Prywatyzacja służby zdrowia w czasie pandemii? Czyli jak leczono by nas za pieniądze...

Rozmawiałem kiedyś z moim kolegą, liberałem gospodarczym i wolnorynkowcem, jak się patrzy na temat państwowej i prywatnej służby zdrowia. Mój serdeczny znajomy przekonywał mnie, że lecznictwo państwowe jest bez sensu, on ma pakiet w jednej z prywatnych klinik i jest zadowolony ze świadczonych usług.

Zwróciłem mu wtedy uwagę, że najpewniej w ramach pakietu do lekarza trafia z bólem gardła, od czasu do czasu skorzysta z porady specjalisty, sporadycznie coś ponadto, i tyle. Inaczej sprawy miałyby się, gdyby zachorował przewlekle, np. na nowotwór, albo musiał korzystać z dializoterapii. Wtedy, jeśli nie byłby milionerem, jego pakiet na nic by mu się nie przydał, a prywatna lecznica szybko skierowałaby go do publicznej placówki. Nie zgadzał się z tym, widział sprawy zupełnie inaczej. Być może w przeszłości naczytał się różnych „wolnorynkowych ekonomistów”, dla których swoistym bożkiem jest właśnie rynek rozumiany jako pogoń za zyskiem. Gdzieś oczyma wyobraźni ludzie tacy widzą niewidzialną rękę, która jakby co, wszystko wyreguluje. Państwa w gospodarce powinno być jak najmniej, jego obecność ich zdaniem szkodzi, nie powinno się zatem angażować nawet w ochronę zdrowia obywateli. Nigdy nie rozumiałem, i po dziś dzień nie rozumiem takich poglądów. Dla mnie są przejawem skrajnej naiwności, żeby nie powiedzieć – zwyczajnej głupoty. Niemniej, w niektórych kręgach są modne, świadczą o intelektualnej świeżości, zdrowym rozsądku i przenikliwym rozumieniu mechanizmów gospodarczych.

Obecnie widzimy na własne oczy, jak tzw. prywatna służba zdrowia wygląda w praktyce. Kiedy pojawia się sytuacja trudna, zupełnie nie zdaje ona egzaminu. Prywatne placówki pozbywają się pacjentów jak rzeczy, kiedy ich leczenie się nie opłaca, a poza tym wiąże się z ryzykiem, które przecież nie jest wkalkulowane w koszty. Tego chcą tzw. wolnorynkowcy, którym dopisuje zdrowie, więc zachwalają firmowe pakiety medyczne. Ale kiedy coś zacznie się dziać, okaże się, że...
[pozostało do przeczytania 32% tekstu]
Dostęp do artykułów: