Powrót fachowców

Pani Mucha nie wymyśliła nic nowego, korzysta tylko z najlepszego przykładu, który idzie z samej góry. Po to się rządzi państwem, żeby móc wynagradzać swoich kumpli oraz stronników i pozyskiwać kolejnych rozdawaniem stołków.

Czy ktoś myśli, że Tusk by nie chciał, żeby administracja państwa działała sprawnie? Pewnie, że by chciał. Ale skoro przyjął takie zasady gry o władzę, jakie przyjął, to żadne wściekanie się, pokrzykiwanie na nieudolnych podwładnych i rzucanie w nich papierami nic nie da. Kadry decydują o wszystkim, mówił klasyk. A o kadrach decydują układy. Tusk świadomie stał się zakładnikiem owych układów, postanowił balansować między sitwami i koteriami, tu przycinając, tam wspierając, równoważąc, stale eliminując silniejsze osobowości na swoim zapleczu, jak surfer na fali. Skoro raz przyjął taką zasadę, raz zrzekł się wszelkich prób narażania się grupom interesów, to dalej państwo rozkłada się już siłą inercji.

Jeśli minister infrastruktury zatrudnia w resorcie czterdziestu paru kolesiów, kierując się wyłącznie kryteriami frakcyjnymi, to rutynowa zmiana rozkładu jazdy musi się przekształcić w katastrofę. Jeśli ministrów dobiera się wedle kryteriów piarowskich i pod partyjne gry, a oni znowu dobierają swoich współpracowników wedle kalendarzyka wymiany przysług (ileż tam siedzi po ministerstwach córek i pociotów różnych Sobiesiaków!), to nie ma mowy, żeby taka władza umiała sobie poradzić z jakimkolwiek zadaniem, nawet tak prostym jak przygotowanie na czas paru przepisów niezbędnych, by wprowadzić odpłatność za drugi kierunek studiów.

Warto sobie przypomnieć tę scenę z „Alternatyw”, gdy drobny partyjniak (jeszcze nie gospodarz domu) Anioł tłumaczy żonie Miećce arkana polityki: ten wisi pod tamtym, tamten to człowiek tego, a ja z kolei wiszę pod tym… Pod medialną kryszą michnikowszczyzny, straszącej Kaczyńskim i plotącej o drodze do Europy, zbiorowym wysiłkiem rządzącego cwaniaczka i jego świty oraz wszelkiego rodzaju sitw...
[pozostało do przeczytania 9% tekstu]
Dostęp do artykułów: