To żaden sukces Tuska

Reorientacja UE na stymulowanie wzrostu gospodarczego była nieprzekonująca. Ostatecznie środki UE zmniejszyły się o prawie 11 proc. Budżet musi zaakceptować jeszcze Parlament Europejski. Analitycy przewidują, że tam debata będzie tak samo burzliwa jak na szczycie w Brukseli. Komisarz ds. budżetu KE Janusz Lewandowski powiedział „GP”, że „PE nie ma prawa być z tego budżetu zadowolony”. Lewandowski spodziewa się w Stuttgarcie sprzeciwów, choć ma nadzieję, że „będą one ostatecznie konstruktywne. Obecnie musi się uaktywnić mediator i pośrednik między rządami i PE, czyli Komisja Europejska”.

Dotkliwa strata dla polskiego rolnictwa

Dla Polski przewidziano 105,8 mld euro, czyli ok. 440 mld zł. W naszej kopercie „polityka spójności” ma wynieść 72,9 mld euro (303 mld zł.). W drugiej kopercie, „wspólna polityka rolna” znajdzie się 28,5 mld euro (137 mld zł), co jest dla polskiego rolnictwa bardzo dotkliwą stratą. Nie mamy szans na wyrównanie dopłat dla rolników do średniej unijnej – maksymalnie polscy rolnicy dojdą do poziomu 90 proc. tej średniej dopiero w 2020 r. W wyjściowych propozycjach dla polskiego rolnictwa na I filar (płatności bezpośrednie) miało być ok. 21,7 mld euro, na II filar (rozwój obszarów wiejskich) było to 13,5 mld euro. W sumie Polska powinna dostać 35 mld euro. Tymczasem dostaniemy o 7,5 mld mniej.

Korzyści z relatywnie wysokich środków na politykę spójności będą znacznie mniejsze, niż to przedstawia koalicja. Warunki dostępu do środków unijnych przyjęto na podstawie danych z lat, gdy Polska miała niezłą koniunkturę. Taki punkt wyjścia obecnie jest niekorzystny – właśnie zaczyna się recesja, a podział środków nie uwzględnia ani gwałtownie rosnącego bezrobocia, ani spadku popytu krajowego i wynikającego stąd spadku dochodu z VAT i akcyzy itp. Bardzo niekorzystny dla polskiej gospodarki jest sztywny wymóg, aby 20 proc. środków z polityki spójności było wydatkowanych na „zielone inwestycje” i „zielone...
[pozostało do przeczytania 72% tekstu]
Dostęp do artykułów: