O ludziach szalonych

Cytując ludzi rozsądnych, którzy pojawili się w polskim sejmie w kwietniu 1773 r., Mickiewicz pisał tak: „Gdzież r o z s ą d e k – wołano – chcieć opierać się woli trzech dworów? Gdzie są ś r o d k i oparcia się? Czy jest c z a s po temu? Czy nie lepiej c z ę ś ć poświęcić, aby r e s z t ę zachować?”. Ludzie rozsądni rozprawiali więc (według Mickiewicza) – rozprawiali, kiedy ginęła Rzeczpospolita, kiedy gwałcono jej prawa, kiedy rozpadały się jej instytucje, kiedy jej król (król-zdrajca) zabawiał się z tancereczkami, kiedy ulice Warszawy patrolowali rosyjscy i pruscy żołnierze – o rozsądku, o środkach, o czasie, o stosunku części do całości.

Polacy, przynajmniej ci nierozsądni (czyli, można by powiedzieć, trochę gorzej zorientowani w sytuacji, w jakiej znalazła się wówczas Polska; w tym, co w języku ludzi rozsądnych nazywano okolicznościami, czasem i środkami), nie rozumieli jednak, i nawet, według Mickiewicza, nie próbowali zrozumieć tego nowego języka ludzi rozsądnych, którym wtedy zaczęto do nich przemawiać. „Poczciwi posłowie, szczególniej z głębi prowincyj przybyli, słuchali z podziwieniem nowych dla Polaka rozumowań, nie umieli, nie chcieli nawet wdawać się w rozprawy, zatykali uszy na podobne bluźnierstwa”.

Pojawił się więc wtedy w Polsce (według rozpoznania Mickiewicza) podział, którego istotą była różnica w sposobie używania języka – podział, który (to już według mojego rozpoznania) miał utrwalać się i pogłębiać przez następne wieki – i miał przetrwać aż do naszych czasów. Część Polaków przemawiała językiem nowym, część zaś starym – i ci, którzy mówili starym językiem, nie byli w stanie pojąć tych, którzy mówili językiem nowym, ponieważ tego nowego języka (jak uważał Mickiewicz) nie można było zrozumieć „polskim rozumem, polskim sercem” – ci zaś, którzy mówili językiem nowym, nie tylko nie rozumieli, ale także nie chcieli słuchać tych Polaków, którzy nie znali i nie chcieli znać ich nowego języka.

Właśnie wtedy, kiedy...
[pozostało do przeczytania 66% tekstu]
Dostęp do artykułów: