Jak nas widzą, tak nas piszą

Z okazji wydarzeń na Ukrainie pojawiły się w mediach wyniki badań sporządzonych kiedyś tam, z których wynika, że nie lubimy Ukraińców. Najbardziej lubimy Słowaków i Czechów. Ukraińcy cieszą się sympatią zaledwie jednej czwartej badanych przez Instytut Spraw Publicznych dla potrzeb „Rzeczpospolitej”. Znacznie bardziej lubimy Białorusinów – 36 proc. i Rosjan – 35 proc. Bardziej lubiliśmy Ukraińców po pomarańczowej rewolucji w 2004 r. A najbardziej lubimy Francuzów, Holendrów, Brytyjczyków i Niemców. Okazuje się jednak, że z innego, ulicznego badania wynika, iż najchętniej zaprosilibyśmy na Wigilię właśnie Ukraińca, a nawet Białorusina. Dlatego, że oni są naszymi sąsiadami, Słowianami i że im się powodzi gorzej niż Polakom. Niektórzy chętnie zaprosiliby Niemca, bo jest miły i nie trzeba z nim pić wódki. A inni, bo mają w Niemczech rodzinę.

Czemu mają służyć takie demoskopy i czy oddają rzeczywisty stosunek Polaków do innych nacji? Pan Kowalski dla przykładu został okradziony na Słowacji, więc nie lubi Słowaków, a pani Malinowska spadła w Egipcie z wielbłąda i złamała nogę, więc nie lubi już Egiptu. Jakiś inny obywatel naszego kraju zarabia w Niemczech na zmywaku i sobie chwali i zmywak, i Niemcy. Opinie o narodach, sąsiedzkich i bardziej oddalonych, tworzą się poprzez bezpośrednie poznanie albo obraz medialny. A także na niwie kompleksów niższości wobec krajów wyżej cywilizowanych i z tego powodu godnych sympatii. Nie ma to większego związku z prawdziwym charakterem narodowym lubianych i nielubianych nacji. Ani tym bardziej z ich stosunkiem do naszego narodu.

Gdyby zapytać, jakie narody najbardziej lubią Polaków, trzeba by szukać daleko – w Japonii, Chinach, Ameryce Południowej. A dlaczego? Bo nas nie znają, a swoją wiedzę o Polsce opierają na koncertach Mazowsza, muzyce Chopina czy świętości Jana Pawła II. O narodzie wiedzą mało i dlatego Niemcy nas raczej nie lubią, podobnie Francuzi czy najbliżsi sąsiedzi, bo nas lepiej...
[pozostało do przeczytania 0% tekstu]
Dostęp do artykułów: