Pokazaliśmy Niemcowi!

Felieton [A daj pan spokój]

Jest takie powiedzenie, które szuka odpowiedzi na pytanie: czy śmiać się, czy płakać? Wybieram śmiech, żeby się nie popłakać. Nie ma co ukrywać, że w ostatnim czasie PiS i cała koalicja nie mają dobrej passy, za to zaliczają coraz gorsze polityczne i wizerunkowe wpadki.  Pastwić się nie będę, są od tego lepsi specjaliści ode mnie, ale nad jedną kwestią do porządku dziennego nie przejdę. Po prawej stronie sceny politycznej istnieje kult tradycyjnych wartości, czego można pogratulować, jednak tylko wówczas, gdy Bóg, Honor i Ojczyzna są otaczane powagą. Nic takiego w przypadku mydlanej opery z ambasadorem Niemiec się nie stało. PiS zaczął od wysokiego „C”, z bojową pieśnią na ustach: nie ma mowy, aby syn adiutanta Hitlera i były wiceszef BND był w Polsce ambasadorem; takiej prowokacji Polska nie może akceptować – usłyszeliśmy w refrenie. W finale polskie władze cienko zafałszowały falsetem i tak Arndt Freytag von Loringhoven, jako syn Wehrmachtu, został ambasadorem
     
59%
pozostało do przeczytania: 41%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze