Oskarżony Popiełuszko

Ksiądz Jerzy Popiełuszko znajdował się nie tylko na celowniku funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, ale również peerelowskiej propagandy. I to zarówno za życia, jak i po śmierci

27 października 1984 r. dziennikarze czuwający w kościele
św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu wydali oświadczenie w związku z porwaniem księdza Jerzego Popiełuszki. Stwierdzali w nim, że odpowiedzialność spada nie tylko na bezpośrednich sprawców zamachu. Słusznie zauważyli, że do tragedii przyczyniła się „bezkarność wielu podobnych aktów terroru”. 
Współwinne media
W tym kontekście wymieniali wciąż niewyjaśnione sprawy, np. napaść na kościół św. Marcina i pobicie działaczy Prymasowskiego Komitetu Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i Ich Rodzinom czy śmierć działacza rolniczej Solidarności Piotra Bartoszcze. Jako współwinnych wskazywali media kontrolowane przez peerelowskie władze. Argumentowali, że „milczenie i zniekształcanie prawdy źle służą społeczeństwu i władzy. Do tragedii księdza Popiełuszki mogłoby nie dojść, gdyby prasa, radio i telewizja domagały się ujawnienia pełnej prawdy o wcześniejszych aktach terroru i przestrzegały przed konsekwencjami przemocy i lekceważenia sprawiedliwości”. Zauważyli także, że „część środków masowego przekazu uprawia nadal propagandę nienawiści, świadomie zniekształca fakty i przemilcza prawdę”. I ostrzegali na przyszłość: „Przestrzegamy przed konsekwencjami propagandy nienawiści – może ona ściągnąć na nasze społeczeństwo nowe nieszczęście, nowe konsekwencje i kolejne zagrożenia”.
Ten apel był w pełni uzasadniony. Po 13 grudnia 1981 r. „oczyszczone” (w wyniku tzw. weryfikacji) przez władze z dziennikarzy sympatyzujących z Solidarnością media stały się kolejnym narzędziem walki z opozycją i osobami z nią związanymi. Jak stwierdzał w swoim raporcie z pierwszego roku stanu wojennego Komitet Helsiński – prasa, radio i telewizja stały się wręcz jednym z elementów systemu represji. Szkalowani...
[pozostało do przeczytania 82% tekstu]
Dostęp do artykułów: