Sylwia Kołodyńska

Stworzyliśmy grę przeglądarkową „The Crown – Korona Rzeczpospolitej”, dzięki której będzie można zanurzyć się w czasy Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Mamy nadzieję, że w dzisiejszych ciężkich czasach gra stanie się kolejną ciekawą alternatywą na owocne spędzenie czasu w domu. Zdecydowałem się udostępnić przedpremierowy dostęp do gry – opowiada Książę Jan Lubomirski-Lanckoroński. Rozmawia Sylwia Kołodyńska Czy powinnam zwracać się do Pana – Książę? Stosowanie tytułów traktuję jako ukłon w stronę naszej wspólnej tradycji i historii i nie uważam, żeby współcześnie była to kwestia różnicująca klasowo. Konstytucja marcowa z 1921 roku rzeczywiście zniosła uznawanie tytułów, jednakże nigdy ich nie zakazała. Już w czasach sprzed I wojny światowej tytuły nie dawały posiadaczowi dodatkowych...
Zieja był otwarty. Tolerancyjny. Bez wad. Dlatego musiałem go zderzyć z antybohaterem. Czyli z diabłem. To esbek, który go przesłuchuje. Tu rodzi się dramaturgia w moim filmie – mówi Robert Gliński, reżyser filmu „Zieja”. Rozmawia Sylwia Kołodyńska   W najbliższy piątek wchodzi do kin Pana film fabularny „Zieja”. Pokazuje Pan w nim m.in. konflikt wewnątrz Kościoła. Trudno oceniać dziś pozytywnie kompromisy, na jakie szedł w latach 50. Episkopat. Chyba nie ma co do tego wątpliwości. Ale czy to znaczy, że ten podział był tak prosty, by po jednej stronie pokazać dobrego Zieję, a po drugiej złych biskupów? Tak widzi Pan ten podział? Film nie jest o konfliktach wewnątrz Kościoła. To wątek poboczny, trzecioplanowy. Głównym bohaterem filmu jest ksiądz Zieja, a nie biskupi. Interesuje...
„Sala samobójców. Hejter” to bardzo intrygująca opowieść o mechanizmach powstawania oraz dramatycznego oddziaływania cyberprzemocy. Komasa już „Salą samobójców” czy „Miastem ’44” pokazał, że z niezwykłą lekkością i inteligencją potrafi mówić do widzów współczesnym językiem kina. Tym razem wirtualna rzeczywistość kształtuje realny świat w najtragiczniejszy możliwy sposób.  Wystarczy spryt w znalezieniu pomysłu na rozpoczęcie fali hejtu, kilka wpisów w internecie i zaszczuta ofiara poddaje się w mgnieniu oka. Główny bohater, Tomek, tak właśnie robi karierę w dużej firmie, która daje mu zlecenia na kompromitowanie różnych osób. Komasa rysuje internet, a nawet gry komputerowe, jako miejsce omawiania planu zbrodni. Aż włos jeży się na głowie. Jednak reżyser postanawia nabić widza w...
Różnica między biblijnymi historiami o Marii Magdalenie a przedstawieniem pt. „Maria Magdalena. Wykład o grzechu” jest mniej więcej taka jak między patronką kobiet szczerze pokutujących a protektorką popędu seksualnego. Swobodne interpretowanie Ewangelii i spekulacje w imię artystycznej wolności? Oczywiście, ale dlaczego dzieje się to pod brandem Centrum Myśli Jana Pawła II? Bóg zakazał Adamowi i Ewie sięgać po owoc zakazany, czyli ten z drzewa wiedzy. Ewa nie posłuchała i owoc zerwała i w odpowiedzi dostała od Boga dużo wiedzy, a także bólu i łez. Co w tym złego, skoro „później ktoś powiedział, że prawda was wyzwoli”?. Czy Samson osłabł na pewno dlatego, że odcięto mu włosy? Dlaczego trzy razy oszukał swoją kochankę Dalilę na temat swojej słabości i dopiero za czwartym razem przyznał...
Niebezpieczne napięcia wynikające z różnic kulturowych i etnicznych, przemoc, która eskaluje w zatrważający sposób i nieprzewidywalne problemy związane z polityką migracyjną. To wszystko w obiektywie debiutującego reżysera Ladj Ly tworzy obraz Francji niemal apokaliptycznej. Reżyser bardzo boleśnie, trafnie i niepokojąco pokazuje wielkie problemy polityki makro w skali mikro. A konkretnie w głowach młodych chłopców z rodzin afrykańskich imigrantów, których niewinny wybryk, kradzież małego lwiątka z cygańskiego cyrku, powoduje reakcje prowadzące do tragedii. Choć nawiązania do powieści „Nędznicy” Victora Hugo są ewidentne, to jednak Ladj Ly stworzył historię i jej bohaterów na nowo. „Od kiedy człowiek musi karmić lwa?” – pyta muzułmanin, właściciel budki z kebabem i boss przestępczego...
„Bad boy” znaczy zły... film. Bohaterami Vegi są dwaj bracia – kibic Paweł (Antoni Królikowski) i policjant Piotr (Maciej Stuhr). Mężczyzn różni niemal wszystko. A gdyby problemów w ich relacji było za mało, staje między nimi kobieta (Katarzyna Zawadzka). Jakkolwiek Vega by tłumaczył, że wątki w filmie nie nawiązują do żadnych realnych zdarzeń, to jednak związków między filmową „WKS Unia” a Wisłą Kraków jest wiele. Gangster Paweł może budzić skojarzenia z Pawłem M., pseudonim Misiek, który miał wpływy w Wiśle, a po tym, jak trafił za kratki, zaczął współpracować z policją. Filmowa Ola, prezes klubu i prawniczka zarazem, przypomina prawniczkę Małgorzatę S., prezes Wisły, zatrzymaną przez Centralne Biuro Śledcze Policji. No i w końcu słynna historia, gdy „Misiek” rzucił nożem w piłkarza...
„Ty je..ny skur...lu” – mówi Józef do Boga. A będący homoseksualistą Jezus prosi Boga o 12 mężczyzn do towarzystwa. Brazylijska „komedia” pt. „Pierwsze kuszenie Chrystusa” wciąż dostępna jest na polskiej platformie Netflixa. Czy Netflix ugnie się pod naciskiem protestujących? W Brazylii się udało. Wystarczyło 2 mln bojkotujących widzów. W Polsce póki co jest ich 1,5 mln. Podająca się za komediową, brazyliska grupa artystów Porta dos Fundos wyprodukowała 45-minutowy film, który pokazuje 30. urodziny Jezusa. Jubilat żyje w przekonaniu, że jego ojcem jest Józef. Podczas urodzin dowiaduje się, że jednak jest synem Boga. Mężczyzna nie chce iść w jego ślady. Infantylny, niewyżyty seksualnie Bóg, dobierający się w stajence do Maryi, proponuje Jezusowi 3-letni okres próbny na zabawę w Boga. W...
Miłość i pożądanie jak zwykle przyniosą tragiczny finał. Bo przecież „tak się kończą zalecanki”. Janusz znęcił i stumanił gołąbeczka – Halkę. Ale nic nie obiecywał, a jego Panna Młoda tuż za ścianą, niczego nieświadoma, tańczy i wygląda swego ukochanego, którego wierności nie podałaby w wątpliwość. Spłakany wzrok Halki wciąż dla ukochanego lśni…  I choć Treliński za pomocą znakomitej scenografii Borisa Kudlički, zamieniającej scenę w ogromną pozytywkę, tworzy atmosferę weselnej zabawy, to jednak od pierwszych chwil ciąży na niej jakaś nieokreślona klątwa. Katastrofa nadchodzi nieubłaganie. Rozleje się krew. Krew ciężarnej, porzuconej Halki. A wtedy weselny orszak w okamgnieniu zamieni się w żałobny marsz. Moniuszkowską „Halkę” Treliński przenosi w lata 70. Uwidacznia społeczne i...
„Boże ciało” Jana Komasy nie dostało statuetki. Ale trudno mówić o smutku. W ciągu ostatnich lat Polska była krajem najbardziej dostrzeżonym w dawnej kategorii filmu nieanglojęzycznego, a obecnej filmu międzynarodowego. W historii zdobyliśmy dziesięć statuetek. Można powiedzieć, że musieliśmy obyć się smakiem, ale można też cieszyć się z ugruntowania pozycji lidera w nominacjach do Najlepszego Filmu Międzynarodowego. W ciągu ostatnich lat aż cztery razy dostrzegła nas Amerykańska Akademia Sztuki i Wiedzy Filmowej. Na Oscara szansę miały: „W ciemności” (2012), „Zimna wojna” (2019) i teraz „Boże ciało”. Oscara 2015 otrzymała „Ida”. Polska była więc w ostatnim czasie najczęściej nominowana w tej kategorii. „Boże ciało” vs. „Parasite” Koreańska produkcja musiała wygrać z polską....
Kliniki aborcyjne to bardzo smutne, mroczne miejsca, więc moje nawrócenie było jak moment, w którym w końcu stanęłam po stronie słońca po długim czasie przebywania w ciemności – mówi Abby Johnson, była dyrektor „kliniki” aborcyjnej Parenthood Planned w USA, obecnie działaczka pro-life. Rozmawia Sylwia Kołodyńska Twoja najnowsza książka „Ściany będą wołać” to zapis wspomnień byłych pracowników „klinik aborcyjnych”. Napisałaś w niej, że aborcja ma specyficzny zapach. Co miałaś na myśli? To wyjątkowy i nieprzyjemny zapach. Woń krwi i substancji chemicznych, których używamy podczas aborcji. Napisałaś też, że kliniki aborcyjne są nastawione na rezultaty. Chodzi o to, by w jak najkrótszym czasie zamordować jak najwięcej dzieci i jak najsprawniej pozbyć się ciał. Tak działały obozy...
Historia lidera grupy Akcent w interpretacji Jana Hryniaka to opowieść mająca w sobie wiele z amerykańskiego mitu – od pucybuta do milionera. Reżyser przyznał, że docenia postawę Zenka Martyniuka, który przez całą karierę przeszedł, po prostu będąc sobą. A film jest oczywiście przy okazji bardzo sentymentalną podróżą w czasie do lat 80. i 90. Wówczas muzyki słuchano z jamników, w polonezie mieściło się osiem osób, a w drzwiach wisiały kolorowe, plastikowe szarfy. Swoją drogą można je dziś kupić w sieci za całkiem niemałe pieniądze.  Hryniak skupił się na postaci, fascynacji i emocjach. Śmiech sceptyków filmu o Zenku przed premierą szybko ucichł po seansie. Krzysztof Czeczot rozmawiając z dziennikarzami podkreślał, że zdecydował się na rolę ze względu na dobry scenariusz i ciekawie...
W filmach kostiumowych trudno o to, by choćby najbardziej wyrafinowana treść przykryła formę egzotyczną dla oka współczesnego widza. A Greta Gerwig na tej formie nie oszczędzała.  W świetle świec trzeszczą kredensy. Czarują: wypolerowane pianino, wianki z polnych kwiatów, zbyt wiele ważące suknie, różowe poliki i złoto-rude loki. Jest kluczyk z czerwoną wstążeczką, bezcenne kartki płonące w kominku, karoce z końmi i koronki na włosach. Oto Ameryka XIX wieku i aura, w której pisarka Jo March (Saoirse Ronan), będąc jedną z czterech sióstr, postanawia wydać wymarzoną książkę. Jest w tej opowieści dużo uroczej naiwności, bolączek dojrzewania oraz dziewcząt, które choć dorosłe, zachowują się hałaśliwie i gwarnie, niczym kilkuletnie dzieci. To równie piękne jak irytujące. Ekranizacja...
Bam – pada głośne uderzenie w beczkę, które wybija się z rytmu ulicznego tanga. Bam – pada uderzenie kobiety, po którym ona już nie może się podnieść. Są takie sceny w tym spektaklu, które przyprawiają o dreszcze. Obok nich nie można przejść obojętnie. Chce się na chwile zamknąć oczy, ale wtedy człowiek uświadamia sobie, że takie rzeczy dzieją się w realnym świecie. Tango operita Astora Piazzolli „Maria de Buenos Aires” nie jest łatwą sztuką. Tu taniec i namiętność idą w parze z brutalnością i okrucieństwem, piękno ze złem, czystość z brudem i nierządem. Stąd też oglądając ten spektakl na scenie Basenu Artystycznego (scena Warszawskiej Opery Kameralnej), można czuć jednocześnie zachwyt i przerażenie. To opowieść wstrząsająca. Spektakl zamknięty jest klamrą – zaczyna się i kończy...
Można prowadzić z Pawłem Passinim analizy historii Kościoła i snuć rozważania filozoficzne na temat postawy Judasza. A można też napisać, że w przeintelektualizowanym spektaklu #chybanieja reżyser użył tematu afer pedofilskich w Kościele, by ogłosić, że Judasz był jego najjaśniejszym punktem… I zagrać to aktorami słaniającymi się w chorym transie. Gdzie się kończy Kościół? I czy poza nim nie ma zbawienia? To pytania postawione w finale spektaklu Pawła Passiniego #chybanieja zagranego w Centrum Kultury w Lublinie w ramach Karnawału Teatralnego. Na takie pytania łatwiej byłoby odpowiedzieć rzeczowo, gdyby nie koncert manipulacji, którego przed ich zadaniem dokonał Passini w trakcie półtoragodzinnej sztuki. Twórcy opisując afery pedofilskie wychodzą z założenia, jakoby papież był jak Bóg...
Oglądając najnowsze dzieło brytyjskiego mistrza reżyserii Guy Ritchiego mamy wrażenie, że do tego filmu nie można dołożyć żadnej sceny i żadnej z niego usunąć. Uwielbiamy, gdy używa się wręcz aptekarskiej precyzji przy budowaniu punktów zwrotnych, napięcia i błyskotliwych scen. I gdy ta precyzja finalnie przekłada się po prostu na świetną rozrywkę. Widz ma świadomość, że za lekkością, z jaką odbiera film, stoi wytężona praca reżysera, którą porównać można do zadania neurochirurga. I gdy filmowcy w pocie czoła realizują każdą kolejną scenę, widzowie wybuchają śmiechem co kilka minut. Każdy żart sytuacyjny jest błyskotliwy. A kryminalny rollercoaster, w którym uczestniczą bohaterowie, nie pozwala na chwilę oddechu.  Mikcey Pearson (zniewalający Matthew McConaughey) to brytyjski...
Choć Jan Komasa, reżyser nominowanego do Oscara filmu „Boże Ciało”, podkreśla w rozmowie z „GP”, że stara się nie brać udziału w pozafilmowej debacie, promując swój film w USA zrobił dokładnie odwrotnie. Na łamach „Hollywood Reporter”, opowiadając o genezie filmu, skarży się na „skrajnie konserwatywną kulturę nacjonalistyczną, rasistowskie obelgi i potępianie praw kobiet” w naszym kraju. Tym samym wpisał film w ostry konflikt polityczny.  Film „Boże Ciało” nie ma wydźwięku politycznego. Nie ma w nim oczywistych odniesień do katastrofy smoleńskiej czy postaci Jarosława Kaczyńskiego. Jest po prostu ciekawym filmowym dziełem o małej, zwaśnionej społeczności lokalnej, w której pojawia się mężczyzna udający księdza. Film nie jest atakiem na Kościół katolicki ani na polski naród. Jan...
I wojna światowa. Front zachodni. Dwóch szeregowych ma 8 godzin na przedostanie się do żołnierzy z rozkazem wstrzymania działań wojennych. Od tej decyzji zależy życie 1600 żołnierzy, a może i losy wojny. W zadaniu tym nie byłoby nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że ci dwaj szeregowi muszą przejść samotnie przez teren wroga.  Reżyser Sam Mendes usłyszał podobną historię od swojego dziadka, który w czasie wojny był kurierem. Na jej kanwie zbudował fikcyjną opowieść i pokazał ją w filmie tak, by oddać realia prawdziwej wojny. Podkreślał, że ma nadzieję, iż „1917” da widzowi obraz wojny w skali makro, choć przecież pokazuje jedynie mały skrawek, i to fikcji. A mimo to daje doświadczenie wojny, a technika filmowania sprawiająca wrażenie grania jednym ujęciem, niemal zaciąga widza do...
Podpisała zgodę na około 22 tysięcy aborcji. Dopiero gdy była świadkiem zabiegu aborcyjnego na monitorze USG, zrozumiała, w jakim biznesie pracuje i postanowiła odejść. Abby Johnson (bohaterka filmu „Nieplanowane”) oraz inni byli pracownicy ośrodków aborcyjnych są autorami tej wstrząsającej książki i mówią o sobie wprost, że byli płatnymi mordercami…  „To nie będzie miła lektura” – uprzedza wstęp książki Abby Johnson i innych byłych pracowników przemysłu aborcyjnego. Byli dumni, gdy poszerzali kadry aborcyjnych ośrodków, a jako ich pracownicy mieli specjalny benefit – bezpłatną aborcję. Niektórzy wierzyli w to, że pomagają kobietom, walczą o ich prawa i godność zgodnie z hasłem „Trzymajcie różańce z dala od moich jajników”. Inni czuli misję ratowania związków czy rodzin, w których...
Gdy Sandra Bullock i George Clooney w „Grawitacji” przykręcali śruby podwieszeni pod satelitę w kosmosie, a gdzieś w oddali świeciła nasza Matka Ziemia, widzom właściwie nie pozostawało nic innego, jak oddać się marzeniom. „Proxima” jest filmem o 180 stopni innym. Zamiast kosmicznych widoków jest pot i krew podczas przygotowań do lotu w Gwiezdnym Miasteczku pod Moskwą i na terenie kosmodromu Bajkonur w Kazachstanie. Filmowcy skorzystali z autentycznych lokalizacji Agencji Kosmicznej, w których ćwiczą astronauci. Sara (Eva Green) nie przypomina zrelaksowanej celebrytki udającej się we wspaniałą podróż marzeń. Wygląda raczej na umęczoną i wychudzoną sportsmenkę, dla której historyczny wylot jest przede wszystkim związany z matczynym bólem kobiety, która zostawia swoje dziecko. Trudno to...
Czy dodanie do tytułu filmu słów „historia prawdziwa” uwiarygadnia produkcję czy wręcz przeciwnie? Trudno jednoznacznie rozstrzygnąć, tak samo jak niełatwo stwierdzić, jak blisko filmowi Macieja Kawulskiego do prawdy. Autor scenariusza, Krzysztof Gureczny, bohaterem czyni bandziora, który działał na polskim mafijnym rynku 40 lat i postanowił opowiedzieć mu tak zwaną całą prawdę. Można to przyjąć za dobrą monetę, a można skupić się tylko na samym filmie, bez analiz faktograficznych, które w tym wypadku byłyby wyjątkowo trudne do przeprowadzenia. Bez względu jednak na to, którą drogą pójdzie widz, powinien być zadowolony. Bohater, którego imienia nie znamy, jest gangsterem wyróżniającym się w swoim szemranym towarzystwie. Czyta „Złego” Leopolda Tyrmanda, wie, że interes lubi ciszę i dba...
Film „Dwóch Papieży” jest z wielu powodów filmem nieuczciwym. Czy to jedynie ignorancja twórców, czy celowa propaganda? Gdy w grę wchodzi ogromny budżet i wielkie nazwiska, trudno zakładać niewinne kłamstwa wynikające z niedoczytania książek. W tym wypadku o doktrynie Kościoła katolickiego. Produkcja ma być próbą odpowiedzi na pytanie, czy współczesny świat potrzebuje Kościoła „postępowego” czy „tradycyjnego”. Takie postawienie sprawy nie może przynieść żadnych rozsądnych wniosków, za to daje co najwyżej okazję do nadużyć. Film to pseudointelektualna dyskusja ignorantów o tym, na ile „konserwatyzm” kościelny wpływa na odchodzenie wiernych od instytucji. Polecamy twórcom ćwiczenie – niech podyskutują o tym, na ile „postępowość” hierarchów może zniechęcać wiernych. Nie o „konserwatyzm” i...
Scena dedykowana arcybiskupowi Jędraszewskiemu, w której nadzy aktorzy z tęczowymi opaskami na ramionach tańczą w rytmie techno i aktorka wcielająca się w Matkę Bożą zachęcająca do seksu. Stołeczny Teatr Powszechny pracuje nad podtrzymaniem opinii instytucji ordynarnie kpiącej z uczuć religijnych. Tym razem za pomocą spektaklu „Diabły” w reżyserii Agnieszki Błońskiej. Ubrana jedynie w majtki aktorka teatru, w rytmach ostrej muzyki techno, wykonuje ruchy kopulacyjne. Po kilku minutach tańca wyciąga z majtek stułę, zakłada ją na szyję i ze wschodnim akcentem, przedstawiając się jako Ukrainka, wykrzykuje do publiczności: „Zrobię wam rzeź wołyńską w waszych katolickich d...”. Kto myśli, że to tylko fragment filmu porno w złym guście, stworzonego przez ludzi okazujących pogardę dla ofiar...
Wszystkie przytaczane wydarzenia i odgrywane postaci w tym filmie są autentyczne. Francja, 1894 rok. Oficer Alfred Dreyfus (Louis Garrel) zostaje oskarżony o zdradę i zesłany na Wyspę Diabelską w Ameryce Południowej. Nowy szef wywiadu Georges Picquart (Jean Dujardin) szybko odkrywa, że dowody przeciwko żołnierzowi zostały sfałszowane. Starając się odkryć prawdę i zawalczyć o sprawiedliwość, obnaża hipokryzję przełożonych w armii i francuskich władz. Podczas tego, co dzisiejsze kino nazwałoby prywatnym śledztwem, Picaquart wpada m.in. na trop pary homoseksualistów nazywających się wzajemnie „arcypedałami”. Oni również byli inwigilowani przez francuskie służby wywiadu. Wiele wątków wskazuje na to, że Dreyfus padł ofiarą niesprawiedliwości głównie dlatego, że był Żydem. Dlatego mówi się,...
W okolicach Świąt Bożego Narodzenia zawsze odbywają premiery filmów dla dzieci. Podobnie w tym roku na wielkich ekranach pojawiły się „Kraina Lodu II”, „Młody renifer Aleks” i „Śnieżna paczka”. Ich twórcy z premedytacją trafiają w bożonarodzeniowy czas i wykorzystują świąteczny klimat, jednocześnie unikając tematu świąt jak ognia. To ciekawe, bo dzieci przecież lubią Boże Narodzenie… Nie jest to pierwszy taki grudzień, w którym filmowcy nie prezentują filmów w jakikolwiek sposób odnoszących się do tego, że zbliżają się jakieś święta. O Bożym Narodzeniu nie wspominając. Demoniczna Elsa Chyba nie ma wątpliwości, że premiera „Krainy Lodu II” ustawiona została przed świętami wyłącznie po to, by sklepy zostały zasypane gadżetami z królową Elsą. O ile pierwsza część „Krainy...”, która...
Zazwyczaj twórcy robią wszystko, by o ich filmie było głośno na długo przed premierą. Ale nie tym razem. Szum, który pojawił się przed premierą „Pana T.”, nie przyniósł filmowcom dobrej sławy. Zdaniem dziennikarzy onet.pl, twórcy bez zgody zaczerpnęli motywy z książki „Dziennik 1954” Leopolda Tyrmanda. „Kilka fragmentów przepisali niemal słowo w słowo. Syn pisarza, właściciel praw autorskich, oskarża ich o kradzież” – donosili. Twórcy odparli atak, powołując się na opinie prawników, którzy ogłosili, że prawa nie złamano. A film zaczęli planszą z informacją, że fabuła nie jest oparta na żadnej biografii. Reżyser Marcin Krzyształowicz na pytanie „Gazety Polskiej” o to, jak powstał dziennik cytowany w filmie, podkreśla, że to autorskie dzieło twórców „Pana T.” W czasie, gdy strony sporu...
Największy sukces filmowi „Miłość i Miłosierdzie” przyniosła dystrybucja w USA, gdzie już po pierwszym dniu film znalazł się na drugim miejscu w amerykańskim BoxOffice, zaraz za filmem „Jocker”. Wieść o tym rozniosła się na cały świat – mówi Michał Kondrat. Z REŻYSEREM MICHAŁEM KONDRATEM ROZMAWIA SYLWIA KOŁODYŃSKA Wydanie DVD filmu „Miłość i Miłosierdzie” wraz z książką o św. Faustynie było w listopadzie w pierwszej trójce najlepiej sprzedających się filmów na DVD w Empiku (TOP filmy). To chyba jasny sygnał, jak bardzo potrzebujemy takich produkcji. A może – idąc dalej – powrotu do pewnych wartości... Film „Miłość i Miłosierdzie” miał dobry odbiór w kinach, o czym świadczą wyniki sprzedaży i opinie widzów. Na Google film pozytywnie oceniło 92 proc. osób, które go obejrzały. Część z...
Kiedy oni zdążyli się w sobie pozakochiwać? Jeśli widz komedii romantycznej zadaje sobie to pytanie podczas seansu, to wiadomo, że ogląda bardzo kiepski film. Na przykład „Jak poślubić milionera”. Grupa zdesperowanych osób trafia na kurs prowadzony przez Sonię (Małgorzata Foremniak).  Cel: zdobyć milionera. Na kurs zgłaszają się nie tylko kobiety, bo zapewne teraz już nie wypada robić filmów o miłości wyłącznie heteroseksualnej. Polowania więc czas zacząć. Z polskiej fabuły dowiadujemy się na przykład, że wolnego milionera można spotkać na pogrzebie. „Jego żona jeszcze ciepła, ale my za to gorące”. Jest też tekst milionera do kobiety: „Ile ciuszków mam ci kupować, żebyś zaczęła je zdejmować?”. To tyle, jeśli chodzi o warstwę humorystyczną. Właściwie można ją pozostawić bez...
Piękna historia. Z jednej strony ludzi, którzy zamiast kompetencji mają wielkie serca, a zamiast planu – nadzieję. Z drugiej chorzy na ciężkie odmiany autyzmu, którzy wymagają opieki non stop. Gdy byli dziećmi, było łatwiej. Gdy są już dorośli, samookaleczenia albo agresja wyrażana w stosunku do innych osób tworzą ogromną barierę dla opiekunów. Są „wyrzutkami społecznymi”. Najcięższych przypadków nie chce przyjąć żaden ośrodek opieki. Jest jednak miejsce, w którym znajdują przystań. To nieformalna grupa pod wodzą Bruna (Vincent Cassel). I co z tego, że do ich ośrodka dzwonią rodzice, a nawet sami lekarze, upatrując tam jedyne miejsce, w którym pobyt jest gwarantem poprawy stanu zdrowia chorych, skoro instytucja działa bez zgody ministerstwa. Gdy urzędnicy rozpoczynają kontrolę ośrodka...
„Zima, zima, ch*ja ni ma”, „całe Lipce w mojej c*pce”, „pokolenie ch*j”. Kto by pomyślał, że to teksty ze współczesnej interpretacji teatralnej „Chłopów” Władysława Reymonta? Kto by zorientował się, że to praca dyplomowa studentów Wydziału Aktorskiego Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie z filią we Wrocławiu? Podobno aktorzy wstydzili się zaprosić swoje rodziny na premierę… Spektakl w reżyserii Sebastiana Majewskiego to festiwal pogardy nie tylko dla religijności, zwyczajów i seksualności. To również kpina z Jezusa i Maryi. W rytmach „Bogurodzicy” kobiety mizdrzące się do mężczyzny, Jezus na ustach roznegliżowanych aktorów, ksiądz w kasku ze swastykami. Śpiewy religijne i za moment dyskusja o prawie do orgazmu. Zbiorowe odgrywanie aktów seksualnych, również przez aktora grającego...
Martwy właściciel fortuny, zmieniony w ostatniej chwili testament i zbyt wielu podejrzanych. Skąd my to znamy? Z ton kryminałów i setek filmów lepszych i gorszych. Jak się wyróżnić w klęsce urodzaju, która cechuje ten gatunek? Wiedząc, co gorsza, że widzowie najbardziej w kryminałach cenią klasykę – brytyjską mgłę, skrzypiące schody, tradycyjnie budowane napięcie bez grama realizacyjnych fajerwerków... Harlan (cieszący za każdym występem Christopher Plummer) to uznany autor kryminałów. Jego sukces przełożył się na ogromne bogactwo, z którego czerpie cała rodzina pisarza. Przypięci do biznesu starca bliscy Harlana są rozpieszczeni i cyniczni. Po drugiej stronie jest ich fundator o przenikliwym umyśle i znakomitej intuicji. I jest też ona – niewinna pielęgniarka Marta – która pasuje do...
Kilkunastominutowe owacje i sala większa od naszego Teatru Wielkiego wypełniona po brzegi. Warszawska Opera Kameralna podczas dwutygodniowego tournée zachwyciła japońską publiczność. – Przez ostatnie trzy lata Opera przeszła długą drogę, aby być w tym miejscu, w którym jest teraz. Cieszę się z jej sukcesów. To zaszczyt być jej dyrektorem, mając do współpracy taki zespół. To wspólne osiągnięcie – mówi „Gazecie Polskiej” Alicja Węgorzewska-Whiskerd. Listopadowe dwutygodniowe tournée było formą uczczenia 100-lecia polsko-japońskich stosunków dyplomatycznych, a także 20-letniej współpracy Warszawskiej Opery Kameralnej i Korancha Inc. W tegorocznym tournée Warszawska Opera Kameralna skupiła się na wybitnych śpiewakach, takich jak Stanisław Kufluk, Artur Janda, Jan Monowid, Joanna Moskowicz...
Horror w teatrze? To możliwe. Zwłaszcza gdy do dworu wprowadzają się nowi właściciele, nie wiedząc jeszcze, że ich dom stoi na cmentarzu i mieszkają w nim upiory. Gdy Jarosław Marek Rymkiewicz, autor „Dworu nad Narwią”, stawiał trudne pytania o to, jak przeszłość wpływa na teraźniejszość, reżyser spektaklu warszawskiego Teatru Ateneum zapowiedział, że jego inscenizacja to rodzaj manifestu przeciwko „budowaniu muzeów, w których szukamy naszej dumy”. Słowem – ryzykowna droga na skróty. „Czym dalej na zachód, tym upiorów mniej” – czytamy w „Dworze nad Narwią” Jarosława Marka Rymkiewicza. Znaczenie tych słów nie budziło wątpliwości. Rymkiewicz pisał bowiem tekst w 1979 roku. 40 lat później te słowa mogą już mieć zupełnie inne, choćby prounijne, znaczenie. Dziś jednak bardziej śmieszą niż...
Porzucone dzieci tracą słuch, by nie słyszeć, i wzrok, by nie widzieć tego, jak są traktowane. Ponoć tak się zdarza. Film „1800 gramów” inspirowany jest historiami z życia wziętymi. „Jestem popsuty. Siusiam w nocy i pewnie dlatego rodzice mnie nie chcą” – mówi kilkuletni Adaś. Ale nawet sztuczny śnieg, nadmiar pudru i przekoloryzowane zabawki nie odwrócą w tym filmie uwagi od tego, co jest absolutnie najważniejsze, czyli wielkie poszukiwanie miłości, mierzenie się z samotnością i równie wielka pustka. To wszystko, co najczęściej zarezerwowane jest dla dorosłych, tu dotyka maleńkie dzieci czekające na ciepłe dłonie rodziców. A cały seans jest wyzwaniem dla widzów. To półtorej godziny powstrzymywania łez. Magdalena Różdżka wciela się w dyrektorkę ośrodka preadopcyjnego, czyli...
Każdego dnia słyszymy o kobietach w ciąży rozważających aborcję, które po obejrzeniu filmu „Nieplanowane” wybrały życie dla swoich dzieci – mówią Cary Solomon i Chyck Konzelman, reżyserzy i scenarzyści tego amerykańskiego filmu. Rozmawia Sylwia Kołodyńska Spodziewali się Państwo, że film „Nieplanowane” będzie bojkotowany w Polsce? W katolickim kraju? Niechęci spodziewamy się wszędzie i dotyczy to niestety również kręgów katolickich. Na przykład Irlandia ma silną tradycję katolicką, a nasz film spotkał się tam z dużym oporem. To samo dotyczy Meksyku. Na szczęście doczekaliśmy się premier filmu w tych miejscach. A teraz przybyliśmy do kraju Jana Pawła II. Jeden z recenzentów umieścił nas na szczycie rankingu „najniebezpieczniejsze filmy XXI wieku”. Jak widać, niektórzy boją się...
Królowa gospel swoim talentem, artystycznym dorobkiem, ale przede wszystkim koncertami przypominała o rzeczy tak zapomnianej, jak banalnej. O podstawowej funkcji muzyki jako elementu scalającego wspólnotę, pozwalającego razem coś przeżyć, być doświadczeniem dla całej społeczności. Choćby tej zrzeszającej się w Kościele baptystów. Muzyki jako fundamentu życia, pozwalającego na wyrażanie siebie, swoich marzeń, wiary i co za tym idzie – miłości. Emocje, które wywoływała Aretha Franklin, przypominają raczej te ze sportowych zawodów, gdzie publiczność kibicuje gwieździe, jakby w danej chwili nie liczyło się na świecie nic poza tym występem. Przy tych emocjach nawet jej 18 nagród Grammy nie robi wrażenia. „Amazing Grace: Aretha Franklin” to film dokumentalny, będący rejestracją wideo dwóch...
Wydawać by się mogło, że w debacie o aborcji padły już wszystkie argumenty „obu stron”. Tymczasem bojkot filmu „Nieplanowane”, który rozpoczęły „Wysokie Obcasy”, przyniósł nowe absurdy. Zwolennicy aborcji i zarazem przeciwnicy filmu piszą na przykład, że aborcja jest mniej niebezpieczna od usunięcia zęba mądrości i zdecydowanie bezpieczniejsza od... porodu. „Aborcję widzimy na obrazie USG. Rura wprowadzona do macicy wsysa »nic nie czujące tkanki«. »Tkanki«, które stanowiąc kształt człowieka, bronią się przed śmiercią, próbują siłować, uciekać, uniknąć rozszarpania… To jedna z najbardziej dramatycznych scen morderstwa, jakie widziało światowe kino. Znacznie bardziej przerażające od tych, znanych z najnowszego »Rambo« czy »Jokera«” – pisaliśmy dwa tygodnie temu na łamach „Gazety Polskiej...
Był sobie polski komunista, który mówił, że „nie wierzy w Stalina”. Nie przeszkodziło mu to w tym, by na początku lat 60. zostać dyrektorem Pałacu Kultury i Nauki. Na dodatek starał się, mimo szalejącego terroru komunistycznego, myśleć niezależnie. To jeden z bohaterów filmu „Ukryta gra”, w którego wcielił się Robert Więckiewicz. Choć jest to postać drugoplanowa, zaczynam od niej, bo na tym przykładzie najłatwiej dostrzec, z jaką swobodą interpretacyjną twórcy filmu podeszli do mrocznej karty historii PRL-u. Nie oznacza to, że arogancko zignorowali podstawowe fakty, ale z pewnością film „Ukryta gra”, rozpatrując warstwę faktograficzną, warto wziąć w duży nawias. Kino zna filmy szpiegowskie osadzone w konkretnych czasach przedstawionych w autorskim zwierciadle ich twórców. I nie ma się co...
W tym miejscu miała być recenzja nagrodzonego w Gdyni i nominowanego na Berlinale filmu Agnieszki Holland „Obywatel Jones”. Filmu pięknego w obrazie, precyzyjnego w prowadzeniu fabuły i ważnego ze względu na poruszany temat. Moglibyśmy zachwycać się grą brytyjskich aktorów, realizmem dramatycznych scen, prawdą o mrocznych czasach stalinowskich i pochylać nad milionami ofiar wielkiego głodu na Ukrainie – ofiar totalitarnego systemu komunistycznego. Agnieszka Holland zrobiła ważne kino na najwyższym, tzw. światowym poziomie. Możemy być dumni z tego, że wśród rodzimych produkcji mamy taki tytuł. Ale reżyser nie chciała najwyraźniej, by oceniać jej film pod kątem wartości merytorycznej i warsztatu. Postanowiła zrobić piękne dzieło i wykorzystać je do politycznej walki. Holland na antenie...
Mietek Kosz nie chciał, jak jego niewidomi koledzy z ośrodka, kleić pudełek czy skręcać szczotek, chciał zostać wybitnym pianistą wbrew wielu przeciwnościom. I został. Muzyka stała się jego miłością, pasją, treścią życia – opowiada reżyser filmu „Ikar. Legenda Mietka Kosza”. Z Maciejem Pieprzycą rozmawia Sylwia Kołodyńska Czy można nie kochać jazzu i zrobić film o Mietku Koszu? Wszystko jest możliwe. Czasami to, że nie jesteśmy specjalistami w jakiejś dziedzinie, powoduje, że mamy ciekawsze spojrzenie na jakąś materię. Nie uważam się za znawcę jazzu, ale słucham tej muzyki. Jazz może nie był moją pierwszą miłością, był nią – jak to się najczęściej zdarza u młodych ludzi – rock, ale do jazzu stopniowo dojrzałem i doszedłem. I do Mietka Kosza też? Przyznam, że długo go nie słuchałem...
Za to warto docenić amerykańską produkcję z silnym przesłaniem pro-life. Przedstawia bowiem manipulację wokół zabiegów aborcyjnych, które mają… „pomagać kobietom, wspierać je i ograniczać liczbę niechcianych ciąż”. Słowem – samo dobro. Przynajmniej dla tych, o których Karol Wojtyła mówił, że reprezentują cywilizację śmierci. Abby (Ashley Bratcher) z takim właśnie założeniem rozpoczyna pracę w klinice Planned Parenthood. Spotka ją jednak chwila otrzeźwienia, gdy zda sobie sprawę, że ma na sumieniu 22 tysiące aborcji. Ale zrozumie to dopiero po ośmiu latach, będąc już dyrektorem kliniki, gdy po raz pierwszy zobaczy, jak naprawdę wygląda aborcja. Widzimy to na obrazie USG: rura wprowadzona do macicy wsysa te „nic nieczujące tkanki”. „Tkanki”, które stanowiąc kształt człowieka, bronią się...
Utwory mojego pradziadka, księcia Władysława Lubomirskiego, nie były wykonywane od czasów dwudziestolecia międzywojennego, po wojnie wymazywali je z kart historii muzyki komuniści. Dorobek polskiej arystokracji był tematem zakazanym zarówno w zakresie twórczym, jak i społecznym – mówi książę Jan Lubomirski-Lanckoroński, inicjator Festiwalu im. Księcia Władysława Lubomirskiego. Rozmawia Sylwia Kołodyńska Już jutro rozpoczyna się Festiwal im. Księcia Władysława Lubomirskiego. Pana pradziadek, książę Władysław Lubomirski, był nie tylko mecenasem sztuki, o czym za chwilę, ale też artystą i kompozytorem. W jakich okolicznościach mógł Pan słuchać jego kompozycji? Co Pan wtedy czuł? Prawdę mówiąc, poza ubiegłorocznym festiwalem nie było dotąd okazji. Utwory mojego pradziadka nie były...
Polski kandydat do Oscara – „Boże ciało” – to intrygująca opowieść o zbolałej ludzkiej duszy targanej gdzieś między pierwotnymi instynktami a nieustannym poszukiwaniem Boga. Jednak reżyserowi na kilku płaszczyznach jego filmowa owieczka wymknęła się z rąk. Nie przeszkodziło to twórcom filmu w zgarnięciu dziewięciu nagród na Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni i Nagrody specjalnej na MFF w Wenecji. W centrum tego huraganu potrzeb tak wzniosłych, jak i prymitywnych jest on – chłopak (Bartosz Bielenia), który za wszelką cenę chce być księdzem. Ale przestępcza przeszłość zamyka mu drogę do seminarium. Podszywając się pod księdza, wykorzystuje naiwność proboszcza z niewielkiej miejscowości i w jego zastępstwie zaczyna prowadzić parafię. Wkuwa po nocach porządek mszy, w konfesjonale...
Był sobie wielki wynalazca Thomas Edison (Benedict Cumberbatch) i jego pracownik Nikola Tesla (Nicholas Hoult). Dość szybko uczeń przerósł mistrza, znajdując sposób na to, jak zwiększyć wydajność jego elektrowni o 50 proc. Edison obiecywał zdolnemu pracownikowi 50 000 dolarów nagrody za ten wyczyn. Ale gdy Tesla udostępnił mu swój wynalazek – przejście na prąd zmienny – Edison pomysłu nie zaakceptował z do dziś niewyjaśnionych powodów. Jak widać, twórcy filmu też tego powodu znaleźć nie potrafili, choć bardzo się starali, podgrzewając wraz ze szkłem żarówki atmosferę wokół konfliktu dwóch naukowców. Ale z tego sporu niewiele wynika poza tym, że panowie z każdą sceną coraz bardziej się nie lubią. Tesla, młody geniusz, odszedł więc z pracowni Edisona i kopał rowy, by mieć na chleb....
Zamordowanie Matthew Sheparda w 1998 roku w miasteczku Laramie w USA wywołało ogromne poruszenie. 22-latek został zakatowany przez dwóch młodych mężczyzn. Zbrodnia odbiła się szerokim echem, bo Matthew był homoseksualistą. Zanim detektywi zajęli się sprawą, nazwano ją homofobicznym mordem. Dziś Teatr na Woli w Warszawie wykorzystuje śmierć chłopaka do wspierania ideologii LGBT, ale nie dodano, że detektywi podczas śledztwa wskazywali, że powodem zamordowania Sheparda mogły być jego kłopoty z narkotykami. W warszawskim spektaklu położono nacisk na szukanie homofobicznych postaw wśród mieszkańców małego miasteczka w stanie Wyoming. Oświetlenie sceny teatralnej podczas finału zaświeciło tęczowymi barwami. Sztuka została przygotowana nie tylko przez Teatr na Woli, ale także Fundację FETA...
Sylvester Stallone ma 73 lata. Zaczynamy od informacji, która jako jedyna może zaskoczyć widzów. Bo to, że w filmie „Rambo: ostatnia krew” niezniszczalny bohater będzie zwyciężał paskudne zło i zanim mu się uda, wykąpie się we krwi bandziorów – przecież wiadomo. Niezniszczalny nie tylko w starciu z mafią, która porwie jego ukochaną podopieczną, ale też w bitwie z nadchodzącą starością. Aktor może już nie skacze z kilkunastometrowych skał i nie łapie jadowitych węży gołą dłonią, ale gdy chwyta za spluwę, wróg niezmiennie jest bez szans. Tym razem akcja, w której Rambo stawi czoło meksykańskim mafiosom zmuszającym porwane dziewczyny do prostytucji, odbędzie się na ranczu stalowego bohatera. Rambo jeńców nie bierze, wystawiając wrażliwość widzów na ciężką próbę. „Ręka, noga, mózg na...

Pages