Dziennikarskie czystki

Czystki w środowisku dziennikarskim po wprowadzeniu stanu wojennego do dzisiaj budzą emocje. Tym bardziej że nigdy nie zostały uczciwie rozliczone. Po latach coraz rzadziej spotyka weryfikatorów ostracyzm środowiskowy, a niektórzy z nich zrobili kariery nie tylko w PRL, ale i w wolnej Polsce. A inni nadal, jako oczywiście wybitni fachowcy, je robią…

Po wprowadzeniu stanu wojennego poddano weryfikacji, czyli de facto czystkom o charakterze politycznym, dziennikarzy prasy (w tym nawet dziecięcej), radia i telewizji oraz pracowników administracji, wydawnictw, drukarni, kolportażu i techniki Polskiego Radia oraz Telewizji Polskiej. Nie zapomniano również o Polskiej Kronice Filmowej czy Centralnej Agencji Fotograficznej. 
List Urbana
„Zdecydowaliście, że naczelny redaktor określa, z kim chce pracować, i tylko ci podlegają procesowi weryfikacji, inni już są wyeliminowani. Zasada niby słuszna, bo naczelny winien określać, z kim chce pracować. Tyle że on pozbędzie się przecież tych, z którymi nie chce [pracować], stosując różne kryteria, niekoniecznie polityczne i niekoniecznie sprawiedliwe” – zwracał uwagę na początku 1982 r. rzecznik prasowy rządu Jerzy Urban w liście do kierownika Wydziału Prasy, Radia i Telewizji Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej Lesława Tokarskiego. Oczywiście nie o sprawiedliwość mu chodziło, co zresztą wynikało z dalszej części jego pisma, w którym proponował, aby spod weryfikacji wyłączyć kilku swoich byłych kolegów z „Polityki” – dwóch za wspieranie władz w walce propagandowej z NSZZ „Solidarność”, a jednego na zasadzie wróg mojego wroga (czyli związku) jest moim przyjacielem…
O tym, że cała operacja miała czysto polityczny charakter, najlepiej świadczą ustalone na początku stycznia 1982 r. kryteria weryfikacji: „a) ocena działalności zawodowej w latach 1980–[19]81 (osiągane wyniki pracy, zdyscyplinowanie i samodyscyplina, zdolność do inicjatywy i umiejętność kierowania...
[pozostało do przeczytania 82% tekstu]
Dostęp do artykułów: