Ameryka WM

Amerykę Kwieciński więc kochał, ale miała ona też drugie oblicze, którego szczerze nie znosił. Nie tylko on. Ja osobiście, ale przecież też bardzo wielu z nas z niechęcią myśli o różnych pajacach – urzędnikach z Waszyngtonu czy dziennikarzach z Nowego Jorku, którzy czynem (ci pierwsi) lub słowem (ci drudzy) pchają swój wielki kraj w ramiona Rosji i robią wszystko, by odwrócił się on plecami do sojuszników. Także do Polski. To za prezydentury Obamy ta tendencja stała się niemal religią państwową w polityce zagranicznej USA.

Jacek Kwieciński, a z nim wielu myślących jak on Polaków, zżymał się na ten amerykański pragmatyzm, który kazał budować mosty do Moskwy ponad głowami Polaków, Bałtów i innych nacji, które na własnej skórze poczuły ciężką łapę rosyjskiego niedźwiedzia. Tak, takiej Ameryki nie lubimy. Gniewamy się na taką Amerykę tak jak ktoś, kto kocha, wścieka się, gdy widzi zdradę ukochanej.
Pan Kwieciński chciał i my dalej chcemy, aby Stany Zjednoczone były szermierzem wolności, a nie kunktatorem. Aby nie handlowały własną cnotą, wartościami i swoim dobrym imieniem. Dziś oficjalni i nieoficjalni wysłannicy Białego Domu są podejmowani w Moskwie na dyskretnych rozmowach w tych samych gabinetach, w których niedawno przyjmowano przedstawicieli Hamasu.

Pana Kwiecińskiego, pana Kowalskiego, pana Czarneckiego, ale też wiele pań i panów z Warszawy, Rygi, Wilna, Tallina, Kijowa, Tbilisi, Pragi, a nawet Baku drażni to, że Barack Hussein Obama wszedł w buty Poncjusza Piłata. I umywa ręce. I nie chce już widzieć Czeczenów zabijanych przez nieznanych sprawców w różnych krajach świata. Ot, choćby niedawno w Turcji. Ale też Czeczenów pozbawionych wolności w Groznym i na każdej piędzi ich ziemi, gdzie stoją rosyjskie tanki, pilnując, aby Kadyrow czy inny namiestnik działał w interesie Moskwie.

Poncjusz z Białego Domu potrzebuje Rosji, która nie wysyłała broni do Iranu i nie eksportuje do Teheranu specjalistów od energii atomowej....
[pozostało do przeczytania 33% tekstu]
Dostęp do artykułów: