Ktoś krzyknął „złodzieje”, a SN się obraził!

Strasznie nerwowo zrobiło się w środowisku sędziowskim, chociaż nie całym, bo trzeba w tym szaleństwie odnaleźć proporcje. Co do zasady, większość sędziów pochodzi z wiadomego klucza, ale to większość, nie całość. Po drugie, nie wszystkim chce się bić.
 
Działa to mniej więcej tak jak nagłówki medialne z cyklu „pali się”. Gdy wybuchnie jedna kuchenka gazowa w starej kamienicy, natychmiast robi się aferę, że w starych kamienicach mieszkają sami pijacy, którzy zasypiają z papierosem w ustach. Złudzeń nie mam żadnych, środowisko sędziowskie i w ogóle prawnicze jest na wskroś przesiąknięte najgorszymi nawykami, ale bohaterów zdolnych umierać za sprawę to się wielu nie znajdzie. Widać wyraźnie, że protestują i krzyczą tacy, którzy mają się czego bać lub mają czego bronić. Doskonałą ilustracją tej tezy jest „sędzia” Tuleya włóczący się po masówkach KOD albo „sędzia” Żurek biegający z rozwolnieniem po mediach. Jeden traci poczucie bezkarności, które posiadał przy wydawaniu politycznych wyroków, drugi – władzę i poczucie boskości. Reszta jest obłożona aktami niemającymi nic wspólnego z polityką, co stanowi 98 proc. wokandy. Może i sobie w domu albo na przerwie ponarzekają, ale do rewolucji nie są skorzy. Po czym wnoszę, żeby się posłużyć językiem prawa? Po reakcjach czy też braku reakcji. Wypowiedź posła Stanisława Piotrowicza przerabiana na 1000 kłamstw była bardzo konkretna. Piotrowicz powiedział wprost TVN-owi, że mówi o sędziach złodziejach pokazywanych w TVN, a to byli sędziowie z niższych instancji i żaden z nich nie pogroził pozwem. Kto się odezwał na hasło „złodzieje”? Trzech sędziów Sądu Najwyższego: Gersdorf, Iwulski, Rączka. Przypadek? Nie, odruch Pawłowa.
 
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: