Janek Wiśniewski padł

Dziś nie istnieje kanon. Twórczość współczesnych artystów jest tak miałka, krytyka artystyczna tak zideologizowana, a kanały komunikacji wartości tak zdeprecjonowane, że trudno uczciwie powiedzieć, kto dziś w Polsce tworzy prawdziwą sztukę 

Kiedy porównuję swoje postrzeganie kultury przed trzydziestu laty i dziś, trudno mi znaleźć wspólną płaszczyznę. Współczesna kultura unieważniła właściwie wszystkie wartości ówczesnego inteligenckiego obrazu świata. 
Oczywiście, w najbardziej zewnętrznej warstwie zanegowanie tamtej kultury wiąże się z polityczną operacją ośmieszenia, splugawienia i zmanipulowania dziedzictwa opozycji i Solidarności, dokonaną w interesie byłych właścicieli PRL. Resortowe dzieci wmówiły ludziom, że „Janek Wiśniewski padł” po raz wtóry, że pijani esbecy niosący na ramionach pijanego esbeka to symboliczna pointa historii Polski, że rechot z karykatur opozycyjnych świętości jest formą katharsis. Wysoka kultura padła ofiarą operacji „Transformacja”. Ale czy oznacza to, że jej wartości były już wtedy tak słabe, tak nie-uniwersalne? 
Dziś nie istnieje kanon. Twórczość współczesnych artystów jest tak miałka, krytyka artystyczna tak zideologizowana, a kanały komunikacji wartości tak zdeprecjonowane, że trudno uczciwie powiedzieć, kto dziś w Polsce tworzy prawdziwą sztukę. 
Jaka była ta kultura sprzed komercyjnej zapaści? Czy rzeczywiście była konstrukcją tak kruchą, że rozpadła się jak domek z kart pod wpływem działań cwaniaków i zwykłych buraków odgrywających dziś rolę autorytetów? Czy nie miała szans w starciu ze ślepymi na wartości komercyjnymi mediami dysponującymi taką potężną siłą rażenia? Czy musiała ulec z zasady negującej hierarchię wartości popkulturze? Pytam się sam siebie, trzymając w ręku „Dziennik pisany nocą 1984–1988”. Gustaw Herling-Grudziński pisał go w czasach, gdy tamten inteligencki paradygmat kulturowy się kończył. Co z jego pisania dziś dla mnie wynika?
Wyżyny metafizyki u...
[pozostało do przeczytania 45% tekstu]
Dostęp do artykułów: