Wujkowie ze STASI pod nadzorem

Do dziś nie wiadomo, gdzie podziała się spora część majątku SED, którym komuniści zarządzali przed transformacją ustrojową. Wiadomo natomiast, że przy wsparciu wypróbowanych towarzyszy i ideologów partyjnych odpucowano starą SED na zachodnią modłę. Jedyne, co wymieniono, to trzy literki w nazwie. Tak narodziła się PDS.

Przez blisko 20 lat maoistowsko-trockistowskie grupki z Zachodu i mające spore wpływy na polityczno-intelektualne życie w starych landach resztki Komunistycznej Partii Niemiec (DKP) nie mogły dojść do porozumienia z partyjnym betonem z PDS. Różnica w stylu życia komunistów wschodnich i zachodnich była nie do przeskoczenia.

Aż do roku 2007, kiedy Gregor Gysi i fetowany jako lider zachodniej lewicy Oscar Lafontaine dokonali cudu połączenia sił komunistów z obu niemieckich połówek i stworzyli partię Die Linke. Nowy twór miał zagospodarować elektorat na lewo od SDP.
Die Linke jest przyczółkiem dla różnorakich aktywistów zaangażowanych często w działalność sprzeczną z konstytucją.
Wiceszefowa partii, Sarah Wagenknecht i wielu jej partyjnych kolegów pochwalają środowiska lewicowe, które regularnie wdają się w bijatyki z berlińską policją. To właśnie z tego środowiska wywodzą się lewacy, którzy ostatnio najechali Warszawę podczas obchodów Święta Niepodległości.

W Niemczech utarł się pogląd, że dawni towarzysze z PDS, którzy dzięki Die Linke święcą dziś wyborcze sukcesy w nowych landach, są wzorem oświeconych demokratów. W tym samym czasie zachodni lewacy nadal mają wśród niemieckiego społeczeństwa opinię szaleńców i fanatyków.

Istnieje wyraźny podział na dobrych wujków ze Stasi i zwichrowanych lewaków z zachodu, którzy 20 lat po upadku komunizmu nadal bredzą o Marksie. Nie jest żadną tajemnicą, że Federalny Urząd Ochrony Konstytucji (FUOK) od lat obserwuje poczynania 27 byłych członków PDS.

Die Linke wytacza teraz ciężkie działa przeciwko FUOK i wygląda na to, że zbiera się do zadania...
[pozostało do przeczytania 51% tekstu]
Dostęp do artykułów: