Wojciech Wencel

Wojciech Wencel
Ktoś z goryczą zauważa, że coraz częściej spotykamy się w katakumbach jak pierwsi chrześcijanie. Widocznie taki polski los. Choćbyś kierował się tylko dumą narodową, prędzej czy później odnajdziesz się razem z innymi w ciemności, którą rozjaśnia (ale nie całkiem) światło Chrystusa. Hiobowe cierpienia, Jonaszowa misja, Jakubowe zmagania. Bez wiary w Boga historia Anny Solidarność, czytaj: historia Polski, nie miałaby sensu. Jednak wiara zawsze potrzebuje prawdy, nawet tej najtrudniejszej. Świadomość własnego losu rodzi wolność, pozwala odczytywać święte znaki i umożliwia dialog z Bogiem. Ludzie, którzy nie chcą znać prawdy, stają się stadem owiec prowadzonych na rzeź. Przez kogo? Na pewno nie przez Boga, który z każdym człowiekiem, z każdą rodziną i z każdym narodem pragnie budować intymną...
Wojciech Wencel
Naiwność takiego fantazjowania przypomina żale mężatek, które po dwudziestu latach małżeństwa stwierdzają, że gdyby wyszły za Tomka, a nie za Romka, ich życie wyglądałoby zupełnie inaczej. Miałyby mnóstwo miłości, szacunku i pieniędzy. Natomiast nie byłyby zdradzane, biedne i rozwiedzione. Stosowanie tej infantylnej pseudologiki w odniesieniu do wspólnoty narodowej jest wyjątkowo paskudne. Zawiedzione kobiety mogą powiedzieć, że podjęły złą decyzję, bo były młode i głupie. Czy jednak my mamy prawo uważać naszych przodków za mniej dojrzałych od nas? Jaką pychę trzeba mieć, by znając konsekwencje ich decyzji, dyktować im właściwe scenariusze? Łatwo być wszechwiedzącym narratorem podręcznika do historii, trudniej jego bohaterem. Decyzje polskich elit zawsze zapadały w ekstremalnie trudnej...
Wojciech Wencel
Ktoś powie, że przesadzam, bo mecz to tylko zabawa. Sęk w tym, że właśnie zabawa stała się formą sprawowania władzy przez PO, tracąc swój niezobowiązujący charakter. Boiskowe święto decydentów III RP i usłużnych dziennikarzy to symbol tego stylu uprawiania polityki, który skłonił prof. Andrzeja Nowaka do trafnej konstatacji, że „rządzą nami pętaki”. Rozróżnienie między niedojrzałością a odpowiedzialnością za państwo stało się w niezależnych mediach narzędziem czytelnego podziału sceny politycznej. Z jednej strony bagatelizowanie katastrofy smoleńskiej, uśmiechy nad trumnami, dziecięca naiwność wobec Rosji i regularne pogrywanie „w gałę”, z drugiej strony uparte dążenie do ustalenia prawdy o Smoleńsku, niepodległościowa retoryka, mocne zarzuty wobec rządu. Zastanawiam się, co skłoniło...
Wojciech Wencel
Uleganie fałszywym alternatywom jest skutkiem medialnej propagandy, ale niekoniecznie tej uprawianej świadomie przez usłużnych dziennikarzy. To raczej efekt kultu wyrazistości, od lat szerzonego przez kolorowe pisma i serwisy informacyjne. Człowiek dobrej woli, sklasyfikowany jako działacz pro-life, pragmatyczny konserwatysta czy dogmatyk wolnego rynku, stopniowo zaczyna widzieć siebie jako nieugiętego rycerza Wielkiej Sprawy. Aby sprostać temu wizerunkowi, pragnie całkowicie poświęcić się walce o prawdę w dziedzinie, która szczególnie go niepokoi. Dziedzina ta, wyrwana z szerszego kontekstu, staje się dla niego jedynym polem walki o przyszłość świata. Oczywiście wysiłki samotnych rycerzy skazane są na klęskę. Przy znacznej mobilizacji wyznawców Wielkiej Sprawy mogą spowalniać postępy...
Wojciech Wencel
Podobne wnioski odnalazłem w weekend na blogu Tomka Terlikowskiego, którego twarz wcześniej mignęła mi na ekranie telewizora (nawiasem mówiąc, nie sądziłem, że ktokolwiek ze „strefy wolnego słowa” jest jeszcze w stanie przyjąć zaproszenie do TVN24): „Gdy toczy się wojna o życie, o rodzinę, o małżeństwo, nie lustruje się sprzymierzeńców, nie analizuje się ich przeszłości, nie krytykuje się wspólnoty, z której pochodzą, ale razem broni się tego, co najważniejsze”. No właśnie: co jest najważniejsze? Czy polską podmiotowość można przehandlować za iluzję wpływu na europejską antykulturę? Bo przecież przeciwstawienie „konserwatywnej” Rosji „barbarzyńskiemu” Zachodowi to czysta propaganda, „nowa rosyjska idea” wymyślona na Kremlu po okresie panowania oligarchów. Libertynizm i alkoholizm sieją w...
Wojciech Wencel
Wierzyński nie szyfrował swoich uczuć. Miesiąc po wybuchu Powstania Warszawskiego pisał: „Jeśli padnie Warszawa, to nie miasto padnie, / I nie polska stolica w podziemiach swych skona, / Lecz wolność wszystkich ludzi, zdeptana gdzieś na dnie, / I prawda wszystkich czasów, przez wszystkich zdradzona”. Głęboko wierzył w sens zrywu warszawskiej Nike, która „umiera pokonana, umiera zwycięska”. I zamiast rozliczać dowódców Armii Krajowej, przysięgał generałowi, co „przezwał się dla innych Borem, / A dla nas – o Lwim Sercu pozostał legendą”, nieustającą pamięć narodu. Aby „Śród grobów, z których łuna nad światem wyrasta / Szedł nie regiment ruski, nie marszałek Żukow, / Lecz aby tam powstała, wierna do ostatka, / I, jak duch niewidzialny, szła pokoleniami / Miłość nasza raniona, wieczna nasza...
Wojciech Wencel
W PRL-u krytycy Powstania Warszawskiego mieli trudniej niż dzisiaj. Dowódców AK piętnowała komunistyczna propaganda i wiedzieli, że powtarzając jej argumenty, zostaną uznani za użytecznych idiotów. Najczęściej przebierali się więc w szaty Hamleta. – Ale czy było warto? – pytali retorycznie. Odpowiedzi twierdzące ich nie interesowały. Dopiero gdy ktoś zaprzeczył, kiwali głowami jak pluszowe pieski za tylną szybą trabanta. W III RP mogą się wymądrzać do woli, rzucając obelgi na zmarłych bohaterów. W ubiegłym roku zapowiedzieli nawet symboliczny „proces pokazowy” architektów powstania. Rozumiem, że chcieli skazać gen. Tadeusza Komorowskiego „Bora”, bo większość jego współpracowników dostało już wyroki. Chociażby w moskiewskim procesie szesnastu. Gen. Leopold Okulicki „Niedźwiadek” i Delegat...
Wojciech Wencel
Obawiam się, że moi przyjaciele nie są dobrymi znajomymi Mariusza Szczygła, który ostatnio ma nad Wisłą monopol na przedstawianie czeskiej kultury. Nie stworzyli sobie kulturalnych antydepresantów i nie odnosi się do nich pytanie: „Jak się państwu żyje bez Boga?”. Starają się być wierni niezwykłej, mało znanej w Polsce tradycji czeskiego tragizmu, której ogniskiem jest Wyżyna Czesko-Morawska. To właśnie tam żyli i tworzyli w latach międzywojennych katoliccy pisarze, redaktorzy i krytycy: Josef Florian, Jakub Deml, Bohuslav Reynek, Jan Zahradníček, Václav Renč, Jan Dokulil, Jan Čep, Jaroslav Durych, Bedřich Fučík, Miloš Dvořák. Choć katolicyzm był wówczas przez elity utożsamiany z cesarstwem austriackim, młodzi artyści rehabilitowali go w oczach rodaków poprzez autentyzm przeżywania wiary...
Wojciech Wencel
Sęk w tym, że polskie kobiety, zwłaszcza po klęsce pod Maciejowicami, rzezi Pragi i traktacie zatwierdzającym III rozbiór Polski, naprawdę myślały o poważniejszych sprawach niż „trefienie” włosów. W 1832 r. Maurycy Gosławski, uczestnik powstania listopadowego i wielki piewca Podola, pisał w przedmowie do „Poezji ułana polskiego poświęconej Polkom”: „I wy Polki! nie szukajcie tu kwiatów – nie w salonach wdziękami natchnęłyście pierś, która was wielbi. Wyższe to były natchnienia. Utrata najdroższych przedmiotów waszej czułości, dobrowolna wasza zgoda na poświęcenie ich Ojczyźnie; tyle cierpień z męską znoszonych wytrwałością; w lazaretach kojone bole waszym staraniem; każda kropla krwi zatamowanej w bratniej piersi szarpiją [rodzaj opatrunku – przyp. WW] od was daną – to są wasze zasługi, i...
Wojciech Wencel
Sprawa Katynia była łatwiejszym wyzwaniem. Od wiosny 1943 r. istniały świadectwa wysłanników polskiego rządu emigracyjnego i struktur podziemnych, którzy wzięli udział w ekshumacji zorganizowanej przez Niemców. Józef Mackiewicz, Ferdynand Goetel i inni zobaczyli przestrzelone czaszki polskich oficerów. Wobec namacalnych dowodów zbrodni nie trzeba było czekać na werdykt jakiejkolwiek komisji. Jedyną powinnością stało się dotarcie z prawdą do zbiorowej świadomości Polaków, co – zwłaszcza w okresie stalinowskim – okazało się szalenie trudne. Akurat pod tym względem znajdujemy się w podobnej sytuacji, bo również dzisiejsza propaganda jest zbudowana z betonu. Ale nasz podstawowy problem jest inny. Choć wiele poszlak wskazuje na to, że w Smoleńsku doszło do zamachu, brakuje nam instrumentów, by...
Wojciech Wencel
Próbując zilustrować tezę o naszym niedokształceniu, Śpiewak sugeruje, że czytamy tylko Rodziewiczównę, Dobraczyńskiego i Or-Ota. Dlaczego akurat taki zestaw nazwisk – nie wiadomo. Najwyraźniej autor nigdy nie słyszał o Nagrodzie Literackiej im. Józefa Mackiewicza, nie zna serii książkowej wydawnictwa Arcana ani nie śledzi drukowanego w „Nowym Państwie” cyklu Piotra Lisiewicza o pisarzach wykluczonych i zapomnianych (nawiasem mówiąc, Piotrze, najwyższa pora na książkę!). Twierdzi też nasz historyk idei, że nie czytamy Szymborskiej, Miłosza, Tuwima, Leśmiana. Znów cios na oślep. Szymborska – sprawna poetka paradoksów, klasą konceptów prawie dorównująca ks. Twardowskiemu. Żeby jeszcze miała coś ciekawego do powiedzenia... Tuwim – rzeczywiście nędza. Ale już Miłosza czytamy bardzo chętnie,...
Wojciech Wencel
Nawet z największych arcydzieł filmowych w pamięci widzów zostaje zwykle jedna, kluczowa scena. Jestem przekonany, że z „Wałęsy” zapamiętamy właśnie milicyjną madonnę. Wymyślając ten sugestywny obraz, scenarzysta Głowacki nie tylko okazał się mistrzem intertekstualnych odniesień. Stworzył też nową ikonę polskości, która doskonale odpowiada duchowi czasu. Uczy młodych, że nic w PRL-u nie było tak jednoznaczne, jak im wmawiają nienawistnicy. A nam przypomina, że przecież wielu komunistów po kryjomu chrzciło dzieci, czytało paryską „Kulturę” (jak Aleksander Kwaśniewski) i dzieliło się z sąsiadami świąteczną szynką. Ludzie szlachetni byli po jednej i po drugiej stronie barykady, którą ustawił między nami bezosobowy system. Nabijam się z Głowackiego nie tylko dlatego, że wykoncypowana przez...
Wojciech Wencel
2. „Rovigo” (1992 r.). Choć Zbigniew Herbert najważniejsze tomy poezji wydał przed 1989 r., także w ostatnich latach życia zachował niezwykłą czystość głosu. Jego niezłomna postawa: niezgoda na fałsz III RP i hołd składany rówieśnikom z pokolenia wojennego to moralny kompas dla potomnych. Głęboko poruszał „Epilog burzy” (1998), zwłaszcza modlitewne fragmenty „Brewiarza”. Były też rymowane arcydzieła sięgające do ciemnych głębin polskiej historii: „Wilki”, „Guziki”. I „Chodasiewicz” – okrutnie precyzyjny, a zarazem mistrzowski poetycko pamflet na Czesława Miłosza. 3. „Samuel Zborowski” (2010 r.). Metafizyczna opowieść Rymkiewicza o polskiej anarchii, języku i losie. Chyba najciekawsza i najbardziej spójna część cyklu obejmującego także „Wieszanie” (2007 r.) i „Kinderszenen” (2008 r.)....
Wojciech Wencel
Meczu z Grecją trudno było nie wygrać. Zwłaszcza że rywale wystawili jedenastkę opartą na pensjonariuszach domu spokojnej starości. Świątyni Zeusa Olimpijskiego strzegł 38-letni Chalkiás, a za rozgrywanie zabrał się 35-letni Karagoúnis. W pierwszej połowie staruszkowie próbowali biegać, ale co dwie minuty kładli się w trawie. W drugiej, grając w dziesiątkę, mieli już siły tylko na tuptanie, uzupełnianie płynów i wymianę sztucznych szczęk przy linii bocznej. Mimo to strzelili nam gola, bo trener Smuda uznał, że zamiast wygrać 4:0, powinniśmy bronić jednobramkowego prowadzenia. Przed meczem z Rosją lękliwość selekcjonera udzieliła się głównym mediom. Reprezentacja zakwaterowana w hotelu Bristol, dotąd uznawana w Europie za przeciętną, nagle okazała się piłkarskim potentatem na miarę...
Wojciech Wencel
Od końca ubiegłego wieku sporo napisano o rosyjskich kłopotach z tożsamością. A przecież Władimir Putin już dawno odnalazł narodową ideę, zdolną połączyć wszystkich obywateli, od emerytowanych kołchoźników po młodych fanów Spartaka Moskwa. Jej źródłem jest data 4 listopada 1612 r., kiedy to pospolite ruszenie dowodzone przez kupca Kuźmę Minina i księcia Dymitra Pożarskiego zmusiło do kapitulacji polską załogę Kremla. W 2004 r. ówczesny (i dzisiejszy) prezydent Federacji Rosyjskiej ogłosił rocznicę tego wydarzenia Dniem Jedności Narodowej, wypełniając lukę po zniesionym święcie rewolucji październikowej. Aby spopularyzować nową rosyjską ideę, weteran KGB zamówił u Władimira Chotinienki film „1612”, w którym Polacy z upodobaniem palą wsie, mordują bezbronnych i pozdrawiają się sarmackim „...
Wojciech Wencel
Cóż, dla mnie „ciemnoskóry” to zwykły opis fizjonomii. Równie dobrze mógłbym napisać „szczupły” czy „wysoki”, tyle że pierwszego ciemnoskórego prezydenta w historii USA najprecyzyjniej identyfikuje co innego. Wygląda jednak na to, że „panu Romanowi z Katowic” i dziennikarzom „Wyborczej” słowo „ciemnoskóry” kojarzy się z niższą rasą. Szczerze współczuję. Szczególne męczarnie muszą odczuwać podczas śledzenia transmisji sportowych, bo sprawozdawcy używają tego słowa średnio co pięć minut. Chyba że komentują mecz NBA. Wtedy proporcje się odwracają i częściej jest mowa o „jedynym białym w pierwszej piątce”. Dla potwierdzenia swej intuicji śledczy „Wyborczej” zwrócili się z prośbą o opinię do pani podpisanej jako „medioznawca” (A fe! Feministki dadzą wam po łapkach! Powinno być: „...
Wojciech Wencel
Dlaczego główny dowód w sprawie katastrofy smoleńskiej wciąż nie może wrócić do Polski? Najpierw nasi rosyjscy przyjaciele muszą go dokładnie umyć. Kto odpowiada za nieukończenie autostrad na Euro? Gdy się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy. Nawet lepiej, że będą po mistrzostwach. Być może szczęśliwie dożyjemy czasów, gdy wszystkie te absurdy będą funkcjonowały jako dowcipy, ale dzisiaj raczej nie jest nam do śmiechu. Chyba że miałby to być śmiech przez łzy. Zagraniczni kibice, którzy odwiedzą Polskę w trakcie Euro, prawdopodobnie niewiele zrozumieją z naszej narodowej traumy. Ale i oni mogą być wkurzeni, gdy utkną na lotnisku. Właściwie w każdej hali przylotów minister transportu Sławomir Nowak powinien zainstalować telebim i pokazywać na nim scenę z filmu „Co mi zrobisz, jak...
Wojciech Wencel
A jednak miejscy notable wybrali inną drogę. Zamiast oczyścić historię Września’39 z komunistycznej ideologii i połączyć je z solidarnościową spuścizną, zajrzeli do zabytkowej szafy i poprzebierali się za przedwojennych mieszczan. Nagle okazało się, że Wolne Miasto było pełne jakichś niezależnych „Danzigerów”, ludzi mądrych i honorowych, a przy tym pozbawionych wszelkich związków z niemieckim nazizmem. Mając pod ręką autentyczną polską tradycję, władze Gdańska znów sięgnęły do obcego mitu. A ponieważ mit okazał się fałszywy i niespójny, trzeba było go łatać kolejnymi „narracjami”. W efekcie Gdańsk wciąż pozbawiony jest charakteru. Pozostaje przestrzenią sierocą, eklektyczną, workiem, do którego wrzuca się politycznie poprawne hasła i resztki tradycji niemieckiej, peerelowskiej,...
Wojciech Wencel
Mowa nienawiści, mniej groźna w tygodniku „Nie”, dość powszechnie identyfikowanym jako polityczne ekstremum, po 1989 r. stała się znakiem rozpoznawczym „męskiego” kina czy „krwistej” prozy. Władysław Pasikowski uczynił bohaterem „Psów” zachlanego esbeka, palącego teczki osobowe na wysypisku śmieci i szydzącego z poległych za ojczyznę, a do tego pospolitego mordercę. Ale większość widzów zapamiętała wrażliwego mężczyznę „po przejściach”, który mści się „w imię zasad, skurwysynu”. Trudno się dziwić, bo nieszczęśliwie zakochany Franc Maurer na ekranie budził zdecydowanie więcej sympatii niż domagający się lustracji senator Wencel z Chrześcijańskiej Unii Jedności, w skrócie ChUJ. Dlaczego po 1989 r. wielu Polaków uznało ten język za normalny? Czemu zamiast próbować odnaleźć w polskiej...
Wojciech Wencel
W środowiskach niepodległościowych nikt nie zastanawiał się jednak nad przełożeniem manifestacji na później. Nie podziałała carska propaganda, przestrzegająca przed „psuciem Polakom długo oczekiwanego sportowego święta”. Strażnicy pamięci o bohaterach powstania listopadowego nie przejęli się przyjazdem gwiazd europejskiego cymbergaja i także w czasie mistrzostw organizowali patriotyczne marsze. Protestujący przeciw cenzurze i rusyfikacji nadal wznosili transparenty z napisem „TRWAM-y!”. Dodatkowo do akcji przyłączyli się dorożkarze, którym nie spodobał się projekt ustawy o deregulacji dostępu do zawodów, i socjaliści przeciwni podwyższeniu wieku emerytalnego. Obudzili się także nauczyciele zmuszani do odpracowywania dwóch godzin tygodniowo bez wynagrodzenia (tzw. darmochy). Mistrzostwa...
Wojciech Wencel
Angielski twórca był za gruby, żeby wsiąść na konia, więc pisał wiersze. Ale żeby jakoś przeżyć, pisał też felietony i to one przyniosły mu sławę. Nie zmienia to faktu, że poezja, nawet w naszych czasach, ma znaczący wpływ na kulturę. Choć na spotkania autorskie w każdej epoce przychodzi nie więcej niż sto osób, ostatecznie wiersze okazują się trwalsze od wypowiedzi celebrytów czy deklaracji polityków. Bohater „Dnia świra” ma w sobie za dużo agresji, by stać się następcą wieszczów, ale słusznie zauważa, że „dyktaturami wstrząsają poeci”. Podczas spotkania ze studentami ekonomii jeszcze raz okazało się, że literatura wcale nie musi być hobbystyczną zabawką humanistów. Wprawdzie międzywojenna inteligencja, nazwijmy ją tak, techniczna, została w znacznej mierze wyrżnięta przez Sowietów,...
Wojciech Wencel
Dwadzieścia lat temu wydawało się, że poprawa losu nauczycieli jest tylko kwestią czasu. Ich autorytet miał rosnąć razem z zarobkami. Dziś są jedną z najbardziej pogardzanych grup społecznych w Polsce. Przeprowadzona przez PO reforma oświaty przekształciła polską szkołę w firmę usługową, w której nauczyciele stanowią tanią siłę roboczą. Nad ich głowami ministerstwo prowadzi poważne interesy, np. z wydawnictwami, którym daje zarobić na podręcznikach sygnowanych zaklęciem „nowa podstawa programowa”, a różniących się od poprzednich jednym zadaniem albo układem tekstu. Prezentacje oferty wydawniczej organizowane są zazwyczaj w luksusowych hotelach. Przez godzinę nauczyciele mogą poczuć się jak osoby, których stać na nocleg w apartamencie. Gdy czar pryska, odnajdują się na przystanku...
Wojciech Wencel
Maszerując Krakowskim Przedmieściem, czuję, jak rozprzestrzenia się ten polski żywioł. W centrum pochodu śpiewamy „Chrystus Wodzem, Chrystus Królem...” Nagle gdzieś na prawej flance wybucha gromkie: „Cześć i chwała bohaterom!”, za moment na lewej „Zwyciężymy!”. Inicjowane w kolejnych miejscach śpiewy i okrzyki wyraźnie nawiązują do tradycji katolickich, endeckich, piłsudczykowskich. Ścierają się ze sobą w powietrzu, próbują przechylić szalę na własną stronę, ale żaden z nich nie jest w stanie zdominować pozostałych. Jedne płynnie przechodzą w drugie, jakby mogły zachować moc tylko razem, zamieniając się w jasny ogień polskości. Ściskając żonę za rękę, przypominam sobie tytułowy wiersz z tomu „De profundis”: „i ruszyliśmy ognistą procesją do kresu nocy/ okiennice mijanych domów...
Wojciech Wencel
Współczesna cywilizacja przypomina sterylne wnętrze kliniki chirurgicznej. Nie jest to jednak klinika, w której pacjentów się leczy. Lekarze specjalizują się tu w chirurgii plastycznej, starając się poprawiać ludzkie upodobania według wyznaczonych przez siebie standardów. Nie spoczną, dopóki ostatni podatny na zmiany „chory” nie przejdzie pomyślnie operacji. Dla tych, których zoperować się nie da, pozostanie miejsce na śmietniku, poza granicami cywilizowanego świata. Już dziś traktuje się ich ze wstrętem, jak wrzody na młodym, jędrnym ciele liberalnej demokracji. Sfrustrowani rolnicy, irytujący słuchacze Radia Maryja, zaniedbane grubasy, śmieszni starcy pozostają obiektem kpin i powodem zażenowania. Po Smoleńsku dołączyli do nich wszyscy, którym zależy na utrzymaniu polskiej...
Wojciech Wencel
Niektórym trudno znieść nasz patos, powagę, obsesyjną pamięć. Chcieliby zapomnieć o zagładzie polskiej elity i przebiegu moskiewskiego śledztwa. Marzą o tym, by rozpłynąć się w „kolorowej niepodległej”. Tylko gdzie ta niepodległa? Czy bronią jej mężowie stanu i strzeże silna armia? Czy skutecznie zabezpieczają ją tajne służby? Czy ktokolwiek poza niepodległościową opozycją formułuje nasze narodowe interesy? Czy respektują je przywódcy ościennych mocarstw? W 1832 r. w Paryżu uczestnik powstania listopadowego Konstanty Gaszyński napisał piękny wiersz w formie monologu młodej dziewczyny: „Schowaj matko suknie moje,/ Perły, wieńce z róż:/ Jasne szaty, świetne stroje –/ To nie dla mnie już!/ Niegdyś jam stroje, róże lubiła,/ Gdy nam nadziei wytryskał zdrój;/ Lecz gdy do grobu Polska zstąpiła...
Wojciech Wencel
Co z tego uniwersalnego mitu, będącego dla Europy znakiem niezłomności, męczeństwa i zmartwychwstania, przetrwało do dzisiaj? Prawie nic. W powszechnej świadomości nasza historia zaczyna się w Jedwabnem, gdzie Polacy „mordowali swoich żydowskich sąsiadów”. Następnym kluczowym punktem jest karuzela z placu Krasińskich w Warszawie, na której w niedzielę wielkanocną 1943 r. „pary wzlatywały wysoko w pogodne niebo”, lekceważąc dym dochodzący z płonącego getta. Ze słynnego, przełożonego na dziesiątki języków wiersza Czesława Miłosza dowiadujemy się ponadto, że w ów dzień eksterminacji Żydów „śmiały się tłumy wesołe” „przy dźwiękach skocznej muzyki”. Na powielanym w oficjalnej kulturze portrecie zbiorowym Polaków z czasów okupacji widzimy wielki pochód szmalcowników, donosicieli i rabusiów...
Wojciech Wencel
Cytuję dziewiętnastowieczny przekład Tomasza Olizarowskiego, bo bardzo podoba mi się wizja ludzi z ogonami. To nic, że w oryginale stoi jak wół „des femmes avec des queues”, czyli „kobiety z ogonami” (prawdopodobnie chodzi o manieryczne fryzury). Z własnych obserwacji wiemy, że lemingi występują zarówno w wersji żeńskiej, jak i męskiej. Jak wynika z tekstu, to nie tyle zdrajcy, co osoby bezmyślnie powielające obce mody. Stary szlachcic dostaje od ich widoku zawrotu głowy. Obawia się, że umrze albo – co gorsza – straci rozum i sam zostanie transwestytą (chyba tak, według dzisiejszych standardów, należy tłumaczyć słowo „travesti”). Jest przekonany, że od samego patrzenia na opętanych można się zarazić. Zdanie o skradzionej Polsce oznacza więc przede wszystkim unicestwienie tradycyjnego...
Wojciech Wencel
Jest rok 1982. Po entuzjastycznej atmosferze Sierpnia’80 nie ma już śladu. W ciemności stanu wojennego kiełkuje ziarno zdrady. Siedem lat później zdobycze antykomunistycznego powstania zostaną ostatecznie zaprzepaszczone. Wyselekcjonowana przez SB elita Solidarności zasiądzie z komunistami do okrągłego stołu, by zbudować układ nowej nomenklatury. Wyszkowski ma okazję śledzić przebieg i kulisy obrad jako niezależny obserwator. Widzi i słyszy to, co ma pozostać zakryte przed społeczeństwem. Jest przerażony postawą swoich znajomych i przyjaciół, liderów tzw. opozycji demokratycznej, którzy obgadują z wrogami narodu warunki ugody. To doświadczenie stanie się głównym tematem i kontekstem jego publicystyki. System kłamstwa III RP okazuje się niemal doskonały, zdolny panować nie tylko nad...
Wojciech Wencel
Sprawę doznanych krzywd kwitował ewangeliczną mądrością, że „nie do braci należy sądzić braci”. Zresztą – przyznawał – Polacy także odwrócili się od Boga, za co zostali ukarani rozbiorami. Teraz czas wyrzec się nienawiści i rozpocząć „nową epokę chrześcijańską”. Oczywiście, pismo wywołało burzę w środowisku emigracji. Towiańskiego uznano za rosyjskiego szpiega, którego celem jest sparaliżowanie polskich dążeń niepodległościowych. Także dzisiaj te dwie koncepcje mesjanizmu są w Polsce obecne. Niektórzy podążają drogą wydeptaną przez towiańczyków, twierdząc, że już nie tylko zbrojna walka o niepodległość, ale i zwyczajne zaangażowanie patriotyczne czy polityczne jest pogańskim „wyborem Barabasza”. Poddanie się woli Bożej oznacza dla nich generalną kapitulację: wobec losu, kłamstwa,...
Wojciech Wencel
Co z tą Polską? Co się stało z dumnym państwem w sercu Europy, o które potykały się imperia? Zostało gdzieś daleko za nami czy rozpłynęło się w smoleńskiej mgle? Poeta Jerzy Gizella, który kilka lat temu wrócił z Toronto do Krakowa, zauważa w wywiadzie dla miesięcznika „Debata”, że „tu i tam choruje się »na Polskę«, umiera się z tęsknoty za ojczyzną”. Ta wstrząsająca prawda odsłania skalę degeneracji państwa, które wyrzekło się patriotów, ale wyznacza nam też misję do spełnienia. W 1833 r. Adam Mickiewicz pisał: „Polityką, działaniem nazywamy tylko czyny, albo słowa i myśli, które rodzą czyny. Takiemi czynami jest walka, zwycięstwo lub męczeństwo”. Nie wszyscy dostrzegają ten potencjał w naszych zebraniach i manifestacjach. Cynikom z lewa i prawa wydaje się, że kieruje nami nostalgia,...
Wojciech Wencel
Mord na polskich oficerach w Katyniu, masowe wywózki w głąb ZSRS, likwidacja niepodległościowego podziemia – wszystko to jest jak lobotomia, zabieg neurochirurgiczny, polegający na przecięciu włókien nerwowych, które łączą czołowe płaty mózgowe ze strukturami międzymózgowia. Po likwidacji patriotycznej inteligencji nawet Polacy negatywnie nastawieni do komunizmu utracili instynkt niepodległościowy. Gdyby nie wycięto nam elit – ziemiańskich, wojskowych, urzędniczych, naukowych i kulturalnych – opór przeciwko władzom PRL miałby zupełnie inny charakter. Zamiast powtarzać głupawe pytanie „bić się czy nie bić?”, znaczna część narodu nadal prowadziłaby poważną walkę z wrogiem. Niestety, eksterminacja Żołnierzy Wyklętych sprawiła, że niepodległościowe wysiłki w ogóle przestały być brane pod...
Wojciech Wencel
Gdy wracałem promem z Gotlandii, byłem przekonany, że to kulturowe science fiction zostawiam za sobą raz na zawsze. Wprawdzie w Polsce toczyła się wówczas debata światopoglądowa, ale w miarę realistyczna. Jedni twierdzili, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny, inni – że niekoniecznie. Jedni uważali homoseksualizm za dewiację, inni za „orientację”. Jedni byli za dyscypliną w szkole, inni przeciwko. Wielu chciało zachować tradycyjne wartości i obyczaje, równie wielu pragnęło je zburzyć, jednak wszyscy mieli świadomość ich istnienia. Tak było osiem lat temu, bo dzisiaj żyjemy już w innej kulturze. Małżonków zastąpili partnerzy płci dowolnej, starych kawalerów i stare panny – single. Stwierdzenie, że homoseksualizm jest sprzeczny z naturą, ma status kłamstwa oświęcimskiego, a...
Wojciech Wencel
Czy czegoś to nam nie przypomina? Mimo wszystko trudno zestawiać carską administrację z III RP. Wciąż mamy swoich politycznych reprezentantów, potencjał wpływania na kształt państwa i wiarę, że obecna „dyktatura ciemniaków” to zjawisko przejściowe. Ale już współczesna kultura, jako źródło zbiorowego egoizmu, pęta nasz naród w sposób nie mniej trwały i bolesny, niż czyniły to kajdany zaborców. Naszymi zaściankami są tradycyjne rodziny, a chutorami prowincjonalne miasteczka, naszym Bobrujskiem co miesiąc staje się Krakowskie Przedmieście. Czego możemy się nauczyć od uczestników drugiego obiegu sprzed stulecia? Na pewno odpowiedzialności za najmłodsze pokolenie. Średnia wieku na spot-kaniach środowisk niepodległościowych odsłania skalę problemu. Nie ma co mydlić sobie oczu aktywnością...
Wojciech Wencel
Postawiony pod ścianą, a ściślej na scenie, opowiedziałem o kulisach niedawnej kampanii wyborczej w Polsce, która doprowadziła PiS do zwycięstwa. Pamiętam, że Węgrów najbardziej interesowały kwestie polityki historycznej i prorodzinnej. Nie mam pojęcia, w jaki sposób treść mojego wystąpienia dotarła do Viktora Orbána, ale faktem jest, że wyciągnął z tej lekcji odpowiednie wnioski. W „Rzeczpospolitej” ciągle czytam, że nie należy mieszać poezji z polityką, a tu proszę: wystarczy podstępnie przerzucić polskiego poetę za granicę, żeby wywołać tam wolnościowe powstanie. Oczywiście żartuję. Jeśli ktoś zasługuje na miano węgierskiego łącznika, to zdecydowanie mój porywacz. Grzegorz Górny opublikował w polskiej prasie kilkadziesiąt tekstów o tematyce węgierskiej, nakręcił cztery filmy...
Wojciech Wencel
Życie zamieniło śmierć w puzzle. Z martwych ciał ułożyło zabawny obrazek i sprzedało go milionom Polaków. Czasem ktoś przychodzi z reklamacją, twierdząc, że dany element nie pasuje: brzoza jednak nie mogła ściąć skrzydła, a generała nie było w kokpicie. Wtedy życie odpowiada, że owszem, ale to wina użytkownika. Fabrycznie puzzle były sprawne, co stwierdziły dwie niezależne komisje. Poza tym termin gwarancji minął dawno temu. Czy powinniśmy gniewać się na życie, że tak nas oszukuje? W gruncie rzeczy robi to w naszym dobrze pojętym interesie. Zależy mu, żebyśmy mieli święty spokój, żeby nasza wegetacja była łatwiejsza i bardziej optymistyczna. Traktuje nas jak rodzic, który chroni własne dzieci przed grozą świata dorosłych. Czasem należy coś ukryć, przemilczeć, przedstawić niezgodnie z...
Wojciech Wencel
Powyższy akapit to fragment wywodu Łukasza Warzechy, który ośmieliłem się ozdobić didaskaliami ze słynnego wiersza Stanisława Barańczaka „Określona epoka”. Robię to nie dlatego, by insynuować, że w okresie PRL-u publicysta „Faktu” zachowałby się niegodnie, lecz po to, by uświadomić mu, jak jego zachowawcza strategia jest odbierana przez ludzi, dla których III RP to państwo opresyjne. Oczywiście, nikt z nas nie uchyla się od płacenia podatków, ale przecież nie o to chodzi. Respektując elementarne zasady porządku społecznego, odrzucamy w całości „okrągłostołowy” układ i jego kolejne mutacje. W oczekiwaniu na przełom polityczny, na który nie mamy decydującego wpływu (to raczej kwestia skuteczności niepodległościowych polityków, czynników ekonomicznych itd.), budujemy drugi obieg kultury....
Wojciech Wencel
A przecież każdy z nas obejrzał na żywo kilkadziesiąt czy kilkaset meczów. Co, jeśli nie „piękno futbolu”, przyciąga na stadiony takich jak my fanatyków? Pamiętam jakby to było wczoraj. Wiosna 1982 r. Nieistniejący dziś stadion Arki przy ul. Ejsmonda, żółto-niebieskie flagi, wypełniona kibicami górka pod lasem, morze wyłaniające się zza otwartej trybuny. I to poczucie wolności, kiedy po strzelonym golu zrywamy się i krzyczymy „Jeeeest!”. Ta jedna chwila unicestwia codzienność stanu wojennego. Nagle wszyscy odnajdujemy się w jądrze mitu, bo ukochany klub to nie tylko kopanie piłki. To przede wszystkim tradycja, doświadczenie wierności, honoru, nonkonformizmu i solidarności, jednym zdaniem – szkoła charakteru. Kibicowanie w swoim najgłębszym sensie opiera się na tych samych zasadach co...
Wojciech Wencel
Że co? Że natrząsam się z newsa o zbliżającym się dniu ostatecznym? Wręcz przeciwnie. Chrześcijanie od dwóch tysięcy lat oczekują tego dnia, starając się czuwać „odziani w pancerz wiary i miłości oraz hełm nadziei zbawienia”. Tyle że nasz główny serwis informacyjny, w odróżnieniu od TVN48, nie podaje konkretnej daty. Głosi raczej, że dzień Pański przyjdzie „jak złodziej w nocy”, gdy możni tego świata będą zachwalać „pokój i bezpieczeństwo”. Ci, którzy są przekonani, że koniec świata nastąpi 21 grudnia 2012 r., powinni się zastanowić, czy ktoś, nawiązując do Majów, nie robi sobie z nich jajów. Lub jaj, jeśli upieramy się przy językowej poprawności. Powinni, ale się nie zastanowią, bo reagują jak lemingi. Co czarno na białym zapisane w Nowym Testamencie, dla nich nie jest nawet...
Wojciech Wencel
O tym mówi napisana w końcu XVIII w., ale do dziś śpiewana w polskich kościołach kolęda Franciszka Karpińskiego „Bóg się rodzi”. Zwykle błędnie odczytujemy znaczenie słów „moc truchleje”, cedząc przez zęby pod adresem wrogów: – Bójcie się. Już On wam urządzi jesień średniowiecza! A przecież sformułowanie to dotyczy wszechmocy, z której rezygnuje Bóg, by objawić się w ludzkim ciele. Jego potęga truchleje podobnie, jak krzepnie Jego wieczny ogień i ciemnieje blask. Nieskończony dobrowolnie narzuca sobie granice, których dzisiejsi spece od eugeniki chcieliby się pozbyć. Widzicie Go? Tam, na Krakowskim Przedmieściu, pod zbitym z belek krzyżem. Wśród jakichś moherowych babć i emerytów, mozolnie przesuwających paciorki różańca, pełnych prostej wiary, że ich modlitwa już jutro, pojutrze odmieni...
Wojciech Wencel
Na jednym ze specjalistycznych portali jakiś wyrobiony (w postkomunistycznej betoniarce) recenzent postawił zarzut, że filmowy ks. Jerzy jest zbyt pokorny: „Początkowo wydaje się, że postać będzie ewoluować (...) – zacznie nabierać charyzmy i siły. Tak się jednak nie dzieje, więc widz za cholerę nie wie, czym Popiełuszko przyciąga do siebie tyle osób”. Obawiam się jednak, że ta niewiedza gorzej świadczy o mentalności obywateli III RP niż o twórcach filmu. Kto kojarzy charyzmę i siłę z nienawiścią, nie jest w stanie choćby zbliżyć się do tajemnicy człowieka, który w ciemnej nocy stanu wojennego niósł Polakom światło Chrystusa. Ten paschał wciąż płonie – w ciemnościach fundowanych nam przez obecną władzę i jej medialnych funkcjonariuszy. Jeden z bohaterów filmu Joanny Lichockiej „...
Wojciech Wencel
Wśród entuzjastów nowej strategii polskich władz znaleźli się nie tylko autorzy kroczący w awangardzie postępu, ale i tzw. niezależni publicyści. „Nie uciekniemy od faktu, że Niemcy są największym, najsilniejszym, najbogatszym, najbardziej pracowitym i kulturalnym narodem europejskim. Albo Polska włączy się w próbę stworzenia znośnych ram dla niemieckiej potęgi i przy tej okazji coś dla siebie uzyska, albo ustawi się na pozycji wiecznej ofiary, przeciwnika i na tym straci” – tłumaczył Alfa. „W dalszej perspektywie korzystny jest dla nas tylko jeden wybór, choć może nas niemało kosztować w krótkim okresie – wstąpienie do Europy „niemieckiej” z rządem gospodarczym, wspólną polityką fiskalną, może nawet jedną armią” – precyzował Beta. „Najkrótsza droga do Zachodu wiedzie właśnie przez Niemcy...
Wojciech Wencel
Niestety, Polacy po raz kolejny okazali się nieprzygotowani do odbioru zachodniej kultury. Nie dość, że potraktowali przybyszów jak intruzów, to jeszcze zakwestionowali całą działalność „Krytyki Politycznej”. Jak zauważyła Olga Tokarczuk, wyszły tu na jaw „polskie kompleksy wobec Niemców” oraz „małostkowa niechęć do każdego, kto zechce z zaangażowaniem poświęcić się społecznej działalności”. Podobne stanowisko zajęli inni postępowi artyści. W efekcie powstało aż sześć listów otwartych, broniących zdobyczy rewolucji kulturalnej przed zarzutami reakcyjnych publicystów. Do pism sygnowanych przez reprezentantów środowisk teatralnego czy sztuk wizualnych nie będę się odnosił, bo – mówiąc słowami Leszka z serialu „Daleko od szosy” – jak widzę taką sztukę, to trudno mi zachować kulturę....
Wojciech Wencel
Kluczowa okazała się kwestia: czy warto dzisiaj zawracać sobie głowę mentalnością salonów? Opisywać ją, ośmieszać, próbować zmienić drogą argumentów, perswazji czy prowokacji. Według mnie, czas na podejmowanie takich heroicznych wysiłków minął już dawno. Teraz należy cierpliwie budować w podziemiu nowy, oparty na prawdzie, porządek polskiej kultury: hierarchie, instytucje, wydawnictwa, system komunikacji z odbiorcami. Po Smoleńsku setki tysięcy Polaków odczuły silną potrzebę kontaktu z niezależną kulturą. Dla nich musimy nakreślić czytelną mapę wartości. Atrapa kultury III RP, zaprojektowana w „Gazecie Wyborczej”, „Tygodniku Powszechnym”, „Krytyce Politycznej” czy Instytucie Adama Mickiewicza, powinna zniknąć z naszego widnokręgu nawet jako negatywny punkt odniesienia. Przedstawiony...
Wojciech Wencel
Tożsamość narodowa futbolistów to nie pierwsza wartość, którą ludzie cywilizowani zamierzają uwięzić w komorze sercowej. To samo dotyczy uczuć patriotycznych przeciętnych Polaków. Gdy tylko chcemy je wyrazić publicznie, składając hołd ofiarom katastrofy smoleńskiej czy idąc w Marszu Niepodległości, natychmiast pojawia się stadko celebrytów informujące, że jesteśmy jacyś nienormalni, ponieważ prawdziwy patriota swoją miłość do ojczyzny skrywa w sercu. Podobno oni tak robią i właśnie dlatego ich patriotyzm jest trudny do zauważenia. A stosując terminologię medyczną – bezobjawowy. Identycznie jest z wiarą chrześcijańską. Bywa tolerowana, dopóki nie bronimy krzyża w przestrzeni publicznej, nie uczestniczymy w procesji Bożego Ciała, nie żegnamy się przed jedzeniem i nie dajemy się namówić...
Wojciech Wencel
Ci, którzy stali wówczas na szczycie schodów, starali się ignorować ich świadectwo. W stosunku do Herberta, którego nie mogli całkowicie przemilczeć, sugerowali, że jego polityczne komentarze wynikają z choroby psychicznej, alienacji, zgorzknienia. Pisali, że „Pan Cogito ma kłopot z demokracją”. Bali się go jak diabeł święconej wody, a po jego śmierci – przy współudziale nieszczęsnej wdowy – skonstruowali sztucznego słowika, rzekomo na obraz i podobieństwo poety. Ptaszek w złotej klatce wyśpiewywał miłe arie dla zagranicznej publiczności. Oczywiście pod warunkiem, że któryś z lokajów uprzednio go nakręcił. Ale Herbert powrócił. Podobnie jak za życia wracał z wycieczek do Włoch czy Francji – zrywając „bandaże życzliwej obojętności”, przejęty odnowioną w Smoleńsku „własną raną”. Co się...

Pages