2012: głód duchowości

Jest wiele przepowiedni w internecie i w gazetach. Większość mówi, że dojdzie do jakiejś naturalnej katastrofy. Częstotliwość kolizji Ziemi z obiektami kosmicznymi, występowanie trzęsień ziemi, tsunami i podobnych nieszczęść wcale się nie zwiększa i jest praktycznie niemożliwe, by nagle w 2012 r. Któreś z nich miało nas uśmiercić. Statystyka tych zjawisk jest obecnie taka sama jak tysiąc czy milion lat temu. Jedyna różnica jest taka, że dzisiaj o trzęsieniach i wybuchach wulkanów mówimy częściej niż sto lat temu, po prostu dlatego, że dziś monitorujemy je dokładniej niż kiedyś. Poza tym myślę, że media nabrały zwyczaju informowania o wszelkich możliwych katastrofach i tragediach z taką intensywnością, że ludzie są bardziej na nie wyczuleni. Dodałbym, że żyjemy w świecie wypełnionym strachem, strachem przed zamachami terrorystycznymi, przed wybuchem bomby atomowej, przed globalnym ociepleniem, przed – znowu – tsunami i trzesieniami ziemi. Zauważmy, że niedawno mieliśmy milenium. Takie katastroficzne lęki, że na pewno coś się stanie były obecne przed rokiem 1000, a nawet 1800 i 1900.

Ale co do tego ma rok 2012? Co jest w nim szczególnego?

To rok ważny dla Majów. Ten lud żyjący na Jukatanie w Ameryce Środkowej miał niezwykle zaawansowaną matematykę i astronomię. Mieli też bardzo rozbudowany kalendarz, na który składały się zazębiające cykle czasowe. Najdłuższy cykl z tego kalendarza tzw. Długa Rachuba, licząca 5128 lat, kończy się właśnie 21 grudnia 2012 r. Z tego, co po starożytnych Majach zostało, a są to przede wszystkim rzeźbione hieroglifami stele czy płyty, które przetrwały hiszpańską konkwistę, wcale nie wynika, że przewidzieli koniec świata, a już na pewno nie koniec naszego świata. Ich zapiski nie były przeznaczone dla nas. Badam pisma Majów od 40 lat i sądzę, że miały charakter nie wieszczy, lecz historyczny. Ich ambicją była historyczna legitymizacja władzy, np., że moc władcy pochodzi od jego przodków czy od bogów....
[pozostało do przeczytania 72% tekstu]
Dostęp do artykułów: