Potknięcie to katastrofa?

W „Good Day, and Good Luck” (2004) pokazał Clooney stację telewizyjną doprowadzającą do upadku senatora McCarhty’ego, który polował w USA na komunistów. W jego najnowszym filmie chodzi o partyjne prawybory. Oglądamy je przez pryzmat losów utalentowanego wilczka Stephena (Gosling), który zajmuje się pijarem kandydata na prezydenta, gubernatora Mike’a (Clooney). Mike wygląda na idealistę, Stephen prowadzi jego sprawy bezbłędnie, w dodatku cechuje go naiwna wiarę w słowa kandydata. Dopiero rozmowa z Tomem (Giamatti), szefem obozu przeciwnika, zachwieje i tą wiarą, i nadzieją w zwycięstwo.

Koleżanka ze sztabu wyborczego (Wood), wścibska dziennikarka (Tomei), senator Thomson (Wright), o którego poparcie zabiega ekipa Mike’a, to pozostali rozgrywający dramatu.

Ale Stephen nie zrelacjonuje spot-kania swojemu szefowi (Hoffman). To błąd niewybaczalny, to zdrada, Stephen okazał brak czujności wobec wabienia drugiej strony. W dodatku mówi za dużo wścibskiej, a niedyskretnej dziennikarce (Tomei). Nie ma litości, młody wilczek niechybnie musiałby iść na dno, gdyby nie romans z dziewczyną ze sztabu wyborczego (Wood). Za jego sprawą w ręce Stephena wpada dowód nieczystego zagrania gubernatora, jego niewybaczalnej słabości. Być może pozwoli to Stephenowi ocalić skórę, pognębić rygorystycznego szefa, ba – wpłynąć na kształt sojuszy przyszłego prezydenta, zgodnie ze swoimi szczerymi przekonaniami. Tyle że za realizację przekonań płaci się tu duże stawki.

Polityka, władza jest w tym filmie przedmiotem gry. Zasady są na ustach i na plakatach. Decyduje skuteczność, obietnice się nie liczą, są stawką w politycznym pokerze. Najwyższe ceny płacą najsłabsi i najmniej winni, duzi gracze wychodzą na swoje. Stephen i eksszef mogą po wszystkim spokojnie przedyskutować partię – jak szachiści, tenisiści.

Przed nami świat smutny, ale nie beznadziejny. Gubernator Mike musi wybrać między pracownikiem lojalnym a tym, który ma na niego haka. Decyzja jest...
[pozostało do przeczytania 32% tekstu]
Dostęp do artykułów: