Jak trafiłem na „listę Michnika”

„Komandosi”, czyli naród jako byt urojony

Adam stanął na czele dość licznej grupy opozycyjnie nastawionych studentów, określonych przez ówczesnego I sekretarza Komitetu Uczelnianego PZPR Andrzeja Jezierskiego „komandosami”, robiącymi „desanty” na zebrania otwarte PZPR oraz ZMS na terenie uniwersytetu, by zadawać „prowokacyjne” pytania partyjnym prelegentom.

Na uniwersytecie było jeszcze w miarę liberalnie i Komitet Uczelniany PZPR postanowił udostępnić tekst „Listu otwartego” oraz poprzedzającego go manifestu (napisanego przez Kuronia) wszystkim członkom partii oraz ZMS, którzy chcieliby się z nimi zapoznać. Naraziłem się „komandosom” z powodu nader krytycznego stosunku do tez tego manifestu oraz „Listu otwartego”, przede wszystkim do rewolucji proletariackiej, która miała zaprowadzić w Polsce i na całym świecie prawdziwy socjalizm. Wolałem oszczędzić Polsce – i tak potwornie zniszczonej przez II wojnę światową – uroków wojny domowej z udziałem wojsk sowieckich.

W manifeście oraz „Liście otwartym” nie było w ogóle problematyki niepodległości PRL w ramach obozu socjalizmu ze Związkiem Sowieckim na czele. Nie przypadkiem. Jacek Kuroń negował znaczenie kwestii narodowej w Polsce. Sam mi oświadczył, że „naród polski to hipostaza”, czyli byt urojony. Tak mnie to oświadczenie zatkało, że nie zapytałem, czy bytem realnym jest język polski i polska literatura.

Następny rok przyniósł nowe problemy, związane z tysiącleciem chrztu Polski. Władysław Gomułka postanowił wytoczyć wojnę episkopatowi Kościoła katolickiego z prymasem Stefanem Wyszyńskim na czele. Przyczepił się więc do listu polskich biskupów do biskupów niemieckich, wysłanym z ław II Soboru Watykańskiego ze słowami w duchu Ewangelii: „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”, oskarżając kierownictwo episkopatu o zdradę narodową. Na zebraniu partyjnym Oddziałowej Organizacji Partyjnej przy wydziale ekonomii skrytykowałem antykościelną linię kierownictwa...
[pozostało do przeczytania 85% tekstu]
Dostęp do artykułów: