Sic transit gloria mundi

Coraz szybciej przemija chwała tego świata, który zredagowano w mediach głównego nurtu i dano Polakom do wierzenia. Codziennie wychodzą na jaw nowe nadużycia władzy. Na łeb, na szyję spadają notowania premiera. Główny bohater peowskiego klipu wyborczego o agresywnych „obrońcach krzyża” okazuje się prowokatorem od Palikota. Czy daliśmy się oszukać, tolerując jego aktywność na Krakowskim Przedmieściu? Przeciwnie: zachowaliśmy godność, nie ulegając ewidentnym prowokacjom. Oszukani zostali ci, którzy zaufawszy przekazom TVN, zrezygnowali z udziału we wspólnotowym misterium pamięci.

Jarosław Marek Rymkiewicz – jak dowodzi jego ostatni wywiad – wciąż czeka na Reytanowski krzyk, „nawet z jakimś małym rozlewem krwi połączony”, słyszalny od Helsinek do Dubrownika. A przecież ten nasz zbiorowy krzyk wybrzmiewa od 10 kwietnia 2010 r. i żaden fantastyczny rozlew krwi nie jest konieczny, byśmy – jako wolni Polacy – odzyskali państwo, podmiotowość w Europie i zdolność kulturowej ekspansji.

Ponad rok temu mówiłem w wywiadzie: „Przesilenie musi nadejść – im później to nastąpi, tym trwalsze będzie odrodzenie, bo nagromadzone, tłumione dotąd emocje wyborców nie pozwolą im szybko wrócić do uległości wobec kłamstwa. Kiedy obecna władza upadnie, już się nie odrodzi. Ten scenariusz sprawdził się w przypadku SLD i AWS. Klęska PO będzie jeszcze bardziej dotkliwa”.

Czy to już ten moment? Udziałowcy porządku III RP z pewnością zrobią wszystko, by utrzymać władzę. Będą podsuwać Polakom kolejnych Gowinów, drobnych prowokatorów i tematy zastępcze. Niezależnie od rozwoju wypadków podtrzymuję jednak swoją tezę sprzed roku: „Potrzebne są nam herbertowskie cnoty uporu i trwania. Cierpliwość zawsze się opłaca. Zniechęcenie jest skutkiem paniki, która nie znajduje podstaw w historii”.

Oczywiście, polityczna zmiana, która coraz wyraźniej rysuje się na horyzoncie, sama w sobie nie zagwarantuje nam niepodległości i nie uczyni z nas skutecznych apostołów...
[pozostało do przeczytania 31% tekstu]
Dostęp do artykułów: