Ryszard Czarnecki

Ryszard Czarnecki
My nazywamy ich „naszymi oponentami”, a w najgorszym wypadku „przeciwnikami”. Ale oni nie bawią się w Wersal. Oni lutują, walą między oczy, jadą po bandzie, idą na rympał i bez żadnych zahamowań nazywają nas po prostu WROGAMI. Cóż, trzeba to przyjąć za normę, bo trwa to lata całe i nie ma żadnych oznak na niebie i ziemi, żeby miało się zmienić. Wręcz przeciwnie: ICH nienawiść do NAS narasta i narasta. Jeżdżąc podczas kampanii wyborczej prezydenta Andrzeja Dudy słyszałem to samo, czy to w okolicach Człuchowa, czy Lęborka (Słupskie, Pomorskie), czy też w Trzebnicy, Oławie, Udaninie, gminie Borów czy Siechnice (Dolnośląskie), czy wreszcie we Wrocławiu – że jeszcze nigdy, w żadnej kampanii wyborczej, ani prezydenckiej, ani parlamentarnej, nie zrywano tak często naszych banerów. Tak,...
Ryszard Czarnecki
W swojej książce „Porozumienie przeciw monowładzy. Z dziejów PC” Jarosław Kaczyński był łaskaw umieścić mnie w historii Polski. Kilka razy wspomniał o mnie jako o polityku. Ale nie tylko. Opisując połowę lat 90., kiedy cały obóz niepodległościowy był poza parlamentem (blisko dwie piąte wyborców nie miało swojej reprezentacji w sejmie RP!), sugeruje Jarosław, żem smakosz, a w zasadzie to obżartuch...   Cóż, lekarze mają swoją przysięgę Hipokratesa, ja od tegoż Greczyna wziąłem inną dewizę, nie mniej mądrą: „Nigdy nie pracuj, gdy jesteś głodny”. To mój słynny pracoholizm spowodował, że kocham jeść! Czy to nie proste? Nigdy nie rozumiałem stwierdzenia Lejzorka Rojtszwańca, którego literacki ojciec, rosyjski pisarz Ilia Erenburg, natchnął kontrowersyjną tezą: „Dziwna rzecz, apetyt też...
Ryszard Czarnecki
„Polak karku nie ugnie” – mówi stare polskie przysłowie. Ale inna staropolska maksyma tłumaczy, dlaczego tak się dzieje: „Polak ma twardy kark, bo długo na nim łańcuch nosił”. Czy pamiętamy amerykański serial kryminalny z porucznikiem Banaczkiem w roli głównej? Cóż, nasz rodak z USA był mniej sławny niż amerykański Colombo, brytyjski Sherlock Holmes stworzony przez Szkota Artura Conan Doyle’a czy belgijski detektyw Herkules Poirot wykreowany przez Angielkę Agatę Christie. Czemu wspominam o naszym krajanie z filmu made in USA? Otóż dlatego, że w każdym odcinku amerykański gliniarz rozwiązując tajemnice różnych przestępstw, obficie sypał polskimi przysłowiami. Niestety, żadne z nich nie było prawdziwe, bo wymyślał je naprędce jakiś matołek (gdzie mu tam do Koziołka-Matołka Kornela...
Ryszard Czarnecki
1 czerwca w Brukseli jest dniem wolnym od pracy. Nie wiem, czy to ukłon w stronę dzieci, czy może w stronę mężczyzn, którzy – jak twierdzą kobiety – do końca życia pozostają dziećmi. Ale tak poważnie: to tutaj drugi dzień Zielonych Świątek, ot co. W Brukseli – mówiąc tytułem książki rosyjskiego, opozycyjnego wobec komuny pisarza Wasilija Grossmana – „Wszystko płynie”. Unijny szczyt na przykład, poświęcony oceanowi szmalu, który ma zalać Stary Kontynent, miał być 19 czerwca, ale w kuluarach słychać, że jednak będzie później, pod koniec czerwca, albo nawet w lipcu. Jak nie wiadomo, o co chodzi – to chodzi o pieniądze. Jak nie wiadomo, dlaczego się opóźnia – to właśnie dlatego, że o kasę chodzi. Przekonanie holendersko-szwedzko-duńsko-austriackiego „klubu skąpców” nie będzie łatwe, tym...
Ryszard Czarnecki
Kobiety twierdzą, że ponoć wszyscy mężczyźni do końca życia pozostają dziećmi. Ale o celebrowanym dopiero co Dniu Dziecka pisać nie będę. Piszę ten felieton w Brukseli, czekając na rozpoczęcie nadzwyczajnej sesji Parlamentu Europejskiego, na której będzie mowa o 500 miliardach euro, które Komisja Europejska ma pożyczyć, aby kraje UE-27 przeżyły kryzys wywołany koronawirusem. Diabeł tkwi w szczegółach, ale te szczegóły są piekielnie (sic!) istotne: czy będziemy tę górę szmalu spłacać 30 lat (jak chcą Niemcy), czy lat 40 (jak chcą Francuzi)? Które z państw Unii będą bardziej „równe”, gdy chodzi o przyjęcie tych wielkich pieniędzy. Mam wrażenie graniczące z pewnością, że znowu najbogatsi zadbają, żeby zbiednieć jak najmniej. Ja jednak nie o przeszłości, ale o przyszłości. Ale takiej,...
Ryszard Czarnecki
Tym wszystkim, którzy chcą pluć na innych, dobrze radzę: najpierw zbadajcie kierunek wiatru, bo inaczej możecie opluć sami siebie… Ekspert od spraw europejskich (a może i od spraw wszelakich), szef think tanku ESI Gerald Knaus, w trzeciej dekadzie kwietnia w niemieckim tygodniku „Der Spiegel” pogroził groźnie palcem, komu trzeba, podkreślając, że pieniądze z unijnego Funduszu Odbudowy, który ma powstać, aby przeciwdziałać gospodarczym skutkom pandemii, mają być przyznawane tylko tym krajom, które przestrzegają Traktatów Europejskich i… respektują orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości UE. Cóż, nie minęło 10 dni i nagle, jakby to powiedział tamada, czyli osoba odpowiedzialna za toasty na gruzińskich biesiadach: „Jan Sebastian Bach”: Trybunał Konstytucyjny RFN w Karlsruhe nie uznał wyroku...
Ryszard Czarnecki
Seneka Młodszy mądrze prawił, iż przez całe życie należy uczyć się żyć i, co może jeszcze bardziej dziwi, przez cale życie trzeba uczyć się umierać. Rzecz w tym, że można zaobserwować masę zupełnie nierozgarniętych delikwentów, którzy może życia to się i uczą, ale z niewielkimi rezultatami. Widać to także po opozycji w Polsce. Świadomie używam terminu geograficznego, bo z tymi przymiotnikami trzeba uważać...  A Senekę, syna Seneki Starszego, cytuję, bo przecież ów pisarz i filozof miał duży wpływ na chrześcijaństwo, sam będąc poganinem. Był skądinąd wychowawcą cesarza Nerona. Jak mówi stare polskie powiedzenie: drogowskazy nie chodzą – Seneka tak wychowywał przyszłego podpalacza Rzymu, że ten, gdy jego nauczyciel przestał być konsulem, wymusił na nim popełnienie samobójstwa....
Ryszard Czarnecki
Zapraszam do mojego biura w Brukseli, w Parlamencie Europejskim. Właśnie w nim kreślę te słowa. Wiem, wiem, granice wciąż jeszcze pół-zamknięte, samoloty nie latają, więc na razie zdani są Państwo na opis. Zresztą część z Was widziała przynajmniej fragment mojego biura, gdy łączyłem się via Skype z TV Republika czy TVP Info.  A więc od początku. Nad drzwiami jest oczywiście krzyż, bo jak mawiały nasz babcie, w tym moja: „Bez Boga ani do proga”, potem na półce pamiątka z pobytu u polskich żołnierzy i policjantów w Kosowie: tarcza z napisem „Polish Military Contingent” KFOR z orłem, symbolem NATO i mapą Kosowa. Tuż obok, „branżowo”, medal wybity przez Polskiego Przedstawiciela Wojskowego przy Komitetach NATO i UE z orłem na czerwono-białym tle. Sąsiaduje to ze szklaną tabliczką...
Ryszard Czarnecki
Istnieje powiedzenie, że w Polsce każdy zna się na polityce, sporcie i medycynie. Zdaje się, że nie tylko w Polsce, bo OBWE, czyli Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, która została poczęta za czasów nieboszczyka towarzysza Breżniewa Leonida jako KBWE (Konferencja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie), wydała właśnie oświadczenie, co by wyborów prezydenckich w Polsce nie było. Szczerze mówiąc, żaden to dla mnie autorytet medyczny, bo jako żywo organizacja ta kojarzy mi się z czystą polityką, a nie z troską o zdrowie ludzi. Skądinąd OBWE, co potwierdzi każdy prawdziwy ekspert (no, może poza ekspertami z TVN-u), ma ten szczególny (na psa) urok, że spore wpływy w niej posiada Federacja Rosyjska. Tak, to wiele wyjaśnia. OBWE zajmuje się monitoringiem wyborów w wielu...
Ryszard Czarnecki
Tej opowieści o polskim podziemiu antykomunistycznym nie znajdziemy w podręczniku historii, a nawet w specjalistycznych opracowaniach o Żołnierzach Wyklętych. Chodzi o ekspropriację – niczym Piłsudskiego w Bezdanach – czyli przejęcie pieniędzy w Aninie na początku lat 50. Tą historią żyła społeczność tej podwarszawskiej miejscowości.  „Leśni” akcję przeprowadzili perfekcyjnie, ponoć nigdy nie odnaleziono ani jej uczestników, ani pieniędzy. Oczywiście skazano za to jakichś nieszczęśników, którzy nie mieli ponoć nic wspólnego z rzeczywistymi sprawcami. Ale cofnijmy się w czasie. Dwie „historyczki”, Gryzelda Missalowa i Janina Schoenbrenner, napisały szkolną agitkę indoktrynującą w myśl komunistycznych kanonów polską młodzież. Był to podręcznik do historii dla klas V–XI, wydany na...
Ryszard Czarnecki
Ostatnio mój ojciec powiedział mi, że w swoim długim, dobrze ponad 80-letnim życiu oglądał szekspirowskiego „Hamleta” ni mniej ni więcej tylko... z 250 razy. Pierwszy raz w Opolu w 1946 roku, gdy miał według oficjalnych papierów lat 10, a naprawdę 12 (czasie okupacji dziadkowie „odmłodzili” go o dwa lata, żeby zwiększyć jego szansę przeżycia niemieckiej okupacji). Najbardziej frapujący dla niego fragment sztuki Szekspira to ten, gdy już niemal wszyscy się powyrzynali i powytruwali i wtedy nadchodzi Fortynbras wraz z wojskiem. Wódz przez Danię udaje się do Polski, a jego kapitan mówi o Polakach, iż będą walczyć „o kawałek ziemi, co żadnych bogactw w sobie nie zawiera (…) owszem, wojskami”.  Cóż, oto Polska widziana oczyma syna Albionu… Wielki wódz, hetman Stefan Czarniecki,...
Ryszard Czarnecki
Obserwując politykę „totalnej opozycji” (w odróżnieniu od opozycji) i szerzej: niektórych polityków, ciśnie się na usta aforyzm pozytywisty Aleksandra Świętochowskiego (1849–1938): „Mądrość jest morzem płytkim, ale burzliwym, a głupota bezdennym, ale martwym”. Patrząc natomiast, jak niektórzy aktorzy sceny politycznej za wszelką cenę usiłują zwrócić na siebie uwagę, przypomina mi się inna uwaga tegoż Świętochowskiego: „Próżność człowieka jest tak niewyczerpana w pomysłach, że gdy on nie umie niczym lepszym zadziwić, nie obcina sobie u jednego palca paznokcia”. Nie nazbyt często oglądam telewizję – dzięki temu mam lepsze samopoczucie. Ale jak już oglądam i słyszę debaty polityczne, w których opozycja twierdzi, że rządzący nie dbają w czasach pandemii o ludzkie życie, tylko o wybory, i...
Ryszard Czarnecki
Nasza rodaczka Ewelina Hańska (primo voto), de domo Rzewuska, secundo voto Balzac, była gwiazdą Paryża XIX wieku: płynnie władała siedmioma językami, grała na fortepianie i genialnie tańczyła. Wydano ją za mąż, gdy miała 19 lat, za 41-letniego bogacza Wacława Hańskiego, ale serce jej skradł francuski pisarz Honore de Balzac. Ale ja nie o niej, ja o nim właśnie. Francuski mistrz pióra był człowiekiem rozrzutnym, stąd spotykały go i takie przygody: „Chcę mówić z panem Balzakiem!” – woła komornik, dobijając się do zamkniętego mieszkania. Przez drzwi słyszy głos służącego: „Pana Balzaka nie ma w domu”. Na co komornik: „To niemożliwe, przecież widziałem go z ulicy w oknie!”. Na co służący: „Ale on Pana także widział”. Uwielbiam Szopena, bo jest w nim ta polska rzewność, nadwiślański...
Ryszard Czarnecki
Gdy pewien luminarz komunistyczny został w latach 60. w ramach rozgrywek wewnątrz PZPR wysiudany z kierownictwa tejże i „zesłany” na szefa Państwowego Wydawnictwa Naukowego (PWN), mój złośliwy ojciec mówił: „Jaka rewolucja – tacy encyklopedyści”. Nie przeciwstawiam wszak owego komucha Wolterowi et consortes, bo za francuskimi encyklopedystami nie przepadam. Trudno, żebym ich szanował, skoro Wolter brał pensję od carycy Katarzyny i nie przeszkadzały mu rozbiory mojej Ojczyzny. Filozof owszem, ale ruski jurgieltnik – też.  Przed napisaniem tego tekstu poprzysiągłem sobie, że nie napiszę słowa o COVID-19. Słowo się rzekło – kobyłka u płotu. Tytuł tej rubryki to „Widziane z Brukseli”. Tyle że w ostatnich kilkunastu dniach nijak to się ma do rzeczywistości, ponieważ jestem na banicji w...
Ryszard Czarnecki
Wszyscy piszą o koronawirusie, a ja nie chcę. To o czym mam pisać? Może o warszawskiej ulicy, przy której mieszka mój ojciec? A w zasadzie rodzina Czarneckich przez ostatnie 107 lat, z niewielkimi przerwami. Ta ulica to Koszykowa. Mało kto wie, że obchodzimy w tym roku równe 250 lat, jak ją przeprowadzono na terenie dawnego Ujazdowa. Jednak nazwę – oczywiście od „koszyków” – ma „dopiero” od 135 lat. A może napiszę o Unii Europejskiej? Owszem, ale to jednak byłoby w kontekście COVID-19. Bo UE, tak jak z brexitem, niczego nie zrozumiała ani niczego się nie nauczyła. Niby to związek suwerennych (27) państw, ale tak naprawdę królestwo. Królową jest w Unii Pani Hipokryzja. Oto przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula Gertrud von der Leyen, z domu Albrecht, krytykuje Polskę, ale też Danię...
Ryszard Czarnecki
Właśnie przyleciałem z Genewy. W tym urokliwym mieście w dniu, w którym byłem, liczba chorych z powodu koronawirusa była dwukrotnie większa niż w 38-milionowej Polsce!  Złapałem się na tym, że już trzeci z rzędu felieton z cyklu „Widziane z Brukseli” chcę poświęcić koronawirusowi. Dzieje się tak nie dlatego, że jestem monotematyczny, ale dlatego, że tak naprawdę i polityka, i sport nawet schodzą nam na dalszy plan.  Wszyscy myślą i mówią o pandemii, która na naszych oczach – i oby nie z naszym udziałem – staje się XXI-wieczną dżumą. Gdy piszę te słowa, w mojej ojczyźnie zanotowano 47 przypadków zachorowań, choć jeszcze wczoraj wieczorem było ich 33, a przedwczoraj 27. Ta krzywa idzie szybko w górę. Może nie tak szybko jak w innych krajach, ale jednak ma rację prezydent RP...
Ryszard Czarnecki
Zdaje się, że jest kilku gości, którzy bardzo żałują, że to nie oni byli pacjentem zero w Polsce, gdy chodzi o koronawirusa... Najwięcej importujemy z Niemiec, ale ten import wirusa dokonany z RFN przez kogoś z Lubuskiego był fatalny. Polska opierała się długo. Przed nami wypadki zarażenia koronawirusem zanotowano w przeszło 20 krajach UE, ale przyszła kryska na Matyska. Oczywiście bój trwa. Chodzi o to, żeby nosicieli tegoż wirusa nie było, jak w Italii, na pęczki. Jako historykowi przypomina mi się mapa Europy z XIV wieku, obrazująca zasięg epidemii dżumy na Starym Kontynencie. Wielka zielona plama oznaczająca, że dżumy tam nie było, to całe terytorium Królestwa Polski. Wolny od wirusa był też kawałek Czech, wschodnich Niemiec i kawałek Królestwa Hiszpanii. Można to tłumaczyć opieką...
Ryszard Czarnecki
A było to tak. W czasie jednej z wielu solidarnościowych demonstracji w „Twierdzy Wrocław”, jak żeśmy określali dolnośląską stolicę, mój kolega z roku ze studiów historycznych na uniwerku, Leszek, spóźniony na manifestację, podszedł do tyraliery ZOMO-wców i spytał z głupia frant: „Proszę pana, a co się tu dzieje?”. Rosły zomowiec spojrzał na niego i ze stoickim spokojem odparł: „Tika-tika, wielka panika”. Powiedzenie owego dorodnego przedstawiciela Zmotoryzowanych Odwodów Milicji Obywatelskiej stało się kultowe, pamiętam je do dziś, choć minęło od tych czasów i heroicznych, i śmiesznych czasem, i złych – trzy dekady z niemałym okładem. Przypomniało mi się to powiedzenie właśnie teraz, gdy obok epidemii koronawirusa następuje jeszcze szersza epidemia strachu. Sam na lotnisku Zaventem w...
Ryszard Czarnecki
Szef Komisji Spraw Zagranicznych (i Bezpieczeństwa, a jakże...) najważniejszego kraju postsowieckiej Azji Środkowej na kolacji w Brukseli opowiada mi dowcip o rosyjskiej władzy i rosyjskich oligarchach. Do prezydenta Jelcyna przychodzi szef jego kancelarii i mówi: „Przyszli oligarchowie. Co mam zrobić?”. Na co Jelcyn: „Zaproś ich tu serdecznie”. Po latach do prezydenta Putina przychodzi szef jego kancelarii i mówi: „Przyszli oligarchowie”. Na co Putin: „Wprowadzić pod eskortą!”. Ostatnio w Brukseli gościł wicepremier Kataru, który jednocześnie jest ministrem spraw zagranicznych tego państwa. To przedstawiciel rządzącej tym przebogatym krajem dynastii Al-Thanich. Dyplomacja ma swoje wymogi, w związku z tym byłem bardzo grzeczny i nie zapytałem, co się stało z „Poszukiwana, poszukiwany”...
Ryszard Czarnecki
„Integracja dobrostanu ryb w rozwoju akwakultury UE” – to tytuł jednogodzinnej (sic!) konferencji w Parlamencie Europejskim w Strasburgu podczas ostatniej lutowej sesji. Konfa składała się z dwóch referatów. Tytuł pierwszego brzmiał: „Korzyści z poprawy dobrostanu ryb w akwakulturze”. Tytuł drugiego: „Dobrostan w prywatnych standardach dla bardziej zrównoważonej i odpowiedzialnej akwakultury”. Konferencja odbywała się w tym samym czasie, gdy europosłowie na sali plenarnej zajmowali się łamaniem praw człowieka w Republice Gwinei oraz przymusową pracą dzieci na Madagaskarze. Cóż, wiadomo, dzieci i ryby głosu nie mają – jak mówi stare polskie powiedzenie, które pamiętam z czasów dzieciństwa, gdy z uśmiechem na ustach wtłaczali mi je dorośli. I dlatego w imieniu ryb mówią ludzie, a w...
Ryszard Czarnecki
Fiat! Stał się brexit! Po trzech i pół roku żenujących scen w brytyjskiej Izbie Gmin oraz Parlamencie Europejskim, a także surrealistycznych zarzutów w europejskich mediach pod adresem Londynu – Brytyjczycy wyszli. I co się stało? Nothing, czyli nic. Dzieci się na Wyspach Brytyjskich dalej rodzą, krowy dalej się cielą, City nie zbankrutowało, turyści przyjeżdżają, królowa króluje, premier Jej Królewskiej Mości rządzi – czyli wszystko jest tak, jak drzewiej bywało. Drzewiej, czyli przed brexitem. Tylko w ostatnich dniach swojej obecności w Unii Brytania – o tempora, o mores – wypadła poza pierwszą światową „10-tkę” krajów o najmniejszej korupcji. Trudno to zwalać na brexit, „to” stało się przed. W ramach solidarności Commonwealth’u, czyli Wspólnoty Brytyjskiej, poza pierwszą „10-tkę” tegoż...
Ryszard Czarnecki
Prawdziwie rosyjski pisarz Aleksander Ostrowski (1823–1886) – skądinąd twórca narodowej sceny rosyjskiej – w komedii pt.: „Niewinni winowajcy” wystawionej trzy lata przed jego śmiercią włożył w usta jednego z bohaterów następujące słowa: „My, artyści – nasze miejsce w bufecie”. Wypowiada je postać określana jako „Artysta-Szmaga”. Sztuka owego pisarza – słowianofila zresztą – doczekała się premiery w Polsce dopiero w okresie PRL-u, kiedy rosyjscy pisarze, także ci z okresu caratu, w tym wyznawcy słowianofilstwa pod rosyjskim butem, mieli zielone światło w czerwonym raju.  Myślę o jego słowach: „My, artyści…”, gdy słucham niektórych artystów właśnie, pardon, „twórców”, którzy jako (łże)autorytety moralne czy specjaliści od politologii wypowiadają się na tematy polityczne, zwykle...
Ryszard Czarnecki
Piszę do mojej rubryki „Widziane z Brukseli” od wielu lat. Po raz pierwszy jednak w czasie zapalenia oskrzeli. Zapalenie zapaleniem, ale obawiam się, że nie wzbudzi ono jakiegoś intelektualnego pożaru w mojej głowie. Jednak większe zmartwienie niż ja mają niemieckie partie polityczne.  Właśnie DPA – odpowiednik PAP-u u naszego zachodniego sąsiada – poinformowała o wyraźnych spadkach pogłowia członkowskiego w największych partiach politycznych Republiki Federalnej. Ugrupowanie Angeli Merkel zmniejszyło stan posiadania o 9 tysięcy osób. Nic to w porównaniu ze współrządzącymi socjalistami – tych pożegnała przeszło dwukrotnie większa liczba towarzyszy (prawie 18,5 tysiąca). Ale, uwaga, to tradycyjna SPD, partia kanclerzy Willy’ego Brandta i Gerharda Schroedera, jest wciąż...
Ryszard Czarnecki
Nie ma już Holandii! Nie dlatego, że Niemcy najechały ją w 1940 roku, aby zaraz po tym zarekwirować wszystkie (!) rowery w tymże królestwie, pozbawiając w ten sposób miejscowych środka komunikacji niezbędnego wszak także dla ruchu oporu. Co prawda oba te państwa paręnaście lat potem zgodnie utworzyły Europejską Wspólnotę Węgla i Stali, ale bardziej pamiętliwi niż holenderscy politycy są holenderscy kibice piłkarscy: do dzisiaj, choć minęło już osiem dekad od początku niemieckiej okupacji, w czasie futbolowych meczy z sąsiadem znad Renu skandują: „Oddajcie nam nasze rowery!”. Nie ma już Holandii dlatego, że od teraz Holandia jest Niderlandami. Mnie to nie przeszkadza, bo bardzo często, także na tych łamach, używałem jakże dumnie brzmiącej nazwy: Królestwo Niderlandów.  Piszę te...
Ryszard Czarnecki
Mam poczucie déjà vu. Znowu Strasburg. Znowu budynek Parlamentu Europejskiego (o którym kolega – długoletni europoseł mówi z przekąsem, że to realizacja „snu pijanego architekta”). Znowu debata o Polsce. Znowu pusta sala. Znowu androny, dyrdymały, pozamerytoryczny bełkot, zero konkretów. Aż ziewać się chce. Ale, ale… Jednak chwila jest historyczna. Oto bowiem po raz pierwszy w historii Parlamentu Europejskiego (w zeszłym roku upłynęło 40 lat, od kiedy po raz pierwszy wybrano go w wyborach bezpośrednich) jednego dnia, jednego popołudnia, jedna po drugiej, zorganizowano trzy debaty o trzech niepokornych krajach członkowskich. Na przystawkę poszły Węgry, na główne danie – Polska, a na deser – Czechy. Słowem, gulasz węgierski jako starter, nasz schaboszczak jako main course i czeskie...
Ryszard Czarnecki
Jest pan Japończykiem, sir? – słyszę, ale nie mogę uwierzyć własnym uszom. Brali mnie już za Amerykanina, Anglika, Francuza, ba, Rosjanina, ale za Japończyka, na miły Bóg, nigdy! Nigdy ze względów oczywistych – na Australijczyka czy nawet mieszkańca Nowej Zelandii (choć nie autochtona!) to ja może i wyglądam – mimo że w takim Auckland w życiu nie byłem – ale jako żywo skośnych oczu nie mam i innych cech typowych dla synów Kraju Kwitnącej Wiśni również. Patrzę zatem ze zdumieniem na kelnera w mieście w północno-zachodnich Indiach, skąd już tylko krok – co prawda duży – żeby znaleźć się w Pakistanie. Czy on Japończyków nie widział? Może żadnego w życiu? Ale przecież mówił potem, że pracował na Goa, a w tej ekskolonii portugalskiej (przestała nią być zaledwie 60 lat temu) przybysze z...
Ryszard Czarnecki
Nazwa państwa Katar w Polsce brzmi, jak brzmi, i jest powodem do żartów ze swojego czy cudzego stanu zdrowia. Do polskiego języka politycznego Katar wszedł w okresie przed wyborami europejskimi A.D. 2014, gdy sztukmistrz z Sopotu sprzedawał fatamorganę zatytułowaną „inwestor z Kataru”. Zostawmy ten poziom depresji na Żuławach i przejdźmy do spraw poważnych . Bo relacje Rzeczypospolitej z tym jednym z najbogatszych państw świata to rzecz doprawdy na serio. Aby je mieć, warto Katar poznać, z jego niekiedy zdumiewającą specyfiką. Polakom, pamiętającym kartki na alkohol blisko cztery dekady wstecz, może się wydać dziwnie znajoma regulacja wprowadzona przez władze w Dosze. Każdy bowiem cudzoziemiec może wykupić w specjalnym sklepie w stolicy kraju – jedynym takim w całym państwie –...
Ryszard Czarnecki
Pan Jezus rodzi się na nowo. I rodzi się wszędzie. Także dla tych chrześcijan, dla których wiara w Niego oznacza ryzyko utraty życia: dla naszych braci w wierze w muzułmańskich krajach Afryki czy na Bliskim Wschodzie. A więc wszędzie tam, gdzie radykalni islamiści prowadzą czystkę nie tyle etniczną, ile właśnie religijną. Ciesząc się Świętami, rodzinnym spotkaniem w bezpiecznym polskim domu, patrząc na dzieci i wnuki zachwycone prezentami, pomyślmy o tych, którzy – jak my – wierzą w Boga Ojca Wszechmogącego i Jezusa Chrystusa – i płacą za to cenę najwyższą. Kilka lat temu, tuż po świętach Bożego Narodzenia, a jeszcze przed świętem Trzech Króli, odwiedziłem obozy dla uchodźców-chrześcijan w Erbilu, stolicy irackiego Kurdystanu. Pełen kościół, a raczej barak przemieniony na tymczasową...
Ryszard Czarnecki
Waszyngton, Waszyngton… W grudniu jest tu zimniej niż w Polsce, ale… kwitną bratki! Co prawda na polu – jakby to powiedzieli w Małopolsce – mroźno, ale w polityce amerykańskiej bardziej niż gorąco. Naprzeciwko Departamentu Sprawiedliwości, a po skosie ze 150 metrów od siedziby FBI (J. Edgar Hoover FBI Building), znajdującej się przy 935 Pennsylvania Avenue, znajduje się wysoki budynek z wielką, łopoczącą na wietrze flagą USA. Kiedyś była tutaj centralna siedziba amerykańskiej poczty. Teraz jest to część imperium Donalda Johna Trumpa – jeden z jego hoteli. Ten mniej znany niż najsławniejszy – nowojorski (w jego wnętrzach filmowano sceny „Kevina samego w Nowym Jorku”, w którym zresztą w epizodycznej rólce pokazuje się przyszły prezydent). Tworzą one sieć Trumps Hotels. Ten...
Ryszard Czarnecki
Chwilowo tytuł tej rubryki należałoby zmienić na „Widziane ze Strasburga”, bo kreślę te słowa właśnie w tym alzackim mieście. Mieście, którego nazwy dzielnic i nazwiska mieszkańców przypominają te niemieckie, choć Alzatczycy Niemców z powodów historycznych bardzo nie lubią. Piszę w nocy, po zakończeniu przedostatniej w tym roku sesji europarlamentu. Jeśliby zawrzeć ją w telegraficznym skrócie, to powiem tak: Vivat nowa Komisja Europejska! Umarł król, niech żyje król. Juncker et consortes odchodzą 1 grudnia. Wręczono też europejską nagrodę filmową Lux 2019 – kiedyś otrzymał ją Paweł Pawlikowski za „Idę”… Filmy filmami, ale poza trzema reżyserami filmów nominowanych do owej nagrody był również czwarty reżyser, bez filmów, za to z charakterem i piękną kartą, bo 144 dni (sic!) głodował w...
Ryszard Czarnecki
Amerykańska i zachodnioeuropejska prasa grilluje Trumpa. Michelle Goldberg z „New York Timesa” czy Stefan Kornelius z „Sueddeutsche Zeitung” nie przeprowadzą impeachmentu 45. prezydenta w dziejach USA, ale co powypisują, to ich. Nikt go zresztą nie przeprowadzi, bo krowa demokratów w Stanach głośno ryczy, ale mleka w tym obszarze nie da: to republikanie mają większość w Senacie. Właśnie lecę do USA, więc się dowiem, czy nic w tym względzie się tam nie zmieniło, ale jakoś nie sadzę… Skądinąd newsem, który mnie znacznie bardziej poruszył niż odgrzewane kotlety o Donaldzie Trumpie serwowane przez amerykańskie –  i nie tylko – media, była informacja, że były szef kuchni Białego Domu z czasów Barracka Husseina Obamy otworzył w Nowym Yorku, a konkretnie na East Upper Side, bistro. Sam...
Ryszard Czarnecki
Jestem w kraju ostatniego laureata Pokojowej Nagrody Nobla, premiera Etiopii Abiya Ahmeda. Żeby tu się znaleźć, musiałem przemierzyć 3000 mil w powietrzu. Jak ktoś nie może żyć bez europejskiego systemu miar i źle się czuje z tym anglosaskim, to przetłumaczę, że w samolocie przeleciałem 4830 km. Chcąc nie chcąc – a wielkiego wyboru nie miałem – skorzystałem z Ethiopian Airways. Tak, ten sam przewoźnik, którego samolot uległ katastrofie 10 marca tego roku lecąc ze stolicy Etiopii do stolicy Kenii – a więc na tej samej trasie, na której zaraz i ja będę podróżował... Zginęło wtedy 157 osób, w tym polski dyplomata. Te linie, uwaga, mają coś wspólnego z LOT-em! Nie, nie jedzenie. Obaj przewoźnicy współtworzą wraz z np. niemiecką Lufthansą czy Austrian Airlines sojusz Star Alliance. Hasłem...
Ryszard Czarnecki
Nowy Jork. Centrum stolicy świata. Na ulicznym citylajcie pojawia się i znika reklama sztuki Lauren Gunderson „Half of life Marie Curie”. Nie ma niestety nazwiska rodowego jedynej kobiety w dziejach, która dwukrotnie zdobyła Nobla. Jakoś amerykańskie feministki z tego powodu nie protestują. Rzecz wyreżyserowała Gaye Taylor Upchurch. Cena biletów: od 43 dolarów w górę. Gwoli ścisłości – nie pójdę, bo premiera jest 12 listopada, dziewięć dni po moim wyjeździe. A szkoda. Jakby ktoś z amerykańskich czytelników „GP” chciał, to informuję, że sztuka będzie na afiszu tylko sześć tygodni, czyli mniej więcej do Bożego Narodzenia. Sztuka o naszej rodaczce reklamowana jest naprzemiennie z przedstawieniem Davida Byrne’a „American utopia”. Tytuł niczym metafora. Ale zaraz obok miga informacja o „...
Ryszard Czarnecki
Przez wiele, wiele lat bardzo bałem się śmierci. Już jako dorosły człowiek. Dziecko nie ma takiej wyobraźni i zwykle uważa śmierć za rzecz w zasadzie nierzeczywistą. Ale już gdy byłem dorosły, przez ponad ćwierć wieku przerażała mnie myśl: „Co potem?”. Jak to może być, że mnie nie będzie? Może to było mało chrześcijańskie, mało katolickie – bo przecież jest życie po życiu i człowiek „nie umiera, tylko się na nowo rodzi”. Ale z tym panicznym lękiem przegrywałem. Aż przyszedł dzień 8 grudnia 2005 r. i jak nożem uciął – przestałem się bać. Tego dnia zmarła moja mama. To był przełom. Oczywiście chciałbym żyć jak najdłużej – dla rodziny, dla moich dzieci, zwłaszcza dla najmłodszego syna, który ma ledwie 9 lat. Mam poczucie, że tyle rzeczy przede mną do zrobienia, a jednocześnie przyjmuję z...
Ryszard Czarnecki
Alzacka noc. Sznur samochodów, który tworzy chwilowy korek w okolicach Strasburga. Noc rozświetlona czerwonymi światłami pojazdów. Uśmiecham się. Jest bowiem jak u Stendhala: „Czerwone i czarne”. Za chwilę jeden europarlamentarny samochód zamienię na drugi i pojadę w kierunku pobliskiej Szwajcarii. Bo ta noc jest tylko za oknem. Na zegarku jest już po siódmej rano. Kierunek – Basel, czyli Bazylea. Stąd samolotem do Monachium, a potem do Warszawy. Trochę skomplikowane, zwłaszcza że w stolicy Bawarii trzeba poczekać cztery godziny. Wszystko to przez brak połączeń bezpośrednich między Warszawą a Strasburgiem, gdzie mieści się nie tylko jedna z trzech siedzib Parlamentu Europejskiego (o drugiej – Brukseli – wiedzą wszyscy, o trzeciej – w Luksemburgu – mało kto), ale także Zgromadzenia...
Ryszard Czarnecki
Wydawało się, że jak to po każdej kampanii – bitewny kurz opadnie. Ale gdzie tam! Jakie jest życie po życiu, taka jest kampania po kampanii. Jest to zgodne z amerykańską sentencją, że „kampania wyborcza rozpoczyna się dzień po wyborach”. Niewątpliwie z jednej strony mamy wielki sukces PiS-u , bo uzyskanie takiego wyniku w skali Europy to z wyjątkiem Węgier absolutna rzadkość. Generalnie na Starym Kontynencie albo są rządy koalicyjne, albo rządy mniejszościowe (dość częste np. w Skandynawii), ale rządzenia jednej formacji politycznej nie uświadczysz, chyba że we wspomnianym Budapeszcie. Oczywiście można tu jeszcze – od czasu do czasu – dodać Wielką Brytanię, ale to akurat efekt jednomandatowej ordynacji wyborczej, co zresztą i tak nie zapobiega tworzeniu się koalicji na szczeblu...
Ryszard Czarnecki
Jesteście Państwo w sto razy lepszej sytuacji niż ja, nieborak. Piszę te słowa 69 godzin przed ogłoszeniem wyników wyborów, a więc mniej więcej o północy z czwartku na piątek. Zatem Wy wiecie, kto wygrał, a ja tylko przeczuwam. Albo „aż” przeczuwam. W tej kampanii zasuwałem na full. Tak jakbym w niej sam startował. To samo było wiosną, w kampanii europejskiej. Dwie kampanie w ciągu paru miesięcy oznaczają w praktyce próby redukcji snu do minimum. Dla przykładu, tydzień przed wyborami, z piątku na sobotę, spałem 1,5 godziny. Z soboty na niedzielę godzinę z czymś, ale z niedzieli na poniedziałek pozwoliłem sobie na luksus już paru godzin snu. Tyle mojego, co dodrzemałem w samochodzie, pokonując w sumie tysiące i tysiące kilometrów. Uwaga: drzemałem w aucie, ale nie za kierownicą…...
Ryszard Czarnecki
Piszę ten felieton w samolocie do Wrocławia. Czy przebywanie na wysokości 10 kilometrów nad ziemią, a więc sporo wyżej niż góra Czomolungma, przez nietubylców zwana Mount Everestem, zwiększa wenę? Nie mnie to oceniać. „Z ziemi włoskiej do Polski” ? Niezupełnie. To znaczy: do Polski – tak, ale nie z włoskiej, tylko z niemieckiej. Cóż, to nie krasnoludki i sierotka Marysia, tylko konkretne rządy, ludzie, ministrowie i dyrektorzy rządowych agencji zadbali w czasie przeszłym, oby dokonanym, aby polskie metropolie typu Wrocław właśnie, ale też Poznań, Gdańsk, Kraków, a nawet Bydgoszcz czy Rzeszów, były świetnie skomunikowane w ruchu lotniczym z Frankfurtem czy Monachium, nierzadko lepiej niż z Warszawą... Lufthansa się cieszy, ofensywny w ostatnich czterech latach LOT znacznie mniej....
Ryszard Czarnecki
W Brukseli rano mżawka, wieczorem mżawka. Wszyscy się dziwią, jak nie pada. Taki Londyn na kontynencie – tyle że do sześcianu. Skoro o Londynie mowa – to słowo o „czechizacji” Wielkiej Brytanii. Czechizacja – od Czech. Dlaczego? Bo na Wyspach Brytyjskich jest dokładnie tak jak w tym znanym powiedzeniu o czeskim filmie – nie wiadomo, o co chodzi. I może trochę to niesprawiedliwe określenie, ale jeśli niesprawiedliwe, to tylko odnośnie do czeskiego filmu, a nie Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. Bo czeski film z czasów komuny czasem bywał niezły. Słynny „Lot nad kukułczym gniazdem” nakręcił przecież czeski emigrant Miloš Forman. Oglądałem go bodaj w nieistniejącej już Moskwie – żeby było jasne, chodzi o kino, a nie o miasto, stolicę Rosji. Tak, to samo kino...
Ryszard Czarnecki
Tak, tak, panie dzieju. Czasy się zmieniają. Kobiety dominują w polityce w coraz większym stopniu. Także w polityce międzynarodowej. Znane powiedzonko: „Zawsze musi być ten pierwszy raz” odnosi się w tym roku do zdobycia dwóch spektakularnych politycznych szczytów przez damy. I tak po raz pierwszy w 60-letniej historii tej instytucji kobieta została w Brukseli szefem Komisji Europejskiej. Mowa o Niemce Ursuli von der Leyen z domu Albrecht. I tak po raz pierwszy też prezesem Europejskiego Banku Centralnego we Frankfurcie nad Menem została kobieta – Francuzka Christine Lagarde z domu Lallouette. Dzieje EBC są niemal trzy razy krótsze niż dzieje Komisji Europejskiej, bo liczą 21 lat. Specjalnie napisałem nazwiska obu pań „de domo”, żeby jednak zaznaczyć, że owe szczyty uzyskały one pod...
Ryszard Czarnecki
Przed budynkiem Parlamentu Europejskiego w Brukseli przy Rue Wiertz flagi łopoczą na wietrze. Pierwsza najbardziej z lewej, nomen omen, to flaga… Unii Europejskiej. Ale jak się patrzy od strony owych flag, to ta UE jest… najbardziej na prawo. Taka ciekawostka. Opodal, nieco na uboczu, jakby coraz bardziej osamotniony symbol euro. A propos: ustępujący niemiecki komisarz Günter Oettinger, który w Brukseli reprezentował Berlin przez 10 lat, zaproszony został przez nasz MSZ na coroczne spotkanie polskich ambasadorów. Za ministra Sikorskiego zaproszono szefa MSZ Rosji Sergieja Ławrowa… W kuluarach owego spotkania Niemiec rozpytywał polskich ministrów, kiedy Polska wejdzie „wreszcie” do strefy euro. Jeden z członków rządu, zresztą minister konstytucyjny, wykazał się chyba źle pojętą...
Ryszard Czarnecki
To była eksplozja. Spokojnie, nic złego. To była eksplozja z kategorii tych, w których nikt nie ginie, a bardzo wiele osób się cieszy. No, może nie wszyscy. Cieszyli się Polacy, a smucili Niemcy, co samo w sobie nie jest specjalnie smutne. Naszym zachodnim sąsiadom nie życzę źle, ale kiedy grają mecze międzypaństwowe z Biało-Czerwonymi, to, proszę wybaczyć, kciuków za nich nie trzymam. Zatem nastąpiła eksplozja. To eksplodowała łódzka hala sportowa Arena, czasem pieszczotliwie zwana Arenką. Było już chyba po 23-ciej, zakończył się mecz Polski i Niemiec w siatkówce kobiet. Poza halą była już ciepła, letnia noc. Polki po zażartym, heroicznym, epickim boju wygrały 3:2 z drużyną znad Renu i Łaby. Zdecydował piąty set, bo widać nasze dziewczyny są spokrewnione z Alfredem Hitchcockiem i...
Ryszard Czarnecki
Można by nakręcić polski remake amerykańskiego filmu polityczno-sensacyjnego „Barwy kampanii”. Mógłbym współtworzyć scenariusz: cztery razy skutecznie kandydowałem do Parlamentu Europejskiego, cztery razy do Sejmu RP (w połowie z dobrym skutkiem), raz  w wyborach samorządowych. Widziałem wiele. A nawet – bardzo wiele… Teraz pomagam w kolejnej kampanii sejmowej. Odwiedzam niezbyt duże miasto, słynące z ważnej fabryki. Zapraszają mnie na mecz piłkarski. Wywołują na środek boiska, wręczają koszulkę z moim nazwiskiem, kilkaset osób klaszcze i, uwaga, nikt nie gwiżdże. Grupa zagorzałych kibiców skupia się wokół bębna, na którym bębnowy wybija odpowiedni rytm i skanduje klubowe hasła. Gdy wracam do publiczności, pojedynczy człek na mój widok krzyczy: „konstytucja”, na co bębnowy wali w...
Ryszard Czarnecki
„Dziwny jest ten świat”, jak proroczo śpiewał Czesław Niemen, syn Kresów Wschodnich RP, ziem opiewanych przez Elizę Orzeszkową w powieści „Nad Niemnem”. Naprawdę nazywał się Czesław Juliusz Wydrzycki. Cóż, Bolesław Prus to też przecież był pseudonim, Aleksandra Głowackiego. I tak Prus i Niemen weszli do historii polskiej kultury pod tymi pseudonimami, inaczej niż Henryk Sienkiewicz, który używał choćby literackiego miana „Litwos”, ale do panteonu i narodowej literatury i literackiej Nagrody Nobla (jako pierwszy Polak!) wszedł pod własnym nazwiskiem. Wracając do opisu Niemena, rację to on miał w stu procentach. Ba, można rzec, iż był nawet prorokiem Czesławem. Opisał bowiem również sytuację współczesnej Polski. Dziwny mamy świat, w którym dyszące z nienawiści do Kościoła...
Ryszard Czarnecki
W święta Bożego Narodzenia ludzie zazwyczaj składają sobie życzenia. Niektórzy robią to za pośrednictwem internetu, na przykład na Twitterze. O czym myślała w świątecznej atmosferze w pierwszy dzień świąt Narodzenia Jezusa A.D. 2017 roku pani europoseł z PO von Thun und Hohenstein, ćwierkając: „Rokuję, że PiS i te wszystkie Śmieci, tak jak wtedy PZPR, też zaraz się rozpadną :)” (pisownia oryginalna). Określanie ludzi, w tym konkretnie członków PiS, per „śmieci” jest bezsprzecznie mową nienawiści. A co dopiero, gdy czyni się to w świątecznym dniu, podczas jednego z dwóch największych chrześcijańskich świąt? Zapewne nieopodal choinki, a może nawet stołu z białym obrusem i siankiem pod nim, gdy w tle słychać bożonarodzeniowe kolędy? Przynajmniej ów stół z białym obrusem i siankiem oraz...

Pages