Tomasz Panfil

„Doprawdy, trzeba to wyznać, że ta bitwa, którą każdy słusznie mógłby podziwiać, była wielka i krwawa. Walczono ponad trzy godziny, a Mars przechylał szale bitwy to na jedną, to na drugą stronę. Wróg zebrał wielką armię, w skład której wchodzili zaprawieni w bojach obcy najemnicy. Oni walczyli o pieniądze i chwałę, my – o najwyższą ze wszystkich spraw. Wszelkie środki były konieczne, nadzieja zależała od męstwa, wybawienie od zwycięstwa, a dla ucieczki nie było miejsca”. Wielu historyków, publicystów i miłośników naszych dziejów ulegało pokusie układania rankingu najważniejszych bitew. Są wśród nich niemal zapomniane – jak zwycięstwo Chrobrego nad cesarzem niemieckim w kraju Dziadoszan w 1015 roku – i te, o których i dziś mówi się głośno i z dumą, jak Bitwa Warszawska. Gdzieś pomiędzy...
Historię Polski wyznaczają kamienie milowe miesięcy pisanych dużą literą i tworzących specyficzny polski kalendarz. Kalendarz polskich miesięcy rozpoczęty został Majem roku 1791, wiek XIX dopisał do niego Listopad i Styczeń. Rok 1920 to oczywiście Sierpień, zaś po 1944 roku doszły kolejne miesiące, te, w których działy się tak zwane wydarzenia. Tym fałszującym rzeczywistość słowem opisywano przejawy polskiej niezgody na zniewolenie, ból, krew i śmierć. Oznaczało ono także komunistyczną zawziętość w zwalczaniu idei wolności, sprawiedliwości. W ten sposób w kalendarzu naszym w roku 1956 pojawił się Poznański Czerwiec, potem Marzec 1968, szczeciński, gdański i gdyński Grudzień 1970 roku, i znów Czerwiec, tylko w Radomiu i Ursusie 1976 roku. Wreszcie nadszedł rok 1980, w którym przed...
za darmo
„Żałośnie płaczące kobiety, mężczyźni ze łzami spływającymi po twarzach, stojący i patrzący, jak ogień pochłania ich domy. – To jest wszystko, co mam – mówili. Małe, mniej więcej czteroletnie dzieci, stojące obok ocalonego dobytku i patrzące, lecz nie płaczące, ośmiolatki łkające histerycznie, kobieta wyciągająca kufer z trzyletnim maluchem w środku i biegnąca z powrotem, by przynieść coś więcej… Cholera, ci biedni ludzie, którym udało się przetrwać wojnę nie tracąc życia, którzy zachowali swoje domy i pola, i ten piękny maj, i oni stojący tam i patrzący, jak miejsce, w którym żyli, i całe ich życie płonie…”.   Tak w liście do żony opisał spalenie wsi Wąwolnica przez grupę operacyjną MO, KBW i UB Amerykanin John Vaschon, fotograf pracujący dla United Nations Relief and...
za darmo
„To miejsce we wspomnieniach moich nazwałbym momentem, w którym kończyłem ze wszystkiem, co było dotychczas na ziemi, i zaczynałem coś, co było chyba gdzieś poza nią. […] Za drutami, na wielkim placu, inny uderzył nas widok. W nieco fantastycznym, pełzającym po nas ze wszystkich stron świetle reflektorów, widoczni byli jacyś ludzie – z wyglądu niby ludzie, lecz jakże z zachowania raczej do zwierząt dzikich podobni (bezwzględnie obrażam tu zwierzęta – nie ma w języku naszym jeszcze na takie stwory określenia)”. Tak Witold Pilecki zobaczył 22 września 1940 roku ziemskie piekło stworzone przez Niemców ledwo trzy miesiące wcześniej. Fanatycy i mordercy, którym Niemcy powierzyli rządy w państwie, sporządzili obszerną listę swoich „wrogów”. Zamierzając ich „resocjalizować i wychowywać”,...
Ileż razy we wrześniu 1939 roku entuzjazm polskich żołnierzy budziły wieści o sukcesach naszych aliantów: a to mieli wkroczyć na teren III Rzeszy przełamując Linię Zygfryda, a to zrównali z ziemią Zagłębie Ruhry. Wszystko okazało się nieprawdą. Gdy Polacy krwawili, powstrzymując potężniejszego przeciwnika i wyczekając obiecanej odsieczy, na Zachodzie trwała „drôle de guerre”, „dziwna wojna”, albo – jak mówili Niemcy – „Sitzkrieg”, „wojna na siedząco” lub „Drollingen Krieg”, „zabawna wojna”. Anglicy nazwali „działania” alianckie tamtej jesieni, „phoney war” – udawaną wojną. Lecz za 8 miesięcy zarówno Francuzi, jak i Anglicy mieli się przekonać, jak wygląda wojna w wykonaniu Niemców.   Gdy w Polsce wciąż walczono, a niemal całe terytorium państwa było zajęte przez najeźdźców,...
Są słowa o szczególnej sile. Słowa, które zapadają w ludzką pamięć, stając się drogowskazami dziejów, słowa, w których jednostki i całe narody odkrywają wartość szczególną. To słowa, które „stają się ciałem”, bo skłaniając ludzi do refleksji oraz do czynów, zmieniają historię świata. Francuzi mają Napoleona i jego wezwanie „Żołnierze, dziesięć wieków patrzy na was!”, Anglicy przywołają Churchilla obiecującego w 1940 roku „krew, pot i łzy”, Amerykanie cenią sobie wiele mów: od Patricka Henry’ego i jego „Dajcie mi wolność lub dajcie mi śmierć”, po Kennedy’ego proszącego: „Nie pytajcie, co wasz kraj może zrobić dla was, lecz pytajcie, co wy możecie zrobić dla kraju”. Czy w naturze Polaków leży przywiązywanie większej wagi do czynów niż słów? Możliwe, bowiem łatwiej przychodzi nam doceniać...
Koniec wojny! Na całym świecie w maju 1945 roku słychać było szczęśliwe okrzyki: peace, paix, vrede, fred, mir, ειρήνη, rauha, paz, pace, shaanti! Ale były także języki, w których słowa pokój i wolność nie brzmiały wtedy zbyt radośnie. To polski, litewski, łotewski, estoński, rumuński, ukraiński, słowacki, węgierski, chorwacki… Ileż goryczy miały w sobie dla Polaków, którzy walczyli od pierwszego do ostatniego dnia wojny, a którym nie dano prawa do wolnej Ojczyzny, którym wiarołomni sojusznicy odmówili sprawiedliwości, oddając w kolejną niewolę.   Na początek kwestia fundamentalna: aby pisać o zakończeniu II wojny, wypada ustalić, kiedy się ona zakończyła. Ależ to absurd – powiesz, Czytelniku – przecież każdy, kto choć trochę uważał na lekcjach historii, wie na pewno: wojna...
To była chyba najgorsza zima w historii Polski. Tysiące domów leżało w gruzach, dziesiątki tysięcy ludzi zginęło, setki tysięcy mężczyzn zamknięto w obozach jenieckich. Kobiety i dzieci musiały sobie radzić z brakiem żywności i opału, w czasie gdy temperatury spadały 30 stopni poniżej zera. Mimo to większość patrzyła w przyszłość z optymizmem – bo przecież przyjdzie wiosna, a z wiosną ruszą się całą swoją ogromną potęgą nasi zachodni alianci. A u boku Francuzów i Anglików Trzecią Rzeszę bić będą żołnierze Armii Polskiej z naczelnym wodzem gen. Sikorskim na czele.   We wrześniu 1939 roku polscy żołnierze walczyli w obronie ojczyzny, przekraczając granice ludzkiej wytrzymałości, i z nadzieją spoglądali na Zachód, wyczekując obiecanej i zagwarantowanej traktatami pomocy. Tymczasem na...
W nocy z 24 na 25 kwietnia 1920 roku polska piechota spędziła znad rzeki Słucz posterunki sowieckie, utworzyła przyczółki na wschodnim brzegu, a pod osłoną piechoty i ciemności saperzy przerzucili przez rzekę kilka mostów. O godzinie 4 rano dywizja kawalerii wyruszyła na wschód. „Ledwie, ledwie szarzało, kiedy podjeżdżałem do mostu, przed którym dostrzegłem niewielką grupkę ludzi. Pochyliłem się z wysokości Minasa [tak miał na imię ogier] i zobaczyłem szarą maciejówkę, krzaczaste brwi, krzaczaste wąsy. [...] wrzasnąłem (nieprzepisowo, bo w marszu bojowym): »Baczność, na prawo patrz«, na co Piłsudski odsalutował i powiedział: »Jechać, chłopcy, jechać«. I już podkowy zabębniły po nawierzchni mostu, już byłem na wschodnim brzegu...” – wspominał ćwierć wieku później Franciszek Skibiński,...
Katyń – słowo od prawie 80 lat przejmujące Polaków gniewem i żalem. Słowo symbolizujące nie tylko wielkie cierpienie i narodową traumę, lecz także najbardziej perfidne kłamstwo. Katyń to stacja polskiej Golgoty. Stacja ani nie pierwsza, ani nie ostatnia, lecz najbardziej znana i bolesna. I – jeśli się głębiej zastanowić – trudno znaleźć w polskiej historii najnowszej wydarzenie bardziej brzemienne w skutki. Czy mord w Katyniu był zemstą Stalina za rok 1920? Tak myśli wielu Polaków. Bo wtedy, pod Lwowem, z powodu polskich żołnierzy jego kariera polityczna zawisła na włosku. Będąc komisarzem przy sowieckim Froncie Południowo-Zachodnim – złożonym z czterech armii, w tym osławionej Konarmii Budionnego – Stalin domagał się zdobycia Lwowa, z niesłychaną determinacją bronionego przez zaledwie...
„W strefie działań wojennych na terytorium Polski po wkroczeniu Wojsk Radzieckich władza najwyższa i odpowiedzialność we wszystkich sprawach, dotyczących prowadzenia wojny w czasie, niezbędnego do przeprowadzenia operacyj wojennych, koncentrują się w ręku Wodza Naczelnego Wojsk Radzieckich”. To paragraf pierwszego porozumienia zawartego 26 lipca 1944 roku w Moskwie między Polskim Komitetem Wyzwolenia Narodowego a rządem Związku Sowieckiego. Z ramienia PKWN pod porozumieniem podpisał się Edward Osóbka-Morawski, w imieniu rządu sowieckiego – Wiaczesław Mołotow.   Grupka komunistów namaszczonych przez Stalina na przyszłych władców Polski płaciła dyktatorowi za zainstalowanie ich w kraju umęczonym pięcioletnim terrorem niemieckim i tęskniącym za wolnością oraz suwerennością. Jakby tego...
Są gesty, które przechodzą do legend i historii. Przez wieki trwa pamięć o rozcięciu mieczem przez Aleksandra Wielkiego nierozwiązywalnego węzła gordyjskiego, o przekroczeniu przez Juliusza Cezara granicznego Rubikonu. W polskiej pamięci takimi symbolicznymi gestami są podjęcie przez króla Jagiełłę dwóch krzyżackich mieczy oraz wrzucenie przez generała Józefa Hallera w fale Bałtyku platynowego pierścienia, podczas zaślubin z morzem w lutym 1920 roku. W ciągu następnych lat Polacy udowodnili, że nie była to dla nich tylko efektowna ceremonia, lecz akt traktowany jak prawdziwy sakrament. Morzu Polacy pozostali wierni, a w latach wojny – wierni aż do śmierci. Po udzieleniu przez biskupa błogosławieństwa, gen. Józef Haller w asyście oficerów sztabu wjechał konno na skraj zamarzniętej...
Powiedzenie Józefa Mackiewicza, że tylko prawda jest ciekawa, zrobiło w Polsce wielką karierę. To intrygujące, że sentencję tę stworzył człowiek, który tak wnikliwie, z tak wielką pasją zajmował się największym i najpotężniejszym kłamstwem świata – czyli Związkiem Sowieckim. Książka Mackiewicza „Katyń. Zbrodnia bez sądu i kary”, jedna z najważniejszych polskich książek XX wieku, poświęcona jest właśnie kłamstwu, które było kulminacją relacji między Polską a Związkiem Sowieckim. Inne kłamstwo, którego przez dziesięciolecia nauczano w polskich szkołach, dotyczyło początków – tak Polski, jak i Rosji Sowieckiej. Opowiadało ono o rewolucjach roku 1917 rzekomo niosących wolność wszystkim narodom. Gdyby urządzono ranking największych kłamstw historycznych i historiograficznych, powinno...
„W obliczu Boga Wszechmogącego i Najświętszej Maryi Panny Królowej Korony Polskiej kładę swe ręce na ten święty Krzyż, znak męki i zbawienia. Przysięgam być wiernym Ojczyźnie mej, Rzeczypospolitej Polskiej, stać nieugięcie na straży Jej honoru i o wyzwolenie Jej z niewoli walczyć ze wszystkich sił aż do ofiary mego życia. Prezydentowi Rzeczypospolitej i rozkazom Naczelnego Wodza oraz wyznaczonemu przezeń dowódcy Armii Krajowej będę bezwzględnie posłuszny, a tajemnicy dochowam niezłomnie, cokolwiek by mnie spotkać miało”. Przez pięć długich lat niemieckiej okupacji żołnierze polskiego podziemia niepodległościowego, wierni przysięgom składanym Bogu i Ojczyźnie, walczyli o wolność Polski. A potem ze wschodu nadciągnęła armia naszych „sojuszników”, z hasłem wyzwolenia wypisanym na sztandarach...
Smutno kończył się Srebrny Wiek Rzeczypospolitej. Gdy w 1668 roku Jan II Kazimierz składał koronę Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego, nikt nie miał wątpliwości, że jeszcze niedawno najpotężniejsze, największe i najbogatsze państwo kontynentu pogrążone jest w kryzysie. Ale mało kto zdawał sobie sprawę, jak głęboki jest to kryzys, nawet ci, którzy inicjały ostatniego z dynastii Wazów „ICR” – czyli Ioannes Casimirus Rex – tłumaczyli jako Initium Calamitatis Regnum – „początek klęsk Królestwa”. Dwie wojny toczone przez Rzeczpospolitą w połowie XVII wieku objawiły dwie śmiertelnie niebezpieczne choroby toczące ciało państwa. Symptomem pierwszej z nich było powstanie Bohdana Chmielnickiego – oto wyczerpywała się piękna idea misji cywilizacyjnej prowadzonej na wschodzie pod...
Na przełomie 1939 i 1940 roku trzeba było być człowiekiem naprawdę silnego ducha, by nie ulec przeświadczeniu, że Bóg odwrócił się od Polski. Po zaledwie 19 latach istnienia, mimo olbrzymiego poświęcenia uczciwych obywateli i ich ofiarnej pracy, państwo polskie znów zniknęło z mapy. Uderzyły na nie dwie największe potęgi militarne świata, pozostające w zbrodniczej zmowie. Sojuszniczym armiom III Rzeszy Niemieckiej i Związku Sowieckiego nie sprostałby nikt. Dziesiątki tysięcy zabitych, zbombardowane, zrujnowane miasta, miasteczka i wsie. Ludzie bez dachu nad głową, bez pracy, bez źródeł utrzymania, osierocone rodziny, ojcowie i mężowie polegli lub przebywali w niewoli. Później przyszła zima: długa, śnieżna i straszliwie mroźna. A potem było jeszcze gorzej. Ekstremalnie niskie...
W niedzielę 26 czerwca 1295 roku rozbrzmiały radośnie dzwony gnieźnieńskiej archikatedry – oto po 219 latach na skronie Piasta wracała królewska korona. Na głowę Przemysła II wielkopolskiego włożył ją arcybiskup Jakub Świnka, niestrudzony obrońca polskości i orędownik restytucji dawnego splendoru i godności Królestwa Polskiego. Przez lata trapiła Polaków myśl, że świetne niegdyś Królestwo na skraj upadku doprowadził jego władca: dzielny i hojny, ale porywczy Bolesław Śmiały, skazując na śmierć biskupa krakowskiego Stanisława ze Szczepanowa. Przekonanie to rozpowszechnił Mistrz Wincenty, zwany Kadłubkiem, autor poczytnej „Kroniki polskiej”. Ci, którzy wierzyli, że Bóg doświadczał Polskę klęskami, karząc ją w ten sposób za męczeństwo biskupa z Krakowa, 26 czerwca mogli odetchnąć z ulgą....
„Gdy obstrukcjoniści staną się zbyt irytujący, nazwijcie ich faszystami, nazistami albo antysemitami. Skojarzenie to, wystarczająco często powtarzane, stanie się faktem w opinii publicznej”. Powiedzenie to przypisuje się Józefowi Stalinowi, najwierniejszemu sojusznikowi Hitlera. Chociaż nie ma dowodów, że Stalin naprawdę tak powiedział, to jednak dokładnie wedle tej zasady działała olbrzymia machina sowieckiej propagandy, która od 1941 roku starała się zdjąć odpowiedzialność za rozpętanie i okropieństwa II wojny światowej z „wodza światowego proletariatu” i przerzucić ją na innych. Najlepiej na Polaków. Tych zresztą rosyjska prasa nazywała faszystami już we wrześniu 1939 roku, podobnie jak Finów w grudniu i Bałtów oraz Rumunów w roku następnym. Stygmatyzacja usprawiedliwiała agresję,...
„Spełniły się sny młodości: po latach męki wojennej, cierpień, walk, błędów i pracy, zajadłej, zapamiętałej pracy, po tylu przejściach, po tylu upadkach nadziei wyłaniało się oto niepodległe państwo polskie z krwawego odmętu dziejów. Uczucia, które rozpierały pierś moją w tym pierwszym dniu swobody, porównać mogę tylko z tymi, które odczuwałem w gorących dniach lata 1914 roku, w początkach wojny. Nie każde pokolenie może być dumne z przeżycia takich dni epokowych”. Tak w swych „Pamiętnikach” wspominał listopad 1918 roku, Ignacy Daszyński, pierwszy premier pierwszego rządu Niepodległej. Ale już w następnych zdaniach pisał o pracy. Bowiem bycie wolnym od okupantów, od przemocy, od ucisku, było tylko pierwszym krokiem, warunkiem niezbędnym, by przejść do prawdziwej wolności. A ta jest...
W połowie ósmego wieku swego istnienia Rzym władał światem. Od Słupów Heraklesa, poza którymi był nieskończony ocean zachodni, po niebotyczne szczyty Kaukazu, gdzie ponoć wciąż wisiały łańcuchy Prometeusza. Morze Śródziemne wyznaczające środek imperium przemierzały tysiące statków, posiadłości rzymskie w Europie, Azji i Afryce oplatały brukowane drogi, którymi maszerowały niezwyciężone rzymskie legiony. Było jedno prawo, jeden pieniądz, jeden władca – Gajusz Juliusz Cezar Oktawian zwany Augustem, który zamknął bramę świątyni Janusa na znak zakończenia wojen i zapanowania pokoju. Rzym rzucał cień na cały świat jak olbrzymi, królewski dąb. Lecz nie krążyły w nim już żywotne soki. U szczytu potęgi Rzym usychał i tęsknił...   Starzy bogowie umierali, bo lud przestawał w nich wierzyć....
Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego pozornie miała do dyspozycji wszelkie środki, by zwyciężyć: armię z czołgami, skotami i śmigłowcami; watahy naszprycowanych zomowców pałujących bez różnicy mężczyzn, kobiety, dzieci; ubeków, czyli – jak napisałby Norwid – „policje tajne i dwu-płciowe” śledzące, intrygujące, dezintegrujące, łamiące sumienia, kręgosłupy i życiorysy; rzeszę tajnych współpracowników i jawnych donosicieli członków partii. Reżim miał też broń silniejszą niż pały zomowców – wszystkie gazety, telewizję i radio. Nadzór nad mediami sprawował zakłamany ponad wszelkie wyobrażenie rzecznik prasowy rządu Jerzy Urban. Dysproporcja sił i możliwości ogromna. Ludzie mieli jednak broń potężną i bezlitosną – śmiech. Na straży ducha wolności stała nie tylko determinacja, niezgoda i upór, ale...
„Armia baranów, której przewodzi lew, jest groźniejsza od armii lwów prowadzonej przez barana” – to jedno z powiedzeń przypisywanych Napoleonowi. I chociaż nie mamy pewności, że „Bóg wojny” faktycznie wypowiedział takie słowa, to dowód na ich prawdziwość przeprowadzili, niestety, Polacy w latach 1830–1831. Powstanie listopadowe – a raczej: wojna polsko-rosyjska roku 1831 – to walka o wolność przegrana przez doskonałą armię, na czele której stawały jeden po drugim barany – co gorsza, barany będące w zmowie z rzeźnikiem. W 1966 roku Jerzy Łojek opublikował niewielką książeczkę (zaledwie 140 stron, jedyne 2,5 godziny czytania), która wstrząsnęła kultywowanym w epoce rozbiorów (i późniejszego, komunistycznego zniewolenia) obrazem tego patriotycznego zrywu. Nie tylko zresztą tego –...
Ponoć my, Polacy, nie lubimy tych naszych ziomków, którzy mają ponadprzeciętne zdolności, nie ukrywają ich i mają odwagę, by mówić o tym, co ich boli i drażni. Chyba zdajemy sobie sprawę z tej narodowej ułomności – polską jest przecież samokrytyczna opowiastka o kotłach piekielnych. Każda nacja ma swój własny kocioł, w którym smażą się jej nieszczęśni członkowie. Przy każdym kotle stoi diabelska warta i widłami strąca w głąb sprytnych i przedsiębiorczych, którzy próbują z wrzątku uciec. Tylko przy polskim kotle nie ma warty: Polacy sami ściągają za nogi tych, którym już prawie udało się wydostać. Pułkownik Ignacy Matuszewski, gorący patriota i przenikliwy wizjoner polityczny, jest jednym z Polaków, których zalety i zasługi były tak znaczne, że zawistnicy nie tylko zwalczali go zawzięcie,...
„W nocy była strzelanina. Rano od wczesnej godziny rozbrajanie oficerów niemieckich na wszystkich rogach ulic. Ale rozbraja nie tylko milicja, lecz i tłum. (…) Przez cały dzień odbieranie Niemcom majątku wojskowego i przejmowanie władz cywilnych. Przez cały dzień na ulicach tłumy. Wszędzie samochody z naszymi żołnierzami. (…) Wielu żołnierzy niemieckich chodzi z czerwonymi znakami, Polacy pewnie, z biało-amarantowymi kokardami u czapek. W tym wszystkim wstaje Polska. I nikt nie widzi, jaka jest piękna. Nikt nie spostrzega w tym zgiełku”. To słowa Marii Dąbrowskiej zapisane w dzienniku pod datą 11 listopada. Jednak użyte przez wybitną pisarkę słowo „zgiełk” w żaden sposób nie jest w stanie oddać tego, co działo się wówczas w duszach i umysłach Polaków wszystkich trzech zaborów, sytuacji...
O śmierci Józefa Stalina Polacy dowiedzieli się z Polskiego Radia, które po godzinie 5 rano, 6 marca 1953 roku, rozpoczęło nadawanie komunikatu: „Przestało bić serce współbojownika i genialnego kontynuatora dzieła Lenina, mądrego Wodza i Nauczyciela Partii Komunistycznej i narodu radzieckiego”. Za „Ojcem Postępowej Ludzkości” płakali w wierszach i artykułach ludzie kultury: Maria Dąbrowska, Władysław Broniewski, Mieczysław Jastrun, Julian Przyboś, Jarosław Iwaszkiewicz, Tadeusz Konwicki, Zofia Nałkowska, Julian Tuwim, Wiktor Woroszylski, Konstanty Ildefons Gałczyński, Wisława Szymborska, Jan Sztaudynger i wielu innych. Większość Polaków – zastraszona i udręczona codziennym terrorem – w głębi ducha nieśmiało liczyła na odmianę losu i z nadzieją spoglądała w stronę Kościoła katolickiego,...
„Posłuchaj, Jerzy, mamy 14 września. To Twoje i moje urodziny, więc jeśli masz coś zrobić dla naszego brata François – zrób to dzisiaj”. Tak modlił się do bł. Jerzego Popiełuszki francuski kapłan Bernard Brien. François Audelan od 11 lat chorował na białaczkę szpikową. Ksiądz Brien odwiedził go w 2012 roku z ostatnim namaszczeniem. Pani Audelan była już po rozmowie ze współczującym i profesjonalnym pracownikiem zakładu pogrzebowego. W nocy François wstał, rano ogolił się. „Po dokładnym badaniu zaświadczam, że nagłe uzdrowienie, począwszy od 14 września 2012 roku, gdy pacjent poddany był już tylko opiece paliatywnej, jest z medycznego punktu widzenia niewytłumaczalne” – stwierdził lekarz prowadzący Françoisa. Półtora roku później, w marcu 2014 roku, całkowitą remisję choroby potwierdziła...
Dwie godziny – tyle dziś trwa średnio lot z Polski do Londynu. A jak można było dostać się do Polski w 1940 roku? Z Londynu do Lizbony (Portugalia), potem Freetown (Sierra Leone), Lagos w Nigerii, Duala w Kamerunie, dalej przez Republikę Środkowej Afryki do Konga, do Sudanu i dalej do Egiptu. Z Egiptu mały krok do Palestyny i dalej lot na Cypr, potem Stambuł, greckie Saloniki, Belgrad i już Budapeszt. Przez granicę koło Krakowa i prosto do Warszawy. Czas? Bagatela: 6 tygodni. Środki lokomocji? Samolot, statek, pociąg, samochód, sanie i własne nogi. Tak od 6 listopada do 18 grudnia 1940 roku podróżował ppłk. Kazimierz Iranek-Osmecki, emisariusz Naczelnego Wodza do okupowanej Polski. A przecież można inaczej: samolot i spadochron. To była droga najkrótsza, choć nie dla wszystkich oczywista...
Człowiek jest z natury zły i zachłanny. Ponieważ celem państwa są ład i porządek w społeczności składającej się ze egoistycznych jednostek, rządzenie polega więc na utrzymaniu poddanych w stanie, w którym albo nie mogą, albo nie chcą szkodzić władcom. To jedna z zasad realizmu politycznego, którego najbardziej znanym głosicielem był Niccolo Machiavelli. Realizm polityczny, jako sztuka skutecznego ujarzmiania społeczeństwa, największą popularność zyskał w XX wieku, jego zwolennikami byli więksi lub mniejsi tyrani i dyktatorzy. Za mistrza tej sztuki uznać należy Józefa Stalina. Osiągnięcia jego cenione są także w dzisiejszej Rosji. Cynizm jako fundament polityki jest równie stary jak sama polityka i jak historia, usłużnie dostarczająca uzasadnień cynicznym politykom. Już Tukidydes...
„Kluczem do zwycięstwa rewolucji jest opanowanie kultury, a dopiero później będzie można zmienić stosunki ekonomiczne i władza polityczna sama wpadnie w ręce”. Taki plan działania stworzył neomarksistom Antonio Gramsci, włoski komunista i błyskotliwy (niestety) strateg nowej rewolucji. Plan ten zrealizowali w Europie Zachodniej uczestnicy antysystemowej rewolty młodzieżowej 1968 roku. W Polsce wcielany jest w życie przez zbuntowaną młodzież, odcinaną od historycznych i kulturowych korzeni przez funkcjonariuszy upadłego reżimu i wykreowanych przez nich agentów wpływu. Lenin nazbyt skoncentrował się na marksowskiej ekonomicznej „bazie” – czyli własności środków produkcji, przechwytywaniu wartości dodanej – i przegrał. Gramsci docenił rolę kulturowej „nadbudowy” – i wygrywa. Komunizm...
Obywatele II Rzeczypospolitej podziwiali maestrię lotników, hart marynarzy, odwagę czołgistów, kecz najcieplejsze uczucia tradycyjnie rezerwowali dla kawalerii. Bo przecież to jazda biła przeważające siły Szwedów pod Kircholmem, rozbijała Turków pod Wiedniem, zwyciężała Tatarów pod Hodowem, szarżowała pod Somosierrą i w Olszynce Grochowskiej. W czasie Wielkiej Wojny polscy ułani przebijali się przez potrójne linie okopów pod Rokitną czy Krechowcami. Wreszcie w wojnie z bolszewikami to polscy jeźdźcy pod Komarowem, w największej bitwie kawaleryjskiej XX wieku, rozbili niepokonaną Konarmię Budionnego. Deszcz, ulewa, kapuśniaczek – gdyby tak wyglądały wrześniowe dni roku 1939 w Polsce, kraju, w którym słowo „droga” oznaczało najczęściej utwardzony kołami wozów i kopytami koni gruntowy...
Powstania śląskie to jeden z najbardziej dobitnych dowodów siły polskiego ducha, który przetrwał wieki odłączenia od Macierzy, podtrzymywał polską mowę i modlitwę. Mimo całej atrakcyjności niemieckiej kultury XIX stulecia nie uległ jej syrenim kuszeniom, dotrwał silny i pełen woli czynu do dnia zmartwychwstania Polski wolnej i suwerennej. A potem przyszły dni, gdy trzeba było wolę potwierdzić czynem, stanąć do walki z Niemcami, którzy ani myśleli oddać bogaty Śląsk Polakom. Wtedy pojawili się polscy kadeci. Pierwsze wojsko polskie na Śląsku od czasów Jana III Sobieskiego. Decyzję o zarządzeniu na Śląsku plebiscytu, który miał rozstrzygnąć kwestię przynależności państwowej tych ziem, podjęli alianci na konferencji paryskiej i została ona wpisana do traktatu wersalskiego. Polacy od...
Potęga tkwi w masie i w liczbie – tak myśleli dowódcy Wielkiej Wojny. Jeśli atak, to w wykonaniu setek tysięcy żołnierzy, poprzedzony nawałą ogniową, kiedy działa strzelając godzinami, posyłają na pozycje nieprzyjaciela miliony pocisków. Jak obrona, to skryta w kilometrach okopów, za niepoliczalnymi zwojami drutu kolczastego i wsparta ogniem karabinów maszynowych. Jednak nawet w takiej totalnej wojnie jednostki o wielkiej sile ducha i potężnej motywacji potrafią stawić czoło milionowej masie i zmienić to, co niemożliwe. Tak, jak zrobił to 14 sierpnia 1920 roku por. Pogonowski pod Radzyminem. Okazanie słabości jako sposób powstrzymania agresji działa w świecie zwierząt. Słabszy wilk w konfrontacji z silniejszym kładzie się na plecach, odsłania brzuch. Ta pozycja działa automatycznie –...
W poezji Powstania Warszawskiego są zachwyt biało-czerwoną powiewającą nad dachami stolicy, zachłyśnięcie się wolnością, miłość i radość. Są zemsta, żądza odwetu, wściekłość na wrogów i gorzki żal do swoich. Są barykady, ruiny, gruzy domów, krew płynąca brukiem ulic. Jest szarpiąca serce śmierć najbliższych, dzieci, towarzyszy broni. Są bomby, płomienie i pociski. Poezja ma dość sił, by mówić o tym, że w „pogorzeli pod barykadą trupy się nowe kładą i kładą”. W wierszach walczącej stolicy jest rozpacz, pozwalająca wspominać o szczurach, które „tłuścieją na polskim ścierwie”, i wygrażanie „skurwysynom”, którzy się „śliną, seplenią o »sumieniu świata«, dyplomatycznie rozkładają ręce”. Jednak jest coś, o czym poezja mówi niechętnie, choć stanowiło element życia codziennego Miasta Niezłomnego...
„Przysięgam Panu Bogu Wszechmogącemu na powierzonem mi stanowisku pożytek Państwa Polskiego oraz dobro publiczne mieć zawsze przed oczyma. Władzy zwierzchniej Państwa Polskiego wierności dochować, wszystkich obywateli kraju w równem mając zachowaniu, przepisów prawa strzec pilnie, obowiązki spełniać gorliwie i sumiennie, rozkazy przełożonych wykonywać dokładnie, tajemnicy urzędowej dochować. Tak mi, Panie Boże, dopomóż”. Wojna to chaos i zniszczenie, wojna niszczy nie tylko substancję materialną, lecz także ważniejszą od niej substancję duchową – unieważnia normy moralne i etyczne, dostarcza wygodnych usprawiedliwień dla niegodnych czynów, rujnuje porządek społeczny. Wojna sprawia, że wielu ludzi odkrywa w sobie potężne pokłady altruizmu i poświęcenia – ci stają się bohaterami. Lecz u...
Dwudziesty lipca 1969 roku był chyba jedynym dniem, w którym włączone zostały wszystkie telewizory na świecie. Tego dnia przestały być ważne różnice polityczne, animozje państwowe i wrogości między narodami. Ludzkość zjednoczona jak nigdy przedtem, z zapartym tchem i szeroko otwartymi oczyma patrzyła, jak spełnia się jedno z jej najstarszych marzeń: oto człowiek opuściwszy Ziemię, stawiał stopę na innym globie – na Księżycu. Podróże pozaziemskie były odwiecznym marzeniem ludzkości, a jego ślady odnajdujemy w mitach i baśniach różnych cywilizacji i narodów. Bohater sumeryjskich mitów Utnapisztim poszybował w niebo na grzbiecie orła. Wedle legend greckich i arabskich, gdy Aleksander Wielki zdobył już wszystko, co było do zdobycia na Ziemi, wyruszył na Księżyc w metalowej kuli zaprzężonej...
Bitwa grunwaldzka – kulminacyjny punkt wojny państwa polsko-litewskiego z Zakonem Krzyżackim z lat 1409–1411 – była starciem tak tytanicznym, że wstrząsnęła Europą początku XV wieku. Jednak to nie znaczenie militarne okazało się najtrwalsze: bowiem przez prawie sześć następnych stuleci Grunwald wywierał wpływ na sztukę, literaturę, politykę i propagandę nie tylko Polaków, ale i Litwinów, Niemców, a także hitlerowców i komunistów. W dziejach wojen, które przyszło prowadzić państwu polskiemu w ciągu jego ponad tysiącletniej historii, wiele było bitew zwycięskich. Niektóre opromieniły oręż i żołnierza polskiego szczególną chwałą, a to z racji ich znaczenia dla przyszłych losów Europy. Oblicze dzisiejszego świata wyglądałoby przecież zupełnie inaczej, gdyby nie zawzięta obrona chocimskich...
„Nie dozna łaski zbawienia, kto się na miłości nie oprze. Miłość jedna nie działa marnie; promienna sama w sobie, gasi zawiść, osłabia urazy, daje wszystkim pokój; łączy rozdzielonych, podnosi upadłych, gładzi nierówności, wspiera każdego, nie obraża nikogo, i ktokolwiek się schroni pod jej skrzydła, znajdzie się bezpiecznym i nie ulęknie się niczyjej groźby. Miłość tworzy prawa, rządzi królestwami, zakłada miasta, prowadzi do dobrego stanu Rzeczypospolitej, wydoskonala cnoty cnotliwych, a kto nią pogardzi, ten wszystko utraci”. To fragment prawa powstałego w 1413 roku, znanego pod nazwą Unii Horodelskiej. Związek polityczny państw oparty na miłości? Że to nie idealistyczne marzenie, świadczą ponad 400-letnie dzieje rzeczy wspólnej polsko-litewskiej, której kulminacją był rok 1569 i unia...
Rzym zachodni upadając, zostawił po sobie takie bogactwo cywilizacyjne, że przez następne wieki trwał w swych dziełach. Bizancjum, drugi Rzym, choć istniało ponad tysiąc lat, przepadło przy obojętności świata, przetrwały tylko odblaski jego zapomnianej chwały. Cesarstwo Niemieckie Bismarcka i Wilhelmów oraz monarchia Habsburgów odchodziły do historii niegodnie i ze wstydem. Cesarstwo Napoleona, imperium Romanowych i Rzesza Hitlera waliły się w pożodze i potopie krwi. A jak skończył się PRL, państwo narzucone Polakom siłą i zbudowane na kłamstwach, które mimo to zdołało zmienić ich mentalność? I czy naprawdę się skończył? Trzydzieści lat, które dzieli nas od wydarzeń roku 1989, to z jednej strony cała epoka – pod względem technologicznym świat zmienił się nie do poznania, a dzisiejsza...
„Gdy burza nadejdzie, zły ulegnie zagładzie, sprawiedliwy trwa mocno, i tak będzie zawsze” – w Księdze Przypowieści króla Salomona po wielekroć przywołana jest jedna z najgłębszych i najstarszych ludzkich tęsknot: pragnienie sprawiedliwości, tej, która ratuje ludzi prawego serca, i tej, która jest „zgubą złoczyńców”. W roku 1989, roku przełomu, powrót sprawiedliwości był jedną z najbardziej oczekiwanych przez Polaków zmian. Zdolność do wybaczania to piękna, chrześcijańska postawa. Jednak w uczciwym państwie i zdrowym społeczeństwie przebaczenie musi być poprzedzone sprawiedliwością, której istotą jest nazwanie dobra dobrem, zła zaś złem. Na początku III RP, gdy przed sądem stanął Adam Humer, jeden z najgorszych komunistycznych oprawców, wydawało się, że uda się dokonać sprawiedliwej...
„Żołnierze – za bandycką napaść Niemców na Polskę, za rozbiór Polski wraz z bolszewikami, za tysiące zrujnowanych miast i wsi, za morderstwa i katowanie setek tysięcy naszych sióstr i braci, za miliony wywiezionych Polaków jako niewolników do Niemiec, za niedolę i nieszczęście Kraju, za nasze cierpienia i tułaczkę – z wiarą w sprawiedliwość Opatrzności Boskiej idziemy naprzód ze świętym w sercach naszych Bóg, Honor i Ojczyzna” – pisał w rozkazie z 11 maja 1944 roku gen. Władysław Anders, dowódca 2. Korpusu Polskiego. „Wykonanie tego zadania ze względu na rozgłos, jaki Monte Cassino zyskało wówczas w świecie, mogło mieć duże znaczenie dla sprawy polskiej. Byłoby najlepszą odpowiedzią na propagandę sowiecką, która twierdziła, że Polacy nie chcą się bić z Niemcami”. Tak gen. Anders...
Na początku jest opowieść. Zapadająca w pamięć i poruszająca serce. Opowieść o dobrych czynach, chwalebnych dokonaniach, o nadzwyczajnej odwadze i ponadludzkim poświęceniu, o wierności, lojalności i wytrwaniu w nierównej walce. Opowieść o dumie człowieka i boskiej nad nim opiece, o wytrwałości pozwalającej powstać z kolan i odrodzić się ku podziwowi widzów, a wściekłości wrogów. Opowieść o zwycięstwie i klęsce, o życiu i śmierci. Takie opowieści stają się mitami – fundamentami tradycji i zrębami tożsamości grup ludzkich. A potem pojawiają się symbole kondensujące w wizualnej formie najważniejsze mity i sprawiające, że jeden rzut oka jest jak iluminacja – pozwala zobaczyć, zrozumieć i przeżyć to, co wielkie i piękne. Hugo od św. Wiktora pisał, że „wszystkie rzeczy widzialne mają sens...
„Krajowa Rada Narodowa, powołana przez walczący naród, jest jedynym legalnym źródłem władzy w Polsce. Emigracyjny »rząd« w Londynie i jego delegatura w Kraju jest władzą samozwańczą, władzą nielegalną. Opiera się na bezprawnej faszystowskiej konstytucji z kwietnia 1935 roku. »Rząd« ten hamował walkę z okupantem hitlerowskim, swą awanturniczą polityką pchał Polskę ku nowej katastrofie”. Tymi słowami „Manifestu PKWN” grupka komunistów, której władza opierała się na brutalnej przemocy sowieckiej, oznajmiła o dokonaniu zamachu stanu i zerwaniu ciągłości prawnej z wolną i suwerenną Rzeczpospolitą Polską, odrodzoną w listopadzie 1918 roku. Ciągłości tej nie odbudowano do dziś. Józef Piłsudski przywykł do precyzji rozkazów. Demokracji więc zbytnio nie cenił, choć trafnie dostrzegł konieczność...
„Wyruszono wreszcie na Golgotę… Przodem szedł trębacz, trąbiący na każdym rogu ulicy i ogłaszający grzmiącym głosem wyrok. Kilka kroków za nim szła gromada chłopców i pachołków niosących potrzebne przybory, jako to powrozy, gwoździe, topory, kosze z narzędziami i napój; silniejsi nieśli drągi, drabiny i drzewce krzyży obu łotrów (…), za nimi młody chłopiec, nie całkiem jeszcze zepsuty, niosący przed sobą napis na krzyż, ułożony przez Piłata; on również niósł na przerzuconym przez ramię drążku koronę cierniową Jezusa… Teraz dopiero szedł Pan nasz i Zbawiciel, pochylony i chwiejący się pod ciężarem krzyża, zmordowany, potłuczony biczami, poraniony”. Tak początek drogi, którą przemierzył Chrystus idący na miejsce kaźni, zobaczyła w jednej ze swych wizji błogosławiona siostra Anna Emmerich...
Czyny dokonane w zamiarze zniszczenia w całości lub części grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych – realizowane przez zabójstwo członków grupy, spowodowanie poważnych uszkodzeń ciała lub rozstroju psychicznego, przez umyślne tworzenie takich warunków życia, które doprowadzić mają do całkowitego lub częściowego zniszczenia fizycznego członków grupy – nazywamy ludobójstwem. Ta zbrodnia się nie przedawnia. Tak stanowi konwencja ONZ z 9 grudnia 1948 roku. Związek Sowiecki dokonywał na Polakach ludobójstwa od sierpnia 1937 co najmniej do lipca 1941 roku. Jego kulminacją była wiosna 1940 roku, gdy strzałem w tył głowy zamordowano minimum 21 768 polskich jeńców wojennych, a do obozów Archipelagu GUŁag i w bezludne stepy Kazachstanu deportowano ponad 200 tysięcy Polaków....
Wielu z nich walczyło od 1939 roku ponad pięć lat w szeregach ZWZ/AK, NOW i BCh. Mierzyli się z przeważającymi siłami wroga, z koszmarem okupacji. Gdy ze wschodu nadciągnęła czerwona armia, walczyli wspólnie z nią o polskie miasta, wielu chciało bić się z Niemcami do samego końca. Lecz jesienią 1944 roku naczelny dowódca WP, Michał Rola-Żymierski, wydał rozkaz, w którym nakazywał stworzyć obóz internowanych dla „wojskowych wykazujących nielojalność w stosunku do Krajowej Rady Narodowej, Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego, Naczelnego Dowództwa Wojska Polskiego i innych naczelnych organów władzy państwowej i wojskowej Odrodzonego Państwa Polskiego”. Tak powstał I Specjalny Obóz Zarządu Informacji Naczelnego Dowództwa WP w Skrobowie. Pierwszym „ministrem” z uzurpującej sobie władzę...

Pages