Legenda o Żołnierzu Wyklętym

Pamięć \ O więźniu, któremu niestraszny żaden sędzia

W marcu 1968 r. trafiłem do aresztu śledczego na Mokotowie przy ul. Rakowieckiej 37. W lecie tegoż roku siedziałem w jednej celi z  Mirosławem Perzem, taksówkarzem warszawskim, pochodzącym z letniskowej miejscowości Mrozy. (Nieżyjący już od wielu lat Mirek po opuszczeniu więzienia pracował w FSO). Urodził się tuż przed wojną, pochodził z rodziny akowskiej, ale nigdy nie wspominał, by ktoś z jego bliskich  uczestniczył w podziemiu antykomunistycznym. Inny więzień  z naszej celi – Roman Michalak – otwarcie przyznawał się do tego, że był partyzantem AK na Lubelszczyźnie, w mojej obecności często na spacerze nucił cicho pod nosem piosenkę o akowcach więzionych przez UB na Zamku Lubelskim.  Z kolei trzeci z kolegów opowiadał nam, że walczył w oddziale leśnym przez kilka lat po wojnie. Chciałbym dodać, że jako jedyny spośród nich byłem więźniem politycznym.  Pewnego dnia Mirek przytoczył mi więzienną legendę o żołnierzu NSZ, który w latach powojennych miał tzw. proces
     
60%
pozostało do przeczytania: 40%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze