Wychowawca Polaków

„Słowo – jest czynu testamentem; czego się nie może czynem dopiąć, to się w słowie testuje – przekazuje; takie tylko słowa są potrzebne i takie tylko zmartwychwstają czynem” – pisał Norwid w „Promethidionie”.  I dodawał: „Wszelkie inne są mniej lub więcej uczoną frazeologią”

Takim testamentem była twórczość Henryka Sienkiewicza. Zapisał on nam dar niezwykle szczodry – Polskę. Niepodległą Rzeczpospolitą Obojga Narodów – państwo miliona kilometrów kwadratowych, milionów obywateli, pól zwycięstw i pól do uprawy, świątyń i domów, i cmentarzy.
Obdarował wiele pokoleń.
Na jego książkach uczyli się Polski spiskowcy z Warszawy i Wilna, imiona jego bohaterów przyjmowali legioniści Piłsudskiego, z jego książek odbudowywali swoje państwo.
O jego książkach powiedział Stefan Żeromski: naród zdaje przed Sienkiewiczem egzamin z uczuć polskich.
Gdy przed wojną urządzono plebiscyt na najlepsze polskie książki, kilka pierwszych miejsc zajął Sienkiewicz. Po wojnie historia się powtórzyła. Nie pomogła komunistyczna propaganda, żaden z setek usłużnych Brandysów nie dostał się na listę. Na dziesięć najlepszych powieści – pięć wyszło spod pióra Sienkiewicza. „Ogniem i mieczem”, „Potop”, „Pan Wołodyjowski”, „Krzyżacy” i „Quo vadis”. O pozostałe pięć miejsc walczyli między sobą Prus, Żeromski i Reymont. Nikt z powojennych – i tak zostało do dzisiaj. Lepsi pisarze się nie pojawili, za to, masowo, głupsi czytelnicy i – co gorsza – głupsi nauczyciele.
Szkoła pisania do serc
Wspomnieliśmy kilka tytułów. Ale Sienkiewicz pozostawił nam znacznie więcej arcydzieł, jakby nie umiał pisać książek złych. Był mistrzem wszystkich form prozy.
Wzorem publicystyki dziennikarskiej są do dziś: „Listy z podróży do Ameryki” – pisane w formie listów, publikowane na łamach „Gazety Polskiej” od lutego 1876 r. do grudnia 1878 r., i późniejsze o lat kilkanaście „Listy  z Afryki” (1891 r.) – to była szkoła pisania jasnego, prosto do serc i...
[pozostało do przeczytania 92% tekstu]
Dostęp do artykułów: