Tomasz Łysiak

Tomasz Łysiak
Nie ulega wątpliwości, że II wojna światowa to przede wszystkim szatańskie dzieło Hitlera. Niemcy stanowią główną siłę sprawczą, która doprowadziła do wybuchu najkrwawszego konfliktu w nowożytnych dziejach. Kiedyś nie trzeba było tej sprawczej roli niemieckiej tłumaczyć – to było oczywiste. Gdy ktoś używał innych słów jako synonimów i w dyskursie chcąc po prostu uniknąć powtarzania wciąż tego samego określenia, mówił czy pisał „hitlerowcy” lub „naziści”, to i tak każdy wiedział, o jaką nację chodzi. Dzisiaj musimy od nowa „uczyć” zachodni świat historii. Przy okazji przypominając niechlubną rolę zachodnich aliantów – a to we wrześniu roku 1939, a to znowuż wtedy, gdy polscy przedstawiciele alarmowali, że Niemcy na masową skalę mordują Żydów i spotykali się z milczeniem oraz brakiem...
Tomasz Łysiak
Papież Franciszek ogłosił nazwiska biskupów, których nominuje na kardynałów w trakcie najbliższego konsystorza, 5 października 2019 roku. Z 13 kardynałów 10 będzie kardynałami elektorami. Środowiska lewicowe zaczęły piać z zachwytu – większość owych kardynałów wpisuje się bowiem w nurt nowego, otwartego na „wyzwania współczesności”, Kościoła budowanego przez Bergoglio. Z tradycyjnej, konserwatywnej Polski, Franciszek nie nominował nikogo. Najpierw rozegrała się scena niemalże jak z serialu Paola Sorrentino. W Anioł Pański 1 września 2019 roku lud zgromadzony na placu św. Piotra czekał na pojawienie się papieża. Mijały długie minuty, a Ojca Świętego ciągle nie było. Gdy w końcu pojawił się, wyjaśnił wiernym: „Muszę przeprosić za spóźnienie. Byłem zamknięty w windzie przez 25 minut. Był...
Tomasz Łysiak
„Koniec balu, panno Lalu” – mówiło się kiedyś. Nie wiem, skąd się wzięło to powiedzonko, ale przyszło mi ono do głowy, gdy obserwuję, co się dzieje we Włoszech. A tak naprawdę wcale nie jest mi do śmiechu. Bo oto Matteo Salvini został wypchnięty z rządu przez lewicę. Co gorsza, wszystko stało się po ewidentnym akcie zdrady politycznej ze strony Giuseppe Contego – i dlatego tak to boli wszystkich wyborców Legi, i samego Il Capitano, jak Włosi nazywają Salviniego. Z rządu Conte-bis już cieszy się cała politycznie poprawna Europa. Macron i Merkel są zachwyceni, bo giallorossi (nie chodzi o piłkarzy Romy, lecz o koalicję „żółtych” z Movimento 5 Stelle i „czerwonych” z Partito Democratico) to w istocie kolejny lewicowy rząd w Italii. Partia Demokratyczna powstała jako zlepek...
Tomasz Łysiak
Na początek był żal. Żal, że państwo polskie nie stanęło na wysokości zadania, gdyśmy w 2014 roku obchodzili setną rocznicę wyruszenia strzelców z Oleandrów. Niewiele się działo, imprezy czy książki jej poświęcone można było policzyć na palcach jednej ręki. Ten żal czułem, gdy pierwszy raz spotkałem się z Adamem Borowskim, który zaproponował mi napisanie scenariusza do filmu o Legionach. Dzisiaj, w przeddzień premiery, warto nakreślić nieco sposób wyboru faktów i tła historycznego obrazu w reżyserii Darka Gajewskiego, powstałego dzięki wysiłkowi dwóch producentów – Maćka Pawlickiego i Adama Borowskiego. Tytuł filmu mógłby sugerować, iż widz dostanie zgrabną „czytankę historyczną”, sfabularyzowany zapis losu brygad legionowych, w stulecie ich czynu i w przededniu stulecia zwycięstwa w...
Tomasz Łysiak
Mijają trzy lata od serii trzęsień ziemi, które na przestrzeni kilku miesięcy dokonały potwornych zniszczeń w środkowej Italii. Amatrice, L’Aquila, Visso, Accumoli, Arquata del Torto, Macerata… A pośród miast i prowincji dotkniętych kataklizmem także Nursja. Miejsce urodzenia św. Benedykta, patrona Europy. Pojechałem tam, by wśród gruzów i zniszczeń szukać śladów świętego mnicha. I zatrzeć wrażenie, iż smutny symbol walącej się w proch Europy to znak jakiegoś końca. Pojechałem szukać blasku i nadziei. Wcześniej wpadła mi w ręce książka Paolo Rumiza, pochodzącego z Triestu pisarza, który odbył kilka fascynujących podróży, a każda z nich stała się kanwą znakomitych esejów historyczno-reporterskich. Między innymi przebył wraz z przyjaciółmi kilka tysięcy kilometrów dawną rzymską drogą do...
Tomasz Łysiak
Stało się to, co zapowiadałem w tekście w poprzednim numerze „Gazety Polskiej”. We Włoszech powstał rząd „Conte 2”. Czyli okazało się, po raz kolejny, że w polityce wszystko jest możliwe. Oto Luigi Di Maio, szef „antysystemowców” z Ruchu Pięciu Gwiazd, dogadał się z Nicolą Zingarettim, „pierwszym sekretarzem” Partii Demokratycznej. Czyli, żeby było jasne, rząd utworzyli ludzie, którzy wyrośli na krytyce PD i atakowali ją wściekle przez wiele lat. Również zarówno politycznie poprawnym socjalistom, jak i „demokratom” z PD nie przeszkadza jakoś utworzenie rządu z byłym koalicjantem Salviniego i przedstawicielem politycznym ruchów populistycznych. Przypomina się od razu słynna scena z „Roku 1984” Orwella, gdy do przemawiającego właśnie polityka rządowego podchodzi ktoś i dyskretnie wręcza...
Tomasz Łysiak
Wyszedłem z kina bardzo poruszony ostatnim filmem Tarantino. Westernowa opowieść o przyjaźni, kinie, Hollywood, aktorach i świecie końca lat sześćdziesiątych XX wieku to nie tylko komiks, lecz także swego rodzaju moralitet. W klasycznym westernie „dobry gość” zwycięża tego „złego”. W „Pewnego razu w Hollywood” jest taka scena, w której producent Schwarz grany przez Ala Pacino zachęca aktora grywającego czarne charaktery, by spróbował dokonać zmian w swojej karierze – bo lepiej grać (być) tym „good guy”. Jak zapamiętają cię ludzie? Czy to nie przesłanie generalne? Jakiś morał filmu? „Try to be a good guy” – usiłuj być dobrym gościem, bo w ostatecznym rozrachunku tylko to ma znaczenie? W życiu niestety, jak wiemy, nie zawsze tak jest. Ileż to razy mieliśmy do czynienia z tym, że ten,...
Tomasz Łysiak
Prezydent Włoch Sergio Mattarella niestety nie zna systemu wydawniczego tygodnika „Gazeta Polska”. Szkoda. Gdyby znał, to by nie dawał terminu dla finału międzypartyjnych negocjacji na wtorek 27 sierpnia, czyli tuż przed ukazaniem się tego numeru. Dzisiaj być może jest już wiadomo: czy rząd Ruchu Pięciu Gwiazd i Partii Demokratycznej, czy przyśpieszone wybory. A my możemy jedynie, nie znając wyniku rozgrywki, przyjrzeć się włoskiemu kryzysowi, który rozpalił w ostatnich tygodniach Półwysep Apeniński do czerwoności. „Ferragosto” to termin, którzy doskonale znają nie tylko Włosi, ale i turyści zagraniczni: w połowie sierpnia w Italii panuje szczyt urlopowy, autostrady są zapchane gigantycznymi korkami, a centra dużych miast i biurowe dzielnice wyludniają się. Dlatego szokiem był dla...
Tomasz Łysiak
„A więc wojna. Z dniem dzisiejszym wszelkie sprawy i zagadnienia schodzą na plan dalszy. Całe nasze życie publiczne i prywatne przestawiamy na specjalne tory. Weszliśmy w okres wojny. Cały wysiłek narodu musi iść w jednym kierunku. Wszyscy jesteśmy żołnierzami. Musimy myśleć tylko o jednym: walka aż do zwycięstwa”. Polskie Radio, 1 września 1939 rok, komunikat o godz. 6.30 Co bardziej przemawia do wyobraźni? Czy Niemcy czekający na atak pod pokładem pancernika Schleswig-Holstein? Czy może nasi czuwający wartownicy na Westerplatte? A może kapitan Raginis i Wizna? Lub bomby spadające na Wieluń? Czy też słynne zdjęcie dziewczynki płaczącej nad ciałem siostry zabitej przez niemieckiego pilota? A może ułani, Bzura, może walka do upadłego i barykady wzniesione w bijącej się stolicy?...
Tomasz Łysiak
„Warszawa walczy!” – taki tytuł nosiło pismo wydawane przez AK w trakcie Powstania Warszawskiego. Samo hasło było jak sztandar – przyświecało warszawiakom broniącym polskiej stolicy od września 1939 roku, od chwili, gdy na miasto spadły pierwsze bomby. Nie zgasło wraz z kapitulacją. Bo Warszawa walczyła dalej, stawiała ciągle opór, niezłomnie, do końca. Aż do sierpnia 1944 roku, gdy rozgorzał tragedii dzielnego miasta akt ostatni, zakończony po 63 dniach bohaterskiej walki epilogiem finalnej niemieckiej destrukcji i sowieckim wkroczeniem w styczniu roku 1945. Zamierzenie Hitlera było proste – zmiażdżyć Polskę, jak najszybciej się da. Stąd każde gniazdo oporu, każde polskie Termopile września 1939 były dla niego powodem do wściekłości i motywacją do nacisków, by używać wszelkich...
Tomasz Łysiak
Wolna Polska! Ten okrzyk wyrywał się z piersi Polaków od listopada 1918 roku. Nasze granice jednak miały się jeszcze długo wykuwać – na wschodzie walczyliśmy z bolszewikami, na zachodzie rozstrzygnięcie leżało w gestii traktatowych plebiscytów. Czy Śląsk będzie polski czy niemiecki? Która jego część ostanie się w końcu przy Rzeczypospolitej? Odpowiedzi na to pytanie nie przyniósł plebiscyt, przyniosła ją walka zbrojna. Obchodzimy właśnie 100. rocznicę pierwszego powstania śląskiego. Gdy o nim mówimy, to musimy od razu spojrzeć na perspektywę szerszą – trzech powstań na Śląsku, które w końcu ugruntowały polską przynależność dużej jego części, wraz z ważnymi ośrodkami przemysłowymi i kopalniami. Na myśl przychodzi jeden z ojców niepodległości – Wojciech Korfanty, ale przecież trzeba...
Tomasz Łysiak
Wielkie wrażenie robią na mnie zawsze fragmenty pamiętników i wspomnień młodzieży bijącej się w wojnie polsko-bolszewickiej. Niektórzy byli naprawdę bardzo młodzi – jak harcerze i ochotnicy grupowani w odrębnych oddziałach. Zgłaszali się masowo, często specjalnie ukrywając swój wiek. Podobne to było do tamtych wydarzeń dosłownie sprzed kilku lat – gdy młodzież tworzyła szeregi Legionów bijących się o wolną Polskę w latach 1914–1916. Notabene, tamci legioniści tworzyli w roku 1920 zahartowaną w bojach, doświadczoną kadrę wojskową, trzon armii, która była w stanie pokonać bolszewików. Właściwie większość oficerów wojny dwudziestego roku to weterani walk o niepodległość lat 1914–1918 – poczynając od Legionów, przez Korpus wschodni, na Błękitnej Armii kończąc. Zaczynamy już teraz obchody...
Tomasz Łysiak
W tym roku w Ajaccio na Korsyce 15 sierpnia będzie mieć charakter specjalnie uroczysty. O ile w Polsce zawsze świętujemy ten dzień z racji religijnych oraz związanych ze zwycięstwem w Bitwie Warszawskiej, o tyle na korsykańskiej wyspie bohater jest tylko jeden – Napoleon Bonaparte, który urodził się tam 15 sierpnia 1769 roku. 250-lecie narodzin Cesarza to szczególny jubileusz nie tylko dla Korsyki, ale także dla licznych na całym świecie bonapartystów. Sam zaliczam się do nich, i to nie bez kozery – większość z Państwa zapewne wie, iż mój Ojciec należy do największych w Polsce piewców geniuszu Bonapartego, a ja wychowałem się w domu, w którym ze ścian patrzyły na mnie portrety słynnego Korsykanina i Piłsudskiego. Notabene Komendant także należał do wielbicieli Napoleona. Ostatnio ze...
Tomasz Łysiak
O czym wolno pisać, o czym nie? Czy próba dyskusji na temat wpływu środowisk homoseksualnych na powstanie nazizmu w Niemczech ma szansę bytu w świecie, w którym polityczna poprawność kształtuje nie tylko poglądy, lecz także wyznacza pole dla możliwej dysputy nad tym, co związane nie z ideologią współczesną, ale po prostu z historią? „Różowa swastyka” Scotta Lively oraz Kevina Abramsa od pierwszego wydania w 1995 roku aż do dzisiaj wywołuje lawinę pełnych wściekłości komentarzy ze strony środowisk homoseksualnych i lewicowych. Bo jeśli od kilku dekad dowodzą one, iż homoseksualiści byli eksterminowani przez niemieckich sprawców Holocaustu z tą samą zajadłością co Żydzi, to książka ta stanowi dla nich nie lada twardy orzech do zgryzienia: jej autorzy piszą bowiem o tym, że na rodzący się...
Tomasz Łysiak
Wszedł na taras z psem, kremowym labradorem. Przywitał się i usiadł niedaleko, z uśmiechem uprzedzając, że pies nie jest groźny. Zaczęliśmy rozmawiać, spoglądając czasem na piękny park rozciągający się u stóp austriackiego hotelu umiejscowionego w XIII-wiecznym zamku. Nieznajomy przedstawił się, miał na imię Bill i był starszym, siwym panem, trochę jowialnym, lubiącym mówić i nawiązywać kontakty. Gdy dowiedział się, że jesteśmy Polakami, ucieszył się i opowiedział nam swoją historię. Jego rodzina pochodzi z Anglii, ale on przez całe życie wychowywał się w Stanach Zjednoczonych. Kilka lat temu uciekł do Europy. Uciekł, bo według niego USA to już nie ten kraj, co kiedyś. – Jak został stworzony? – mówił nam Bill. – Ciężką pracą imigrantów. Pracą! Teraz niestety te ostatnie stare pokolenia...
Tomasz Łysiak
Luigi to neapolitańczyk, który od wielu lat mieszka w Polsce. Prowadzi knajpę w Warszawie. Gdy go pytam: „Gigi, a kim dla ciebie jest Maradona?”, odpowiada: „Najlepszym piłkarzem w historii”, ale zaraz potem dodaje z westchnieniem i nutą żalu w głosie: „Ale jako człowiek, no wiesz…”.   W Neapolu Diego Armando Maradona do dzisiaj jest bogiem. Pośród słynnych murali namalowanych na ścianach domów przez artystę Jorita Agocha, obok świętego Januarego, patrona miasta, jest też dzieło z twarzą Maradony. Do dziś najpopularniejsze imię nadawane nowo narodzonym chłopcom to właśnie… Diego. Bo Diego Maradona odkąd przyjechał do Neapolu w 1984 roku, po nieudanym piłkarskim romansie z Barceloną, i poprowadził SSC Napoli do zdobycia dwukrotnego scudetto (mistrzostwo Włoch), a także pucharu UEFA...
Tomasz Łysiak
Od wielu lat w „Gazecie Polskiej” publikujemy specjalne dodatki historyczne z okazji rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Zawsze unosimy to wydarzenie do rangi wyższej – uważamy bowiem, że ten zryw to kolejny, piękny dowód na to, iż Polacy są narodem z ducha wolnym i niezawisłym. Co więcej – po latach opluwania powstańczej walki przez okupantów (najpierw samych Niemców, którzy w gadzinowej prasie obsmarowywali powstanie jako pozbawione sensu, a następnie przez Sowietów i Polskę Ludową) – w wolnej Polsce nadal musimy pielęgnować pamięć o bohaterach roku 1944. Szczególnie, iż za straty i ofiary, jakie stolica poniosła w wyniku brutalnej, okrutnej decyzji Hitlera o zagładzie całego miasta, w opinii krytyków Powstania Warszawskiego, powinni odpowiadać polscy dowódcy. Tym bardziej i...
Tomasz Łysiak
„Między odwagą a szaleństwem jest tylko cienka czerwona linia” – tym zdaniem James Jones opatrzył, jako mottem, swoją powieść „Cienka czerwona linia”, która opowiadała o zmaganiach Amerykanów z Japończykami na wyspie Guadalcanal w 1942 roku. Powiedzenie „cienka czerwona linia” pochodzi natomiast od wydarzenia, które miało miejsce blisko wiek wcześniej, w trakcie wojny krymskiej, gdy pod Bałakławą w 1854 roku tłukli się z Rosjanami brytyjscy żołnierze z 93. Pułku Górali Szkockich. Szkoci, zamiast klasycznych formacji, rozciągnęli się właśnie w długą, składającą się jedynie z dwóch szeregów, linię i oddawszy trzy salwy, odepchnęli przeważające siły Moskali. A że szkoccy żołnierze ubrani byli w czerwone mundury, stąd i samo powiedzenie. Potem „cienkiej czerwonej linii” używano w wielu...
Tomasz Łysiak
Mija sto lat od utworzenia Policji Państwowej. Mocą ustawy z 24 lipca 1919 roku zaczęła działać, w pełni już formalnie, łącząc wcześniejsze formacje, Polska Policja – widomy znak tego, iż Polacy mają swoje państwo, urządzają je po swojemu i jako wolni ludzie dbają także o swoje bezpieczeństwo. Przez ponad wiek byliśmy pozbawieni suwerenności – a wszelkie służby mundurowe mające utrzymywać porządek publiczny były podległe władzy zaborców. Z nielicznymi wyjątkami, które – tak jak trwająca kilka tygodni władza porządkowa w Warszawie w marcu 1861 roku oddana w ręce Polaków (i konstabli, młodych ludzi zapewniających bezpieczeństwo obywatelom) – były tylko przebłyskami wolnych pragnień na morzu uciskającego aparatu zaborczego. Służby policyjne zaborców z założenia nie dbały bowiem tylko o...
Tomasz Łysiak
Błochin przyjechał do Kalinina. Pociągiem? Specjalnym samochodem? Nie wiem, czy był w mundurze NKWD, czy też nie. Pewnie tak. Wiózł ze sobą walizkę. Jednak nie miał w niej osobistych rzeczy, ubrań, piżamy ani szczoteczki do zębów. Walizka po brzegi wypełniona była niemieckimi pistoletami marki Walther, które miały służyć do wymordowania 6 tys. policjantów więzionych w Ostaszkowie. Rok 1940 to smutna klamra domykająca historię przedwojennej Policji Państwowej. O te pistolety pytany był – w trakcie prowadzonego w 1991 roku przesłuchania – naczelnik obwodu kalinińskiego NKWD w 1940 roku Dmitrij Tokariew. Tak odpowiadał śledczemu Jabłokowowi, który chciał wiedzieć, jaką broń etatową mieli enkawudziści: „Broń etatową – TT. Ja, co prawda, miałem mały, kieszonkowy pistolet niemiecki Walther....
Tomasz Łysiak
Cieszę się, że nasze dzieci wychowywaliśmy jako bardzo młodzi ludzie, w latach 90., gdy dopiero raczkował biznes gier komputerowych, a rodzice nie mieli jeszcze „dzieciowego świra”. Piszę o tym, bo jestem świeżo po obejrzeniu pierwszego sezonu serialu „Wielkie kłamstewka”, przed którym najpierw dość długo się broniłem, a potem w końcu – za namową żony – obejrzałem go z zapartym tchem. Krótko mówiąc, serial opowiada historię kryminalną, ale w dużej mierze jego smakowitość polega na tym, że pola konfliktów dotyczą zachowań dzieci w szkole oraz matek, które wokół swoich dzieci zaczynają toczyć własną wojnę na słowa (i nie tylko). Istny współczesny „dzieciowy świr”, który coraz częściej obserwuję wokół, w którym „pociechy” stają się centralnym punktem życia rodziny do tego stopnia, że...
Tomasz Łysiak
„Trzydzieści sekund!” – słychać w głośnikach. Potem pauza. „Kontrolka kontaktu”. Padają kolejne komendy: „Wyłączam”; „Ręczne sterowanie silnika hamującego wyłączone. Gotowość silnika wyłączona. Kod 413”. Potem cisza. Tym razem dłuższa. I wreszcie słowa: „Houston, tu Baza Spokoju… Orzeł wylądował”. Równo 50 lat temu cała ludzkość, bez wyjątku, śledziła na ekranach telewizorów lądowanie człowieka na Księżycu. „To mały krok dla człowieka, ale wielki skok dla ludzkości” – słynne zdanie Neila Armstronga na Księżycu to jeden z przykładów na to, jak bardzo tamto wydarzenie z 20 lipca 1969 roku wpłynęło na naszą kulturę. Słowa Armstronga weszły na stałe do słownika najważniejszych bon motów wypowiedzianych w naszych dziejów przez słynne postaci – równoprawne do „Przyjdź i weź” Leonidasa czy „...
Tomasz Łysiak
W pięćdziesiątą rocznicę pierwszego lądowania człowieka na Księżycu przychodzą człowiekowi do głowy różne myśli. Ot, takie chociażby, iż najprawdopodobniej od dawna Srebrny Glob jest zaludniony przez różne postaci z pięknego kraju nad Wisłą. Od czasów Twardowskiego aż do dzisiaj pojawiają się na pylastej powierzchni ciała niebieskiego nasi – ulepieni z gliny polskiej – lewicowi popaprańcy. Księżycowe plemię. Nawet sama nazwa „Księżyc” nie do końca im pasuje, gdyż – jak wiadomo z nauk o języku – powstała ona w średniowieczu, gdy na Słońce mówiono „ksiądz”, a na „mniejszego księdza” Księżyc właśnie. Mówiono też na niego „miesiąc”, od niego wzięły się więc i miesiące, i nazwa cyklicznej przypadłości kobiecej. Lewicowcy, jak uczą dzieje, od zawsze realizowali wizje „z księżyca”, a to...
Tomasz Łysiak
Morderstwo księdza dokonane rękami komunistycznych służb to nie tylko smutny dowód na to, jak chora transformacja dokonywała się w 1989 roku, ale także pole do odsłaniania spod nawały kłamstw ukrytej prawdy i sposobu funkcjonowania całego zbrodniczego systemu. Opowieść o tragicznych wydarzeniach z lipca roku 1989 wybrzmiewa tym mocniej, że ta rocznica przychodzi w czasie, w którym wokół Kościoła w Polsce po raz kolejny rozpętana została kampania nienawiści. W zimną noc 31 stycznia 1989 roku, praktycznie w przededniu rozpoczęcia obrad Okrągłego Stołu, na plebanii parafii Niepokalanego Serca Najświętszej Marii Panny w Białymstoku odnaleziono ciało zamordowanego księdza Stanisława Suchowolca. Dziewięć dni wcześniej na plebanii parafii św. Karola Boromeusza w Warszawie śmiertelnie pobito...
Tomasz Łysiak
Odchodzę. Początkowo myślałem, żeby z ogłoszeniem decyzji zaczekać do Sześciu Króli, ale jednak wolałem odłożyć do czasu tuż po Apostołów Piotra i Gawła. Dojrzałem. Nie ma wiecznych imperiów, upadam jak starożytny Krym w szczycie swego rozwoju. Historia uczy nas, że należy czasem odejść, usunąć się w cień, niczym Herkules, który wykradł ogień bogom, a potem przykuty do skały cierpiał dziobany przez mewę w wyrostek robaczkowy. A potem można powstać, jak Feliks z „Popiołów” Wajdy. I ja jeszcze wstanę. Ze mną będzie Stefek Niesiołowski, który też odchodzi z polityki, jak ja. Tylko że na niby. Bo my odchodzimy, by wrócić. Mamy plan. Plan jest tajny, więc proszę, by nikomu nie przekazywać tego, co ujawnię, a kartkę z tym oświadczeniem zjeść. Wrócimy. Teraz się przegrupowujemy. Zwieramy...
Tomasz Łysiak
Polska Góra. Polski Lasek. Reduta Piłsudskiego. Te nazwy winne być wyryte w sercu, w duszy każdego Polaka. I wcale nie z racji tego, że bitwa pod Kostiuchnówką (lub Kościuchnówką – obie nazwy są używane) była wielkim polskim zwycięstwem. Ani z racji tego, że była „bohaterską porażką”. Ale była największą, najbardziej krwawą bitwą Legionów z lat 1914–1916, zaś liczne świadectwa odwagi i kunsztu wojennego Polaków wystawiły nam świadectwo najlepsze z możliwych. Jeśli chodzi o bitwę pod Kostiuchnówką, która rozegrała się 4–6 lipca 1916 roku, to jedno jest pewne: ta kilkudniowa walka, pełna ofiar, zmasowanych ataków artylerii, szarż kawaleryjskich – była największym starciem Legionów. I to, co ważne: wzięły w niej udział wszystkie trzy brygady legionowe. Sama bitwa uchodzi za strategiczne...
Tomasz Łysiak
Co za wielka, piękna rocznica tuż za nami. 450-lecie Unii Polski z Litwą to dla nas wydarzenie rangi bardzo wysokiej – wspominamy bowiem akt państwowotwórczy, który nie miał sobie równych w dziejach. A dzisiaj winniśmy się tym politycznym małżeństwem dwóch bytów państwowych chwalić, gdyż na tym polu byliśmy „wynalazcami” procesów zjednoczeniowych, które w czasach nam współczesnych, w dobie Unii Europejskiej, wydawać się mogą oznaką nowoczesnego, całkiem nowego sposobu myślenia o współistnieniu i współdziałaniu państw. Tymczasem już wieki temu z sukcesem przeprowadzaliśmy operacje unifikacyjne i dzisiaj moglibyśmy wokół nich tworzyć piękną opowieść o Rzeczpospolitej Obojga Narodów, państwie stworzonym na fundamentach najpiękniejszych wartości republikańskich i chrześcijańskich. Karol...
Tomasz Łysiak
Niedawno świat obchodził rocznicę D-Day, lądowania aliantów w Normandii, które otworzyło zachodni front, inicjując operację Overlord – trwającą do końca sierpnia 1944 roku. W 75-lecie operacji wspominamy nie tylko biorących w niej udział Polaków, ale także inne wątki związane z działaniami wojennymi tego teatru wojny. Do najciekawszych spojrzeń na tę kampanię zaliczyć można to, które należy do Stephena E. Ambrose’a. Jeśli chodzi o obrazki filmowe, to nic nie przebije wielominutowej sekwencji lądowania Amerykanów na plaży Omaha w „Szeregowcu Ryanie” Spielberga. Nasza masowa wyobraźnia już na zawsze została zainfekowana sugestywnymi obrazkami spektakularnego zdobywania umocnień niemieckich – szalejącymi wszędzie pociskami, ciałami rozrywanymi przez odłamki, hektolitrami krwi wsiąkającej...
Tomasz Łysiak
Rzecznik Praw Obywatelskich marnuje się. Ile on by jeszcze mógł dobrych rzeczy zdziałać, w ilu wypadkach interweniować adekwatnie do sytuacji. A już pokazał, że potrafi w tylu sprawach ważnych zabrać głos – na przykład ująć się za dziennikarką, która odchodzi z Superstacji. Faktycznie, makabra. Jak dodać do tego, gdzie potem zaczęła pracę, to już horror – w „Gazecie Wyborczej”. A to nie wszystko. Weźmy jego ostatnie oświadczenie dotyczące człowieka zatrzymanego pod zarzutem zabójstwa dziesięcioletniej dziewczynki, który zaplanował i wykonał z zimną krwią mord o wyjątkowej skali okrucieństwa. Rzecznika poruszyło między innymi użycie kajdanek zespolonych (zamiast zwykłych), skuwanie zatrzymanego na ziemi i prowadzenie go do radiowozu w gaciach i w koszulce. I to jest coraz wyższy poziom...
Tomasz Łysiak
…para bellum – mówi starożytne przysłowie, przypominając o tym, że kto chce żyć w pokoju, musi szykować się do wojny. Zakup nowoczesnych amerykańskich myśliwców F-35 jest najlepszym przełożeniem teorii na praktykę. Oczywiście gdy tylko zaanonsowano nowinę w trakcie waszyngtońskiego spotkania Duda–Trump, w Polsce rozpętała się kampania propagandowa przeciwko temu zakupowi. Zaczęły się mnożyć wypowiedzi polityków opozycji i wspierających ich dziennikarzy – a we wszystkich podnoszono kwestię wielkich kosztów. Pal sześć, że Amerykanie obniżyli nam cenę zakupu – ważne, by uderzyć w PiS, a reszta się nie liczy. Tymczasem nareszcie mamy do czynienia z zakupem, w którym każdy wydany dolar jest tego wart. Kupujemy przecież najnowocześniejszy sprzęt, najwyższej klasy. Państwo, jako instytucja,...
Tomasz Łysiak
W 1937 roku w Paryżu miała miejsce wystawa światowa pod tytułem „Sztuka i technika w nowoczesnym życiu”. Brała w niej udział także Polska, chwaląc się między innymi znakomitym parowozem Pm 36-1 zwanym „Piękną Heleną”. Dwa budynki przytłaczały przestrzeń wystawową nad Sekwaną – były to wielkie pawilony gigantów totalitarnych: nazistowskich Niemiec i Związku Sowieckiego. Dwa lata później oba państwa dokonały ataku na Polskę, rozpoczynając II wojnę światową. Dzisiaj tę przeszłość próbuje się wymazać z pamięci świata. Oba budynki zwracały uwagę wielkością i stylistyką dopasowaną do potrzeb państw totalitarnych. Na niemieckiej strzelistej wieży pysznił się hitlerowski orzeł, na sowieckiej stała rzeźba „Robotnik i kołchoźnica”. Dwudziestopięciometrowa figura ze stali nierdzewnej, która...
Tomasz Łysiak
Z tego co wiem, gaszenie pożaru polega czasem na tym, by pozwolić się spalić temu, co i tak już płonie, a zabezpieczyć to wszystko, co po bokach, by płomienie nie miały gdzie przeskoczyć. I dlatego strażacy leją wodą nie na dach ogarnięty pożogą, ale na przykład na dachy pobliskich budynków. Tak się właśnie zastanawiam, czy podobnej strategii nie mogłoby stosować Prawo i Sprawiedliwość. Chodzi o to, że opozycja przejawia wszelkie cechy pożaru, który wybuchł na jakimś obszarze i w jego wnętrzu tak już mocno hajcuje, że nie ma co lać na niego wody w celu ugaszenia. Ugaszenia złości i nienawiści w stosunku do rządzących, rozkręconej do jakiejś niewyobrażalnej potęgi. To naprawdę jest rozżarzone do czerwoności, a wielu ludzi dało się wpuścić w taki kanał, iż wydaje im się, że żyją w...
Tomasz Łysiak
„Partyzanci”. Albo „Moczarowcy” – wychodząc od nazwiska, pseudonimu lidera partyjnego ugrupowania. Warto przypomnieć postać słynnego „Mietka” oraz bliskich mu ideowo i politycznie osób – szczególnie wtedy, gdy po raz kolejny w polskich starciach politycznych sięga się po narzędzia propagandowo-ideowe, by walczyć o zdobycie wpływów bądź odzyskanie władzy. I to zarówno w obozie tzw. totalnej opozycji, jak i konfederackiej „prawicy”. Paradoks. To chyba dobre słowo. A może – oksymoron? Też blisko. Nieważne zresztą, jakich konkretnych terminów użyjemy dla opisania zjawisk biograficzno-politycznych, które były udziałem Mieczysława Moczara i jego grupy „partyzantów” – uwagę przykuwa to, że wartości i idee wznoszone na sztandary bywają tak ze sobą niewspółgrające, że postronnemu obserwatorowi...
Tomasz Łysiak
Słynne słowa Joanny Szczepkowskiej: „Proszę państwa, 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm” – odzwierciedlały uczucia większości z nas. I choć opozycja w wyborach mogła dostać jedynie reglamentowaną liczbę miejsc w sejmie, wyniki były przytłaczające. Polacy wyraźnie pokazali, że chcą, aby wreszcie upadł komunizm – najbardziej chyba zbrodniczy system w dziejach. Państwo sowieckie rozpadało się zgodnie z odwiecznymi prawami historii, która mówi, że nie ma nieprzemijających imperiów. Spełniał się sen śniony przez Żołnierzy Niezłomnych, z bronią przeciwstawiających się czerwonej zarazie. Spełniał się ich sen, i to w sposób bezkrwawy – to na pewno należy uznać za wielki, bezsprzeczny sukces Solidarności. Jednak szybko ta euforia, którą odczuwaliśmy w 1989 roku, zaczęła nabierać...
Tomasz Łysiak
Mija równo lat 75 od lądowania aliantów w Normandii i rozpoczęcia operacji Overlord. Większości z nas wyobraźnia podsuwa od razu obrazy, które pamiętamy ze znakomitego filmu „Szeregowiec Ryan” – lądowanie na plażach Normandii to była prawdziwa jatka, gdyż Niemcy ze swych umocnionych pozycji na brzegu strzelali do Amerykanów jak na strzelnicy. D-Day to był dzień pełen ofiar i najbardziej okrutnego wymiaru wojny w takim bezpośrednim rozumieniu. Tym lepiej, że „Szeregowiec Ryan” w zapierającej dech w piersiach produkcji dał nam możliwość „zobaczenia” tego, co się działo: żołnierzy ginących jeszcze w wodzie, rąk i nóg odcinanych odłamkami pocisków i krwi roszącej piach niczym rzęsisty deszcz. Te dni to jednak także dla nas, Polaków, czas wyjątkowego skupienia na ofiarach wojny – nasza myśl...
Tomasz Łysiak
Prowadzi do niej niewielka aleja. Po obu stronach rosną drzewa piniowe, a ich zapach unosi się nad drogą na niewielki plac, na którym stoi kolumna z wilczycą kapitolińską. Za nią wznosi się bielejąca w słońcu dzwonnica. I dopiero gdy wejdzie się na ten plac, widać samą bazylikę. W jej chłodnym wnętrzu przyjezdny staje jak oniemiały: na całej przestrzeni podłogi rozciągają się zapierające dech w piersiach wczesnochrześcijańskie mozaiki – największy i najstarszy taki zabytek w Europie. Akwileja. Miasto orłów. Teraz, gdy wypowiada się tę nazwę, nie budzi ona większych emocji ani nie przywołuje takich skojarzeń z czasami starożytnymi jak na przykład Pompeje czy Herkulanum. A tymczasem samo miasto, założone w 181 roku przed narodzeniem Chrystusa jako rzymska kolonia, za czasów Augusta...
Tomasz Łysiak
Właśnie się dowiedziałem, że w wielu europejskich miastach, a nawet stolicach (jak w Londynie), najpopularniejszym imieniem nadawanym po urodzeniu chłopcom jest Mahomet (Muhamed). Owszem, na przykład nad Tamizą bywają popularne inne imiona, takie jak Olivier czy Olivia, ale Mahomet wygrywa. Na szczęście nad Wisłą jeszcze nie. Nie widać też zbyt wielu minaretów, które coraz częściej wznoszą się nad dachami domów w metropoliach europejskich. Ostrzeżenia Oriany Fallaci, która opisała we „Wściekłości i dumie” czy w „Sile rozumu”, nie są ciągle traktowane poważnie przez większość euroelit. Jeszcze trochę, a modlitwy i śpiewy muezzinów będą się kojarzyć z codziennością, staną się nieodłącznym elementem dźwiękowym charakterystycznym dla Europy. Niestety, być może już nasze dzieci tego...
Tomasz Łysiak
We Włoszech coraz głośniej jest o sprawie masowych gwałtów i morderstw, których dokonywali marokańscy żołnierze francuskiego Korpusu Ekspedycyjnego – od lądowania na Sycylii w 1943 roku aż po ostatnie miesiące wojny. Doszło do co najmniej 60 tys. gwałtów na Włoszkach. Poraża ujawniana skala i okrucieństwo oraz fakt ukrywania tej zbrodni przez dowództwo francuskie. Czy współczesna Francja nie powinna zmierzyć się z ponurą przeszłością? Gdy nasi żołnierze zdobywali Monte Cassino, płacąc własną krwią za wolność świata i za wolność Ojczyzny, w innych miejscach frontu włoskiego rozgrywały się straszliwe dramaty, które były tak niewygodne dla politycznie poprawnej historii, że na długo zostały zagrzebane piachem niepamięci i nigdy nie znalazły się w podręcznikach do historii. Tak jak dla nas...
Tomasz Łysiak
W naszej centralnej siedzibie eurolewokodu pełna gotowość przed wyborami. Naszego głosu potrzeba, by dalej rozwijać ideę Zjednoczonych Socjalistycznych Republik Europejskich i wszelkich wartości, które są dla nas drogowskazem, od lat prowadzącym ku pożądanym zmianom. Powiedzmy: „Koniec!” tym dawnym, obskuranckim, średniowiecznym fundamentom, na jakich wyrastała Zjednoczona Europa. Czy już nie najwyższy czas pożegnać te złote gwiazdki maryjne, które widnieją na symbolicznej „fladze” UE? Może wprowadzić czerwone? Niejeden z obecnych komisarzy byłyby zadowolony. O, nawet słowo „komisarz” – jak ładnie się komponuje i brzmi. W Związku Radzieckim też od wszystkiego byli komisarze. I nam się w naszym eurolewokodzie europejskim to zgrywa, i podoba. Co proponujemy? Program jest prosty… Po...
Tomasz Łysiak
Patrzę na jego zdjęcie – idzie w mundurze 2. korpusu rzymską ulicą. Rok 1945. To już po Monte Cassino, po uprzednim piekle w sowieckim łagrze, po całym szlaku z żołnierzami Andersa. Obok cytat z „Zapisków z martwego domu” Dostojewskiego, ze słowami o „innym świecie”. Mam Herlinga-Grudzińskiego na poczesnym miejscu w swojej duchowej bibliotece arcydzieł, zbiorze książek, które odcisnęły tak silne piętno na duszy, że mogę je na nowo „odczytywać”, przypominać sobie klimat czy sceny, nawet bez sięgania po realne woluminy. Świat Herlinga-Grudzińskiego: droga od przedwojennej Polski, przez doświadczenie „łask komunizmu”, potem wieloletnią emigrację na włoskiej ziemi, obserwowanie losów ojczyzny zniewolonej przez ZSRS, aż po rozczarowanie efektami przełomu roku 1989 – to wszystko przychodzi...
Tomasz Łysiak
Czy tak łatwo zapomnieć? Czy tak łatwo wyrzucić z serca i pamięci – czym dla nas, Polaków, jest obraz Pani Jasnogórskiej? Potraktować go jako część jakiejś spsiałej pop-kultury i obrócić w udający artystyczną manifestację żart polityczny, kolejny instrument walki na słowa i symbole? Co się dzieje z tą częścią Polaków, że nie działają u nich instrumenty, które winno się wyssać z mlekiem matki, mieć zapisane w sumieniu, w jakiejś – jeśli nie świadomości tego, co polskie i dlatego święte – to chociaż w podświadomości? Czemu mnie zabolały te prowokacje z tęczową aureolą okalającą Matkę Boską Częstochowską? Z dwóch powodów. Pierwszy jest dość oczywisty i podnoszony, przede wszystkim przez oburzonych konserwatystów, ze względu na ewidentną profanację obrazu, który jest otaczany przez...
Tomasz Łysiak
Jakaś firma wypuściła za granicą na rynek kolekcję damskich ubrań przyozdobioną zdjęciami z Auschwitz – sukienki, bluzki, koszulki, a na nich czarno-białe fotografie budynków, murów, kominów, torów. Coś, co nie mieści się w głowie! Jakoś nie było strasznego wrzasku, nie zbiegli się ze wszech stron iluminaci eurokołchozu, by wyrażać wielkie oburzenie. Zrobiło to, i bardzo słusznie, Muzeum Auschwitz, zwracając uwagę firmie na to szokujące przekroczenie wszelkich granic. Reklamę produktów usunięto ze strony, a firma wydała nawet oświadczenie z przeprosinami. Tak czy siak, to kolejny przypadek tego, jak działa w praktyce relatywizowanie wartości i nauka tego, że nigdzie nie ma granic. Obrazić katolików, publikując wizerunki Matki Boskiej z tęczową aureolą lub bananem? Bardzo proszę, hulaj...
Tomasz Łysiak
Jak dobrze czasem złapać dystans i z większej odległości obserwować sprawy polskie, które – gdy nagle się pojawią na ekranie przeglądanego Internetu – robią wrażenie opowieści zrodzonych w głowie jakiegoś pisarza, który ma olbrzymie poczucie humoru. Otóż w trakcie majówkowego pobytu w ukochanym Trieście oderwałem się nagle od lektury włoskiej prasy (pełnej miejscowych absurdów), by wejść na chwilę do „polskiej Sieci”. Ze zdumieniem odkryłem, że wielu moich rodaków ma, ni stąd ni zowąd, doczepione banany do twarzy i w ten sposób prezentuje się światu. Dość szybko wywnioskowałem, że chodzi o jakiś protest, gdyż ostatnio gdy tylko jest okazja przywalenia PiS-owi protestem, to jakaś część tychże moich rodaków czyni to, zakładając w mediach społecznościowych na swoje profilowe zdjęcia...
Tomasz Łysiak
„Konstytucja 3 Maja 1791 roku” – ten obraz Jana Matejki przychodzi każdemu Polakowi na myśl, gdy mowa o uchwaleniu ustawy rządowej. Malowany pod koniec życia, przedostatni wielkoformatowy obraz mistrza ma zaklętą w sobie, niezwykłą symbolikę. Pośród wielu tropów, postaci, znaczeń odkrywam i dla siebie ukrytą opowieść – o dwóch panach Poniatowskich, którzy zostali umiejscowieni na owym obrazie, na opozycyjnych względem siebie miejscach. Matejko malował „Konstytucję” na setną rocznicę ustawy. Był już wówczas słaby i schorowany. Gdy w kwietniu 1892 roku przyjechał do Lwowa, gdzie odbywały się obrady Sejmu Galicyjskiego, zadeklarował wobec marszałka sejmu, „iż pragnie ostatnią swą pracę, obraz »Konstytucji 3 Maja«, na własność oddać narodowi, Warszawie ją ofiarować, dodając, aby ten obraz...
Tomasz Łysiak
Piątego maja mamy piękną rocznicę – dwieście lat mija od urodzin Stanisława Moniuszki. Świat polskiej opery, z Teatrem Wielkim na czele, świętuje to wydarzenie od wielu miesięcy. Trzeba pamiętać, że Moniuszko, który muzycznie sięgał poziomem najwybitniejszych, i naprawdę bez kompleksów możemy go porównywać z Rossinimi czy Verdim – był dla nas, Polaków, kimś więcej niż wielkim muzykiem, twórcą oper, pieśni, kantat czy operetek. Stał się – jak Mickiewicz, Słowacki, czy Krasiński – artystą, duchowym przewodnikiem narodu. Premiery „Halki” czy „Strasznego Dworu” stawały się dla ludzi wydarzeniami ze sfery manifestu uczuć patriotycznych. Kiedy „Straszny Dwór” pokazano po raz pierwszy w 1865 roku, carska cenzura szybko podjęła interwencję – tytuł zdjęto z afisza po trzech przedstawieniach....

Pages