Notre Dame, Polska, Europa

Nie uważam za wartościowe powtarzających się po pożarze Notre Dame złośliwości i szyderstw pod adresem Francuzów. My sami jako społeczeństwo mamy zbyt wiele ze sobą do zrobienia, sami też dobrze nie wiemy, jak zmienimy się jako społeczeństwo w nadchodzących dekadach.

W 1997 roku Tomasz Merta w eseju „Nieodzowność konserwatyzmu” zapisał słowa, które towarzyszyły przez dekady kolejnym rocznikom inteligentów/intelektualistów prawicy. Brzmiały one: „Podstawowym problemem polskiego konserwatyzmu jest trudność w zbudowaniu wiarygodnej odpowiedzi na pytanie: »co konserwować?«.
Konserwatysta powinien przecież konserwować to, co jest, a to, co jest, okazuje się niewątpliwie mało zachęcające. Polski konserwatysta nie może więc afirmować zastanej rzeczywistości, ale od samego początku się jej sprzeciwia”.

W kościele jak w domu
Przypomniały mi się te słowa, gdy wybuchła dyskusja po pożarze katedry Notre Dame w Paryżu. Choć uwagi Merty były ściśle związane z postkomunistyczną w dużej mierze tożsamością III Rzeczypospolitej i współtworzącej ją inteligencji, to odnoszą się do odbudowy polskiej tożsamości i kulturowej wyobraźni. Ideowo nigdy nie szedłem w jednym szeregu z polskimi konserwatystami, często mijałem ich z lewa, ale wiele ich pytań uważałem i uważam za nie mniej ważne niż kwestie społeczno-gospodarcze trapiące nasze społeczeństwo, poddane terapii szokowej. Wynika to z polskiej specyfiki, tożsamości niezwykle skomplikowanej i pokiereszowanej, ale fascynującej. I najbliższej – bo ojczystej. Zbyt wiele można o tym powiedzieć – zatem z konieczności o jednej tylko sprawie będzie mowa.
W 1962 roku po raz pierwszy ukazała się książka „Barbarzyńca w ogrodzie”, zbiór esejów Zbigniewa Herberta. On sam nazwał ją sprawozdaniem z wędrówki: „Pierwsza podróż realna po miastach, muzeach i ruinach. Druga – poprzez książki dotyczące widzianych miejsc”. W erudycyjnej, lecz przystępnej formie poeta zawarł świat,...
[pozostało do przeczytania 67% tekstu]
Dostęp do artykułów: