Zachód nad Wisłą pod rządami PO

W oczekiwaniu na lepszego pierwszego sekretarza

Rządy PO pokazują, że polityczne ubezwłasnowolnienie jest zawsze także ubezwłasnowolnieniem umysłowym i od niego się zaczyna. Ciemnemu mużykowi marksizm-leninizm – doktryna niezwykle przecież prymitywna – wydawał się wyjaśnieniem wszelkich zagadek świata i historii. Gdyby przedwojenna inteligencja pozostała przy życiu, pewnie komunizm nie dałby się tak łatwo zainstalować. Późniejsze wybijanie się na niepodległość to żmudny proces znalezienia takiego punktu obserwacji rzeczywistości PRL, który umożliwił jej rozpoznanie jako opresyjnej, niesprawiedliwej i niepolskiej. Skuteczny protest jest bowiem możliwy tylko wtedy, gdy ludzie mogą zdystansować się wobec rzeczywistości, gdy dostrzegają alternatywę dla niej, gdy przekonują się, że nie jest ona czymś stałym, przyrodzonym bądź wynikającym z „żelaznych praw historii”, lecz czymś przygodnym i możliwym do zmiany. A to wcale nie jest łatwe.

Ubezwłasnowolnieni obywatele PRL sprowadzali problemy ustrojowe do problemów personalnych. Czekali na lepszego pierwszego sekretarza. Przyjmowali z nadzieją każdą zmianę składu Biura Politycznego – głównie zresztą z nadzieją na podwyżki płac i obniżki cen. Nie byli w stanie zrozumieć, że rzecz nie w tym, jak wygląda Gomułka czy Gierek ani ich małżonki Zofia i Stanisława i nie w aktualnej cenie „pasztetowej”, lecz w systemie. Pochłaniali „Politykę” i „Żołnierza Wolności”, by dowiedzieć się, co dzieje się w kraju, a „Forum” było ich źródłem wiadomości o świecie. Odrzucenie komunizmu stało się masowe dopiero wtedy, gdy przestali wierzyć w opowiadaną im historię, że komunizm jest postępowy i nieuchronny, a Zachód, skazany na upadek, „gnijący” i agresywny, gdy zrozumieli, że system komunistyczny nie realizuje swoich obietnic, bo ich zrealizować nie może, że jego fundamentalną cechą jest ich nierealizowanie.

III RP zrodziła się z tego rozpoznania rzeczywistości PRL. Dla niektórych ważny był...
[pozostało do przeczytania 58% tekstu]
Dostęp do artykułów: