Rząd twardo przy Janickim

Za najistotniejsze uchybienia biegli uznali brak właściwego nadzoru ze strony kierownictwa BOR nad działaniami ochronnymi w kwietniu 2010 r., brak niezbędnych specjalistów w grupie rekonesansowej i grupach zabezpieczających (funkcjonariusza grupy lotniskowej, pirotechnika, lekarza sanitarnego), nieprzeprowadzenie rekonesansu lotniska Siewiernyj, brak obecności funkcjonariusza BOR na lotnisku oraz brak wyposażenia funkcjonariuszy grup zabezpieczających w broń palną.

O wszystkich tych zaniedbaniach już w 2010 r. pisała „Gazeta Polska”. Oczywiście jak w wielu innych przypadkach oskarżono nas wówczas o teorie spiskowe.

Parasol ochronny nad Janickim

Wokół BOR od pierwszych dni po katastrofie smoleńskiej panuje dziwne milczenie. Niedługo po tragedii zwróciliśmy się do gen. Janickiego z pytaniami:

Czy funkcjonariusze BOR zabezpieczali lądowanie prezydenckiej delegacji w Smoleńsku 10 kwietnia br.: czy sprawdzali teren pasa startowego, czy byli obecni na wieży kontrolnej przed i w trakcie lądowania?

Ilu funkcjonariuszy zabezpieczało wizytę prezydenta na miejscu, w Smoleńsku i kto z BOR nadzorował te operacje?

Czy BOR zastosował w przypadku delegacji prezydenta takie same zabezpieczenia jak w przypadku wizyty 7 kwietnia br. premiera Donalda Tuska?

Otrzymaliśmy wówczas lakoniczne pismo rzecznika gen. Janickiego, mjr. Dariusza Aleksandrowicza: „Wszystkie czynności powzięte przez BOR zostały przeprowadzone zgodnie z przepisami i uprawnieniami”; dodano także, że informacje dotyczące czynności ochronnych BOR są opatrzone klauzulą tajności.

Gen. Marian Janicki mógł nie odpowiadać na pytania prasy, bo zawsze czuł wsparcie ze strony rządzących. Nie zmieniło się to nawet po ogłoszeniu przez prokuraturę komunikatu poświęconego wynikom analizy biegłych ws. zaniedbań BOR. Gdy ekspertyza została upubliczniona, dziennikarze zapytali Jacka Cichockiego, szefa MSW, o dalszy los gen...
[pozostało do przeczytania 62% tekstu]
Dostęp do artykułów: