Odrodzenie idei szlachetnego mecenatu

Utwory mojego pradziadka, księcia Władysława Lubomirskiego, nie były wykonywane od czasów dwudziestolecia międzywojennego, po wojnie wymazywali je z kart historii muzyki komuniści. Dorobek polskiej arystokracji był tematem zakazanym zarówno w zakresie twórczym, jak i społecznym – mówi książę Jan Lubomirski-Lanckoroński, inicjator Festiwalu im. Księcia Władysława Lubomirskiego. Rozmawia Sylwia Kołodyńska

Już jutro rozpoczyna się Festiwal im. Księcia Władysława Lubomirskiego. Pana pradziadek, książę Władysław Lubomirski, był nie tylko mecenasem sztuki, o czym za chwilę, ale też artystą i kompozytorem. W jakich okolicznościach mógł Pan słuchać jego kompozycji? Co Pan wtedy czuł?
Prawdę mówiąc, poza ubiegłorocznym festiwalem nie było dotąd okazji. Utwory mojego pradziadka nie były wykonywane od czasów dwudziestolecia międzywojennego, po wojnie wymazywane z kart historii muzyki przez komunistów. Dorobek polskiej arystokracji był tematem zakazanym zarówno w zakresie twórczym, jak i społecznym. Było to więc niezwykłe, bardzo osobiste doznanie, tak jakby przemówił do mnie po latach zapomnienia, upominając się o publiczną pamięć.

Czy to prawda, że po jego twórczości pozostały jedynie manuskrypty? Ma je Pan?
Wręcz przeciwnie. Kompozycje arystokratów wydawane były przez czołowe wydawnictwa. Również utwory pradziadka częściowo zostały wydane, a tylko częściowo pozostają w rękopisach. Są niestety bardzo rozproszone w różnych archiwach, ale niegrane, przykrywa je sterta innych, również niegranych polskich kompozycji. Ciągle za mało robi się dla polskiej muzyki, nad czym bardzo ubolewam.

Pana pradziadek nie szczędził czasu ani pieniędzy na inicjatywy uzdolnionych kompozytorów i muzyków. Może Pan powiedzieć o tym nieco więcej?
Pradziadek jak i jego bracia kochali innowacje. Mieli dużo odwagi, by wspierać tych, którzy chcą iść pod prąd. Pradziadek wsparł ruch...
[pozostało do przeczytania 41% tekstu]
Dostęp do artykułów: