Chaos albo chrześcijaństwo

Nikt nie wymusił powstania państw. Podobnie jak przywództwa. Każda wspólnota go potrzebuje. Rodzina, naród, Kościół. Dziś, w czas zarazy, zobaczyliśmy wyraźnie, jak mocno przywództwo wiąże się z odpowiedzialnością.

Odpowiedzialny człowiek stara się zaspokoić swoją potrzebę bezpieczeństwa duchowego i fizycznego. Tak powstały Kościół i państwa.

Nowożytna agresja wobec autorytetu i wspólnot rodzących więzi, a co za tym idzie odpowiedzialność, wzięła się z niedojrzałości.
Postulaty powstałych w czasach nowożytnych ideologii liberalnych i lewicowych wynikają z niezdolności do niesienia przez ich twórców odpowiedzialności za życie. Ideolog chce zmienić świat tak, by ten go nie oskarżał. Skoro człowiek jest miarą wszystkich rzeczy, ideolog nie chce, by cokolwiek go ograniczało. Przykazania rodzą dyskomfort. Istnienie religii mówiącej „to i tamto pragnienie jest złem” i strzegącej niezmienności zasad – jest nieustannym wyrzutem dla sumień ludzi wyznających ideologię. Rewolucja luterańska, anglikańska i liberalna, a potem kolejne: francuska, narodowosocjalistyczna, bolszewicka czy współczesna, neomarksistowska, głównego wroga widziały i widzą w Kościele katolickim. 

Skończył się eon ideologii. Dla zachodniej cywilizacji to czterysta lat w plecy. I Luter, i Henryk VIII, Robespierre, Lenin, Hitler czy Stalin zbudowali systemy oparte na instytucjonalizacji grzechu. 

Nowożytność to bunt chłopców w krótkich spodenkach przeciw Bogu, przeciwko przykazaniom.

Dziś widzimy, że świat wypadł z torów. Zakurzona czaszka u stóp barokowej rzeźby znacząco do nas się uśmiecha. Tomek Budzyński, jak to prorok, pojechał piętnaście lat temu Baką (1707–1780): „Źle żyjesz, zawyjesz! Przecieki z chmur, wyciągaj wór, nadciąga mór. Źle żyjesz, zawyjesz! Przecieki z chmur, wyciągaj sznur”. „Nic po stroju, człek wór gnoju”. Trwają wielkopostne rekolekcje narodów. Ufający Bogu się nie lękają. 
Proces destrukcji...
[pozostało do przeczytania 54% tekstu]
Dostęp do artykułów: