Ruszmy się!

Minął kolejny rok, 1 stycznia dokonujemy podsumowań, które – poparte zmęczeniem po sylwestrowej zabawie – nie zawsze są satysfakcjonujące. A potem przychodzi czas na najgorsze – postanowienia. Jak to było u ciebie? Bo u mnie...

Nie oszukujmy się, ten tekst powstaje jeszcze w starym, 2017 roku. By nie drażnić sił wyższych przedwczesnymi podsumowaniami, powiem tylko, że rok ten dał mi wiele: wrażeń, rozczarowań, ale i niespodzianek oraz wyzwań, którym – w większości – podołałem. Cały ten wachlarz nie rozłożyłby się przede mną, gdybym – kolokwialnie mówiąc – siedział na tyłku. Pewna mądra pani, nomen omen Zofia, która kilka lat temu zajmowała się moim podupadłym zdrowiem, mawiała do pacjentów: „Rusz d... i zrób coś”.

Po „ruszeniu” najprostszą sprawą do zrobienia jest przemieszczenie się tam, gdzie nas przed chwilą jeszcze nie było. Aktywność. Ruch. Ciekawość. Turystyka? W zasadzie tak. Turystyka to forma mobilności. To taka migracja, ale bez przymusu (wojennego, ekonomicznego, politycznego). Kieruje nią potrzeba poszukiwania autentyczności, dotknięcia „prawdziwego życia”, innego od codzienności.

Dlatego moim postanowieniem była zmiana codziennego rytmu życia, odważne wchodzenie w relacje z ludźmi, bliższa styczność z przyrodą. Specyfika turystyki polega właśnie na zmianach.
Niekoniecznie musi być to zmiana znacząca geograficznie – ważne jest nasze nastawienie. Jeśli postawię na przeżycie, poznanie, przygodę – wtedy mogę być turystą nawet 500 metrów od domu.
Bliższą styczność z przyrodą zapewnia mi od pięciu lat 60-kilogramowy piesek, odpowiedzialny również za przygody i ciekawe relacje z obcymi wcześniej ludźmi, opiekunami innych czworonogów.




Pięć trybów turystyki
Badacz turystyki, Erik Cohen, wyróżnia 5 trybów doświadczenia turystycznego. Tryb rekreacyjny to traktowanie podróży jako przyjemnego sposobu spędzenia wolnego czasu. W trybie odmiany poszukujemy czegoś...
[pozostało do przeczytania 30% tekstu]
Dostęp do artykułów: