Kot Białołap

ZAPISKI STARUCHA \ Jarosław Marek Rymkiewicz

Kot Białołap krąży wokół naszego domu od jakichś dwóch lat, próbując dostać się do środka, co niekiedy mu się udaje. Wygląda na dobrze odżywionego, z czego wnioskujemy, że mieszka u któregoś z naszych sąsiadów i jest tam przyzwoicie karmiony, ale wyraźnie ma chęć na zjedzenie czegoś smaczniejszego – czegoś takiego, co jadają nasze koty. Zjadłoby się, Białołapku złodziejaszku, trochę mielonego mięsa, co? Albo kawałeczek piersi kurczaka? Nazywamy go Białołapem, bo jest niemal w całości szarożółty, ale łapy ma odziane w cztery białe skarpetki. Siedzę więc w kuchni, przy śniadaniu lub przy obiedzie, tyłem do drzwi, gdzie stoją, właśnie tuż przy drzwiach, miseczki z kocim jedzeniem. Ewa siedzi bokiem do drzwi i też ich nie widzi. Wchodzi Białołap, bezszelestny, niemal niewidzialny, niemal bezcielesny, i zaczyna konsumować mielone mięso, które Ewa kupiła rano na targu. Jego złodziejską obecność zdradza dopiero stuk przesuwanej miseczki. Wstaję od stołu, Białołap podnosi
     
55%
pozostało do przeczytania: 45%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze