Małpy pana Maćka

Zasługi Macieja dla tego segmentu literatury popularnej są nie do przecenienia. Można zaryzykować stwierdzenie, że Parowski nie tylko tę fantastykę opisał, ale poniekąd stworzył.

Jako redaktor działu polskiej prozy w „Fantastyce”, jako jej ponaddziesięcioletni naczelny czy wreszcie szef kwartalnika „Czas Fantastyki” był niestrudzonym kreatorem, inspiratorem, selekcjonerem, matką i ojcem dla młodych autorów, których zachęcał, kształtował, poprawiał, niekiedy – odnoszę wrażenie – nawet pisał za nich, wreszcie kategoryzował, zaliczał do kolejnych nurtów, generacji. Co smutne, rzadko spotykała go za to wdzięczność.

„Małpy” są w istocie wyborem tekstów wcześniej publikowanych w prasie, znajdziemy tam szkice krytyczne, rozmowy, które Parowski przeprowadził, i takie, podczas których to Parowskiego przepytywano, referaty z konwentów, recenzje, polemiki. Słowem, prawdziwy witraż podporządkowany kilku ważnym tezom.

W tym tomie zarzut, który często, choć dość żartobliwie, stawiałem Maćkowi, iż „bywa za mądry”, zaczyna działać zdecydowanie na jego korzyść, a inteligentne zestawienie tekstów zebranych z ponad dwóch dekad układa się w przekonującą całość. Jest Parowski wielkim bojownikiem na rzecz fantastyki, porównywalnym może z wiedźminem Geraltem, tyle że rolę smoków, z którymi walczy, odgrywają poprawnopolityczne salony i tradycyjna krytyka literacka, reagująca na fantastyczne bestsellery skrzywieniem warg. Maciek bez trudu udowadnia, że właściwie wszystko jest fantastyką: od „Gilgamesza” oraz „Iliady” po „Pinokia”, „Podróże Guliwera”, „Portret Doriana Greya” Wilde'a, „Burzę” Szekspira czy uznanego przez czytelników za najlepszą powieść XX wieku „Mistrza i Małgorzatę” Bułhakowa. I tu się jako miłośnik „pierwszorzędnych dział literatury drugorzędnej” absolutnie zgadzam z Parowskim.

Nie sposób nie zgodzić się i z drugą tezą – zarówno w czasach komuny, kiedy cenzura uniemożliwiała pisanie prawdy wprost, jak i teraz, kiedy pisarzy...
[pozostało do przeczytania 31% tekstu]
Dostęp do artykułów: