Ciekawy przykład z Węgier

Niekonwencjonalne narzędzia w polityce pieniężnej są coraz powszechniej stosowane przez największe banki centralne świata. Sztandarowym przykładem jest tzw. luzowanie ilościowe, czyli skup aktywów finansowych przez bank emisyjny w celu zapewnienia płynności instytucjom finansowym. W konsekwencji zmianie uległa zarówno struktura, jak i wielkość sumy bilansowej takich kolosów jak amerykańska rezerwa federalna czy EBC.

Swego czasu przez Unię Europejską przetoczyła się dyskusja, czy aby na pewno Europejski Bank Centralny nie łamie traktatowych reguł gry, skupując na rynku wtórnym papiery dłużne Włoch czy Grecji. Dzięki takim działaniom znajdująca się we Frankfurcie nad Menem instytucja wygenerowała popyt na coraz bardziej niechciane na rynku obligacje państw znajdujących się w budżetowych tarapatach. Niektórzy uznali to za swoistą monetyzację zadłużenia, czyli faktyczne pokrywanie przez EBC potrzeb pożyczkowych południowców. Finalnie sprawa trafiła na wokandę Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Ten wydał kontrowersyjne orzeczenie, dające bankierom z Frankfurtu prawo do skupu obligacji na wtórnym rynku. Cała sytuacja pokazuje zaś, jak przesuwają się granice interwencji banków centralnych w gospodarkę, mamy bowiem do czynienia z przypadkami, o jakich nie przeczytamy w popularnych podręcznikach teorii ekonomii czy polityki pieniężnej. Obniżanie stopy procentowej już nie wystarcza, aby rozruszać gospodarkę i zapobiec deflacji, niestandardowe warunki wymagają więc niestandardowych działań.
Ostatnio podobną drogą poszedł bank centralny na Węgrzech. Postanowił on zaistnieć na rynku obligacji korporacyjnych, obejmując znaczną część nowej emisji dłużnych papierów wartościowych przedsiębiorstw z ratingiem na poziomie przynajmniej „B+”, które zgłoszą się do opracowanego przez bank programu. Węgierskie władze monetarne podjęły ową interwencję, chociaż gospodarka tego kraju wcale nie znajduje się w najgorszej sytuacji, można raczej...
[pozostało do przeczytania 41% tekstu]
Dostęp do artykułów: