Kot Białołap

Kot Białołap krąży wokół naszego domu od jakichś dwóch lat, próbując dostać się do środka, co niekiedy mu się udaje. Wygląda na dobrze odżywionego, z czego wnioskujemy, że mieszka u któregoś z naszych sąsiadów i jest tam przyzwoicie karmiony, ale wyraźnie ma chęć na zjedzenie czegoś smaczniejszego – czegoś takiego, co jadają nasze koty.

Zjadłoby się, Białołapku złodziejaszku, trochę mielonego mięsa, co? Albo kawałeczek piersi kurczaka? Nazywamy go Białołapem, bo jest niemal w całości szarożółty, ale łapy ma odziane w cztery białe skarpetki. Siedzę więc w kuchni, przy śniadaniu lub przy obiedzie, tyłem do drzwi, gdzie stoją, właśnie tuż przy drzwiach, miseczki z kocim jedzeniem. Ewa siedzi bokiem do drzwi i też ich nie widzi. Wchodzi Białołap, bezszelestny, niemal niewidzialny, niemal bezcielesny, i zaczyna konsumować mielone mięso, które Ewa kupiła rano na targu. Jego złodziejską obecność zdradza dopiero stuk przesuwanej miseczki. Wstaję od stołu, Białołap podnosi głowę znad jedzenia, ale nie ucieka. Na końcach uszu ma śmieszne białe kosmyki. Dopiero kiedy jestem o krok od niego, chwyta ostatni kawałek mięsa, błyskawicznie odwraca się, przebiega przez całe mieszkanie i wylatuje na taras. Potrzebuje na to jakieś pięć sekund. Na tarasie na chwilę siada i jeśli poszedłem za nim, odwraca głowę i patrzy mi w oczy – no, spróbuj mnie złapać, głupi wielki zwierzaku. Hi, hi. I zbiega wesoło po schodkach tarasu, znika między dwoma sosenkami. Postępowanie Białołapa przypomina mi postępowanie obecnych władców Polski. Zakradłszy się do naszego domu, objadają się za naszymi plecami, rozglądając się przy tym uważnie, czy już wstajemy, żeby ich przegnać. Różnica jest taka, że kot Białołap jest wesoły i sympatyczny, a oni są posępni i niesympatyczni. Białołapowi nie mam za złe, że próbuje się pożywić w moim domu.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: