Politycy – ministranci społeczeństw

Zdjąłem jakdojade z głównej strony smartfona. Nie jeżdżę komunikacją miejską od miesiąca. Pracuję zdalnie. I zaczynam się zastanawiać, czy kontakt twarzą w twarz w pracy jest niezbędny. 

Dużo się zmieniło, jeszcze więcej wkrótce się zmieni. Jak będzie za rok wyglądała nasza cywilizacja, o ile przetrwa? Czy zwycięży śmierć, czy zwycięży język Objawienia?
Zagrożeni, rozumiemy dziś, że ratuje nas miłość. Odradza się społeczeństwo obywatelskie. Harcerze pomagają starszym, wolontariusze szyją maseczki, spółki państwowe zarządzane przez obywateli destylują środki odkażające. Ruch samopomocowy kwitnie, jest formą miłości. Patriotyzm jest też formą miłości, więzami łączącymi ludzi ściśnięciem gardła na wspomnienie bohaterów, którzy oddali życie, byśmy mogli być wolnymi Polakami. 
Liczą się sprawy fundamentalne, na których Bóg oparł świat, ważne są podstawowe wartości: Bóg, naród, rodzina, człowiek.

Ale nie ma europejskiej solidarności. Rządzący Europą rewolucjoniści nie liczą na miłość, są operatorami egoizmu i chaosu. 

Co zdecydują zachodni demos, ludy Europy, ludy świata? Kto przejmie stery świata po pandemii? Czy zabiegający o dobro wspólne politycy, którzy doszli do głosu przy okazji kryzysu, politycy chcący głównie służyć społeczeństwu, uznający swoją rolę ministrantów społeczeństw (bo minister to jest ten, który służy)? Czy też raczej za trzy miesiące, za rok, kiedy pandemia się skończy, oszołomieni kolejnymi skąpymi kreacjami 18-letnich gwiazd show-biznesu, zapomnimy o tym wszystkim i dalej damy się rewolucyjnym szamanom ogłupiać?

Fukuyama ogłosił koniec polityki w 1989 roku. Narzucenie poglądu, że „demokracja liberalna” jest bezalternatywna, było częścią rewolucyjnego planu. Pamiętajmy, liberalizm jest ideologią, a liberalna demokracja jest wyznaniem wiary. Do tego jest rodzajem skrajnego egoizmu, a zatem głupoty. Wolny rynek sprawił, że Ziemia jest od kilku wieków niszczona w sposób...
[pozostało do przeczytania 50% tekstu]
Dostęp do artykułów: