona usprawiedliwia niszczenie cudzej własności, zamieszki i kradzieże, bo są one wyrazem słusznego gniewu i rewolucyjnego momentu. A przecież można powiedzieć, że przyczyną zamieszek jest wielowiekowy...
Nie ma co ukrywać, właśnie rozpoczął się jeden z najważniejszych testów wiary Polaków w ostatnich dziesięcioleciach. Kwarantanna, ograniczenie liczby osób, które mogą uczestniczyć we mszach świętych, a także dyspensa z obowiązku uczestnictwa w niedzielnej Eucharystii udzielona przez biskupów sprawiły, że liczba praktykujących spadła na łeb na szyję.  Teraz, gdy limity zostały zniesione, wszystko powinno wrócić do normy. Powinno, ale wiele wskazuje na to, że nie wróci. Tak się bowiem składa, że tych kilka tygodni bez mszy, szczególnie gdy wierni byli bombardowani przez część duchownych informacjami o tym, że w zasadzie do Komunii chodzić nie trzeba, że Komunia duchowa jest tak samo dobra, a Eucharystia jest ważna, ale nie najważniejsza, mogło przyczynić się do zmiany nawyków i...
Kościół w Polsce (ale i szerzej Polska) potrzebuje głębokiej przemiany mentalności społecznej w kwestii walki z pedofilią i molestowaniem seksualnym. Dwa filmy na temat pedofilii, które pojawiły się ostatnio w Polsce, i reakcje na nie pokazują niestety, że bardzo wielu Polaków traktuje tę sprawę jako pałkę na przeciwników ideowych albo element walki politycznej.  Wielu także kompletnie nie rozumie mechanizmu molestowania, krzywdy, jaka spotyka dzieci molestowane przez osoby dorosłe, w tym przez księży, i ma tendencję do zrzucania winy na nieletnich. Bez zmiany tej postawy, ale także bez głębokiej empatii, bez uświadomienia sobie, że z perspektywy wiary Jezus ma dla nas twarz ofiar, nic lub niewiele się zmieni. Empatia dla ofiar jest zaś prostsza, gdy człowiek uświadomi sobie pewne...
Będzie nowa bomba, tyle że tym razem już nie atomowa, ale – zachowując wszystkie możliwe zastrzeżenia – wodorowa. Z tym wybuchem zmierzyć się zaś powinni nie tylko ludzie Kościoła, ale także politycy. Mowa o nowym filmie braci Sekielskich „Zabawa w chowanego”. Tym razem jest to film lepszy i mocniejszy, nie popada łatwo w tani antyklerykalizm ani antypapieskie fobie. To opowieść o wierzących ofiarach, o tym, jak krzywdzone były dzieci ludzi bliskich Kościołowi, o systemowym kryciu przestępcy, o religijnej nowomowie służącej do usprawiedliwienia pedofilii, o układzie ponad diecezjami, który pozwala kryć pewne rzeczy, ale także o złych praktykach prokuratury. To bardzo mocny, oskarżycielski film. Nie będzie już wtedy także tajemnicą, że brałem w nim udział jako ekspert. Dlaczego się na...
Uwielbiam teologię Josepha Ratzingera, a także nauczanie Benedykta XVI. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że papież z Niemiec jest jednym z najpotężniejszych umysłów, nie tylko teologicznych, XX i XXI wieku. I właśnie dlatego kompletnie nie rozumiem zawartych w najnowszej biografii Petera Seewalda sugestii papieża-emeryta, jakoby mimo rezygnacji z urzędu zachował on jakiegoś rodzaju „duchowy mandat” papieski. Gdyby się zgodzić na takie postrzeganie tej rezygnacji, to konieczne byłoby głębokie przedefiniowanie teologii urzędu papieskiego, a także związanych z nim zapisów prawnych. Tak się bowiem składa, że jak dotąd mamy jasną teologię i jasne prawo kanoniczne, zgodnie z którym zastępca Jezusa Chrystusa na ziemi i następca św. Piotra może być tylko jeden, a złożenie urzędu oznacza...
Czy nie jest paradoksem, że z jednej strony zatrzymaliśmy w ruchu pół świata, żeby ochronić życie głównie ludzi starszych (bo nie ulega wątpliwości, że COVID-19 zagraża głównie im), a z drugiej strony akceptujemy to, że w ośrodkach opieki dla starszych czy w szpitalach dokonuje się selekcji seniorów, dopuszcza się odmawiania im opieki, a w wielu krajach wręcz toleruje ich umieranie, bez większej pomocy?  To może tak wyglądać, ale nie ma w tym nic z paradoksu. To prosta konsekwencja założeń etycznych, jakie przyjęliśmy w innych sprawach, a które – jak to zazwyczaj bywa z nieuświadomionymi założeniami – mają tendencję do rozszerzania się na inne kwestie. O czym mówię? Zostawmy na chwilę ludzi starszych i COVID-19, a zatrzymajmy się na dzieciach. W naszej cywilizacji, niezależnie od...
Kilka miesięcy temu opublikowałem książkę o objawieniach w japońskim mieście Akita, które stanowią jakby drugą część, a może lepiej powiedzieć kolejny rozdział dopisany do objawień w Fatimie. W obu przypadkach mamy do czynienia z jasną diagnozą tego, co będzie się działo, gdy odejdziemy od Boga, gdy dobro człowieka, a nie wola Boża zaczną zajmować pierwsze miejsce. Tyle że w Fatimie proroctwo dotyczyło świata, a w Akicie Kościoła. Teraz, kilka miesięcy później, doszły do mnie informacje, że siostra Agnieszka Sasagawa (czyli właśnie wizjonerka w Akita) miała mieć, po wielu latach, kolejne objawienie od swojego Anioła Stróża. Nie udało mi się tych informacji potwierdzić w Japonii, ale dzielę się nimi, bo tak się składa, że ich zawartość jest w pełni zgodna z tym, czego od zawsze naucza...
Czasu w tę kwarantannę nie mam za wiele, ale na dobrą książkę zawsze chwila się znajdzie. Szczególnie gdy książka ta może odpowiedzieć na pytania i wyzwania, jakie stawia przed nami koronawirus i związany z nim, a już powoli do nas docierający gigantyczny kryzys. A taką właśnie pozycją na czasy kryzysu, ale też na okres walki z biedą, są „Grona gniewu” Johna Steinbecka.  Tak, mam świadomość, że przez część bardziej rygorystycznie nastawionych ludzi mogę zostać uznany za czytelnika zdecydowanie niewłaściwych, bo lewicowych lektur. Niech i tak będzie, ale Steinbeck to przede wszystkim wielki pisarz. „Grona gniewu” zaś to kawał znakomitej literatury, a przy okazji wielkie ostrzeżenie przed potencjałem rewolucyjnym, który drzemie w „skrzywdzonych i poniżonych”, wykluczonych ze zmiany...
Jeśli coś się dzieje, jeśli jakieś zjawiska zachodzą, to znaczy, że Pan Bóg ich chce. To bowiem, czego Bóg nie chce, po prostu nie istnieje. Tę prawdę, jaką w prostych słowach wyraził mistrz Eckhart, którego ostatnio pasjami czytuję, należy do absolutnych fundamentów wiary i inspirowanej nią filozofii chrześcijańskiej. Wszystko, co istnieje, pochodzi od Boga, nie ma nic, czego On nie stworzył. A różne, niekiedy trudne wydarzenia są Jego drogą dla nas.  I nie inaczej jest z zarazą, która nas obecnie dotknęła. Ona także, niezależnie od tego, jak jest dla nas trudna, została zaplanowana przez Boga i do czegoś nam wszystkim potrzebna. Na pytanie – do czego, każdy musi odpowiedzieć sobie sam, bowiem znaki – według nauczania Kościoła – są do samodzielnego czytania. Każdy musi...
Gdy do naszych okien puka apokalipsa, człowiek rozpaczliwie szuka nadziei i często znajduje ją w objawieniach prywatnych. Warto jednak pamiętać, jakie jest ich miejsce i rozumienie w Kościele.   Fakt, że zmagamy się z jedną z największych katastrof w minionych dziesięcioleciach, nie ulega wątpliwości. Apokalipsa (myślę, że na razie wciąż pluszowa) zapukała do naszych okien i naszych dusz. W takiej sytuacji szukanie ratunku w religii jest czymś bardzo naturalnym. Kłopot polega na tym, że zamiast rozglądać się za nim w zdrowej religijności czy ortodoksyjnej wierze, zaczynamy w popłochu szukać nadziei w objawieniach prywatnych, i to w takich, które nie mogą być potwierdzone przez Kościół i nigdy takimi nie będą. Koronawirus stał się okazją do tego, by szukać takich objawień (czy może...
Kryzys związany z koronawirusem ujawnia prawdę o nas samych, którą chętnie skrylibyśmy pod płaszczem dobrego samopoczucia i obrazów ciężko pracujących i narażających swoje życie lekarzy. Kłopot polega na tym, że piekło, takie ludzkie, wyłania się co jakiś czas spośród informacji medialnych. Tak było ze wstrząsającymi doniesieniami z Hiszpanii o domach starców (ładnie nazywanych domami seniora), do których wkroczyły jednostki wojskowe. To, co tam zastały, było przerażające. Martwi pensjonariusze leżący obok wciąż żywych, którymi nikt się nie opiekował, więc błąkali się po salach sami, krzycząc z samotności, bólu, cierpienia. Piekło Dantego objawiło się na naszych oczach. Personal uciekł, bo… obawiał się zakażenia. Umierali sami. I choć władze hiszpańskie już zapowiedziały surowe...
Nic nie może zastąpić Eucharystii w życiu katolika, a niedziela bez Mszy świętej jest niepełna. To fundamentalne prawdy, o których nie wolno nam zapominać. Pandemia koronawirusa spowodowała poważne ograniczenia w możliwości uczestnictwa w Mszy świętej i choć powinniśmy je zaakceptować, to nie ma powodów, by uznać je za normę. I dlatego smutno mi się robi, gdy słyszę od katolików, że uczestnictwo za pośrednictwem internetu jest tak samo dobre, jak pójście na Mszę, a komunia duchowa zastępuje sakramentalną. Tak zwyczajnie nie jest. Owszem, gdy nie możemy (a teraz – w większości – nie możemy) uczestniczyć w Eucharystii osobiście, a Kościół – jak obecnie – udzieli nam dyspensy, możemy uczestniczyć w Mszy za pośrednictwem internetu, telewizji czy radia, ale… musimy pamiętać, że to jest...
Pewne wojenki nie umierają nigdy. I tak jest ze sporem między wojującymi ateistami (czasem mam ochotę napisać: bezbożnikami) a ludźmi religijnymi. Pandemia koronawirusa wcale go nie zawiesiła, a nawet – w mediach społecznościowych – zaostrza. Wojowniczy ateiści przekonują, że Kościół jest najgroźniejszym miejscem w czasie pandemii, a już na mszy można się zarazić każdym tałatajstwem. Jakąkolwiek próbę polemiki z taką tezą uznają za dowód braku zaufania do nauki i kwitują sugestią, by w razie choroby iść do świątyni, a nie do szpitala. Kłopot polega na tym, że w czasach zarazy (tak jak w każdym innym czasie) potrzeba zarówno religii, jak i nauki. I jedno, i drugie jest potrzebne, ale każde ma swoją przestrzeń działania. Nauka bada, jakie są naturalne przyczyny pewnych zjawisk, próbuje...
„Prochem jesteś i w proch się obrócisz” – słyszeliśmy w Środę Popielcową, a od kilku dni możemy obserwować, jak świat, który znaliśmy, rozsypuje się w proch i pył. Może na chwilę, a może kryzys gospodarczy, jakiego doświadczymy, ograniczenie globalizacji i osłabienie więzi międzyludzkich zostaną z nami na dłużej. Jednak niezależnie od tego, jak będzie, już teraz można powiedzieć, że dostaliśmy czas na dłuższe, domowe rekolekcje. Warto się zatrzymać (szczególnie że wielkiego wyboru nie mamy) i pomyśleć nad własną śmiertelnością (bo tak się składa, że – choć raczej nie od koronawirusa –wszyscy umrzemy, i nikt z nas nie wie kiedy), nad tym, że nic nie zabierzemy na drugą stronę, że wszystkie struktury, zabezpieczenia, ekonomiczne gwarancje, a nawet plany niewiele są warte, gdy przyjdzie...
Pandemia – której wciąż jeszcze, jak się zdaje, nie ma – wywołała już realną epidemię histerii, a ta doprowadziła do ogromnych problemów ekonomicznych w wielu branżach (by wymienić tylko turystykę, przewozy lotnicze, ale także wiele innych). Import z Chin przeżywa gigantyczne straty.  W Palestynie, która właśnie zamknęła na dwa tygodnie Betlejem, Jerycho i Dolinę Jordanu, oznacza to ogromne szkody finansowe, ale też spore problemy dla wielu żyjących tam ludzi, którzy utrzymywali się, sprzedając drobne pamiątki turystom albo pracując na zlecenia w hotelach. I nie chodzi o to, że bogaci coś stracą, lecz o to, że biedni często nie będą mieli czym nakarmić dzieci. Ale poza takimi jednostkowymi historiami okazało się, że otwarte granice, którymi tak się szczyciliśmy, mogą być w każdej...
Kontrola, bezpieczeństwo, przewidywalność przyszłości – to wartości, na których opiera się współczesne, przynajmniej zachodnie, myślenie. Przecież postulat eutanazji, pomijam tu względy ekonomiczne, opiera się na pragnieniu tego, by kontrolować nawet moment własnej śmierci. Postulat aborcji oparty jest na pragnieniu wyeliminowaniu z życia „przypadkowej” ciąży, niezaplanowanego dziecka. I dokładnie na tym samym pragnieniu pełnej kontroli – jakkolwiek absurdalnie by to zabrzmiało – oparta jest obecna panika wokół koronawirusa.  Świadomie używam słowa „panika”, bo choć pandemia jest możliwa, to zakazy odprawiania mszy świętych, wykupywanie towarów ze sklepów, robienie weków (a mam znajomą, która już zaczęła je robić), płacenie za maseczki wielkich pieniędzy itd. są już zwyczajną...
Biskup włocławski Wiesław Mering wydał zakaz przewodniczenia liturgii i głoszenia homilii przez arcybiskupa Jana Pawła Lengę. Nie może on także wypowiadać się dla mediów.  Mam świadomość, że działalność arcybiskupa Lengi może budzić kontrowersje. Jego ostra, często niesprawiedliwa i przesadzona krytyka papieża Franciszka trudna jest do pogodzenia z katolicką ortodoksją, a już na pewno z ortopraksją. A jednak zakaz publicznego sprawowania mszy, spotkań, a także wystąpień medialnych zupełnie mnie nie przekonuje. A to dlatego, że jest klasycznym działaniem pozornym. Dlaczego tak uważam? Nie kwestionuję, że biskup miał prawo wydać taki zakaz. Miał, ale dotyczy on wyłącznie jego diecezji. Tak więc arcybiskup Lenga nie może działać publicznie na terenie diecezji włocławskiej. I tylko...
Jeśli ktoś liczy na to, że najnowsza adhortacja posynodalna papieża Franciszka zakończyła debatę na temat poluzowania reguły obowiązkowego celibatu kapłanów, to jest w błędzie. W adhortacji na temat Amazonii papież Franciszek milczy na temat celibatu i diakonatu kobiet, co wyjątkowo rozwścieczyło część progresywistów i zadowoliło konserwatystów.  Warto jednak pamiętać, że nie musi to oznaczać końca dyskusji czy tego, że nic w tej kwestii się nie zmieni. Franciszek może wrócić do tego tematu, może zmienić dyscyplinę, a nie ulega wątpliwości, że będą trwały naciski w tej sprawie. Postępowi katolicy (a tych jest obecnie wśród teologów i hierarchów niemało) już wyrazili niezadowolenie z ucięcia tematu, a także przypomnieli, że ostatecznie sam papież podkreślił, iż jego dokument nie...
Lobby LGBTQ ma dwie zasadnicze strategie w kwestii zmiany prawa i obyczaju. Po pierwsze, jest to strategia salami, po drugie – budzenia współczucia. I obie są stosowane w słynnej ostatnio sprawie dziecka rzekomo krzywdzonego przez polskie państwo. O co chodzi? O to, że dziecko, które ma w dokumentach hiszpańskich wpisane jako rodziców dwie matki, nie może otrzymać w Polsce numeru PESEL. I to jest rzekomo dowód na straszliwe prześladowania i atak na biednego malucha. Problem polega tylko na tym, że w tej sprawie państwo polskie ma rację. Nie można wydać dokumentu, w którym jako rodzice widnieją dwie matki. A to dlatego, że każdy ma matkę i ojca, nawet jeśli ojciec jest nieznany. Matką biologiczną jest kobieta, która urodziła, a jeśli nasienie pochodziło z banku spermy, to ojciec jest...
Dyskusji o celibacie nie da się zatrzymać. A nawet jeśli jesteśmy zdania, że dyscypliny w tej kwestii nie należy zmieniać, to i tak dobrze jest stawiać w tej materii pytania i mierzyć się z nimi. Zaskakuje mnie podejście części katolickiej opinii publicznej w Polsce do jakichkolwiek pytań odnoszących się do łacińskiej tradycji obowiązkowego celibatu.  Uwagi o szatańskiej manipulacji, uleganiu złemu duchowi czy byciu postępowym (choć akurat tradycja wschodnia postępowa nie jest) to niestety standard. A przecież zadawanie pytań nie oznacza odrzucenia jakiejś tradycji. W Kościele nie trzeba ślepo powtarzać pewnych tez, można o nie pytać, pogłębiać ich rozumienie. Inaczej doktryna i wiara umierają. I właśnie dlatego chciałbym na moment zatrzymać się nad znakomitym uzasadnieniem...
Eutanazja bardzo głęboko zmienia filozofię medycyny. Jak dotąd jej celem było ratowanie życie, jego przedłużanie, ewentualnie zapewnienie godnego umierania. Tam jednak, gdzie wprowadzono eutanazję, wspomagane samobójstwo (niezależnie od nazwy, pod którym zabiegi te funkcjonują), do tego, co było oczywistym celem medycyny, dodano jeszcze zabijanie pacjentów. I nie ma co ukrywać, że jest to fundamentalna, gigantyczna rewolucja.  Najlepiej widać to w wypadku hospicjów, które w krajach, gdzie zalegalizowano eutanazję, głęboko się zmieniają, a zmiany te często są wymuszane. Tak dzieje się obecnie w Kanadzie, gdzie niewielkie hospicjum w Brytyjskiej Kolumbii może zostać pozbawione publicznych środków na normalne funkcjonowanie. Powodem jest zaś to, że jego twórcy odmawiają...
Jeśli było jakieś wydarzenie rzeczywiście przynoszące rewolucję w Kościele katolickim, to – wbrew temu, co wciąż powtarzają konserwatywni chrześcijanie – wcale nie są to reformy Franciszka (choć i one zmieniają bardzo wiele), ale wcześniejsza decyzja Benedykta XVI o rezygnacji z urzędu. Emerytura Benedykta XVI, niezależnie od tego, jakie były jej przyczyny, zmieniła symbolicznie postrzeganie papiestwa i jego usytuowanie.  Jedną z rzeczy, do których trzeba się przyzwyczaić, jest to, że obok urzędującego papieża jest papież-senior. I on także ma prawo się wypowiadać. A jako że w Kościele wielogłos zawsze był i jest normą, to chyba jasne, że w wielu kwestiach papież-emeryt może mieć i będzie miał odmienne zdanie od papieża. Tak po prostu będzie, jeśli kolejni papieże będą odchodzić...
Są sytuacje, które po ludzku trudno jest zrozumieć, które po ludzku zwyczajnie nie mają sensu, ale gdy spojrzeć na nie z perspektywy głębszej niż codzienność, nabierają niezwykłego sensu. Byłem kilka dni temu na pogrzebie. Kościół pełen ludzi, kilkunastu księży, a nawet biskup. I pewnie nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że był to pogrzeb dwunastoletniej dziewczynki, głęboko niepełnosprawnej, która od lat była podłączona do respiratora, a wcześniej i tak miała bardzo ograniczony kontakt z otoczeniem. Dla wielu zwolenników nowoczesności życie osób takich jak ona jest tak bardzo pozbawione „jakości”, że aż nie jest jasne, czy jest sens pozwalać im żyć. Z fałszywego miłosierdzia pozwala się na zabijanie takich ludzi. Dlaczego o tym piszę? Bo Zuzia – wie o tym każdy, kto...
Mistrzem porządków nie jestem, ale zawsze pocieszam się, spoglądając na swoje biurko, że „twórczy nieład” jest na nim mniejszy niż na biurku św. Maksymiliana. Z książkami jest niewiele lepiej. Owszem, kiedyś ułożyłem je w pewnym porządku, ale wciąż ich przybywa, i nie jest łatwo go utrzymać. Efekt jest taki, że niekiedy spędzam wiele godzin na poszukiwaniu niezbędnej mi w danym momencie książki. Tak było kilka dni temu, gdy szukałem lektury dla mojej córki i powieści pewnego amerykańskiego postmodernisty (skądinąd katolika). Ich znaleźć mi się nie udało, ale zamiast tego wpadła mi w ręce, kupiona trzy lata temu, książeczka św. Teresy od Dzieciątka Jezus – „Żółty zeszyt”. Zacząłem ją przeglądać i tak mnie wciągnęło, że wczoraj do późnego wieczora czytałem tylko Małą Tereskę. Nie będę...

Pages