Jak nie pupa to gęba

Powoływanie się w prawicowym tygodniku na Gombrowicza można uznać za herezję i przejaw brawury. Nic nie poradzę, Gombrowicza czytałem w LO i do dziś mam sentyment. Jako dojrzały człowiek nie podniecam się już nadzwyczajną formą, która teraz trąca efekciarstwem, i jeszcze mniej mnie przekonuje treść, typowa dla współczesnych ideologów „liberalnej demokracji”. Niemniej Gombrowiczowską pupę i gębę oraz legendarne: „jak nie zachwyca, jak zachwyca” szanuję.

Przypomniałem sobie „Ferdydurke”, gdy w medialnych plotkach USA zagroziły Polsce „sankcjami”. Ponoć najwyżsi przedstawiciele państwa polskiego z powodu przyjęcia ustawy o IPN otrzymali zakaz wstępu do Białego Domu. Druga plotka głosiła, że prezydent Andrzej Duda nie odebrał telefonu od sekretarza Tillersona, uznając, że nie ma w tym przypadku zachowanej symetrii, jeśli chodzi o rangę rozmówców. Poczułbym się wyjątkowo dumnym Polakiem, gdyby ta druga plotka okazała się prawdą. Boję się jednak, że z prawdą ma to niewiele wspólnego. Polsce non stop przyprawia się gębę i próbuje tłuc lub klepać po pupie. Podniecanie się tymi „fakty medialnymi” tworzy obraz nędzy i rozpaczy, niestety ten stan dotyczy nas samych – Polaków. Dajemy się upupić, choć nie powinniśmy z nikim rozmawiać o gębie „antysemityzmu” i tym bardziej gębie „nazizmu”. Nikt nie ma prawa tak z Polską rozmawiać – ani sekretarz, ani prezydent USA. Istnieją granice, których nie wolno przekraczać, bo w przeciwnym razie znów usiądziemy na kamieni kupie i mało ważne, że kondominium nad Wisłą zamieni sierp i wronę na gwiazdy. Sojusze strategiczne muszą się opierać na zasadach przyjętych przez cywilizowane państwa – minimum wzajemnego szacunku! Inaczej sojusz zamienia się w „murzyńskość”.  
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: