Tomasz Łysiak

Tomasz Łysiak
Warto sięgnąć po „Dzieje Polski” prof. Andrzeja Nowaka. Szczególnie wtedy, gdy z jakichś względów wydaje się, iż współczesność dla nas bywa trudna – czy z racji wewnętrznych sporów, czy z powodów uciążliwej polityki zewnętrznej. Warto sięgnąć po te „Dzieje”, by ze skarbnicy losów Rzeczypospolitej czerpać wszystko, co jest nam w danej chwili potrzebne: dumę i pokorę, jasną radość i chmurną troskę, a także – przede wszystkim – mądrość i refleksję nad ojczystą historią. Czwarty już tom dziejów dał nam krakowski historyk prof. Andrzej Nowak. Tym razem opowieść dotyczy „Trudnego złotego wieku” i prowadzi przez epokę jagiellońską – od Kazimierza Jagiellończyka, przez jego synów, aż do Zygmunta Augusta, który zasypia snem wiecznym, zostawiając Polsce dzieło Unii z Litwą. Stulecie to obejmuje...
Tomasz Łysiak
Szał ataków na konserwatystów w Europie przyrównać można właściwie do jakiejś furii. Tytułem lekkiego pocieszenia dla nas, którzy zarówno na własnym podwórku, jak i w Brukseli, musimy cały czas zmagać się z falą oszalałej nienawiści, niech będzie fakt, że „odjazdy” dzieją się wszędzie. We Włoszech również, i to pomimo tego, że Salvini został odsunięty od władzy już pół roku temu. Nadal jest „wrogiem numer jeden” elit na Półwyspie Apenińskim. Ataki na niego wzmogły się jeszcze bardziej przed mającymi się odbyć 26 stycznia w regionie Emilia Romagna wyborami regionalnymi. Oto szykuje się proces, w którym były minister spraw wewnętrznych ma być oskarżony o przetrzymywanie imigrantów na pokładzie statku (czyli tak naprawdę niewpuszczenie ich do włoskiego portu). Jednocześnie jednak, gdy...
Tomasz Łysiak
Targowica. Synonim zdrady. Symbol zdrady. Usprawiedliwiana przez „realistów” i „ugodowców”. A przecież – poza wszystkim – casus targowiczan pokazuje, jak zgubne w skutkach może być tworzenie alternatywnego ośrodka politycznego uzurpującego sobie władzę i szukającego wsparcia u innych mocarstw. To przestroga dla współczesnych. Dla tych, którzy – jak marszałek Senatu – zaczynają toczyć własną grę, a to spotykając się z ambasadorem rosyjskim tuż po kłamliwych atakach Putina na Polskę, a to na własną rękę zapraszając do Warszawy przedstawicieli tzw. Komisji Weneckiej. Tylko po to, by pod pozorem walki o wolność i demokrację uderzyć w przeciwnika, jakim jest polski rząd. Wolność – to słowo nie schodziło z ust tym, którzy przy pomocy moskiewskich bagnetów parli do zniszczenia dzieła...
Tomasz Łysiak
Jak „uczcić” urodziny Marszałka Józefa Piłsudskiego?  Może... nazywając go publicznie „bandytą”? Nie mieści się w głowie? A jednak – to możliwe. Tak się stało 5 grudnia ubiegłego roku. Mój tweet o urodzinach „Dziadka” został skomentowany przez Rafała Ziemkiewicza słowami: „Gdzie jest generał Zagórski, bandyto?”. Sprawa domniemanego morderstwa generała Zagórskiego jest przywoływana często przez środowiska nienawidzące Piłsudskiego, czyli najczęściej przez endecję – to już właściwie taka ich „świecka tradycja”.  Trzeba przypomnieć, że hipotez dotyczących tego, co się stało z Zagórskim, jest chyba kilkanaście, ukazało się na ten temat wiele książek, a żadna ze stawianych tez nie może być uznana za pewną. Wiadomo, że generał był zajadłym wrogiem Piłsudskiego jeszcze z czasów...
Tomasz Łysiak
Właśnie w takich chwilach jak ta, po aroganckiej, kłamliwej wypowiedzi Putina na temat Polski i ambasadora Lipskiego, można zobaczyć, jak funkcjonują najważniejsze instytucje w naszym państwie i zadać pytanie: „Czy zdają egzamin?” Czy też, jak to miało miejsce w roku 2010, w czasie tragedii smoleńskiej, kapitulują już na wstępie? Odpowiedzi można szukać, przyglądając się reakcji premiera Morawieckiego czy stanowczo protestujących polskich dyplomatów, a wreszcie ministerstw oraz takich instytucji państwowych jak Instytut Pileckiego. Premier Mateusz Morawiecki znakomicie zareagował na słowa Putina, który z notatki dyplomatycznej z września 1938 roku wyciągnął zdanie ambasadora Józefa Lipskiego o „budowaniu pomnika Hitlerowi w Warszawie” i poddał je manipulacji, stwarzając wrażenie,...
Tomasz Łysiak
Zaczynam mieć dosyć. Próbuję uciekać, zmieniać kanały i telewizje. Z nadzieją, że w końcu natrafię na świat normalny, konserwatywny, pozbawiony tych wszystkich zmian kulturowo-cywilizacyjnych, które są wokół nas. Ale jest ciężko. Włączam mecz Juventusu (kibicuję drużynie z Turynu), który gra o superpuchar Włoch. Przeciwnikiem „Starej Damy” jest Lazio z Rzymu. Ale widowisko nie jest rozgrywane na jakimś stadionie w Italii, lecz w Rijadzie. Dlaczego wewnętrzne trofeum włoskie zdobywa się, grając poza granicami kraju? Otóż są trzy ważne powody, dla których piłkarze grali w Arabii Saudyjskiej: petrodolary, petrodolary oraz petrodolary. To jeszcze nic. Zdębiałem zupełnie, gdy zobaczyłem koszulki, w których Ronaldo, Higuain i Dybala wybiegli na boisko. Nazwiska graczy były na nich wypisane w...
Tomasz Łysiak
Tradycja świętowania lat jubileuszowych rozpoczęła się za sprawą papieża Bonifacego VIII w roku 1300. Wiążą się z nią historie rzymskich bazylik, słynnych Świętych Drzwi i kolejnych okrągłych rocznic, będących dla wiernych okazją do wzmożonych modlitw czy uzyskania odpustów. Przed nami rok szczególny – 2020 od narodzenia Chrystusa. Dla nas, Polaków, będzie to w jakiejś mierze Rok Jubileuszowy. Minie sto lat od czasu, gdyśmy ocalili Polskę i Europę przed nawałą bolszewicką. Papież Bonifacy VIII nie ma dobrej opinii u historyków, mimo że wiadomo, iż jego zła legenda została w dużej mierze ukształtowana przez politycznych przeciwników i wrogów – króla francuskiego Filipa IV Pięknego czy omnipotentny włoski ród Colonna. Choć jego poprzednik na tronie piotrowym, Celestyn V, zmarł od...
Tomasz Łysiak
W trakcie uroczystości pogrzebowych Jana Pawła II wiatr przewracał stronice Ewangelii położonej na trumnie, aż w końcu księga się zamknęła. Jakby skończyła się historia. Kadr, w którym widać te przewracane wichrem stronice Ewangelii, znalazł się pośród kilku innych nielicznych archiwaliów w filmie udostępnionym na platformie Netflix – „Dwóch papieży”. Wbrew tytułowi Fernando Meirelles skonstruował film, w którym nie mamy zrównoważonej opowieści o „dwóch papieżach”, lecz raczej o jednym. Głównym bohaterem został bowiem Bergoglio, a nie Ratzinger, bo z perspektywy Argentyńczyka opowiadana jest cała historia. Benedykta XVI pokazano jako ucieleśnienie konserwatywnego, „złego” Kościoła, pełnego bogactwa, pychy, zaściankowych, nieprzystających do naszych czasów poglądów i w dodatku...
Tomasz Łysiak
Kilkadziesiąt lat temu włoska telewizja RAI poprosiła słynnego reżysera Franco Zefirellego, aby opowiedział o freskach Giotta w Asyżu. Filmowiec miał wtedy jedyną okazję przyjrzeć im się bliżej, gdyż narrację prowadził z wysokich rusztowań, zaglądając bohaterom malunków w oczy. A w nich widział Zefirelli geniusz Giotta – w umiejętności doskonałego oddania napięcia, emocji i myśli postaci uczestniczących w różnych scenach. Jedna z nich ukazuje właśnie „szopkę”, „jasełka” – czyli przedstawienie zaaranżowane w celu odegrania historii narodzenia Pana Jezusa w miejscowości Greccio. To tam św. Franciszek zorganizował w roku 1223 ukazaną na fresku szopkę (po włosku „presepe”, „presepio”). Pamiątka Dziecięcia W żywocie świętego, pióra braciszka Tomasza z Celano, odnajdujemy opis tego, co...
Tomasz Łysiak
„Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja” – to jeden z moich ulubionych cytatów z Ewangelii, pojawiający się w trakcie liturgii mszy św. W zapisie łacińskim (mszy w rycie trydenckim) brzmi nawet ciekawej, bo są tam słowa: „Domine non sum dignus ut intres sub tectum meum sed tantum dic verbo et sanabitur anima mea” (Mt 8,8) – setnik z Kafarnaum zaprasza Chrystusa „pod swój dach”. W samym tekście Nowego Testamentu znajdujemy też zdanie, w którym ów setnik nie tyle prosi o łaskę dla siebie, ile dla swego sługi, i to o jego zdrowie zabiega u Jezusa. Święta Bożego Narodzenia są dla mnie takim zaproszeniem Chrystusa pod mój dach, do mojego domu. Zapraszam Go, bo jest On, sam przez się, przez swoje narodzenie – Dobrą Nowiną,...
Tomasz Łysiak
We Włoszech rozgorzała po raz kolejny dyskusja na temat obrony koniecznej. Pod Bolonią, w niewielkiej mieścinie Bazzano, pan Stefano Natalini, od wielu lat opiekujący się pewną willą, został w nocy obudzony jakimiś dziwnymi odgłosami. Okazało się, że przez ogrodzenie wdzierają się złodzieje.  Jak pisze włoska prasa, cała ta okolica to zapomniana przez świat, zapadła dziura z różnymi uprawami, niewielkimi posiadłościami i obozowiskami, gdzie po nocach grasują złodziejskie bandy. Pan Natalini był przerażony. Wiedział, że wokół żywej duszy, a w wielkim domu był tylko on i jego żona. Widząc wchodzących do środka ludzi, zaczął strzelać. Część strzałów oddał w ciemność, część w stronę tych, którzy naszli jego domostwo. Następnego dnia rano, kilkadziesiąt metrów od posiadłości,...
Tomasz Łysiak
Przedstawienie w reżyserii Roberta Carsena na deskach Teatro dell’Opera di Roma to kolejny przykład, jak luminarze światowej kultury usiłują dokonać manipulacji naszej zbiorowej świadomości przez wplatanie w dzieła artystyczne wątków przynależnych do sfery publicystyki czy sporów politycznych i światopoglądowych. Na scenie stalowe płoty z drucianej siatki. Wysokie na tyle, żeby nikt nie przeskoczył. Może jak na „homofobicznych Węgrzech”? Może jak w „strasznych Stanach Zjednoczonych” gdzie „potwór Trump” odgradza Amerykanów od Meksyku? Przed płotami wystraszeni ludzie. Imigranci. Patrzą na widza. Z kanału orkiestrowego bucha strumień dźwięków. Uwertura. Mozart. Gdy premiera dobiega końca, zrywa się huragan braw kulturalnej elity, dla której jasne jest, że sztuka powinna być wpleciona w...
Tomasz Łysiak
Przyszedł na świat 5 grudnia 1839 roku w New Rumley w Ohio. Nazywał się George Armstrong Custer. Był mu pisany los pełen chwały i przekleństwa. Jego najsłynniejszy przeciwnik urodził się praktycznie równo dziesięć lat później, najprawdopodobniej 4 grudnia 1849 roku, w obozie plemienia Oglala (jednej z odnóg Lakotów). Indianinowi nadano imię Tȟašúŋke Witkó, czyli „Szalony Koń”. Losy obydwu miały się skrzyżować 25 czerwca 1876 roku w jednej najsłynniejszych bitew świata – starciu nad Little Big Horn. Legendarny „Szalony Koń” tym mocniej przemawia do serc i wyobraźni Polaków, że to właśnie nasz rodak, Korczak Ziółkowski, wyrzeźbił w skale góry Thunderhead w Black Hills (Dakota Południowa), słynny wizerunek wodza. Już po wykonaniu dzieła odnaleziono fotografię „Szalonego Konia” i okazało...
Tomasz Łysiak
Dawne komunistyczne upiory, które zdawało się, iż już się nie obudzą, otrzepały sępie skrzydła i wstały z popiołów jak feniksy. Tylko nam się jakoś zdawało, że dawno temu, zawstydzone swym udziałem w komunistycznym reżimie, przepoczwarzyły się w jakiś nowy lewicowy twór, by walczyć o sprawy „nowoczesnej lewicy” i że istnieje jakiś generalny konsensus co do tego, że za komuny generalnie funkcjonowało „zło” (nawet jeśli w wersji lewicowców, to było zło w formie „wypaczeń”). Uparta jednak praca „Gazety Wyborczej”, Wałęsy, wspieranie „lewej nogi”, uznawanie morderców za „ludzi honoru”, a wreszcie chowanie z państwowo-wojskowym ceremoniałem takich ludzi, jak Jaruzelski – zrobiło swoje. Teraz już otwarcie mówi się nie tylko o tym, jakoby to w PRL był naprawdę sympatyczny ustrój, ale w...
Tomasz Łysiak
W Palazzo Madama, czyli siedzibie włoskiego senatu, można natknąć się na ciekawe malowidło. Zostało wykonane w roku 1880 przez Cesare Maccariego, a przedstawia scenę, jaka rozegrała się w starożytności, a dokładniej – 8 listopada roku 63 przed Chrystusem. Oto w obecności rzymskich senatorów Cyceron oskarża siedzącego na osobności, ponurego i zamkniętego w sobie Katylinę o próbę zamachu stanu. Do dzisiaj sprzysiężenie Katyliny oraz cycerońskie mowy zwane „katylinarkami” stanowią punkt odniesienia dla rozważań o władzy, retoryce, buntach, sprawiedliwych lub niesprawiedliwych procesach.   Jako że w Polsce szykuje się zapewne czteroletni czas senackich bojów propagandowo-prawnych (trudno się spodziewać, by było inaczej), tym chętniej może zostawmy na chwilę bieżące nadwiślańskie...
Tomasz Łysiak
Za nami jedno z najbardziej wzniosłych wydarzeń tego roku. Uroczysty pogrzeb bohaterów powstania styczniowego na Litwie – Zygmunta Sierakowskiego i Wincentego Konstantego Kalinowskiego oraz innych powstańców, których szczątki odnaleziono na Górze Giedymina. Msza Święta, Trumny, Piękne Słowa... Nasz Pan Prezydent, który jest Tu Gdzie Trzeba i Kiedy Trzeba. Jak bardzo żałowałem, że nie udało mi się tam być. Akurat Zygmunt Sierakowski jest mi postacią szczególnie bliską – pisałem o nim kilkakrotnie na łamach „Gazety Polskiej”. Zastanawiam się, skąd się bierze mój tak emocjonalny stosunek do niego. Pewnie powodów jest kilka. Pierwszym może być nawet nazwa uliczki, przy której mieszkamy, a która wiąże się z Wilnem i wileńskimi Łukiszkami oraz placem, na którym stoi ponure więzienie i który...
Tomasz Łysiak
Plutarch w swoich „Żywotach równoległych” opisywał znakomite postacie z historii starożytności, zestawiając je w pary. Oto w jednej parze mógł być Aleksander Wielki i Gajusz Juliusz Cezar albo Perykles i Fabiusz Maksymus. Sensem tej biografistyki było nakłonienie czytelnika do refleksji nad samym sobą. Podobnie bywa w trakcie uroczystych pogrzebów, gdy chowamy bohaterów narodowych, chyląc przed nimi głowy, i jednocześnie sięgamy po pozostawione przez nich dziedzictwo duchowe. Tak było, gdy w roku 2016 szliśmy w kondukcie żałobnym za trumnami „Inki” i „Zagończyka”. Tak będzie i teraz – 22 listopada 2019 roku – gdy w Wilnie pochowamy dwóch wielkich bohaterów powstania styczniowego: Zygmunta Sierakowskiego i Wincentego Konstantego Kalinowskiego.   Obaj powstańcy to ślad wielkiej...
Tomasz Łysiak
W starożytnej Grecji ludzi nieinteresujących się życiem publicznym uważano za niewartościowych i nadawano im miano „idiotes”. Po drugiej stronie byli ci, którym kwestie dotyczące zbiorowości i życia polityczno-publicznego leżały na sercu. Dla nich zarezerwowano termin „polites”. Z czasem oba terminy zafunkcjonowały w innych językach, zmieniając też znaczenie i sens. Ale jak idiota był kiedyś, tak znaleźć go można i dzisiaj. Co gorsza, „idiotes” dość szybko potrafią zostać „polites”, a niektórzy dostają się nawet do ław sejmowych. Jedni mają wysoki iloraz inteligencji, inni bardzo niski (ba, być może nawet iloczyn inteligencji, gdyż mnożąc zero i tak wychodzi zawsze zero), ale to nie przeszkadza, by spod garnituru czy sukienki wyzierał starogrecki, no niestety, idiotes. Lub też, co...
Tomasz Łysiak
Czasem pogrzeb Polaka jest wydarzeniem ogniskującym na sobie spojrzenia narodu, staje się czymś więcej niźli tylko podniosłą uroczystością – wkracza w sferę transcendentną, w której uczestnicy czują wagę dziejowej chwili. Serca drżą, a intelekt ustępuje miejsca intuicji podpowiadającej, że oto jawi się moment niezwykły, sięgający tego, co ponad czasem i przestrzenią. Tak było, gdy statkiem płynęły do kraju prochy Juliusza Słowackiego – ludzie stali na nabrzeżu portowym i patrzyli na wyłaniający się jak z dalekich krańców letejskiego jeziora, okręt z doczesnymi szczątkami wieszcza. Tak było, gdy kondukt żałobny szedł za złożoną na lawecie trumną Marszałka Piłsudskiego, a cała Polska płakała pogrążona w rozpaczy. I tak było wtedy, gdyśmy na Cmentarzu Powązkowskim żegnali tego, który w...
Tomasz Łysiak
Jakiś czas temu wściekaliśmy się na zmiany nazw ulic w Warszawie, gdy usuwano z nich bohaterów i wracano do dawnych, jeszcze komunistycznych nazw. Symbolem najbardziej dobitnym była zamiana ulicy Lecha Kaczyńskiego na stare miano – aleja Armii Ludowej. Niestety, psu na budę się zdały tłumaczenia i naciski, aby tego nie czynić. Dla coraz większej grupy ludzi nic nie znaczą takie terminy czy nazwy jak „Armia Ludowa”, a wielu ma wdrukowany przez komunę fałszywy obraz szlachetnej formacji wojskowej, walczącej „ramię w ramię” z Armią Krajową „z faszystowskim okupantem”. Teraz opinią publiczną wstrząsnęły kolejne zmiany ulic. Te najgłośniejsze to usunięcie przez radnych Białegostoku ulicy majora Szendzielarza „Łupaszki”, niezłomnego bohatera walki o Wolną Polskę, oraz zmiana nazwy ulicy gen...
Tomasz Łysiak
Komendant Józef Piłsudski w słynnym rozkazie wydanym w Oleandrach w sierpniu 1914 roku mówił do mających wyruszyć do walki o Polskę strzelców, że będą kadrami przyszłego polskiego wojska. To młode pokolenie miało się stać nie tylko fundamentem Legionów, ale także swego rodzaju „kadrą zmartwychwstającej ojczyzny”. Przyszło temu pokoleniu brać udział w obronie Polski i cywilizacji zachodniej, chrześcijańskiej przed nawałą bolszewicką w roku 1920. Jak zrozumieć dziedzictwo pozostawione nam przez antenatów bijących się o niepodległość sto lat temu? Ta refleksja jest nam potrzebna także teraz, gdy mamy już Polskę wolną. Ta wolność i jej kształt to nie tylko dar, ale i ogromne zobowiązanie. Zapraszamy do lektury specjalnego dodatku z okazji Święta Niepodległości. Cieszmy się! Jesteśmy...
Tomasz Łysiak
Rzeczpospolita Zakopiańska, terytorium wolnej Polski znaczone nie tylko patriotyzmem Podhalan, ale także charyzmą Stefana Żeromskiego, istniała tylko kilka tygodni: od 13 października do 18 listopada 1918 roku. Wieloletni pobyt pisarza w zimowej stolicy Polski i jego osobista tragedia, utrata syna Adama, który zgasł u progu dorosłości w chwili, gdy ojczyzna była u progu zmartwychwstania, to piękna opowieść o miłości i marzeniach. To śniony na jawie Sen o wolnej Polsce. Pierwsza myśl, jaka mi przychodzi do głowy, gdy ktoś powie: Stefan Żeromski a walka o niepodległość, to „Sen o szpadzie”. W tym tekście, pisanym w roku 1905, pojawia się obraz japońskiego żołnierza, który tuż przed śmiercią nie kłopocze się o los swych dzieci, bo wie, że zajmie się nimi cesarz – Mikado. A cóż ma za...
Tomasz Łysiak
Piękna jest litania do Wszystkich Świętych. Gdy się ją odmawia, człowiek w myślach przechodzi przez kolejne etapy życia Kościoła, a nawet dziejów powszechnych. Każdy przecież ze świętych i błogosławionych swoją drogę do świętości prowadził w określonej rzeczywistości historyczno-politycznej, a więc za jego sylwetką od razu idzie cały kontekst – opowieść nie tylko o samej postaci, ale także o czasach i ówczesnym świecie. Ot, na przykład święte Perpetua i Felicyta przenoszą badacza ich historii do Kartaginy i stanowią impuls do zgłębiania wczesnochrześcijańskich źródeł. Ja czekam na wyniesienie na ołtarze księcia Henryka II Pobożnego, który poniósł męczeńską śmierć w trakcie bitwy pod Legnicą w roku 1241. Gdy się przygląda jego pięknej postaci, trzeba także objąć spojrzeniem całą rodzinę...
Tomasz Łysiak
Usunięcie książki Piotra Zychowicza „Wołyń zdradzony” z konkursu na Książkę Historyczną Roku było jak granat wrzucony w środowisko historyków i publicystów. Doszło do ostrych konfliktów, i to nie tylko pośród różnych dyskutantów w mediach społecznościowych, ale także między członkami jury. Książka została wycofana właściwie w ostatniej chwili decyzją fundatorów konkursu. A ponieważ prowadziła w konkursie czytelników, jeszcze mocniej pogłębiło to konfuzję ludzi śledzących rozwój wydarzeń. Notabene to prowadzenie było zresztą łatwe do przewidzenia już od samego początku, gdyż Piotr Zychowicz ma spore grono nie tyle czytelników, ile „wyznawców” i wielbicieli, a tzw. konkurs czytelników to nic innego jak swego rodzaju internetowy plebiscyt, w którym wygrywa ten, kto potrafi sprawniej...
Tomasz Łysiak
Mija właśnie kolejna, smutna rocznica, która w natłoku innych wydarzeń może przejść niezauważona, bo wydaje się być mniejszej rangi. Tymczasem wszystko, co się z nią wiąże, wpisane jest w los polskich Kresów i Polaków mieszkających we wschodnich województwach polskich przed wybuchem II wojny światowej. Oto 80 lat temu Sowieci, za pomocą „wyborów”, dokonali operacji „przyłączenia” do ZSRS ziem zagrabionych nam w wyniku agresji 17 września 1939 roku. Rozpoczęła się trwająca dwa lata okupacja. Zastanawiać może czasem fakt, iż słowo „okupacja”, gdy je powiedzieć w kontekście II wojny światowej, budzi w nas przede wszystkim skojarzenia z horrorem, jaki zgotowali nam Niemcy. Od razu na myśl przychodzą uliczne łapanki, niemieckie obozy koncentracyjne, egzekucje na ulicach, godzina policyjna,...
Tomasz Łysiak
W jednym z warszawskich klubów odbyła się impreza „Urban party – napij się z Jerzym Urbanem”. Zgromadzony tłum, gdy zobaczył byłego komunistycznego aparatczyka, rzecznika rządu z lat 1981–1989, zaczął skandować „Urban! Urban! Urban!”. Ten zaś słuchał zachwycony i zaraz sam przyznał, że zdarzyło mu się to po raz pierwszy w życiu. Owszem, nawet za czasów komuny i za Jaruzela u steru nigdzie go tak nie fetowano. W dodatku okrzyki wznosili, niestety, młodzi ludzie. I odśpiewali swemu „bohaterowi” „Sto lat!”. Przyznam szczerze, że przecierałem oczy ze zdumienia, jak to zobaczyłem. To kolejny przypadek kliniczny, objaw jakiejś strasznej choroby, która trawi Polskę od 1989 roku. Jak gangrena toczy ona naszą ojczyznę i rujnuje moralnie – dawni zbrodniarze nie zostali osądzeni i ukarani, gdyż...
Tomasz Łysiak
Twarz carycy spojrzała na mnie z okładki dodatku telewizyjnego „Gazety Wyborczej”. Miała rysy aktorki – Helen Mirren. „Katarzyna Wielka”, czteroodcinkowy serial produkcji HBO, zyskuje poklask i uwagę kulturalnego „salonu”. Tak jak niegdyś taką uwagę zyskiwała sama caryca, której schlebiały oświecone umysły Europy, luminarze ówczesnej kultury. Wolter obsypywał ją pochlebstwami, nazywając „Gwiazdą Polarną najjaśniej świecącą na niebie, przyćmiewającą blask Andromedy, Perseusza i Kasjopei”… Pierwsza scena serialu. Łodzią w stronę twierdzy Szlisselburg płynie Katarzyna w otoczeniu żołnierzy. Wiosła miarowo opuszczają się w wodę. Wzdrygnąłem się. Przed oczami stanął mi zimny, majowy dzień, gdyśmy razem z żoną i zaprzyjaźnionym księdzem, salezjaninem, płynęli w stronę tejże twierdzy-...
Tomasz Łysiak
Komitet Noblowski przyznał Nobla Polce. Tak się składa, że tuż przed wyborami. I co więcej – takiej Polce, która poza niewątpliwym talentem literackim ma też niezwykle cenny z punktu widzenia opozycji zestaw światopoglądowy. W tym zestawie mieści się też odpowiednia dawka wymierzonej we własny kraj i jego historię politycznie poprawnej treści, w której Polacy to naród szowinistów, rasistów i morderców Żydów. Do tego dochodzą inne składniki, potrzebne do uznania autorki godnej Nobla nie tylko z racji umiejętności formalnych (tych wszakże nikt Tokarczuk nie odmawia, nawet w gronie jej krytyków), lecz przede wszystkim z racji jej przynależności do lewicowej, kulturalnej „elity” europejskiej. Takim składnikiem jest choćby kwestia wspierania ideologii LGBT. Oczywiście wybór Tokarczuk został...
Tomasz Łysiak
We wrześniu obchodziliśmy 75. rocznicę operacji Market Garden i bitwy pod Arnhem. Dla generała Sosabowskiego stała się ta operacja sceną dramatu, w trakcie którego musiał się wykazywać odwagą nie tylko wobec wroga, lecz także wobec własnych dowódców podejmujących złe decyzje. Został za tę odwagę ukarany przez aliantów – zrobiono z niego kozła ofiarnego, przypisując mu sporą część winy za porażkę. Nigdy się z tym nie pogodził. Gdy mowa o generale Stanisławie Sosabowskim, o jego służbie dla Polski, a także gorzkim losie powojennym, na myśl przychodzą postaci z szekspirowskich dramatów czy tragedii greckich. Historyk Norman Davies napisał o nim: „W długiej historii niesprawiedliwości nikt nie został potraktowany bardziej niesprawiedliwie niż generał Stanisław Sosabowski, dowódca 1....
Tomasz Łysiak
Kropla drąży skałę. Zgoła niewielkie, wydawałoby się mało znaczące działania mogą w istocie rzeczy składać się na daleko idące zmiany. Tak jest z polityką historyczną. Niemcy dokonują takich zmian w świadomości współczesnego świata przez wiele drobnych, pozornie nic nieznaczących, ruchów. Ale ich efekt jest taki, że wielu ludzi zaczyna wierzyć, iż naród niemiecki nie ponosi żadnej odpowiedzialności za koszmar II wojny światowej, gdyż tę sprowokowali jacyś „naziści”. W jednym ze znanych przewodników po Włoszech znalazłem kiedyś informację o tym, że Lombardia doznawała w historii najazdów ze strony różnych ludów – „Longobardów, Hunów i nazistów”. Ostatnio w Holandii odbywały się huczne obchody 75. rocznicy operacji Market Garden, w której brali udział nasi skoczkowie z 1. Samodzielnej...
Tomasz Łysiak
Na wstępie muszę wyznać, że termin „gretyni” nie jest wynaleziony przeze mnie, lecz zapożyczony z włoskich, konserwatywnych mediów. Mianem „gretynów” prawicowi dziennikarze w Italii nazywają całą masę zwolenników Grety Thunberg, nastoletniej frontmenki politycznych wojen klimatycznych. Fani 16-letniej Szwedki są wpatrzeni w nią jak w obraz, a gdy tylko dziewczynka zrobi coś, powie albo choćby popatrzy – vide rażenie piorunującym wzrokiem prezydenta Trumpa – wpadają w euforię. Jeśli zaś ktoś ośmieli się zauważyć, że Greta nie jest protagonistką, lecz ofiarą i narzędziem w rękach „klimatystów”, natychmiast zostaje strącony w czeluść piekielną salonowej pogardy i hejtu. Tymczasem dla każdego zdrowo myślącego gościa fakt, iż nastolatkę promuje się na gwiazdę światowej propagandy związanej...
Tomasz Łysiak
Mirosław Baka gra w filmie Dariusza Gajewskiego, autentyczną postać podporucznika Stanisława Kaszubskiego pseudonim Król. Dlaczego właśnie ten wcześniej prawie nieznany oficer został wybrany na jednego z głównych bohaterów superprodukcji „Legiony”? Kilka lat temu byłem na spotkaniu z czytelnikami w Krakowie. Odbyło się ono w budynku Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” przy ulicy Marszałka Józefa Piłsudskiego, niedaleko pomnika legionowej czwórki – słynnych braci Herzogów. Po spotkaniu podszedł do mnie siwy pan i wręczył upominek – niewielką, przedwojenną książeczkę. To był zbiór krótkich nowel dokumentalnych Józefa Kadena-Bandrowskiego wydanych pod tytułem „Droga Wolności”. W książeczce znalazłem miły list – i wtedy dopiero zorientowałem się, że darczyńca to potomek rodziny Komendanta...
Tomasz Łysiak
„Legiony” już na ekranach kin. Gdyby nie upór i hart ducha Adama Borowskiego i Maćka Pawlickiego, tego filmu by nie było. Trzeba było bowiem wielkiej wiary, aby taki projekt zrealizować. W tym sensie sam film jest swego rodzaju spełnieniem tych postulatów, które pojawiły się w 1914 roku w Oleandrach. Oto mieliśmy wówczas zebranych na placu terenów powystawowych kilkuset chłopaków ze Związku Strzeleckiego i Drużyn Strzeleckich. Wszyscy marzyli o zmartwychwstaniu Polski, byli wychowani na fundamencie dawnych wartości, na spuściźnie powstańców styczniowych. Komendant Józef Piłsudski wyszedł do nich i rozkazał, by zamienili się odznakami, które mieli na maciejówkach: by Strzelcy zdjęli orzełki, a Drużyniacy swoje blachy i aby je wzajem sobie dali. Na znak jedności. Oczywiście dalej było...
Tomasz Łysiak
Nie ulega wątpliwości, że II wojna światowa to przede wszystkim szatańskie dzieło Hitlera. Niemcy stanowią główną siłę sprawczą, która doprowadziła do wybuchu najkrwawszego konfliktu w nowożytnych dziejach. Kiedyś nie trzeba było tej sprawczej roli niemieckiej tłumaczyć – to było oczywiste. Gdy ktoś używał innych słów jako synonimów i w dyskursie chcąc po prostu uniknąć powtarzania wciąż tego samego określenia, mówił czy pisał „hitlerowcy” lub „naziści”, to i tak każdy wiedział, o jaką nację chodzi. Dzisiaj musimy od nowa „uczyć” zachodni świat historii. Przy okazji przypominając niechlubną rolę zachodnich aliantów – a to we wrześniu roku 1939, a to znowuż wtedy, gdy polscy przedstawiciele alarmowali, że Niemcy na masową skalę mordują Żydów i spotykali się z milczeniem oraz brakiem...
Tomasz Łysiak
Papież Franciszek ogłosił nazwiska biskupów, których nominuje na kardynałów w trakcie najbliższego konsystorza, 5 października 2019 roku. Z 13 kardynałów 10 będzie kardynałami elektorami. Środowiska lewicowe zaczęły piać z zachwytu – większość owych kardynałów wpisuje się bowiem w nurt nowego, otwartego na „wyzwania współczesności”, Kościoła budowanego przez Bergoglio. Z tradycyjnej, konserwatywnej Polski, Franciszek nie nominował nikogo. Najpierw rozegrała się scena niemalże jak z serialu Paola Sorrentino. W Anioł Pański 1 września 2019 roku lud zgromadzony na placu św. Piotra czekał na pojawienie się papieża. Mijały długie minuty, a Ojca Świętego ciągle nie było. Gdy w końcu pojawił się, wyjaśnił wiernym: „Muszę przeprosić za spóźnienie. Byłem zamknięty w windzie przez 25 minut. Był...
Tomasz Łysiak
„Koniec balu, panno Lalu” – mówiło się kiedyś. Nie wiem, skąd się wzięło to powiedzonko, ale przyszło mi ono do głowy, gdy obserwuję, co się dzieje we Włoszech. A tak naprawdę wcale nie jest mi do śmiechu. Bo oto Matteo Salvini został wypchnięty z rządu przez lewicę. Co gorsza, wszystko stało się po ewidentnym akcie zdrady politycznej ze strony Giuseppe Contego – i dlatego tak to boli wszystkich wyborców Legi, i samego Il Capitano, jak Włosi nazywają Salviniego. Z rządu Conte-bis już cieszy się cała politycznie poprawna Europa. Macron i Merkel są zachwyceni, bo giallorossi (nie chodzi o piłkarzy Romy, lecz o koalicję „żółtych” z Movimento 5 Stelle i „czerwonych” z Partito Democratico) to w istocie kolejny lewicowy rząd w Italii. Partia Demokratyczna powstała jako zlepek...
Tomasz Łysiak
Na początek był żal. Żal, że państwo polskie nie stanęło na wysokości zadania, gdyśmy w 2014 roku obchodzili setną rocznicę wyruszenia strzelców z Oleandrów. Niewiele się działo, imprezy czy książki jej poświęcone można było policzyć na palcach jednej ręki. Ten żal czułem, gdy pierwszy raz spotkałem się z Adamem Borowskim, który zaproponował mi napisanie scenariusza do filmu o Legionach. Dzisiaj, w przeddzień premiery, warto nakreślić nieco sposób wyboru faktów i tła historycznego obrazu w reżyserii Darka Gajewskiego, powstałego dzięki wysiłkowi dwóch producentów – Maćka Pawlickiego i Adama Borowskiego. Tytuł filmu mógłby sugerować, iż widz dostanie zgrabną „czytankę historyczną”, sfabularyzowany zapis losu brygad legionowych, w stulecie ich czynu i w przededniu stulecia zwycięstwa w...
Tomasz Łysiak
Mijają trzy lata od serii trzęsień ziemi, które na przestrzeni kilku miesięcy dokonały potwornych zniszczeń w środkowej Italii. Amatrice, L’Aquila, Visso, Accumoli, Arquata del Torto, Macerata… A pośród miast i prowincji dotkniętych kataklizmem także Nursja. Miejsce urodzenia św. Benedykta, patrona Europy. Pojechałem tam, by wśród gruzów i zniszczeń szukać śladów świętego mnicha. I zatrzeć wrażenie, iż smutny symbol walącej się w proch Europy to znak jakiegoś końca. Pojechałem szukać blasku i nadziei. Wcześniej wpadła mi w ręce książka Paolo Rumiza, pochodzącego z Triestu pisarza, który odbył kilka fascynujących podróży, a każda z nich stała się kanwą znakomitych esejów historyczno-reporterskich. Między innymi przebył wraz z przyjaciółmi kilka tysięcy kilometrów dawną rzymską drogą do...
Tomasz Łysiak
Stało się to, co zapowiadałem w tekście w poprzednim numerze „Gazety Polskiej”. We Włoszech powstał rząd „Conte 2”. Czyli okazało się, po raz kolejny, że w polityce wszystko jest możliwe. Oto Luigi Di Maio, szef „antysystemowców” z Ruchu Pięciu Gwiazd, dogadał się z Nicolą Zingarettim, „pierwszym sekretarzem” Partii Demokratycznej. Czyli, żeby było jasne, rząd utworzyli ludzie, którzy wyrośli na krytyce PD i atakowali ją wściekle przez wiele lat. Również zarówno politycznie poprawnym socjalistom, jak i „demokratom” z PD nie przeszkadza jakoś utworzenie rządu z byłym koalicjantem Salviniego i przedstawicielem politycznym ruchów populistycznych. Przypomina się od razu słynna scena z „Roku 1984” Orwella, gdy do przemawiającego właśnie polityka rządowego podchodzi ktoś i dyskretnie wręcza...
Tomasz Łysiak
Wyszedłem z kina bardzo poruszony ostatnim filmem Tarantino. Westernowa opowieść o przyjaźni, kinie, Hollywood, aktorach i świecie końca lat sześćdziesiątych XX wieku to nie tylko komiks, lecz także swego rodzaju moralitet. W klasycznym westernie „dobry gość” zwycięża tego „złego”. W „Pewnego razu w Hollywood” jest taka scena, w której producent Schwarz grany przez Ala Pacino zachęca aktora grywającego czarne charaktery, by spróbował dokonać zmian w swojej karierze – bo lepiej grać (być) tym „good guy”. Jak zapamiętają cię ludzie? Czy to nie przesłanie generalne? Jakiś morał filmu? „Try to be a good guy” – usiłuj być dobrym gościem, bo w ostatecznym rozrachunku tylko to ma znaczenie? W życiu niestety, jak wiemy, nie zawsze tak jest. Ileż to razy mieliśmy do czynienia z tym, że ten,...
Tomasz Łysiak
Prezydent Włoch Sergio Mattarella niestety nie zna systemu wydawniczego tygodnika „Gazeta Polska”. Szkoda. Gdyby znał, to by nie dawał terminu dla finału międzypartyjnych negocjacji na wtorek 27 sierpnia, czyli tuż przed ukazaniem się tego numeru. Dzisiaj być może jest już wiadomo: czy rząd Ruchu Pięciu Gwiazd i Partii Demokratycznej, czy przyśpieszone wybory. A my możemy jedynie, nie znając wyniku rozgrywki, przyjrzeć się włoskiemu kryzysowi, który rozpalił w ostatnich tygodniach Półwysep Apeniński do czerwoności. „Ferragosto” to termin, którzy doskonale znają nie tylko Włosi, ale i turyści zagraniczni: w połowie sierpnia w Italii panuje szczyt urlopowy, autostrady są zapchane gigantycznymi korkami, a centra dużych miast i biurowe dzielnice wyludniają się. Dlatego szokiem był dla...
Tomasz Łysiak
„A więc wojna. Z dniem dzisiejszym wszelkie sprawy i zagadnienia schodzą na plan dalszy. Całe nasze życie publiczne i prywatne przestawiamy na specjalne tory. Weszliśmy w okres wojny. Cały wysiłek narodu musi iść w jednym kierunku. Wszyscy jesteśmy żołnierzami. Musimy myśleć tylko o jednym: walka aż do zwycięstwa”. Polskie Radio, 1 września 1939 rok, komunikat o godz. 6.30 Co bardziej przemawia do wyobraźni? Czy Niemcy czekający na atak pod pokładem pancernika Schleswig-Holstein? Czy może nasi czuwający wartownicy na Westerplatte? A może kapitan Raginis i Wizna? Lub bomby spadające na Wieluń? Czy też słynne zdjęcie dziewczynki płaczącej nad ciałem siostry zabitej przez niemieckiego pilota? A może ułani, Bzura, może walka do upadłego i barykady wzniesione w bijącej się stolicy?...
Tomasz Łysiak
„Warszawa walczy!” – taki tytuł nosiło pismo wydawane przez AK w trakcie Powstania Warszawskiego. Samo hasło było jak sztandar – przyświecało warszawiakom broniącym polskiej stolicy od września 1939 roku, od chwili, gdy na miasto spadły pierwsze bomby. Nie zgasło wraz z kapitulacją. Bo Warszawa walczyła dalej, stawiała ciągle opór, niezłomnie, do końca. Aż do sierpnia 1944 roku, gdy rozgorzał tragedii dzielnego miasta akt ostatni, zakończony po 63 dniach bohaterskiej walki epilogiem finalnej niemieckiej destrukcji i sowieckim wkroczeniem w styczniu roku 1945. Zamierzenie Hitlera było proste – zmiażdżyć Polskę, jak najszybciej się da. Stąd każde gniazdo oporu, każde polskie Termopile września 1939 były dla niego powodem do wściekłości i motywacją do nacisków, by używać wszelkich...
Tomasz Łysiak
Wolna Polska! Ten okrzyk wyrywał się z piersi Polaków od listopada 1918 roku. Nasze granice jednak miały się jeszcze długo wykuwać – na wschodzie walczyliśmy z bolszewikami, na zachodzie rozstrzygnięcie leżało w gestii traktatowych plebiscytów. Czy Śląsk będzie polski czy niemiecki? Która jego część ostanie się w końcu przy Rzeczypospolitej? Odpowiedzi na to pytanie nie przyniósł plebiscyt, przyniosła ją walka zbrojna. Obchodzimy właśnie 100. rocznicę pierwszego powstania śląskiego. Gdy o nim mówimy, to musimy od razu spojrzeć na perspektywę szerszą – trzech powstań na Śląsku, które w końcu ugruntowały polską przynależność dużej jego części, wraz z ważnymi ośrodkami przemysłowymi i kopalniami. Na myśl przychodzi jeden z ojców niepodległości – Wojciech Korfanty, ale przecież trzeba...
Tomasz Łysiak
Wielkie wrażenie robią na mnie zawsze fragmenty pamiętników i wspomnień młodzieży bijącej się w wojnie polsko-bolszewickiej. Niektórzy byli naprawdę bardzo młodzi – jak harcerze i ochotnicy grupowani w odrębnych oddziałach. Zgłaszali się masowo, często specjalnie ukrywając swój wiek. Podobne to było do tamtych wydarzeń dosłownie sprzed kilku lat – gdy młodzież tworzyła szeregi Legionów bijących się o wolną Polskę w latach 1914–1916. Notabene, tamci legioniści tworzyli w roku 1920 zahartowaną w bojach, doświadczoną kadrę wojskową, trzon armii, która była w stanie pokonać bolszewików. Właściwie większość oficerów wojny dwudziestego roku to weterani walk o niepodległość lat 1914–1918 – poczynając od Legionów, przez Korpus wschodni, na Błękitnej Armii kończąc. Zaczynamy już teraz obchody...

Pages