Fikcja unijnego rynku wewnętrznego 

Felieton [Okiem przedsiębiorcy]

O naszym członkostwie w Unii Europejskiej mówi się przeważnie w samych superlatywach. Powszechne jest przekonanie, że na obecności we Wspólnocie tylko korzystamy, bo przecież łaskawa Unia daje nam pieniądze na budowę dróg i mostów. Dzięki naszym dobrodziejom Polska wykonała potężny cywilizacyjny skok i jest obecnie zupełnie innym krajem niż kiedyś.  To mieszanina półprawd i niedopowiedzeń. Na naszym członkostwie w Unii korzystają wcale nie mniej bogate kraje zachodniej Europy. Wiedzą o tym doskonale unijni urzędnicy, wiedzą politycy w takich państwach jak Niemcy. Mechanizm jest prosty. Do Polski w formie funduszy unijnych trafiają miliardy euro – to bezsprzeczny fakt. Głównym fundatorem są tutaj nasi sąsiedzi zza Odry, największy płatnik do wspólnego budżetu, sporo dokładają też inne zamożne państwa tzw. Starej Unii. Czy kieruje nimi altruizm, gotowość do bezinteresownego niesienia pomocy? Oczywiście nie. To system, w ramach którego te pieniądze wracają na Zachód w
28%
pozostało do przeczytania: 72%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gazetapolska.pl

W tym numerze