Rosja po wyborach: reset resetu

W jednym z wywiadów znany rosyjski dysydent Władymir Bukowski powiedział, że cynizm władz może obrócić się przeciwko nim, co może spowodować kilkusettysięczne demonstracje na ulicach najważniejszych rosyjskich miast. Dodał, że wszystko to może się skończyć emigracją dziesiątków tysięcy przeciwników putinowskiego reżimu.

Ruch społeczny, którego ja nie utożsamiam z opozycją polityczną, można określić jako ruch „oburzonych obywateli”. On nie zatoczył jakichś szerokich kręgów, nie ma masowego charakteru, jednak dziesiątki tysięcy obywateli wychodzi na demonstracje. Gdybyśmy jednak taką rozmowę prowadzili np. pięć lat temu, to wtedy kilkudziesięciotysięczne protesty byłyby jakąś niewyobrażalną liczbą.

Podczas wyborów i tuż po ich zakończeniu Kreml dawał do zrozumienia, że jest gotowy do użycia siły względem protestujących. Doszło do aresztowań i pacyfikacji mityngów opozycji. Czy w Rosji może jeszcze dojść do rozlewu krwi?

Wysyłanie sygnałów do społeczeństwa, że Putin jest gotów użyć siły, było też jednym ze sposobów wpływania na zachowanie wyborców. Władza pokazała, że jest zdeterminowana. Sytuacja była niezwykła, gdyż w dniu głosowania w Moskwie znajdowało się pełno żołnierzy. Wydaje mi się jednak, że był to tylko pokaz siły, próba zastraszenia chętnych do wyjścia na ulicę. Doszło do rozpędzenia demonstracji, ale nie jest to dla mieszkańców Moskwy nowość, gdyż wcześniej też miały miejsce takie przypadki. Pamiętajmy o tym, że te protesty są pokojowe, ich uczestnicy nie dążą do tego, aby uczestniczyć w starciach.

Kreml kontroluje najważniejsze media, dzięki czemu udaje mu się manipulować dużą częścią rosyjskiego społeczeństwa. Czy będzie dążył do likwidacji resztek wolnej myśli rozwijającej się przede wszystkim w internecie?

Już w czasie kampanii wyborczej zauważalne były naciski na niezależne media, jak choćby na radiostację Echo Moskwy czy „Nowaja Gazieta”. Być...
[pozostało do przeczytania 55% tekstu]
Dostęp do artykułów: