Obrazek z Gnojna

Dobrze pamiętam (i może jest tak, że już tylko ja pamiętam, nikt inny), że na tylne siedzenie bryczki i na wąską ławeczkę, na której siedziało się tyłem do kierunku jazdy, i na kolana tam siedzących narzucano ciężki skórzany fartuch – miał on na dwóch krawędziach dziurki wzmocnione metalowymi kółkami, przez które to dziurki przeciągnięty był sznur służący do zamocowania fartucha pod spodem bryczki.

Tak było jesienią i wiosną, kiedy dni były słotne i bryczka, jadąc polną drogą w kierunku szosy, która prowadziła do Pułtuska, musiała przejeżdżać przez kałuże, nawet przez rozlewiska – wtedy bryzgi błota i wody leciały spod kół i spod końskich kopyt, a fartuch służył właśnie do tego, żeby zasłaniać przed obryzganiem kamasze, pantofle, spodnie i spódnice jadących bryczką. Byłem wtedy małym chłopcem, miałem cztery lata i z jakiegoś niejasnego powodu bardzo lubiłem jeździć pod skórzanym fartuchem. Dlaczego – nie wiem. Może dlatego, że spod fartucha można było wyglądać i obserwować to, co działo się na szosie między Gnojnem a Pułtuskiem, ale można też było się pod nim ukryć i jechać – ale w ukryciu, w ciemności. W niedzielę rano ubierano mnie w aksamitne spodenki i takąż marynarkę w kolorze ciemnowiśniowym, w białe pończochy i czarne lakierki zapinane na jeden guzik, wsadzano pod fartuch i jechaliśmy do Pułtuska na mszę. Woda bryzgała spod kół i spływała po końskich zadach i ogonach – lepiej było schować się pod fartuchem. Gdyby we wrześniu 1939 roku nie przyszli Niemcy, a po nich Rosjanie, to gospodarowałbym teraz w Gnojnie i powiększałbym majątek babki Aliny, dokupując okoliczne posiadłości – tak to przynajmniej sobie wyobrażam. Może nawet byłbym właścicielem pobliskiego Kleszewa – to był wtedy majątek moich pradziadków. Pewnie nie pisałbym książek, nie byłbym pisarzem, bo miałbym głowę zajętą gospodarskimi rachunkami, cenami zboża i warchlaków, dyskusjami z rządcą i polowaniami na zające – i nie usłyszałbym (nawet gdyby odezwało się w mojej...
[pozostało do przeczytania 17% tekstu]
Dostęp do artykułów: