Emigranci

Co z tą Polską? Co się stało z dumnym państwem w sercu Europy, o które potykały się imperia? Zostało gdzieś daleko za nami czy rozpłynęło się w smoleńskiej mgle? Poeta Jerzy Gizella, który kilka lat temu wrócił z Toronto do Krakowa, zauważa w wywiadzie dla miesięcznika „Debata”, że „tu i tam choruje się »na Polskę«, umiera się z tęsknoty za ojczyzną”. Ta wstrząsająca prawda odsłania skalę degeneracji państwa, które wyrzekło się patriotów, ale wyznacza nam też misję do spełnienia. W 1833 r. Adam Mickiewicz pisał: „Polityką, działaniem nazywamy tylko czyny, albo słowa i myśli, które rodzą czyny. Takiemi czynami jest walka, zwycięstwo lub męczeństwo”.

Nie wszyscy dostrzegają ten potencjał w naszych zebraniach i manifestacjach. Cynikom z lewa i prawa wydaje się, że kieruje nami nostalgia, która wygaśnie razem z resztkami starego ładu. Nie mają pojęcia, jak mocno uobecnia się wśród nas duch Mickiewicza. Nasze uparte trwanie byłoby próżne, gdyby nie miało zmienić oblicza Polski i Europy, „zaraz lub w przyszłości”. „Pielgrzym – pisze nasz narodowy prorok – nie pochlebiając sobie, iżby mógł zwalczyć żywioły, wie przynajmniej, gdzie ma płynąć, skąd wiatru czeka: czeka wiatru przeciwnego wszystkim monarchiom europejskim...”. Ten wiatr już zerwał się na Węgrzech. Prędzej czy później dotrze do Polski.

Polski romantyzm jest kluczem do współczesności. Konsekwentnie próbuje nam to uświadomić Jarosław Marek Rymkiewicz, który już dawno włączył Mickiewicza do wspólnoty „moherów”, a ostatnio – przyjmując tytuł Człowieka Roku Klubów „Gazety Polskiej” – przypomniał tekst wieszcza „O ludziach rozsądnych i ludziach szalonych”. Tak, jesteśmy szaleni, bo nie przestaliśmy czuć po obywatelsku i nie godzimy się na narodowy relatywizm. Bo zaklinamy zdrajców ojczyzny „na rany Boskie” i – wzorem konfederatów barskich – na równi stawiamy wolność i wiarę.

Choć coraz częściej czujemy się gośćmi we własnym kraju, nasza wewnętrzna emigracja nie jest przekleństwem....
[pozostało do przeczytania 37% tekstu]
Dostęp do artykułów: