Piotr Wielgucki „Matka Kurka”

Finisz kampanii wyborczej w wykonaniu PiS praktycznie sprowadza się do jednego, mianowicie próby mobilizacji elektoratu wiejskiego i tego z mniejszych miast. Mówienie o tym, że wybory do Parlamentu Europejskiego mają swoją specyfikę, to nie tylko banał, lecz szereg prawd zawartych w banale, między innymi najniższa frekwencja jest powszechnie znanym faktem. Wiadomo też, że za ten niski wskaźnik głównie odpowiada absencja na prowincji. „Prości ludzie” jakoś nie pchają się na brukselskie salony i nie przywiązują wagi, kto tam będzie „robił za eura”. Niestety ten kij ma dwa końce, bo w dużych miastach mobilizacja jest spora, wiadomo, wszystkie kompleksy i snobizm nakazują być bardziej amerykańskim od Amerykanina. Dla PiS jest to najważniejszy problem wyborczy, którego zresztą politycy nie...
Rocznica, rocznica i już po rocznicy. Z Unią Europejską jest jak z Owsiakiem, 80 proc. wierzy, że dzięki Owsiakowi żyją dzieci, i tyle samo powtarza brednie, jak to Unia daje nam pieniądze. Jeden i drugi wskaźnik przygnębia, ale uczeni wiedzą, że tak właśnie działa manipulacja na gigantyczną skalę. Gdy się eksponuje pewne symbole i powtarza brednie podparte silnymi emocjami, to można wcisnąć człowiekowi każdy kit. Owsiak przykleja serduszka na inkubatorach i miliony są przekonane, że w szpitalach nie ma innego sprzętu. Prawda jest taka, że WOŚP nie ma promila udziału w wydatkach na służbę zdrowia i jeśliby rzeczywiście oprzeć polskie szpitale na łasce Owsiaka, to dopiero wtedy umieralibyśmy hurtowo. Unia daje tyle samo co Owsiak, czyli nic nie daje, tylko kupuje i sprzedaje. Wszelkie „...
Gdzieś w tle wszystkich politycznych sensacji, rewelacji oraz nudnych rytuałów trwa przedwczesny casting na nowego prezesa Prawa i Sprawiedliwości. Kandydatów nie ma zbyt wielu, a jak już się ujawnią, to szybko się zużywają. W ciągu czterech lat taki los spotkał Beatę Szydło, Andrzeja Dudę i Patryka Jakiego, choć ten ostatni chyba sam nie wierzył, że może zajść tak daleko. Na placu boju pozostali dwaj zawodnicy, jeden to Mateusz Morawiecki, faworyt Jarosława Kaczyńskiego, o co miałem wiele pretensji i nadal nie jestem pewien, czy topienie Beaty Szydło było konieczne. Drugi to Joachim Brudziński, który mógłby ewentualnie, w razie czego, na okoliczność… Żartuję sobie niewybrednie, bo i nic poważnego w tej kandydaturze nie widzę. Następcą prezesa Jarosława Kaczyńskiego – oby to nastąpiło...
Myślenie życzeniowe ma to do siebie, że jest oksymoronem, i to w wersji wyjątkowo naiwnej. Nie istnieje taki stwór i albo się myśli, albo się liczy na cud. Prawica czy szerzej konserwatyści dopatrzyli się w pożarze katedry Notre Dame wielu symboli, z częścią się nie tyle zgadzam, ile uznaję za oczywiste, ale nijak nie mogę się zgodzić na symbolikę przełomu. Przepraszam, że tak brutalnie sprowadzam na ziemię, jednak to nie moja wina, takie po prosto jest życie, zwłaszcza to współczesne. Francja się nie nawróci i co gorsza, nie zmądrzeje. Przeciwnie, będzie się nadal staczać, i to już widać. Obietnicę Macrona, że katedra zostanie odbudowana w pięć lat, za realny plan może uznać pani Macronowa i na tym koniec. Bujdą jest i to, że cała Francja płakała. Wystarczyło wejść na fora internetowe...
Według mitów i legend niektóre zjawiska dzieją się same, na przykład tytułowy burdel rzekomo robi się sam. Nic bardziej mylnego, oko ludzkie jeszcze nie widziało i nigdy nie zobaczy samoistnego burdelu. Zawsze ktoś musi popchnąć pierwszy klocek domina, co wcale nie oznacza, że za pierwszym polecą następne klocki. Dobrze zorganizowany przybytek, żeby nie epatować już mocnym słowem, z chaosem nie ma nic wspólnego. Podobne miejsca uciech potrafią być do tego stopnia profesjonalnie zorganizowane, że otrzymują status ekskluzywnego lokalu. Wiemy też, z ustaleń prokuratury, że nawet najbardziej wybrednym klientom, którzy mają specjalne życzenie, personel potrafi w pięć minut podać zamówioną fasolkę po bretońsku. Z potocznym znaczeniem zjawiska też nie ma lekko, o czym przekonał się od 25 lat...
O takich tragediach jak spadek oglądalności żenujących spektakli powiatowego celebryty dowiaduję się w sposób pośredni. Dobrzy ludzie donoszą i stąd wiem, że dzieje się dobrze. Sam ostatni raz oglądałem tę żenadę, a była to wyjątkowa żenada, gdy na kanapie zasiadł Bronisław Komorowski. Od tamtego czasu nie pamiętam, jak wygląda Wojewódzki i Komorowskiego chyba też bym na ulicy nie poznał. No tak, ale to żadna wykładnia czy diagnoza, że prawicowy oszołom traktuje z buta lewicowego błazna. Prawdziwa przygoda zaczyna się przy statystykach i tutaj doniesienia są bardzo optymistyczne. Blisko pół miliona widzów przez rok odpłynęło z hitu TVN i w tej chwili badziewie ogląda zaledwie 900 tys. Taka oglądalność nie robi wrażania na nikim i jest do tego stopnia wstydliwa, że sam Jacek Kurski nie...
Na ile to możliwe, staram się unikać maniery publicystycznej, która obowiązuje dość powszechnie i polega na dostosowaniu opinii do bieżących potrzeb. Pamiętam doskonale swój felieton „ochraniający” świeżo powołaną Wiosnę Biedronia. Pisałem wówczas, że ten polityczny wynalazek nie powinien zbytnio drażnić prawicy, bo nieocenione są korzyści płynące z jego istnienia. Nic się w tej materii nie zmieniło, opinia pozostaje na swoim miejscu, co więcej, życie pokazało, że miałem rację. Wiosna po aferze z „Kartą LGBT+” robiła za młotek Koalicji Europejskiej na kowadle PiS. Zbieranina KE wpadła w pułapkę i była oklepywana z dwóch stron. Niestety, nie takie media „liberalne” głupie, jak nam się wydaje i we wrażym obozie co bardziej rozgarnięci szybko się zorientowali, że wynik Wiosny powyżej 12...
WW pierwszych słowach mego listu pozdrawiam serdecznie „obrońców konstytucji”, którzy dostarczają mi codziennej dawki dobrego humoru. Ich działalność jest równie udolna i poważna jak początek mojego felietonu, który zostałby podkreślony na czerwono przez panią od polskiego. Powtarzające się schematy bezproduktywnych działań całkowicie wypruły z emocji spór o „wolne sądy”. Może trochę przesadzam, wąska grupa bezpośrednio zainteresowanych i pasjonatów jeszcze się tym interesuje. Należę do pasjonatów i dlatego znam treść sporu z detalami, co pozwala mi stwierdzić, że pytania prejudycjalne SN dotyczące Izby Dyscyplinarnej i KRS to zupełnie inna bajka niż wiek emerytalny sędziów. Różnice widać już na starcie, w przypadku ustawy o SN było postanowienie o zabezpieczeniu i zobowiązanie Polski...
Na fali euforii, a taki widzę stan ducha prawicy po dwóch celnych ciosach Jarosława Kaczyńskiego, bardzo łatwo zatracić proporcje. Wyświechtana i szczerze przeze mnie nienawidzona formułka: „Pycha kroczy przed upadkiem” tym razem może mieć zastosowanie. Według najnowszych badań Polacy, łącznie z wyborcami PO, zdecydowanie poparli „piątkę Kaczyńskiego”. Po drodze zdarzyło się jednak parę niezbyt mądrych wypowiedzi, które całkiem niepotrzebnie narobiły bałaganu. O ile słowa ministra Szczerskiego o 500+ jako premii prokreacyjnej dla nauczycieli uznaję za lapsus wykorzystany przez siły ciemności, to już minister Suski palnął nieprawdopodobną głupotę, porównując zarobki posłów i nauczycieli. Mnie nie trzeba przekonywać, że pojedynczych wpadek nie można porównywać z programami na miliardy...
Istnieją takie sytuacje i poglądy, które jednoczą Jarosława Kaczyńskiego, Aleksandra Kwaśniewskiego i Sławomira Nowaka? Słucham? Mam się puknąć w głowę? Mogę, to żaden problem, codziennie dostaję takie oferty, ale zamiast tego dopowiem coś jeszcze bardziej szokującego. Otóż istnieją! A konkretnie chodzi o sławetny powrót Tuska na białym koniu. W tej kwestii wszyscy wymienieni posiadają identyczny pogląd – powrót Tuska, jako przełom w polskiej polityce, jest mało realny. W powrót Tuska i jego skuteczną szarżę wierzą już wyłącznie desperaci, nadzieja umiera ostatnia, jak to ujął Jarosław Kaczyński. Starzy wyżeracze, którzy niczym nie ryzykują, łączą się w jednym poglądzie, bo innego być nie może. Największym zaskoczeniem wydaje się wypowiedź Nowaka, który stwierdził, że takie akcje w...
Ideowa deklaracja tak zwanych liberałów, czytaj neomarksistów, zawarta w jednym tytułowym zdaniu, to jedyna reakcja na nowy program socjalny PiS. Rzecz jasna żaden europejski neomarksista nie odważył się w takiej formie zilustrować swojej bezsilności, ale oni niczego nie muszą mówić, żeby przyzwoity człowiek wiedział, co im się marzy. Przez blisko 25 lat, z małymi przerwami, był wdrażany wyłącznie jeden program, polegający na ekonomicznym zaszczuwaniu Polaków i zamianie narodu na tanią siłę roboczą dla zachodniego kapitału. Całość odbywała się przy jednoczesnym mordowaniu polskiego kapitału, bo przecież wszystko nagle stało się nierentowne. W ułamku sekundy nie opłacało się produkować gwoździ, traktorów, nowych połączeń telefonicznych i nawet kultowe marki wódki sprzedano. Każda...
Takich ogłoszeń w izraelskiej prasie, a także w prasie zarządzanej przez żydowską diasporę, znów pojawiło się sporo. W treści znajduje się wszystko, poza znakiem cudzysłowu, którym powinno być opatrzone słowo „przyjaciela”. Cała reszta się zgadza, łącznie z „aaa”, bo chodzi o to, aby Polakom dokopać na pierwszych stronach gazet. Po wypowiedziach Israela Katza i Benjamina Netanjahu, obciążających Polaków niemieckimi zbrodniami, napisałbym, że czas najwyższy się obudzić, ale ten czas dawno minął. Obecnie trzeba ratować, co się da, choć poza resztkami zdrowego rozsądku niewiele zostało. Polska wobec Izraela nie może się dłużej zachowywać jak wiecznie zdradzana narzeczona, jeśli nie chce, aby ten marny status zamienił się w coś bardzo wulgarnego. Ostatnie wydarzenia ślepych i głuchych...
I dokładnie tak, a nie inaczej należy podejść do tematu Wiosny w wydaniu homoseksualnym, z robociarskim poczuciem humoru i szacunkiem dla przewodniej roli partii. Biedroń i jego antyklerykalny teatrzyk, połączony z ideologicznym przewrotem „moralnym”, działa na środowiska prawicowe jak czerwona płachta na byka. Niepotrzebnie, bo to strata energii i brak politycznego wyczucia. Wiadomo od dawna, że na byka wcale nie działa czerwień, ale energiczne ruchy matadora, które wykonuje za pomocą płachty. Jakim matadorem jest Biedroń, to każdy, nie tylko byk, widzi. Nie ma czym się podniecać, stare gesty, stare okrzyki bojowe, był czas przywyknąć, jak mawiał skrajny konserwatysta Kazimierz Pawlak. Średnio mi się też podoba, w wymiarze ściśle politycznym, lustrowanie finansów pana Roberta i jego...
Natury ludzkiej nie oszukasz, choćbyś nie wiem jak się starał. A przyznaję, że gdzieś z tyłu głowy zawsze majaczyła mi pewna myśl. Widać gołym okiem, że Jarosław Kaczyński jest politykiem unikatowym, bo całkowicie obojętnym na dobra materialne, ale… Gdyby tak potajemnie nagrać Kaczyńskiego, zgodnie z autorską regułą: „Uczciwi nie mają się czego bać”, to co by z tego wyszło? Ujawniłem kawałek swojej wrednej natury, ale taki już jestem, kłamać nie umiem. Na 95 proc. wyceniałem uczciwość Jarosława Kaczyńskiego, w końcu tylko człowiek szalony wierzy politykom w 100 proc. – i dotyczy to każdej kwestii przez polityka poruszonej. Chodziłbym z tą pięcioprocentową zgryzotą do końca świata i jeden dzień dłużej, gdyby nie dar z niebios, a właściwie tylko z Czerskiej. Z cyklu publikacji, jaki...
Minęło kilka tygodni od tragicznej śmierci Pawła Adamowicza i kto jeśli nie oszołom z Biskupina może ponazywać rzeczy po imieniu, a nazbierało się tego trochę. Zamiast kultu „męczennika” mamy kompletny brak zainteresowania zmarłym. Nikt o Adamowiczu nie mówi w kontekście bohaterskiej śmierci na służbie. W ogóle mało się mówi o całej tragedii w jakimkolwiek kontekście. Wyjątek stanowi „zrozpaczona” wdowa, która zdążyła zaliczyć tournée po mediach i znalazła czas na wycieczkę do Brukseli. Miała się zmienić rzeczywistość, świat i polska polityka, ale jak widać, nie zmieniło się nic. Parafrazując średniowieczne przysłowie: „Umarł król, niech żyje król”, łatwo gdańską tragedię sprowadzić do cynicznego biznesu, co POKO w swoim stylu zrobiła. Nie ten Adamowicz, to będzie następny, tyle...
Powtarzania nigdy dość, szczególnie w tym przypadku, zatem powtarzam. Owsiak ma na koncie pięć wyroków za „mowę nienawiści” z trzech kodeksów. Prawomocny wyrok karny za zniesławienie Piotra Wielguckiego. Prawomocny wyrok za używanie wulgaryzmów w miejscu publicznym. Trzy wyroki cywilne za naruszenie dóbr osobistych, dwa po przegranych procesach z Krystyną Pawłowicz i jeden z Piotrem Wielguckim. Do tego należy dołożyć 14 wyroków wydanych przez WSA Warszawa i Naczelny Sąd Administracyjny, w których stwierdzono, że prezes zarządu WOŚP łamie ustawę o dostępie do informacji publicznej. Za łamanie ustawy WOŚP została dwukrotnie ukarana przez NSA. Wreszcie mamy przypadek szczególny, tragiczna śmierć Adamowicza, która miała miejsce w czasie zbiórki publicznej organizowanej przez WOŚP. Według...
Jeden z ulubionych sportów braci dziennikarskiej to personalne wojenki, czyli tani magiel przeniesiony na łamy gazet i głos antenowy. Jest to jedyny powód, dla którego nie zamierzam w niniejszym felietonie używać nazwisk, po prostu mierzi mnie to. Natomiast nie mogę zostawić bez komentarza postawy, bo ta mierzi jeszcze bardziej. Po tragedii w Gdańsku napisałem na Twitterze, że za chwilę Owsiak zrobi z tego ideologiczny biznes i pranie mózgu. No i wylała się fala ścieku. Że takie fale zalewają mnie z lewej strony, zdążyłem się przyzwyczaić, uderzenie z prawej strony mimo wszystko zaskoczyło, tym bardziej że ci sami „prawi” zakochali się w „koncyliacyjnym” komentarzu Durczoka. Moje „proroctwo” sprawdziło się po 14 minutach i trwa do dziś, romans „prawych” z Durczokiem trwał nieco dłużej...
Właściwie powinienem dać inny i bardziej konsekwentny tytuł: „Polowanie na Żyda II”, bo swego czasu tak opisałem nagonkę na Dawida Wildsteina, którą zorganizowali junacy z „Gazety Wyborczej”. Po namyśle zmieniłem tytuł, aby nie mylić porządków. Andruszkiewicz oczywiście Żydem nie jest i tylko tego argumentu zabrakło na fali gnoju, nie żadnego „hejtu”, jaka się przelała przez lewicowo-liberalne media. Prócz rytualnych wyzwisk: faszysta, nacjonalista, „prawdziwy Polak”, pojawiło się coś nowego. Mam na myśli skalę agresji w relacji do takiego sobie awansu. Adam Andruszkiewicz został wiceministrem od cyfryzacji, a za tym resortem od wielu lat ciągnie się tragikomiczna sława, w mojej ocenie słusznie. Ministerstwo to jest dziwolągiem i przeżytkiem, w 2019 roku cyfryzacja na nikim nie robi...
Bolesny temat smoleński od dłuższego czasu jest tematem wyciszonym. Zabrzmi to prawie jak herezja, ale dobrze się stało. Dalsze powielanie tych samych argumentów – bo nowych niestety nie ma – nie służyło wyjaśnieniu tragedii i dawało paliwo najgorzej życzącym Polsce. Obawiam się, że będzie to jedna z tych zbrodni, która nigdy nie zostanie do końca wyjaśniona. Nie znaczy to, że należy przerwać śledztwa i badania, to byłoby ciężkim grzechem, trzeba się jednak liczyć z tym, że największe wysiłki mogą się okazać bezowocne. Podobnie o Smoleńsku w czasie ostatnich spotkań na Krakowskim Przedmieściu mówił Jarosław Kaczyński, który chyba się pogodził ze smutnymi faktami. Wspominam te bolesne doświadczenia z jednego powodu. Dziś nie ma takich emocji, jakie buzowały w Polakach jeszcze sześć lat...
Jestem szczerze zawiedziony startem lub raczej falstartem nieistniejącej partii Roberta Biedronia, która w pierwszych opłaconych sondażach osiągała 8 proc. poparcia. Poważnie, czuję wielki zawód, bo każdy taki lewicowy wynalazek odbiera głosy POKO, co może się okazać kluczowe, jak w przypadku głosów na partię Razem, dzięki czemu lewicowa koalicja nie dostała się do sejmu. Niestety Biedroń długo nie wytrzymał, choć początki były obiecujące. Nieistniejąca partia, do której jako pierwszy zapisał się Krzysztof Gawkowski, były wiceprzewodniczący SLD, ogłosiła bardzo osobliwy program wstępny. Przekaz składał się z dwóch członów: nowoczesność i wrażliwość lewicowa. Biedroń z Gawkowskim wymyślili sobie, że wśród ludu pracującego miast i wsi jest sporo wyborców żywo zainteresowanych krzewieniem...
Staram się w felietonach „papierowych” unikać charakterystycznej dla internetowych publikacji brutalności przekazu, ale tym razem łamię konwencję. Dlaczego? Przelała się czara obrzydzenia. Do działań tak zwanych „narodowców” od długiego czasu mam same zastrzeżenia i to w każdym obszarze, od politycznego, przez ideologiczny aż po estetyczny. Nie widzę w tym ruchu niczego poza tanim patetyzmem, wycieraniem sobie buzi wartościami i pakietem infantylnych inwektyw: „Upaińscy”, „Usrael”, „ŻydoPiS” itd. Piszę to z pozycji człowieka, który ma setkę zastrzeżeń do polityki zagranicznej, gdzie rzeczywiście PiS zaliczył wiele wpadek i – co tu dużo mówić – kompromitacji, choćby w sprawie ustawy IPN. Nie ukrywałem też swojego niepokoju w kwestii uległości PiS wobec polityki USA i Izraela, co często...
O wstydzie, jaki Polacy przynoszą Polsce na całym świecie, słyszeliśmy tyle razy, ilekroć na Czerskiej i Wiertniczej odpalano komputery. Jest też taki specjalny ekspert od protokołu, dreskodu i posługiwania się sztućcami. Nazwiska nie pamiętam, ale jak powiem, że to Dziewulski ogłady, chyba wszystko będzie jasne. No i tenże ekspert miał w zwyczaju opowiadać, jaką to wielką gafę popełnił prezydent RP, bo podał królowi wino za kilkadziesiąt, a nie za kilkaset złotych. Pierwsza Dama miała z ekspertem równie ciężkie życie, została zmierzona od góry do dołu i wyszło ekspertowi, że obcas jest o 3 mm za wysoki, kapelusz o pół tonu za jasny. Jednak najgorzej w oczach eksperta wypadali „zwykli Polacy”, pieszczotliwie nazywani: burakami, cebulakami, ciemnogrodem. Nieodzowne w krytyce Polaków...
Mógłbym przeprosić za truizm w tytule, ale w Polsce to ciągle nowość lub co najmniej cykliczne zaskoczenie. Nasza ideowa naiwność nieustannie zderza się z cynizmem politycznym ze strony wrogów i przyjaciół. Daleki jestem od buńczucznych teoretyków, którzy postulują, aby Polska dumnie szła przez świat z własną suwerennością i nie godziła się na żadne kompromisy. Nigdy coś podobnego w historii Polski nie miało miejsca, zawsze musieliśmy szukać sojuszy, a także strategicznego wycofania się na upatrzone pozycje. Współcześnie wybór mamy niewielki i na trudny sojusz z USA musieliśmy się zdecydować, bo Niemcy nas zjedzą na surowo, a o Rosji szkoda wspominać. Patrząc na politykę realnie, większego „miodu” nie znajdziemy, ale to nie znaczy, że mamy wiecznie wpadać w tę samą pułapkę naiwności....
Uznaję się za maniaka, może nawet kogoś z lekkim odchyleniem psychicznym, potrafię godzinami pracować nad czymś, co mnie frapuje, irytuje, pasjonuje. Zdarzało się nie raz i nie dwa wyjść po 24.00 przed chałupę i odkręcać po omacku kawałek zepsutego samochodu. Brałem potem taką część „na warsztat” i do rana przy niej grzebałem. Efekty napraw bywały różne, ale na końcu zawsze samochód odpalał i jechał dalej. Mając w głowie te wszystkie odchylenia, jestem w stanie zrozumieć maksymalistów, którym spokoju nie daje jakiś defekt, ale w remontowanym samochodzie zawsze coś nie działa lub się psuje. Musi się z tym faktem pogodzić każdy maksymalista, w przeciwnym razie zmieni status na wariata. Szczególnie niebezpieczni są maksymaliści, którzy gotowi się zabić w czasie jazdy nie do końca sprawnym...
Miłośnicy ustnej harmonijki i bluesa w wykonaniu satyrycznym pewnie skojarzyli tytułowe słowa z wielkim przebojem Ireneusza Dudka. Słusznie! A dalej pamiętacie? „Mam dwie lewe ręce. / Nie mam pieniędzy. / Nie mam ochoty / wziąć się do roboty. / Zamiast pracować / ja wolę leniuchować”. Tak to szło i mniej więcej tak idzie opozycyjnym nieudacznikom, którzy ze wszystkich lewych atrybutów najbardziej lewe mają ręce. Zmiana władzy zawsze wymaga zmiany nastrojów społecznych. PiS przez osiem lat bezskutecznie próbowało zmienić emocje, choć materiału nie brakowało – od wielkich afer po Smoleńsk. Wreszcie przyszedł rok 2014 i w sumie mało znaczące ośmiorniczki skonsumowane w podrzędnej restauracji stały się dla Polaków najważniejszym problemem politycznym. Tak to działa, ludzie podniecają się...
Posypała się lawina dobrych rad i rewolucyjnych pomysłów na zmianę strategii politycznej PiS. Wszystko jest efektem „porażki, której nie ma co ukrywać”. Jak zwykle w takich wypadkach stosuję jedną metodę – z głupotą nie dyskutuję. Życzę takiej „porażki” PiS w wyborach parlamentarnych, jaka miała miejsce w wyborach samorządowych. I życzę takiego zwycięstwa Koalicji Obywatelskiej w wyborach parlamentarnych, jakie odniosła w wyborach samorządowych. Matematyka, logika i twarde dane wskazują wyraźnie, że ogólny wynik PiS w przeliczeniu na okręgi wyborcze dałby tej partii samodzielną władzę w sejmie i senacie. Wie to każdy, kto choć trochę rozumie specyfikę i rozkład głosów w poszczególnych wyborach. Wiedzą to również Schetyna i jego kompani, dlatego tak nachalnie propagują utrzymanie swoich...
Zupełnie przypadkiem powstał krótki cykl poświęcony wadom polskiej prawicy, no to w podsumowaniu ostatni, ale bardzo ważny raz. Po wyborach okazało się, że prawica nie umie cieszyć się ze zwycięstwa, natomiast od znacznie dłuższego czasu jest problem z uznaniem porażki. W żadnej grze, również w polityce, nie można non stop wygrywać. Porażka jest naturalną częścią rywalizacji i największemu mistrzowi czy też mistrzowskiej drużynie nigdy nie udaje się zachować czystego konta. Przegrywa każdy z każdym, ale nie każdy robi z tego straszny dramat. Wyborcy PiS mają tę słabość, że chcą wszystko albo nic, co dobitnie widać na moim ulubionym froncie walki z „najwyższą kastą”. Obiektywna ocena wojny jest taka, że PiS wygrało bitwę o prokuraturę, Trybunał Konstytucyjny, Krajową Radę Sądowniczą,...
21 października 2018 roku czekałem przede wszystkim na jedną informację: jaki będzie wynik wyborów do sejmików wojewódzkich. Nie będę kłamał, że nie interesowałem się widowiskowym pojedynkiem o fotel prezydenta Warszawy, ale w kontekście analizy preferencji wyborczych było to dla mnie wydarzenie drugorzędne. Interesowały mnie sejmiki, ponieważ tylko ta część wyborów samorządowych daje jakieś podstawy do prognoz, ale broń Boże bezpośredniego przełożenia na wybory parlamentarne. Okazało się, że kolejny raz zostałem samotnikiem, bo blisko 100 proc. wyborców, i to wszystkich partii, zaczęło głośno krzyczeć o przegranej, po czym radować się lub rozpaczać, że to koniec PiS. Jedni wpadli w triumfalizm, drudzy w przygnębienie, a nikt nie zapoznał się z podstawowymi faktami albo nie chciał ich...
Każdy byt ma swoje wady, od jednostki, przez naród, aż po ludzkość. Niechętnie mówimy o własnych wadach, ale takie przemilczenia prowadzą do niejednej porażki i tragedii. Prawica, jak wszystko co się po ziemi rusza, ma wady i musi sobie z tego zdawać sprawę, inaczej przestanie się odróżniać od „oświeconej” lewicy. Jedną z takich wad jest naiwność, która przybiera różne formy, ale dla przejrzystości felietonu zajmę się tylko tą jedną. Całą listę, w konwencji pitawalu, można zbudować z niegdysiejszych bohaterów prawicy. Pierwszy z brzegu Hadacz, dalej „Joanna od krzyża”, kilku nawróconych esbeków, natchniony lider dziwnej fundacji, wreszcie obrotowi politycy i artyści. Gdybym chciał podać pełen alfabetyczny spis, to miałbym zabukowaną robotę do końca roku. Niestety, pomimo tylu porażek...
Naród ma prawo i obowiązek traktować polityków jak dzieci, na co politycy ciężko pracują. Polityka trzeba sobie wychować i każdy rodzic doskonale wie, że system kar i nagród jest niezastąpiony. Za złe karać, za dobre wynagradzać, przynajmniej pochlebnym słowem. Prezydent jest politykiem, głową państwa, zwierzchnikiem sił zbrojnych, i trzeba bardzo uważać przy wychowywaniu tak wysoko postanowionej osoby, w przeciwnym razie można usłyszeć wyrok, i to w procesie karnym. Z drugiej strony naród musi być odważny i nie bać się karać pierwszego obywatela, który na to zasłużył. Dostało się prezydentowi Andrzejowi Dudzie nie raz i nie dwa, ale po prostu zasłużył, szczególnie w dwóch sprawach. Pierwsza to zawetowanie ustaw sądowniczych, co niestety do dziś odbija nam się czkawką. Druga porażka...
Jednego tak zwanej opozycji i jej zapleczu medialnemu odmówić nie można. Do wszystkiego bym się przyczepił, ale rozrywki to towarzystwo dostarcza przedniej. Pomyślmy przez chwilę za opozycję. Kampania nie idzie tak jak trzeba, sondaże nie dają złudzeń i oczywiście mam na myśli te wewnętrzne, a nie słupki, którymi się karmi elektorat. Co tu robić? Po jaką bombę sięgnąć, żeby odwrócić trend? Jest! Przypomnijmy 27:1 i postraszmy Tuskiem! Eeee, nie, to chyba nie zaskoczy. W takim razie „Misiewicze”! Mówmy dzień i noc o braku kompetencji PiS. No tak, ale to się jednak zużyło. A nagrody? Afera z nagrodami Beaty Szydło, przecież to nieźle żarło. Racja, tylko niestety się przeżarło. Cóż, nie pozostaje nic innego jak straszyć Kaczyńskim i przypomnieć Hel, o którym Macierewicz nigdy nie mówił....
Człowiek ma tendencję do czepiania się wszystkiego, co smutne lub bulwersujące. Prawie każdy ma taką słabość. Nie wolno się jednak poddawać i warto, przynajmniej od czasu do czasu, dostrzec pozytywy. Sprawa prezydent Łodzi Hanny Zdanowskiej to jest przełom, który przeszedł niezauważony. Oczywiście nie mówię o samym wyroku, tutaj było bardzo głośno, mówię o bardzo ciekawym tle. Prawomocny wyrok, uznający Zdanowską za winną poświadczenia nieprawdy w celu uzyskania kredytu przez jej partnera, zapadł w arcyciekawych okolicznościach. Zdanowskiej wielkiej krzywdy sąd nie zrobił, ale też nie miał podstaw, sprawa dotyczyła raptem 50 tysięcy zł, a właściwie 50 tysięcy na papierze. Skazana dostała 20 tysięcy zł grzywny i taki wyrok nie powinien bulwersować, jest to dość uczciwe rozstrzygnięcie....
Nie wiem, jak Szanownych Państwa, ale mnie „plastusiowa” i popisowa akcja z polowaniem na Żyda przede wszystkim setnie ubawiła. Barbara Piela, jedna z ciekawszych i oryginalniejszych artystek – tak, artystek, nie jakichś happenerek – przygotowała chyba najlepszy filmik z całej serii i nadała mu tytuł: „Jak powstaje RUDA KONSTYTUCJA?”. Każde dzieło może, a nawet powinno budzić skojarzenia, w końcu nie jest tajemnicą, że w sztuce już wszystko było. Mnie forma i treść przekazu artystycznego jednoznacznie się skojarzyły z taśmą produkcyjną i filmem Charliego Chaplina „Modern Times („Dzisiejsze czasy”). Szpanować nie będę, sam musiałem sprawdzić tytuł filmu w maszynie do szukania tytułów, ale scenę, gdy Charlie Chaplin pracuje przy taśmie, jest karmiony przez taśmę i wpada w tryby taśmy,...
Ryzykuję trochę, a może nawet bardzo, w końcu piszę tekst w chwili, gdy w Parlamencie Europejskim wstępnie przegłosowano projekt, który ma być dopiero przedmiotem prac. Cóż zatem można pewnego powiedzieć? Jak zwykle nie ma mądrych i nikt nie odgadnie, łącznie z brukselskimi biurokratami, co ostatecznie znajdzie się w dyrektywie i czy ona w ogóle powstanie.    Dlatego odnosząc się do powtórki z ACTA, mam na myśli napięcia społeczne, nie proces legislacyjny. Gdy usłyszałem, że w pierwszej kolejności alarm podnieśli politycy i media z prawej strony, stało się dla mnie jasne, jak bardzo różna jest to reakcja od kultowego protestu ponad podziałami. Tylko raz w historii III RP młodzi ludzie wyszli z Facebooka na ulice i każdy polityk, próbujący się podłączyć pod ten spontaniczny...
Strasznie nerwowo zrobiło się w środowisku sędziowskim, chociaż nie całym, bo trzeba w tym szaleństwie odnaleźć proporcje. Co do zasady, większość sędziów pochodzi z wiadomego klucza, ale to większość, nie całość. Po drugie, nie wszystkim chce się bić.   Działa to mniej więcej tak jak nagłówki medialne z cyklu „pali się”. Gdy wybuchnie jedna kuchenka gazowa w starej kamienicy, natychmiast robi się aferę, że w starych kamienicach mieszkają sami pijacy, którzy zasypiają z papierosem w ustach. Złudzeń nie mam żadnych, środowisko sędziowskie i w ogóle prawnicze jest na wskroś przesiąknięte najgorszymi nawykami, ale bohaterów zdolnych umierać za sprawę to się wielu nie znajdzie. Widać wyraźnie, że protestują i krzyczą tacy, którzy mają się czego bać lub mają czego bronić. Doskonałą...
Przyznaję bez tortur, że tytuł jest odrobinę kontrowersyjny, bo prawdę mówiąc, mało mnie interesuje, jak się Niemcom wiedzie, byle im się nie wiodło zbyt dobrze. Jakoś nie mam zaufania do naszego „strategicznego partnera w Unii Europejskiej”, ale wiadomo, że jak my się nie zainteresujemy Niemcami, to Niemcy zainteresują się nami. Zajrzyjmy zatem do sąsiada i od razu zobaczymy dwa dziwne zjawiska. Pierwsze to w zasadzie incydent, śmiem jednak twierdzić, że swoją wagę posiada. Josip Brekalo, 20-letni chorwacki piłkarz VfL Wolfsburg, nie pozwolił założyć sobie na ramię tęczowej opaski LGBT. Nie chcę się wyzłośliwiać, ale Niemcy mają ciągoty do kontynuowania tradycji z czasów III Rzeszy. Tak czy siak, nie koniec sensacji, chorwacki zawodnik nie tylko się postawił LGBT, ale jeszcze...
Przyszedł czas, aby zapracować na szlachetny tytuł „pisowskiego włazidu*a”, który mi nadano w sposób mało uroczysty, ale za to jednoznaczny. Jest to o tyle ciekawa nominacja, że na przykład Joachim Brudziński nie tak dawno zaprosił mnie na drzewo, abym banany prostował, ale dość megalomanii. Prezes to polityk numer jeden i pod tym się trzeba podpisać, bo w przeciwnym razie narażamy się na śmieszność. Gdy wszyscy, nie wyłączając piszącego te słowa, podniecali się bieżącymi sprawami i proponowali radykalne ruchy, Jarosław Kaczyński zachował zimną krew i podjął jedynie słuszne decyzje. Po wetach prezydenta cały mój organizm trzęsie się do dziś, a w chwili niemądrej decyzji Andrzeja Dudy byłem gotów rzucić wszystko i pojechać w Bieszczady. Prezes wykonał dokładnie przeciwne kroki i wybrał...
Uwielbiam obserwować rytualne łowy, które organizuje postępowa elita na ciemnogród. Już sam schemat działania jest zabawny, bo męczą się biedni łowczy przy oglądaniu TV Trwam albo czytaniu „Gazety Polskiej”, żeby upolować bodaj jedno słowo. Jest to o tyle łatwe i pewne, że każde normalne zachowanie u postępowych myśliwych pobudza instynkty mordercze. Tak się stało z określeniem, jakiego użył minister Mariusz Błaszczak wobec dewiantów obnoszących się ze swoimi preferencjami seksualnymi i na obnoszeniu, nie na preferencjach, polega dewiacja. Po poznańskim „Marszu równości”, czyli popisie Orwellowskiej miłości i tolerancji, Mariusz Błaszczak nazwał towarzystwo sodomitami. Celny strzał, a ponieważ słowo należy do pradawnych, to się elity lewicowe pogubiły. Nie słuchają, co się do nich mówi...
Wchodzenie w jakikolwiek spór prawny z ludźmi łamiącymi prawo przypomina negocjacje z terrorystami. Bez żadnej ostrożności procesowej napiszę wprost, że sędziowie, którzy podpisali się pod „postanowieniem” o zawieszeniu ustawy przy pomocy kodeksu postępowania cywilnego, nie są błaznami, są terrorystami i powinni stanąć przed sądem. System, którego korzenie sięgają lat 50. XX wieku i radzieckich „sędziów”, kształcących półanalfabetów na swoich następców, pokazał swoją twarz. Takie „postanowienie” mógł wydać tylko ktoś, komu od lat nie groziła żadna kara, obojętnie jak bardzo łamał prawo. Poczucie bezkarności pozwoliło zakpić nie tylko z prawa, lecz także z wszelkiego porządku logicznego i ustrojowego. Jeszcze dwa lata temu, na suto zakrapianej imprezie korporacyjnej słowa sędziego, że...
Należę do tych heretyków wśród konserwatystów, którzy nie tylko popkulturą nie gardzą, lecz także nieustannie namawiają do wykorzystania jej potencjału. Co ciekawe, krytycy takiej postawy najczęściej są obrońcami marnej popkultury, czyli disco polo. Człowieka nie odgadniesz, ale na szczęście nie psychologii poświęcam cotygodniowy felieton. Marzenia peerelowskiej opozycji sprowadzają się do jednego obrazu, jaki wielokrotnie próbowali zaklinać. Milion ludzi na ulicach niesionych jedną myślą i pragnieniem – wykończyć Kaczyńskiego. Nic z tego pragnienia nie wychodzi, w dodatku kolejne próby wymykają się nawet tragifarsie, po prostu brakuje magnesu popkulturowego. Tymczasem w środę, 1 sierpnia 2018 r., „na ulicę” wylało się morze warszawiaków. Jak okiem sięgnąć, wszędzie tłum śpiewający...
Dziennikarskie wygi, a jest ich mało, twierdzą, że większość rozgrywek politycznych to trywialne zawody, z których dopiero mało doświadczeni publicyści robią piętrowe analizy. Zgadzam się prawie w całości, bo czasami dzieje się odwrotnie. Miało być prosto, ale się tak skomplikowało, że nikt za tym nie nadąża. Dość wspomnieć rekonstrukcję rządu PiS na przełomie 2017 i 2018 r. Za to modelową prostotą w podejmowaniu politycznej decyzji popisał się PiS przy odrzuceniu wniosku prezydenta Andrzeja Dudy o przeprowadzenie referendum konstytucyjnego. Nic tu nie jest skomplikowane i wszystko jasne. Widzieliśmy teatr polityczny, nawiasem mówiąc, na kiepskim poziomie, ale z bardzo dobrą puentą. Nikt mnie nie przekona, że odrzucenie prezydenckiego wniosku nie było polityczną „ustawką”, której cel...
Zawsze uważałem za dużą przesadę opinie wszelkich cioć i sąsiadek, które wróżyły małemu Grzesiowi czy Jasiowi karierę mordercy recydywisty, bo Grzesio (Jasio) przywiązał kotu puszkę do ogona. Życie potem potwierdzało, że słowa cioć i sąsiadek to tylko egzaltacja. Nie znaczy to, że znęcanie się nad kotem, choćby wynikające z dziecięcej beztroski, należy do czynów szlachetnych. Nic z tych rzeczy, po prostu trzeba być starszym i mądrzejszym, przyjąć naukę, w jaki sposób postępować, aby nikomu nie czynić krzywdy, i uważać na własne słowa, szczególnie te oderwane od rzetelnej oceny sytuacji. Bywa jednak i tak, że ta życiowa reguła działa w drugą stronę i nie dotyczy dzieci. Muszę się podzielić obawą i irytacją, gdy kolejny raz słyszę, że opozycja zachowuje się jak przedszkolaki. Po pierwsze...
Bardzo ostrożnie, żeby nie siać defetyzmu w trudnym okresie wprowadzania ustaw sądowniczych, starałem się zwrócić uwagę na problem dużo poważniejszy niż sama reforma sądownictwa. Znam z autopsji to, co się w sądach dzieje, i wiedziałem doskonale, że to nie takie proste wprowadzić nowe przepisy dla starej kadry. Byłem pewien, że od napisania nowych paragrafów nie znikną zależności rodzinne, towarzyskie i historyczne. Niestety moje obawy się potwierdzają i w tej grupie zawodowej panuje wyjątkowo ostra selekcja negatywna, która wyznacza kierunek awansu. Liczne protesty sędziów w poszczególnych okręgach, próby anarchizacji Sądu Najwyższego, i to z ewidentnym naruszeniem prawa, to wszystko pokłosie głębokiej patologii w środowisku sędziowskim. Obojętnie jak spojrzymy na poczynania Andrzeja...
W tytule nie pojawił się pluralis maiestatis, bo „my” nie chodzimy praktycznie na żadne wywiady. Parę razy byliśmy, ale z tą pewnością, że nikt nam gęby nie przyprawi, a w przypadku wizyty u „Lenina” – po prostu strach było odmówić. Pytam, po co Wy chodzicie, i proszę mnie nie prostować, że tak to towarzysze ze sobą gadali. Piszę „Wy” i niestety wiem, co piszę, ponieważ cała grupa prawicowych dziennikarzy – czy to z naiwności, czy próżności – łazi do lewicowych mediów i potem beczy. Wiadomo, że wizyta w takich przybytkach musi się skończyć zamówioną manipulacją, jednak pomimo tej wiedzy co rusz powtarza się schemat działania. Idzie jakiś naiwny lub próżny dziennikarz prawicy do wrażych jaskiń, dostaje łomot i publicznie liże rany. Ostatnią taką sztampową historię widzieliśmy w wydaniu...
Banałem jest stwierdzenie, że nikt tak nie pracuje na zniechęcenie Polaków do Unii Europejskiej jak sama UE. Banał niekonieczne koresponduje z prawdą i w tym przypadku mamy dość ciekawą korelację, odłożoną w czasie. W tej chwili Polacy wcale nie są zrażeni do „europejskości’, niestety jest dokładnie odwrotnie. Polacy in gremio entuzjastyczne i nawinie podchodzą do UE. Króluje przekonanie podobne do oceny WOŚP. Ludzie widzą bruk na chodnikach, baseny oraz dopłaty dla rolników i są święcie przekonani, że to „Unia dała”. Naturalnie Unia niczego nie daje, Unia dość skutecznie zabiera na przykład całe gałęzie gospodarki i zarzyna rolnictwo. Przy tym do każdej inwestycji wymagany jest kredyt, a przeciętny zjadacz chleba tego nie wie, że nie da się wyłożyć gotówki, ale trzeba się zadłużyć....

Pages